Wydanie bieżące

15 listopada 22 (142) / 2009

Łukasz Iwasiński,

KRÓTKO I TREŚCIWIE

A A A
Różne oblicza psycho-rocka
Monotonix “Where Were You When It Happened?”. Drag City, 2009.

Zawsze byłem fanem oszczędnych, podszytych bluesem, pełnych dezynwoltury, surowych gitar – od MC5 przez Delta 75 i Jona Spencera, po White Stripes. Wszyscy oni dowiedli mocy trzech nonszalancko wyciętych akordów i ponadczasowej siły hałaśliwego rock'n'rolla. Jednak Izraelczycy z Monotonix nie dołączą do grona moich idoli. Minimalizm, szorstkość, nieokrzesanie, aura amatorszczyzny mogą być cnotami, ale musi towarzyszyć im odpowiedni feeling i polot. A tych cech triu zabrakło. Wzorce mają dobre (garażowy pre-punk wspomnianych MC5, cięższy hardrock Led Zeppelin, brudny korzenny rock Mudhoney, a nawet muliste riffy Melvins), ale całość wypada boleśnie topornie. Panowie byli być może największymi szołmenami tegorocznego Off Festivalu, ale po zapoznaniu się z płytą nie mogę pozbyć się wrażenia, że koncertowymi harcami nadrabiają braki muzyczne.



Health “Get Color”. Lovepump United, 2009.

Health to jedni z najbardziej psychodelicznych reprezentantów hałasującego undergroundu współczesnego Los Angeles. Rzetelny i dogłębny opis ich muzyki wymagałby karkołomnej, pełnej oksymoronów, słownej żonglerki. Spróbuję zanadto nie komplikować. Mamy więc zimne brzmienie i motoryczne, plemienne bębnienie, odwołujące się do co bardziej zadziornych objawień postpunka przełomu lat 70. i 80., a momentami porywczości no wave. Do tego kontrastujące z warstwą instrumentalną oniryczne wokale, którym bliżej do poetyki klasycznego 4AD. Całość skąpana jest w zgrzytliwych efektach i pogłosach, dając wrażenie jakiegoś upiornego shoegaze'u. Brzmi to niczym wypadkowa wczesnego Killing Joke, Liars, Metallic Falcons i Gang Gang Dance. Płyta, która parę lat temu byłaby perełką dla poszukiwaczy muzycznych kuriozów, dziś na tle szeregu podobnych sonicznych wynaturzeń niczym szczególnym się nie wybija. Ale i tak cieszy.



Dirty Projectors “Bitte Orca”. Domino, 2009.

Dowodzący projektem Dirty Projectors Dave Longstreth wyrósł na jedną z najbłyskotliwszych postaci we współczesnym muzycznym światku. Ten absolwent Yale należy do najbardziej wyrazistych głosów na coraz bardziej zatłoczonej, pełnej najróżniejszej maści pozerów czy hochsztaplerów freakowej scenie. Wcześniejsze, zdecydowanie bardziej hermetyczne eksperymenty na bazie avant-folku, lo-fi i szeroko pojętego postrocka skazywały jego zespół na funkcjonowanie w głębokim podziemiu. „Bitte Orca” ma szansę trafić do szerszego grona co bardziej otwartych słuchaczy. Grupę przygarnęła wytwórnia Domino, a jej rozedrgane, math-psycho-folkowe piosenki nabrały swoiście popowej ogłady i soulowej zmysłowości, nie zatracając jednak swego frapującego ekscentryzmu. Objawienie na miarę Animal Collective!