Wydanie bieżące

15 listopada 22 (142) / 2009

Zuzanna Sokołowska,

ODKRYTE PRAGNIENIA

A A A
Helmut Newton to legendarny twórca fotografii mody, które, będąc zapisem seksualnych fantazji, jednocześnie fascynują, pobudzają i gorszą swoim wyuzdanym ekshibicjonizmem oraz dosłownością. Artysta fotografuje nagie kobiety, które bezwstydnie zachęcają do bezpośredniego podglądania zaaranżowanych scen. Newton bardzo wcześnie rozpoczął swoją przygodę z fotografią. Mając dwanaście lat kupił swój pierwszy aparat, którym namiętnie fotografował rodzinny Berlin. Z czasem fotograficzna pasja pochłonęła go bez reszty. Swój warsztat zaczął ćwiczyć u niemieckiej fotograf, Else Simon, znanej pod pseudonimem Yva, która zapoznała go z tajnikami robienia i wywoływania zdjęć. Wtedy to Newton zdecydował, że zostanie fotografem mody, która była dla niego ucieleśnieniem fascynacji kobiecym ciałem. Wydarzenia II wojny światowej szczęśliwie skierowały artystę do Australii, gdzie nawiązał współpracę z Vogue’m i jego wieloma zagranicznymi edycjami, w tym brytyjską i francuską, tworząc niezapomniane sesje zdjęciowe. Artysta opisuje w książce „Autobiografia” swoje inspiracje dziełami Arthura Schnitzlera i Stefana Zweiga. To, co łączyło obydwu autorów to sugestywny obraz psychologii ludzkiej natury, która zniewolona przez kulturowe nakazy staje się źródłem cierpienia, wywołującego chore stany duchowe. Newtonowi najbardziej zapadło w pamięć Schnitzlerowskie opowiadanie „Panna Elza”, w którym tytułowa bohaterka dostaje histerii na skutek dwuznacznej prośby, ma się pokazać nago przed mężczyzną, który w zamian obiecał pomóc jej rodzinie. Cała sytuacja wymyka się spod kontroli, a Elza zażywa bardzo dużą ilość środków uspokajających, które stają się sposobem na zwrócenie na siebie uwagi i uzyskania pomocy, na którą okazuje się być już za późno. Newton podkreślał, że jego ulubionym słowem jest „schwul”, które oznaczało duszną, erotyczną zmysłowość, tak charakterystyczną dla dzieł Zweiga i Schnitzlera. Podobnie rzecz miała się z „Historią O” Dominique Aury. Książka opowiada o tajnym stowarzyszeniu, do którego trafia młoda kobieta, o enigmatycznym imieniu O, w którym rządzą skomplikowane reguły: nie wolno jej patrzeć w oczy żadnemu mężczyźnie, ani rozmawiać z żadną z kobiet. Pod pretekstem surowej kary, musi nosić suknię z gorsetem, która odsłania jej piersi i skórzaną obrożę, a mężczyźni mogą wyczyniać z nią najbardziej perwersyjne rzeczy, które przyjdą im do głowy. Obrazowe sceny sadyzmu i masochizmu trwale wpisały się w pamięć Newtona. Znalazły one odzwierciedlenie w sesji Vogue’a w 1976 roku, kiedy artysta fotografował najnowszy butik Hermesa, przedstawiając go jako najdroższy sex shop na świecie. Newton umieścił w szklanych witrynach kolekcje ostróg, pejczy, odzieży skórzanej i siodeł, a sprzedawczyniom kazał założyć opięte spódnice z szarej flaneli, zapięte pod szyję bluzki i przypięte do biustu broszki w kształcie bata. Wszystkie te elementy miały nasuwać skojarzenia z surowymi nauczycielkami, które wychłostają swoich uczniów, kiedy ci będą nieposłuszni. Sesja zdjęciowa odniosła światowy sukces, a zdjęcie osiodłanej kobiety zdobiło esej „Dekadencja” w czasopiśmie „Time”.

Artysta uwielbiał fotografować francuskie prostytutki z dzielnicy Saint-Denis. Jak afrodyzjak działało na niego sprowadzanie kobiety do rangi zwyczajnego towaru, który można mieć na wyciagnięcie ręki. Szczególnie jedna kobieta zapada Newtonowi w pamięć – prostytutka ubrana w suknię ślubną z welonem. Odtwarzał później tę stylistykę w sesjach zdjęciowych, podkreślając, że „rekonstrukcja to najlepsze co może być, poza bezpośrednią relacją”. Podobny mechanizm zastosował Newton z kultowym już zdjęciem kobiety w bieliźnie, która wkłada pistolet do ust. „Kiedyś w Los Angeles piłem z pewną kobietą drinka w jej apartamencie. Nagle ona podniosła zapalniczkę w kształcie pistoletu, a po zapaleniu papierosa wsadziła to sobie do ust i spojrzała na mnie. Szybko zrobiłem fotkę polaroidem. Rok później zrobiłem to na prawdziwym filmie” – opowiada Newton. Sporym zainteresowaniem artysty cieszyły się manekiny, które po raz pierwszy wystąpiły w jego sesji zdjęciowej w 1968 roku. Angielski „Vogue” opublikował zdjęcia, na których modelka zestawiona jest z manekinem, który wygląda tak jak ona. Użycie manekina pozwoliło Newtonowi na śmiałą sesję, która swoją stylistyką nawiązuje do homoseksualnych skłonności kobiet. Modelka bardzo często przybliża się do manekina, sprawiając wrażenie próby pocałowania swojego sobowtóra.

