ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (145) / 2010

Bartosz Kazana,

OPUNTIA STRICTA

A A A
Kaktus (cactaceae), a dokładnie kilkadziesiąt gatunków z rodzaju opuncja, nie jest rośliną australijską, przynajmniej w sensie rodowodowym. Przywieziono ją tu z Ameryki pod koniec dziewiętnastego stulecia w celach ogrodniczych. Kilkadziesiąt lat później stała się powszechnym chwastem, zarastającym coraz większe połacie kontynentu. Jedynym rozwiązaniem była walka biologiczna. Skuteczne okazały się dopiero – również sprowadzone z Ameryki – gąsienice ćmy, które umożliwiły osiągnięcie relatywnej równowagi w australijskiej florze.

Również pod względem kulturowym kaktus o wiele mocniej wpisuje się w tradycję Ameryki niż Australii. Niektórzy Indianie używali go w obrzędach religijnych jako halucynogenu umożliwiającego kontakt z bóstwami. Orzeł tłamszący węża w godle Meksyku znajduje podporę w kwitnącym błękitnym kaktusie. Milczy jednak na jego temat Władysław Kopaliński w „Słowniku mitów i tradycji kultury”. Gdzie indziej znajdujemy za to informację, że pod wpływem jazgrzy Williamsa – która niegdyś wprowadzała indiańskich szamanów w trans – powstało wiele prac Witkacego w ostatniej dekadzie życia artysty. Jest więc kaktus rośliną o niemal magicznej aurze.

Dla Australijczyków kaktus to symbol rodzimej przyrody i zarazem synonim plagi gospodarczej. Z jednej strony idealnie współgra z suchym i gorącym klimatem bezkresnych pustyni Australii, stanowiąc nieodłączną część wrytego w świadomość kulturową tamtejszych mieszkańców pejzażu. Z drugiej – jest elementem destabilizującym rozwój cywilizacyjny kraju, co daje przyzwolenie na jego kontrolowaną eksterminację.

Podobna dwoistość, wynikająca z wewnętrznej sprzeczności danego fenomenu, znajduje się u źródeł historii opowiedzianej w debiutanckim filmie przez Jasmine Yuen-Carrucan. Znana dotychczas jedynie jako asystentka operatorów przy takich filmach, jak „Mission: Impossible II” (2000) Johna Woo, „Spokojny Amerykanin” (2002) Phillipa Noyce’a czy „Kill Bill” (2003-2004) Quentina Tarantino, Yuen-Carrucan zaskakuje subtelnością podjętego tematu, tym bardziej, że jest także autorką scenariusza do swojego filmu.

„Kaktus” opowiada o trzydziestoletnim mężczyźnie, Johnie Kellym (Travis McMahon), który aby zdobyć pieniądze na leczenie żony, decyduje się przyjąć zlecenie porwania i dostarczenia we wskazane miejsce zawodowego hazardzisty, Eliego Jonesa (David Lyons). Bohater nie zna dobrze swoich pracodawców. Nie wie też początkowo, kim jest porwany. Z determinacją i nieskrywaną nerwowością wykonuje swoje zadanie. Pokonanie tysięcy mil drogi prowadzącej przez monotonny krajobraz pustyni nie jest jednak możliwe bez choćby szczątkowego kontaktu werbalnego z porwanym. Ten zaś, początkowo przerażony i zdezorientowany, szybko dostrzega u oprawcy wrażliwe miejsce, jakim jest temat rodziny – ukochanej córki i żony, za którymi John tęskni. Między mężczyznami zawiązuje się nić porozumienia, która w klimaksie filmu zostanie poddana próbie.

Wydaje się, że aby właściwie powiązać tytuł filmu z jego fabułą, trzeba spojrzeć na dwójkę bohaterów przez pryzmat (charakterystycznej także dla kaktusa) niejednoznaczności ich kulturowego odbicia. Dostrzec zarazem ich jedność i różnorodność. Obaj mężczyźni są Australijczykami. Są w podobnym wieku, a więc łączy ich doświadczenie pokoleniowe. Mimo to równie dużo ich dzieli. Eli to odważny ryzykant, pewny siebie hazardzista i playboy, który równie szybko zarabia pieniądze, co je traci. Nigdy nie zaznał biedy. Jest zaskoczony, kiedy dowiaduje się, jak małe jest honorarium Johna za jego porwanie. Od razu proponuje podwojenie stawki i nie jest to jedynie czcze gadanie. John z kolei jest przede wszystkim hardy duchem. Pracuje fizycznie na utrzymanie rodziny. Żyje skromnie, a ze swoim starym fordem jest związany już tak długo, że nadał mu imię. Nagły wydatek na leczenie żony – przed którą ukrywa, w jaki sposób zdobędzie dodatkowe pieniądze – zmusza go, najprawdopodobniej po raz pierwszy w życiu, do złamania prawa. Bohater zaopatruje się w broń i w zdumiewająco profesjonalny sposób dokonuje porwania.

Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na dwa aspekty relacji łączącej bohaterów, ponownie świadczące jednocześnie o ich podobieństwie i odmienności. Po pierwsze, obaj mężczyźni są de facto ludźmi złymi. Eli ze względu na tryb życia, który zadecydował o moralnej pustocie jego wnętrza. Nie ma rodziny. Obce są mu problemy dnia codziennego. Kobiety traktuje przedmiotowo; jest typem egzaltowanego egocentryka. Jak można się domyślać, jest również zatraconym w swoim materialnym bycie hedonistą, który czyni zło nieświadomie, co nie pomniejsza jego winy, ponieważ celowo, aby osiągnąć „szczęście fizyczne”, wyzbył się wyczucia proporcji pomiędzy tym, co w życiu realne, a tym, co fałszywe.

John staje się zły na naszych oczach i nie wynika to z samego faktu porwania, lecz z tego, co dokonuje się później. Kiedy przedsięwzięciu zagraża zdemaskowanie przez przypadkowo pojawiającego się na jego drodze kierowcę ciężarówki, John z zimną krwią oddaje do niego strzał. W tym momencie decydują się jego dalsze losy. Podobnie jak Eli, staje się niejako pasożytem, reprezentantem owej opuntia stricta, jednej z najbardziej inwazyjnych odmian zarastających Australię sukulentów. Dzieje się tak pomimo motywów, które nim kierują. O ile bowiem mogą się one początkowo spotkać ze zrozumieniem, a desperacja jego czynu jest poniekąd uzasadniona, to śmiertelne zranienie przypadkowego mężczyzny nie mieści się już w tych samych granicach oceny moralnej. Wcześniej można się było bowiem powoływać – za Kantem – na moralność obowiązku, w myśl której czyn moralny to taki, którego dokonujemy z poczucia obowiązku. Obowiązkiem Johna jest chronienie rodziny, ale cel ten nie uświęca środka, jakim jest zabójstwo, które w gruncie rzeczy każe rozpatrywać jego postawę jako amoralną.

John i Eli, choć ukształtowała ich ta sama rzeczywistość, różnią się miejscem zajmowanym w hierarchii społecznej. W istocie wielu recenzentów podkreśla, że to jedna z ważniejszych płaszczyzn filmu Yuen-Carrucan z punktu widzenia australijskiego widza. Mężczyźni uosabiają rozwarstwienie australijskiej klasy średniej, wskazujące z jednej strony na niedoskonałość rozwiązań systemowych (zawodzących w momentach kryzysowych, takich jak choroba, której leczenie przekracza możliwości finansowe statystycznej rodziny), z drugiej jednak – dzięki liberalnej gospodarce – umożliwiające swobodę w doborze źródeł zarobkowania (hazard). Wątek ten wydaje się jednak dosyć hermetyczny i mało czytelny z punktu widzenia publiczności innej niż australijska. Problem ten z pewnością warto rozpatrywać w kontekście większej liczby filmów tamtejszej kinematografii, zarówno tych zrealizowanych przed laty, jak i tych z ostatniej dekady.

Dla widzów spoza tamtejszego kręgu kulturowego bardziej wyrazisty jest z pewnością aspekt gatunkowy dzieła Yuen-Carrucan, łączący z powodzeniem klasyczny film drogi z filmem psychologicznym. Reżyserka umiejętnie podtrzymuje napięcie towarzyszące podróży bohaterów, cyzelując dialogi i stopniowo odkrywając zawiłość życiowej sytuacji Johna. Kolejne zwroty akcji stanowią przy tym każdorazowo swoistą puentę psychologiczną, komplikując relację łączącą obu mężczyzn. W miarę przebytych mil, zbliżających nas do rozwiązania akcji, nie obdarzamy jednoznacznie sympatią żadnego z bohaterów. Obaj pozostają dla nas zagadką, w czym tkwi źródło sprawnie podtrzymywanego w filmie suspensu.

