Wydanie bieżące

15 listopada 22 (142) / 2009

Hanna Nandzik - Marczyk,

SZTUKA POD REDAKCJĄ E-MOBILART

A A A
Rondo Sztuki istnieje od dwóch lat. Jako młoda galeria stara się promować sztukę najnowszą, w tym taką, która korzysta z najnowszych technologii. Nic dziwnego, że to właśnie w Rondzie Sztuki odbyła się wystawa stanowiąca podsumowanie projektu “e-MobiLArt” (European Mobile Lab for Interactive Media Artists). Projekt rozpoczął się w lutym 2008 roku. Artyści biorący w nim udział przedstawili prace, których koncepcje powstały podczas trzech warsztatów: w Atenach, Rovaniemi i Wiedniu. Cały projekt pomyślany był raczej jako działanie nastawione na proces twórczy, niż na produkt w postaci wystawy. “e-MobiLArt” miał za zadanie stworzyć sieć powiązań pomiędzy artystami działającymi w różnych obszarach kultury nowych mediów: naukowcami, teoretykami i kuratorami. Starano się wypracować strategie komunikacyjne umożliwiające twórczą współpracę w interdyscyplinarnym gronie specjalistów. Autorzy projektu wierzyli, że uda się za jej pomocą stworzyć nowe lub zmodyfikować istniejące metodologie poznawcze i twórcze. Bodźcem do zmian miałoby być zetknięcie się świata naukowego i świata sztuki. Konieczność współpracy dla osiągnięcia jak najlepszego efektu miała być w przekonaniu organizatorów “e-MobiLArt” największą zachętą do podjęcia próby redefinicji metod twórczych właściwych dla każdej z dziedzin. Patrząc na to wydarzenie z perspektywy założeń projektu właściwie nie jesteśmy w stanie ocenić, czy przedsięwzięcie udało się, czy też nie. Najistotniejszy element projektu – proces twórczy dzielony przez wielu twórców (collaborative creative process) – jest dla nas niedostępny – możemy jedynie oceniać jeden z jego efektów – wystawę.

“Soundlines” (Linie dźwięku) autorstwa Cliona Harmey, Christine Mackey, Lorraine Walsh, Lei Han i Nity Tandon to interaktywna rzeźba z czujnikami dotyku, z której wydobywa się dźwięk i animacja tekstowa. Jest to stanowisko składające się z ekranu umieszczonego w prostopadłościennej formie oplecionej kablami. Na końcu kabli umieszczone są czujniki, których widzowie mogą dotykać. Każde dotkniecie czujnika przez widza powoduje wyświetlenie na ekranie słowa oraz odtworzenie nagrania dźwiękowego. Słowa oddalają się i w ich miejsce pojawia się pionowa linia. Każde kolejne słowo pozostawia po sobie ślad w postaci białej linii na ekranie, tworzącej abstrakcyjną kompozycję. Praca inspirowana jest pismem węzełkowym kipu pochodzącym z prekolumbijskiej Ameryki Południowej. Kipu służyło Indianom do zapisywania informacji, jednak nadal nie istnieje żadne jednoznaczne odczytanie treści zaszyfrowanych w ten sposób. Wiadomo jedynie, że stanowiło swoistą bazę danych – prawdopodobnie liczbowych. Kuratorzy wystawy pokreślają, że “Soundlines” jest refleksją nad tym, jak kultura znajduje narzędzia, aby siebie samą zachowywać. Istotnie, jest to praca o fenomenie baz danych. Najbardziej interesujące jest to, co o nim mówi. Z punktu widzenia użytkownika “Soundlines” jest chaotycznym zbiorem dźwięków, słów i linii (obrazów). Nie istnieje żadna instrukcja obsługi bazy danej użytkownikowi. Artysta nie wyznacza żadnych ścieżek, po których odbiorca mógłby poruszać się, by nauczyć się manipulować jej elementami. Bazy danych tworzone przez kulturę jawią się w tej optyce jako zbiór, a nie system, a to istotna różnica. Kultury różnią się bowiem nie tylko zawartością takiej bazy, ale głównie jej ustrukturyzowaniem. W “Soundlines” uporządkowana struktura jest nie tyle pominięta, co niezauważalna dla widza. Tymczasem to struktury, które nieraz porządkują te same dane w odrębny sposób, najwyraźniej odróżniają kultury od siebie. Kategorie, które są nieodłącznym elementem rozumienia świata, stanowią istotę bazy, a nie jej zawartość treściowa, która ma tendencje do ciągłego pochłaniania nowych elementów i rozwijania się. Kategorie ewoluują znacznie wolniej w ramach danej struktury, stanowiąc o jej tożsamości. Wydaje się, że artyści tworzący “Soundlines” zadowolili się stwierdzeniem ważnego skądinąd faktu, że każda kultura zachowuje samą siebie w bazie danych, którą tworzy. Jednakże głębsza analiza zjawiska mogłaby pokazać, że największym skarbem ukrytym w danej bazie danych pod wielkimi ilościami jednostkowych informacji jest sposób kategoryzowania – rozumienia świata, właściwy dla kultury tworzącej tę bazę.