Newton posuwa się dalej. Dziesięć lat później wynajmuje manekiny do kolejnej sesji, które swoją budową nie przypominają wychudzonych modelek. Manekiny mają ponętne ciało, obfite piersi, a także szerokie biodra. Artysta doczepia manekinom włosy łonowe oraz owłosienie pod pachami. Ten fetyszystyczny element rozbudza zmysły widza, stwarza wrażenie, że ma do czynienia z żywą istotą, a nie lalką. Newton tworzy nastrój wywołujący feerię sensualnych doznań, w którym zaangażowany widz ma ochotę dotknąć tego, co zakazane, kiedy nikt nie patrzy. Dwuznaczność tych emocji budzi podskórny wstyd, ale i fascynację sztuczkami Newtona, który bezwstydnie igra z seksualnością człowieka.

Podobny eksperyment Newton przeprowadził kilka lat później na potrzeby sesji francuskiego „Vogue’a”. Przebrał wówczas kobiety za mężczyzn. Ich ciała zasłoniły eleganckie garnitury, włosy pokrywała brylantyna, a odsłonięte, piękne dłonie wcale nie musiały jednoznacznie świadczyć o ich kobiecości. Modelki idealnie grały swoje role, przytulając się do siebie lub obserwując z oddali inne kobiety. Te odwrócenie ról zawsze fascynowało Newtona, który próbuje w ten sposób odkrywać nowe, nieznane terytoria, na których można odnaleźć ideał kobiecości. Artysta nie raz podkreślał, że ma problem z definiowaniem tego ideału, które jest zmienny i objawia się jedynie na zdjęciach, które robi. Chwilową ucieczką od tego typu fotografii stała się sesja inspirowana filmem Hitchcocka „Północ – północny zachód”. Newton wykorzystał fragment, w którym samolot goni dziewczynę. Artysta wspomina, że technicznie było to bardzo trudne przedsięwzięcie, gdyż o mały włos nie doszło do katastrofy lotniczej. Zapadające w pamięć kadry biegnącej dziewczyny w nowej kolekcji haute couture do dziś robią wrażenie.

„Wielkie nagości” to cykl sesji fotograficznych z lat 1980 – 1993, które zostały zainspirowane policyjnymi zdjęciami identyfikacyjnymi niemieckich terrorystów. Nagie kobiety przekazują zmysłowe komunikaty swoimi gestami i mimiką, zachęcając, by na nie spojrzeć, podziwiać i dotykać. Widz patrzący na te fotografie dostrzega wszystkie szczegóły ciała - jego niedoskonałości, zagłębienia, zmysłowe kości obojczyków, wzgórki łonowe, które bardzo często bywają pozbawione włosów i stopy, które uwięzione są w wysokich szpilkach. Podniecenie zaczyna wzrastać wraz z ilością obserwowanych szczegółów. Po chwili wzrok zaczyna kierować się ku włosom, które sprawiają wrażenie nieuczesanych, tak jakby kobieta przed chwilą wstała z łóżka. Newton rozbudzając wszystkie zmysły, nie ociera się o dosłowność, którą możemy pozornie dostrzec na fotografiach. Pomysł ten został powtórzony w serii „Domowe nagości” w 1992 roku. Artysta sfotografował miejsca, które kojarzyły mu się z obecnością i jego własną tożsamością. Do zdjęć znanych mu miejsc dodał wizerunki kobiet, które eksponują swoje piersi, błyszczące pośladki i włosy łonowe.

Newton nie ograniczał się jedynie do tworzenia fotograficznych sesji mody. Wielokrotnie był poproszony o wykonanie zdjęć osób, które swoją twórczością lub działalnością zmieniły bieg historii. Przez jego aparat przewinęły się sławne i kontrowersyjne osobistości, między innymi Gerhard Schroeder, Leni Riefenstahl i Jean - Marie Le Pen. To do Newtona należy ostatnie zdjęcie Salavadora Dalego w 1986 roku. „Vanity Fair” wysłał artystę do Figueras, by sfotografował Dalego w jego własnym muzeum. Dali wiedział, że Newton uwielbia fotografować przy świetle dziennym. Kiedy rozpętała się burza, Dali powiedział, że jest „gotów na Newtona, który jest tu, bo wie, że umieram”. W 1991 roku Newton dostaje zlecenie na sesję z Margaret Thatcher. Na jego zdjęciach kobieta się nie uśmiecha i pozą przypomina rekina, który zamierza pożreć swoją ofiarę. Thatcher nienawidziła tych zdjęć, wielokrotnie przypominając o tym Newtonowi. Jedna z odbitek znajduje się w National Portrait Galery w Londynie.

Helmut Newton fotografował to, co sprawia mu największą przyjemność, łącząc swoje prywatne doświadczenia z twórczością. Obserwował pozornie ulotne szczegóły, zatrzymując na negatywie krótkotrwale sensualne doznania, tak charakterystyczne dla kobiecego ciała, pełnego podniecających tajemnic. Ukryty za aparatem, podglądał sytuacje, które sam zaaranżował, przeżył lub chciał przeżyć. Mawiał, że nigdy nie zastanawiał się, co będzie ekscytujące dla odbiorców. Zadowalał samego siebie, przekraczając granice wstydu, który przestał być w końcu tematem tabu.
Helmut Newton „Autobiografia", Wydawnictwo słowo/ obraz terytoria, 2007.