„Kaktus” niemal od pierwszych chwil przywodzi na myśl film „Wykonać wyrok” (1984) Stephena Frearsa, opowiadający o przechodzącym kryzys zawodowy doświadczonym gangsterze, który z pomocą lekkomyślnego nowicjusza ma porwać i zabić ukrywającego się w Hiszpanii świadka koronnego. Frears również zaprezentował hybrydową wersję kina gatunku. Połączył film drogi z klasycznym filmem gangsterskim. Całość strawestował jednak, rozbijając atmosferę charakterystyczną dla obu gatunków poprzez dodanie jeszcze jednego elementu – komedii. Ta zaś objawia się u Frearsa w nietypowych relacjach, w których musi się odnaleźć główny bohater. Porwany przez niego mężczyzna okazuje się gadułą i erudytą. Nie stawia oporu fizycznego, a w kryzysowej chwili pomaga naprawić samochód. Najtrudniejszy w obyciu jest młody pomocnik – impulsywny i mało lotny żółtodziób. Nietypowe towarzystwo, w jakim znalazł się główny bohater, zmuszona go do przyjęcia roli głowy tej wariackiej „rodziny”. Z jednej strony próbuje on utemperować niesfornego pomocnika, a z drugiej – sprostać filozoficznym wywodom porwanego mężczyzny. Jego cierpliwość zostaje wystawiona na kolejną próbę, kiedy zbiegiem okoliczności w samochodzie pojawia się kolejny pasażer – atrakcyjna Latynoska. O ile jednak Frears zaskakuje widza w zakończeniu filmu, doprowadzając – wbrew pastiszowej konwencji – do tytułowego wykonania wyroku, o tyle Yuen-Carrucan pozostaje przy bardziej zachowawczej i przewidywalnej konkluzji. Nie sposób jednak nie dostrzec analogii pomiędzy oboma filmami na poziomie budowania napięć dramaturgicznych oraz postaci protagonistów.

Pod koniec filmu Yuen-Carrucan okazuje się, że reżyserka snuła swoisty moralitet, którego centralną część stanowiła walka Dobra ze Złem o duszę Eliego. Wychodzi też na jaw fakt, że John nie był głównym bohaterem i dlatego w finale nie jest ważne, czy przeżył postrzał, któremu uległ. O wiele mniej istotny, niż mogliśmy się spodziewać, okazuje się również wątek rodzinnej tragedii porywacza. Ważniejsze jest to, czy w Elim coś pękło; czy przeżycia ostatnich dni napełniły jego duszę dobrem. Motyw nawrócenia będzie tu miał podwójne znaczenie. Nie tylko zadecyduje o moralnej odnowie jednego z bohaterów, ale jednocześnie scali rozłączone wcześniej części kastowego ładu, które czynią obu mężczyzn obcymi sobie ludźmi. Zło doraźne, którego dopuszcza się John, okaże się jedynym skutecznym narzędziem w walce ze Złem ugruntowanym głęboko w duszy Eliego.

Jest jednak jeszcze dodatkowy element determinujący przemianę Eliego. To wszechobecny bezkres pustyni przecięty nitką szosy, którą mężczyźni zmierzają w bliżej nieokreślonym kierunku. Podczas każdego przystanku John zeruje licznik, co potęguje przytłaczające uczucie ciągłego cofania się do początku podróży. Najbardziej dojmujące jest jednak niezwykle efektowne pod względem dramaturgicznym skonfrontowanie klaustrofobicznego wnętrza samochodu z przestrzenią pustyni. W jednej z ważniejszych scen filmu Eli podejmuje próbę ucieczki. W momencie, kiedy wychodzi z samochodu i zaczyna biec drogą w przeciwnym kierunku, przedwcześnie zachłystuje się triumfem. Chwilę potem zdaje sobie bowiem sprawę, że John go nie ściga, lecz spokojnie wraca do samochodu. Bycie poza zasięgiem oprawcy daje Eliemu pozorną wolność. Ogrom pustyni i świadomość, że od najbliższego miasta dzielą go tysiące mil, szybko go obezwładniają. Wraca do forda i poddaje się losowi, o którym – jak się okazuje – decyduje już nie tylko John, ale również otaczająca go przyroda. Ta zaś – w przeciwieństwie do innych filmów australijskich zdemitologizowana – pozostaje bezgłośna i obojętna na jego wołanie.
„Cactus”. Scen. i reż.: Jasmine Yuen-Carrucan. Obsada: Travis McMahon, David Lyons, Bryan Brown, Shane Jacobson, Zoe Tuckwell-Smith, Daniel Krige. Gatunek: film drogi. Produkcja: Australia 2008, 90 min.