Drugą interesującą pracą prezentowaną na “e-MobiLArt” jest instalacja dźwiękowa “We love the fish” (Kochamy rybę) autorstwa Duke Albada, Alexandra Berlinger, Jeremy Bernstein i Wolfgang Fiel. W jej skład wchodzi kilkanaście mikrofonów umieszczonych w różnych obiektach znajdujących się na terenie całej galerii (np. w rowerze stojącym przy wejściu do galerii), oraz głośnik centralny. Przedmioty, w których znajdują się mikrofony zniekształcają dźwięk, który zostaje nagrany i dodatkowo zapętlony. Nagrania ze wszystkich głośników układane są warstwowo i zostają odtworzone symultanicznie przez głośnik centralny. Praca jest akustycznym zapisem życia galerii. To sztuka prawdziwie interaktywna, ponieważ widzowie są jej nieodłącznym elementem. To oni generują dźwięki, które są tworzywem wykorzystywanym przez artystów. Można uznać odwiedzających galerię za współtwórców dzieła, choć są oni jedynie źródłem informacji dźwiękowej. “We love the fish” może być także interpretowane jako swoisty autoportret sztuki. W tej pracy sztuka tworzy siebie (dzieło) z samej siebie (wystawa – wydarzenie należące do świata sztuki). Pod koniec wystawy nagranie przedstawia pewną narrację. Galeria budzi się, żyje i zasypia wraz z opuszczeniem jej przez ostatniego widza. Można rozróżnić brzęk kieliszków i oklaski nagrane podczas otwarcia wystawy. “We love the fish” równocześnie przedstawia sztukę i składa się z niej. Praca ta jest bardzo interesująca właśnie ze względu na swój metadyskursywny charakter i prostotę użytych środków. Wpisuje się tym samym w klimat wystawy w Rondzie Sztuki. Warto zauważyć, że wszystkie prezentowane na niej prace opierają swą siłę oddziaływania na idei zawartej w dziele. W wielu miejscach pozostawiono na widoku kable, maszyny i inne elementy nie mające znaczenia estetycznego, a jedynie praktyczne. Nie zrobiono tego wcale po to, by wyeksponować techniczny charakter sztuki nowomedialnej. Artyści Europy Zachodniej, którzy są autorami prac stworzonych w ramach “e-MobiLArt” od dawna przyzwyczajeni są do tego, by przedkładać ideę nad estetykę dzieła, właśnie ta tendencja jest wyraźnie widoczna na wystawie.

Pracą, która mogła rozczarować była “On track” (Na tropie) autorstwa Lindy Dement, Petry Gemeinboeck, PRINZGAU/podgorschek i Marion Tränkle. Instalację złożoną z pięciu robotów na platformach, cieknących pojemników z cieczami, dywanu i wielkiego mopa umieszczono w samym centrum galerii. Była pierwszą pracą, którą widz napotykał po wejściu na wystawę. Przyciągała uwagę nie tylko swoim uprzywilejowanym usytuowaniem, ale także rozmiarami oraz tym, że mop nieustannie znajdował się w ruchu. Koncepcja pracy jest interesująca – autorzy za pomocą robotów chcieli opowiedzieć o ludzkim wysiłku jako o czymś nieskończonym i prowadzącym właściwie do nikąd. Niestety “On track” jest zbyt mało czytelna. Rym, według którego toczy się akcja jest właściwie niezauważalny. Ruch wielkiego mopa jest monotonny i nie zdradza cech narracyjności. W wyniku działań wykonywanych przez roboty niewiele zmienia się – widz nie jest w stanie dostrzec “zmierzania do katastrofy” opisywanego przez kuratorów w katalogu. Zdaje się, że głównym celem autorów było wykorzystanie elementów robotyki, dopiero potem wypowiedź artystyczna.

Widz świadomy możliwości technologicznych dostępnych w dzisiejszych czasach, spodziewa się nieco wiecej po prezentacji sztuki nowych mediów. Rzutnik i kilka dość topornie działających czujników ruchu, kamera internetowa albo robot sprzątający to za mało, by wprawić w osłupienie współczesną publiczność. Mam wrażenie, że wystawa “e-MobiLArt” była czymś, co powstało “przy okazji”, jako produkt drugiej kategorii, ponieważ głównym celem projektu było ustanowienie połączeń pomiędzy artystami, naukowcami, teoretykami i kuratorami. Poza tym wydaje się, że szczytne założenia projektu przerosły zbyt skromny, jak na ten cel budżet. Musimy być świadomi, że nowe technologie w sztuce wiążą się ogromnymi kosztami. Mimo wszystko brak środków finansowych nie może być usprawiedliwieniem dla niedociągnięć. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że głównym wabikiem (na widza) wystawy powinna być sama sztuka, jej sfera ideowa lub estetyczna, a najlepiej obie działające wspólnie po to, by komunikować się z widzem. Nowe technologie są modne, lecz samo ich użycie nie powinno stanowić o sile i współczesności sztuki. Tymczasem prac na wystawie “e-MobiLArt” nie łączy nic poza użyciem nowych technologii. Wystawa nie stanowi spójnej wypowiedzi na jakiś konkretny temat, nie opowiada żadnej historii ani nie prezentuje jakiegoś wyraźnego stanowiska.
”e-MobiLArt”, 28 października – 15 listopada 2009, Rondo Sztuki, Katowice.