Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (145) / 2010

Natalia Gruenpeter,

W ZDROWYM CIELE… WOJNA

A A A
Wydania DVD
Animowany cykl „Było sobie życie” (1987) jest najczęściej emitowanym serialem we francuskiej telewizji i jedną z najpopularniejszych edukacyjnych bajek dla dzieci. Już od dwóch lat seria autorstwa Alberta Barillé przechodzi drugą młodość, rozwijając wiedzę i wyobraźnię kolejnych pokoleń. Tym razem życie animowanych krwinek, enzymów, bakterii i wirusów nie ogranicza się jednak do telewizyjnego ekranu. Postaci z serialu goszczą również na kartach encyklopedii, na planszach gier edukacyjnych oraz w muzeach. W marcu 2008 roku Muzeum Nauki w hiszpańskim Valladolid otworzyło wystawę „Once upon a time… Life: The Human Body”, która uzyskała patronat Barillé i stworzonych przez niego postaci. Co ciekawe, ekspozycja łączy dwa odmienne sposoby popularyzacji wiedzy o ciele: animowany cykl dla dzieci oraz technologię plastynacji zwłok opatentowaną przez Gunthera von Hagensa. Sto osobno spreparowanych organów i dziesięć całych ciał, audioprzewodnik, filmy i plansze informacyjne – to wszystko składa się na nową formułę popularyzacji wiedzy. Warto wspomnieć, że również w marcu 2008 roku w Holandii otwarto Corpus, ogomny budynek w kształcie siedzącej postaci ludzkiej, którego wnętrze jest jednocześnie muzeum wiedzy o ciele i parkiem rozrywki. Każdej z wymienionych inicjatyw przyświeca podobny cel: uczyć i bawić. Każda wykorzystuje nowoczesne techniki rejestracji dźwięku i medycznego obrazowania, czyniąc z nauki o ciele fascynującą podróż, w niczym nie ustępującą awanturniczym powieściom Juliusza Verne’a.

W Polsce „Było sobie życie” doczekało się w listopadzie 2008 roku wydania DVD, podobnie jak pozostałe bajki autorstwa Alberta Barillé, prezentujące osiągnięcia wynalazców i podróżników. Od tego czasu seria nie opuszcza wysokich miejsc w rankingach najchętniej kupowanych filmów dla dzieci, co świadczy o zaufaniu, jakim rodzice obdarzyli twórcę cyklu. W końcu „Było sobie życie” podejmuje niełatwe tematy powstawania nowego życia, choroby czy śmierci. Zadaje ważne pytania i udziela odpowiedzi, a czyni to w sposób prosty, atrakcyjny, ale i – jak będę starała się dowieść – autorytarny. W 26 odcinkach serii zamknięta została historia ludzkiego ciała: od prehistorycznego momentu powstania pierwszej komórki, poprzez ewolucję człowieka i jego życie, aż do naturalnej śmierci. Twórca „Było sobie życie” wskazuje w ten sposób na pokrewieństwo ontogenezy i filogenezy, której szczytowym osiągnięciem jest człowiek. Już w pierwszym odcinku, kiedy wszechwiedzący narrator stanowczo stwierdza, że jesteśmy najwspanialszym z gatunków, ustanowiona zostaje właściwa – antropocentryczna – perspektywa nauki.

Nie kwestionując edukacyjnych walorów serii, proponuję – ze względu na wpisaną w tekst misję pedagogiczną – przyjrzeć się metaforom i obrazom organizującym sposób myślenia o ludzkim ciele. Warstwa ikoniczna animacji odsyła widza przede wszystkim do gatunku science fiction, który w 1966 roku obrał zupełnie nowy kierunek. Po eksploracji przestrzeni kosmicznej, morskich głębin, przeszłości i przyszłości, kino zainteresowało się wnętrzem ludzkiego ciała. „Fantastyczna podróż” Richarda Fleischera, pierwsza filmowa wyprawa z nurtem krwi, ustanowiła pewien wzór obrazowania, zdobywając przy tym Oscary za efekty specjalne i scenografię. Ciało zaistniało w filmie jako przestrzeń wewnętrzna, ale i obca, pełna niebezpieczeństw, tajemnic i piękna. Ciało stało się również polem walki i przedmiotem inwigilacji. Film „Fantastyczna podróż” reprezentował bowiem kino science fiction z wątkiem zimnej wojny w tle. Stawką w grze o technologiczną dominację nad światem było życie wybitnego naukowca, który zapadł w śpiączkę po próbie zamachu. Aby bezpiecznie usunąć zator w mózgu, w układ krwionośny pacjenta wstrzyknięta została zminiaturyzowana łódź podwodna z ekipą lekarzy, techników i wojskowych.

Jak niemal każda filmowa wyprawa w głąb ludzkiego ciała, również animowany cykl „Było sobie życie” wiele zawdzięcza naukowej fantastyce spod znaku „Fantastycznej podróży”. Pod względem obrazowania nastąpiło tu jednak znaczące przesunięcie. Cielesność w filmie Richarda Fleischera, chociaż nieustannie poddawana procedurom naukowego opisu i kontroli, była innym uniwersum, całkowicie odrębnym od świata techniki. „Było sobie życie” natomiast proponuje spojrzenie na ciało jako doskonały mechanizm, przypominający raczej podziemne centrum technologii z filmu Fleischera aniżeli biologiczny żywioł, w głąb którego podróżowali bohaterowie. Układ krwionośny jest siatką korytarzy kontrolowanych przez białe krwinki, strażników organizmu ubranych w futurystyczne kostiumy astronautów bądź policyjne mundury. Jądro komórki to imponujące centrum dowodzenia, wyposażone w liczne maszyny służące kontroli, pomiarom i komunikacji. Zwielokrotnione, wszechobecne ekrany i narzędzia pomiaru monitorujące ciało są de facto maszynami widzenia, które według Paula Virilio mogą być równie istotne na wojnie, jak i w kinie. To właśnie taka fuzja technologii i ciała była przedmiotem parodii w jednej z nowel filmu „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać” (1972) Woody’ego Allena.

Wszechogarniająca retoryka wojny i zagrożenia, zrozumiała w amerykańskim kinie lat sześćdziesiątych, jest również „grzechem” edukacyjnej serii „Było sobie życie”. W odcinku wyjaśniającym powstanie życia zapłodnienie ukazane jest jako walka czy raczej inwazja. „Setki milionów plemników wysłanych do ataku” to armia, jaką dysponuje mężczyzna. Dotarcie do komórki jajowej wymaga użycia laserów i fizycznego unicestwienia przeszkód. Właściwie jest to jeden z niewielu momentów, w których wewnętrzna przestrzeń ciała nie inscenizuje się jako samoświadoma swoich zadań machineria. Dopiero wniknięcie plemnika do „sanktuarium” i połączenie się jąder komórek prowokuje powrót do antropomorficznych reguł opowiadania. Oczywiście podobnych zabiegów – porównań, uproszczeń i fabularyzacji – domaga się wyobraźnia dziecka, domniemanego odbiorcy serii. Być może zorganizowanie narracji wokół konfliktu i walki podlega regułom atrakcyjnego przedstawienia. W takim razie jednak warto zastanawiać się, dla kogo i dlaczego właśnie wojna jest atrakcyjna. Metafory, jak zauważyła Susan Sontag, niepostrzeżenie i podstępnie zakładają kostium obiektywnej prawdy. Nasuwa się zatem pytanie, czy w ogóle potrafimy myśleć na przykład o chorobie w inny – niemilitarny – sposób.

Metaforyka wojny osiąga kulminację w odcinku zatytułowanym „Strażnicy organizmu”. Szybki montaż ujęć ukazujących jaskiniowca uciekającego przez niebezpiecznym zwierzęciem oraz człowieka współczesnego, który zamknął to zwierzę w zoo, sugeruje, że ludzie zapanowali nad niebezpiecznym otoczeniem. Teraz największymi wrogami są, paradoksalnie, istoty najmniejsze: bakterie, wirusy i toksyny, które spiskują przeciwko ciału. Powołane do walki limfocyty są przykładem najdalej posuniętej antropomorfizacji pozytywnych bohaterów cyklu. Strażnicy organizmu ukazani zostali jako jednostki, które rodzą się, bawią i w końcu idą do szkoły, gdzie uczą się odróżniać wrogów od przyjaciół. Ich edukacja jest jawną reprodukcją doświadczenia audiowizualnego, będącego udziałem samych widzów bajki: limfocyty oglądają bowiem film z wnętrza ciała, a od ich chęci do nauki zależy prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Seria dostarcza w ten sposób nie tylko naukowej wiedzy, ale również wskazówek odnoszących się do społecznej roli dziecka jako ucznia. Konieczność zdobywania wiedzy zyskuje najwyższą, biologiczną sankcję i jest gwarantem stabilności i zdrowia organizmu.

W kolejnych odcinkach twórcy serialu „Było sobie życie” odwołują się do podstawowych instytucji życia społecznego: pracy i produkcji. Organy, tkanki oraz komórki porównywane są najczęściej do maszyn, fabryk i laboratoriów, natomiast ich naturalne funkcje to zaopatrzenie, dostawy, import oraz eksport. Taka metaforyka odpowiada zdiagnozowanej przez Pierre’a Bourdieu reprodukcji, będącej naczelną zasadą systemu edukacji. Samoodtwarzanie się struktur społecznych i kulturowych dokonuje się tutaj w podwójnej przemianie. Najpierw to, co naturalne, zostaje ukazane w kostiumie tego, co społeczne. Następnie zaś to, co społeczne, na powrót staje się naturalne, kiedy edukacja, nauka i praca zyskują swoje uzasadnienie w ramach biologii.

„Było sobie życie” jako zamknięty przekaz telewizyjny oferuje również domknięcie ideologiczne. Ostatni odcinek, poświęcony procesom starzenia i śmierci, zarysowuje perspektywę eschatologiczną, która okazuje się przede wszystkim sprawą biologii. To przekazane chromosomy – „pałeczka w sztafecie ku wieczności” – są pociechą i drogą do życia wiecznego. Nieśmiertelność człowieka kryje się zatem w naturalnej reprodukcji jego kodu genetycznego, której nie dorównają ani inżynieria genetyczna, ani sztuczna inteligencja. Kiedy człowiek przyszłości podbije inne planety, a takie wydaje się jego przeznaczenie w finale „Było sobie życie”, przodkowie będą razem z nim. Nie tylko w chromosomach, jak twierdzi Barillé, ale również w metaforach, obrazach i narracjach, które organizują nasz sposób myślenia, nieustannie przesuwając granicę między tym, co wydaje się biologiczną koniecznością, a tym, co podlega społecznym przemianom.
„Było sobie życie” („Il était une fois… la vie”). Reż.: Albert Barillé. Scen.: Albert Barillé, Grzegorz Hardej. Gatunek: animacja / serial edukacyjny. Produkcja: Francja 1987.