Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (143) / 2009

Przemysław Pieniążek,

NORWESKA ODYSEJA

A A A
Jomar Henriksen (Anders Baasmo Christiansen) był niegdyś wielce obiecującym narciarzem, jednak na skutek załamania nerwowego jego marzenia o wielkiej karierze pozostały w sferze niezrealizowanych pragnień. Mężczyzna pogrąża się w chronicznej depresji, nadużywając dodatkowo alkoholu oraz marihuany. Pewnego dnia do chaty Jomara (będącej punktem sprzedaży biletów na wyciąg narciarski) przybywa jego dawny przyjaciel, Lasse (Kyrre Helium). Po dość szorstkim powitaniu – wszak mężczyzna odbił Jomarowi dziewczynę – Lasse przekonuje bohatera, aby ten spędzał więcej czasu ze swoim dzieckiem, będącym owocem uczucia łączącego go z niegdysiejszą partnerką. Pełen determinacji (podsyconej spontanicznym pożarem chatki), zaopatrzony w galon samogonu, Henriksen wsiada na śnieżny skuter i rusza na daleką Północ, gdzie – być może – czeka na niego przysłowiowa druga szansa. Zanim jednak dotrze na miejsce, zwalisty Odys spotka po drodze wiele barwnych i cudacznych postaci, których obecność nie pozostanie bez wpływu na jego dalsze działanie.

„Białe szaleństwo” to fabularny debiut Rune Denstada Langlo, 37-letniego reżysera z norweskiego Trondheim, w którego skromnej filmografii dominuje kino dokumentalne. Langlo jest współautorem miniserialu oraz pełnometrażowego filmu „Alt for Norge” (2005), będącego intrygującym pod względem formalnym oraz okraszonym szczyptą sarkastycznego humoru dokumentem poświęconym historii Norwegii. O nietypowości dzieła decyduje między innymi instancja narratora, którego funkcję pełni Odd Børretzen, popularny norweski artysta, ilustrator, pisarz i satyryk, wcielający się w postać astronauty przechwytującego z orbity Ziemi sygnały telewizyjne, będące przyczynkiem do rozważań na temat narodowej tożsamości Norwegów. Inne dzieło reżysera, „Prawie sto procent szczerości” (2008), to opowieść o grupie przyjaciół pochodzących z różnych zakątków ziemskiego globu (Uganda, Irak, Pakistan oraz Bośnia), którzy za pośrednictwem muzyki próbują opisać i skomentować życie imigrantów we współczesnym, wielokulturowym społeczeństwie Norwegii.

Najnowsza propozycja Langlo to kino drogi, w którego tworzeniu reżyser garściami czerpał z estetyki oraz narracyjnych rozwiązań znanych z dzieł Jima Jarmusha, braci Coen czy Akiego Kaurismäkiego. Nie zabrakło tu także ukłonu w stronę „Prostej historii” Davida Lyncha (1999). Nieśpieszne tempo akcji, banalne z pozoru dialogi, przeplatane chwilami długiego milczenia, specyficzny humor połączony z poczuciem tragizmu ludzkiej egzystencji, a do tego galeria ekscentrycznych postaci stanowią najważniejsze elementy świata wykreowanego przez reżysera. Langlo wydaje się pojętnym uczniem swoich mistrzów – umiejętnie balansuje pomiędzy wątkami, które mogłyby stanowić punkt wyjścia przygnębiającego dramatu obyczajowego, a surrealistyczną zgrywą, bazującą na humorze słownym i sytuacyjnym.

Warto jednak podkreślić, że obok zabawy „Białe szaleństwo” oferuje także sporą dawkę refleksji. Każda z napotkanych przez Jomara osób reprezentuje inny aspekt symbolicznej figury przewodnika, wskazując bohaterowi drogę do duchowej przemiany. Młoda dziewczyna mieszkająca razem z babcią na zupełnym odludziu zapewni wędrowcowi dach nad głową oraz zmusi go do podjęcia autorefleksji (zainaugurowanej krótkim testem osobowościowym przeprowadzonym w ramach wpisu do zeszytu ze „złotymi myślami”). Homofobiczny młodzieniec nie dość, że wybawi go ze śnieżnych tarapatów oraz nauczy „polskiej” szkoły spożywania alkoholu, to jeszcze uświadomi mu istnienie zjawiska zwanego miłością bliźniego. Natomiast czekający na śmierć staruszek przekaże Jomarowi cenną lekcję dotyczącą ulotności życia oraz nietuzinkowej ars moriendi.

Wcielający się w postać Jomara Anders Baasmo Christiansen – absolwent Norweskiej Akademii Teatralnej, którego polski widz może pamiętać z komediodramatu „Kumple” Mortena Tylduma (2003) oraz epickiego dzieła „Templariusze. Miłość i krew” Petera Flintha (2007), będącego adaptacją pierwszego tomu bestsellerowej trylogii „Krzyżowcy” autorstwa Jana Guillou – kreuje postać z jednej strony tragiczną, z drugiej – ujmująco nieporadną i – pomimo pozoru szorstkości – niezwykle ciepłą, sprawiając, że widz trzyma kciuki za pomyślne zakończenie śnieżnej odysei. Dodatkowymi atutami filmu są nastrojowe zdjęcia Philipa Ogaarda oraz ciekawa ilustracja muzyczna autorstwa Oli Kvernberga, budząca chwilami skojarzenia z kompozycjami Cartera Burwella z filmu „Fargo” Joela Coena (1996). „Białe szaleństwo” to niewątpliwie dowcipne i w gruncie rzeczy pogodne dzieło, sprawdzające się jako niezły filmowy antydepresant z oczywistym, ale zawsze aktualnym przesłaniem. Propozycja w sam raz na mroźny, zimowy wieczór.
„Białe szaleństwo” („Nord”). Reż.: Rune Denstad Langlo. Scen.: Erlend Loe. Obsada: Anders Baasmo Christiansen, Kyrre Helium, Marte Aunemo, Mads Sjøgård Pettersen, Lars Olsen. Gatunek: komediodramat. Produkcja: Norwegia 2009, 78 min.