ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (145) / 2010

Izabela Franckiewicz,

ŚWIĘTO RUCHOMEGO OBRAZU

A A A
Po Camerimage
5 grudnia 2009 roku dobiegła końca siedemnasta edycja Międzynarodowego Festiwalu Autorów Zdjęć Filmowych Plus Camerimage – imprezy specyficznej, bo skoncentrowanej na konkretnym środku filmowego języka – obrazie. Camerimage to setki obrazów: filmy fabularne, dokumenty, etiudy, wideoklipy, wyselekcjonowane ze względu na wyjątkowość zdjęć filmowych, pokazywane w ramach projekcji podzielonych na odrębne sekcje. Poza konkursem głównym, konkursem filmów polskich, konkursem filmów dokumentalnych długo- i krótkometrażowych, konkursem wideoklipów i etiud, projekcje obejmowały również pokazy specjalne, cykle panoram, przegląd kina islandzkiego i retrospektywy: reżyserów Terry’ego Gilliama, Volkera Schlöndorffa, operatora Dante Spinottiego i dokumentalisty Terry’ego Sandersa. Camerimage to również imprezy towarzyszące: warsztaty, wystawy i koncerty.

Specyfika Camerimage polega między innymi na niezwykle różnorodnym gronie odbiorców. Impreza jest okazją do spotkania profesjonalistów – twórców, studentów szkół filmowych, teoretyków oraz krytyków – i amatorów, zagorzałych miłośników dziesiątej muzy, a nawet – z racji dostępności niektórych tytułów (w ramach Camerimage wiele filmów ma swoje polskie premiery) – okazjonalnych bywalców kin. Festiwal rokrocznie uświetniają swym udziałem sławy świata filmu. Gośćmi tegorocznej edycji byli między innymi Bill Murray i Carlos Saura. Obecność gwiazd wielkiego formatu współgra z niezwykle przyjacielską, luźną atmosferą imprezy. Wśród uczestników tegorocznej edycji festiwalu krążyły anegdoty o porannym joggingu Murraya po ulicach Łodzi czy rozmowach prowadzonych z nim w kinowej toalecie. Wyjątkową atmosferę potwierdzają żywiołowe reakcje publiczności nie tylko na pokazywane filmy, ale również na poprzedzające je reklamy. Nawiązywaniu kontaktów sprzyja program homestay, w którego ramach mieszkający w Łodzi uczestnicy festiwalu zapewniają nocleg zagranicznym studentom. