Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (143) / 2009

Magdalena Kempna-Pieniążek,

O SKANDYNAWSKĄ TOŻSAMOŚĆ

A A A
Nowości wydawnicze
Na czterysta szósty numer „Filmu na Świecie” przyszło nam długo czekać. Wreszcie się jednak doczekaliśmy – po kilku latach ciszy kultowy polski nieregularnik, od dziesięcioleci towarzysz historyków i teoretyków filmu, przyjaciel studentów filmoznawstwa, powrócił w nowym formacie i z równie nowym, świeżym tematem. Powrócił także, jeśli można tak powiedzieć, odmłodzony – i nie chodzi tu tyle o perspektywy metodologiczne, bo te łączą w sobie wątki współczesne z szacowną, dobrą szkołą interpretacji filmu, co po prostu o wiek redaktorów i autorów większości tekstów – sądząc z notek autorskich, głównie doktorantów i (niedawnych) absolwentów filmoznawstwa.

Warto od razu zauważyć: wydawcy „Skandynawii filmowej” postawili sobie cel nad wyraz ambitny. „W niniejszym tomie – czytamy w lakonicznym redaktorskim wstępie – autorzy ośmiu artykułów przyglądają się temu, co zarówno dawniej, jak i współcześnie dzieje się w kinie skandynawskim, analizują tematy, motywy, obsesje najczęściej poruszane przez twórców, którzy (…) odważnie i w sposób uniwersalny mówią o tym, co bawi i boli ludzi Północy” (s. 3). Opisać kino skandynawskie w całym jego zróżnicowaniu – od kinematografii fińskiej do islandzkiej, od Ingmara Bergmana do Larsa von Triera, od prowokacyjnych filmów Vilgota Sjömana do postmodernistycznego kina Akiego Kaurismäkiego, od Leningrad Cowboys do Ellinga, opisać wzdłuż i wszerz, diachronicznie i synchronicznie – w ośmiu zaledwie tekstach? Pomimo – wydawałoby się – karkołomności przedsięwzięcia, autorzy „Skandynawii filmowej” wybrnęli z niego nadspodziewanie dobrze, kładąc jednakże zdecydowanie nacisk na współczesne (a nawet najnowsze) zjawiska charakterystyczne dla północnoeuropejskich kinematografii.

Mamy więc w nowym numerze „Filmu na Świecie” tekst o kinie duńskim, a konkretnie o twórczości Lone Scherfig (jedyny w tym zbiorze artykuł przedrukowany, w tym przypadku z „Kina”) i dwa teksty o kinematografii fińskiej, a w zasadzie o jednym jej – z pewnością najlepiej znanym – przedstawicielu, Akim Kaurismäkim (Jacek Flig, Magdalena Saryusz-Wolska). Wgląd w kinematografię islandzką przynosi analiza twórczości Baltasara Kormákura autorstwa Patrycji Włodek. Artykuł Katarzyny Dąbrowskiej z kolei stanowi próbę syntetycznego ujęcia tendencji współczesnego kina norweskiego. Mamy też dwa teksty o kinie szwedzkim: interpretacji będącego już dzisiaj przede wszystkim dokumentem pewnej epoki cyklu Vilgota Sjömana „Jestem ciekawa” (Bartosz Kazana) sekunduje artykuł Joanny Tercjak poświęcony najnowszym filmom Roya Anderssona. Jest wreszcie i szkic Alicji Helman o jedynym filmie farerskim – czyli pochodzącym z Wysp Owczych – przynoszący interesujący wgląd w kulturę tego intrygującego zakątka świata.

Można byłoby oczywiście dyskutować z takim doborem treści. To, że w zbiorze nie znalazł się żaden tekst o Bergmanie, da się łatwo wybaczyć, zważywszy na współczesny raczej profil „Skandynawii filmowej”. Bardziej kontrowersyjna wydaje się nieobecność w tomie omówienia fenomenu dzieł Larsa von Triera, reżysera, który nie tylko wypromował kino duńskie na świecie, ale i poprzez swoje niejednokrotnie radykalne i prowokacyjne wystąpienia (DOGMA 95) stał się (często negatywnym) punktem odniesienia dla wielu twórców, nie tylko zresztą skandynawskich. To przecież w opozycji do dzieł autora „Królestwa” rozwija się – jak zauważa Jan Olszewski (s. 5) – głęboko antropocentryczna twórczość Lone Scherfig i to z nimi kontrastują bardzo często przypominające współczesne warianty przypowieści filmy norweskie, takie np. jak wyświetlane niedawno na ekranach polskich kin „Białe szaleństwo” Rune Denstada Langlo.

Tego typu polemiki nie miałyby chyba większego sensu. Najnowszy numer „Filmu na Świecie” przynosi oczywiście wybiórczy wgląd w kinematografię skandynawską, wybiórczość ta jest jednak obliczona na prezentowanie raczej tego, co w polskiej literaturze do tej pory pozostawało nierozpoznane (ok. 70% cytowanych przez autorów tekstów to zagraniczne źródła internetowe), niż na komentowanie zjawisk takich jak twórczość von Triera, szeroko przecież dyskutowanych.

Co więcej, między wersami czy też raczej akapitami zgromadzonych w zbiorze tekstów snuje się narracja na temat współczesnego stanu kultury skandynawskiej. Kultury czy kultur? Zwraca uwagę już fakt, iż autorzy i redaktorzy „Filmu na Świecie” żywią przekonanie, że przy całej współczesnej różnorodności i wieloaspektowości kultury filmowej można mówić o czymś takim jak „kinematografia skandynawska” w ogóle. Nie jest to bowiem określenie wyłącznie umowne, związane z kwestiami geograficznymi, lecz termin – w świetle wątków poruszanych w tekstach – oznaczający pewien zespół tendencji tematycznych i stylistycznych obecnych w kinie. Za takim podejściem przemawia na przykład fakt, że można kręcić kino skandynawskie poza Skandynawią, o czym świadczy chociażby dokonana przez Jacka Fliga analiza cyklu o Leningrad Cowboys Akiego Kaurismäkiego. Czytając artykuły zawarte w najnowszym numerze „Filmu na Świecie”, trudno oprzeć się wrażeniu, że jej autorzy bronią tezy o funkcjonalności terminu „kino skandynawskie”, ponieważ są przekonani o tym, że składające się na ten fenomen kinematografie narodowe (duńską, islandzką, szwedzką, norweską i fińską) więcej łączy, niż dzieli. Warto przy tym wspomnieć o tym, co widoczne jest już na pierwszy rzut oka: dla wydawców najnowszego numeru „Filmu na Świecie” kino skandynawskie to przede wszystkim kino autorów. Jedynie o kinie norweskim mówi się tutaj przez pryzmat nie jakiejś wybranej postaci, np. Benta Hamera czy Mortena Tylduma, a ogólnych „tendencji” (też zresztą tworzonych przez autorów). Ma to oczywiście konsekwencje w daleko posuniętej indywidualizacji: Finlandia w „Człowieku bez przeszłości” jest i pozostanie przede wszystkim Finlandią Kaurismäkiego, tak jak Szwecja w „Do ciebie, człowieku” będzie zawsze Szwecją oglądaną przez pryzmat wyobraźni Roya Anderssona. Mimo to zróżnicowane i reprezentowane przez autorów-reżyserów, wyznających odmienne zapatrywania na sztukę, kinematografie skandynawskie oświetlają się nawzajem, co prowadzi do często ciekawych wniosków.

Jakie zatem wątki składają się na tę skandynawską filmową narrację? Między innymi przekonanie o tym, że warto snuć… narracje. I to szczególne narracje – takie, w których centrum znajdowałby się człowiek. Ta potrzeba snucia opowieści ma oczywiście wiele źródeł, do których można zaliczyć fakt, iż mieszkańcy współczesnej Skandynawii muszą się uporać z własną tożsamością. O ile jeszcze Lone Scherfig – w świetle tez Olszewskiego – zdaje się pytać w swoich filmach o tożsamość człowieka w planie uniwersalnym, o tyle Kaurismäki (w ujęciu Jacka Fliga i Magdaleny Saryusz-Wolskiej) zastanawia się nad tożsamością (a może nie-tożsamością?) samych Finów. W kwestie tożsamości – tym razem farerskiej – wpisuje się też poniekąd problematyka „Barbary” Nilsa Malmrosa, analizowanej przez Alicję Helman. W kinie norweskim, jak zauważa Katarzyna Dąbrowska (s. 62-65), problem z tożsamością związany jest przede wszystkim z kryzysem męskości (samczy Wikingowie to już zaledwie legendarna przeszłość). W całej Skandynawii natomiast problem ów dotyczy kryzysu tradycyjnych wartości – ich upadku albo całkowitego skostnienia.

Być może źródła tego stanu rzeczy tkwią w tym, o czym wspomina w swojej analizie cyklu „Jestem ciekawa” Bartosz Kazana: śledzący przemiany dokonujące się w społeczeństwie szwedzkim w latach 60. Vilgot Sjöman, zdaniem autora artykułu, dostrzegł, iż „zmiany dokonują się jedynie w sferze obyczajowej. Społeczeństwo szwedzkie, oskarżone w filmie o stagnację i brak świadomości politycznej, jako całość pozostaje niewzruszone i nie dostrzega anachronizmu między głoszonymi ideami a faktycznym stanem rzeczy” (s. 70). Ukontentowane materialnie, obyczajowo wyzwolone społeczności Skandynawii zdają się funkcjonować w moralnej pustce, którą demaskują zarówno groteskowe maskarady Roya Anderssona, jak i momentami cyniczne obserwacje Baltasara Kormákura. Obecny w twórczości ostatniego z wymienionych reżyserów wątek obcego (a raczej obcej) spoglądającego (spoglądającej) z zewnątrz na kulturę Islandii, jak zauważa Patrycja Włodek (s. 56), wydaje się symptomatyczny. Jak rozpoznać własną tożsamość, skoro od środka opisać już się jej nie da? Może da się tego dokonać właśnie poprzez zaproszenie do świata przedstawionego filmów postaci o „hiszpańskim” czy „francuskim”, „innym” spojrzeniu? Albo poprzez wysłanie „swoich” bohaterów w dalekie wojaże (Leningrad Cowboys), by mogli spojrzeć na własną narodową tożsamość z oddalenia amerykańskiej czy europejskiej prowincji? Albo – i to casus chociażby Roya Anderssona – poprzez generowanie specyficznego „efektu obcości”, kreowanie wizji nie-tożsamej z codzienną rzeczywistością, na której tle, paradoksalnie, współczesna tożsamość będzie mogła ukazać swoje ukryte oblicze.

Jak skądinąd wiadomo, tożsamość to twór w dużej mierze narracyjny, dlatego skandynawscy artyści od Finalndii po Islandię snują swoje opowieści, często czerpiąc inspirację z amerykańskiego kina drogi lub – tak jak Bent Hamer w „Historiach kuchennych” – ze sprawdzonej formuły paraboli. A opowiadając te historie, nieustannie sprawdzają, podają w wątpliwość, a czasem i próbują definiować na nowo uniwersalne wartości.

Autorom „Skandynawii filmowej” udała się bardzo trudna w gruncie rzeczy sztuka. Z poszczególnymi ich spostrzeżeniami można oczywiście polemizować. Osobiście na przykład nie nazwałabym Roya Anderssona „spadkobiercą Bergmana”, jak uczyniła to Joanna Tercjak (s. 81), rozpatrująca na dodatek filmy szwedzkiego reżysera w kontekście polskiego fenomenu „bareizmu”. Istotne jest jednak przede wszystkim to, że najnowszy numer „Filmu na Świecie” otwiera pole do dalszych dyskusji i – zgodnie z obietnicą zawartą we wstępie – zasklepia lukę, która na gruncie polskiego filmoznawstwa stawała się z roku na rok coraz bardziej dotkliwa. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że podjęty przez autorów wysiłek spotka się z należnym mu oddźwiękiem, a ich niejednokrotnie intrygujące spostrzeżenia związane z kinem dalekiej Północy staną się inspiracją dla dalszych – choćby i polemicznych – refleksji na temat skandynawskich kinematografii.

Najnowszy numer „Filmu na Świecie” można nabyć za pośrednictwem biura Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych.
„Film na Świecie”, nr 406. Red. B. Kazana, P. Włodek. Polska Federacja Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Warszawa 2009.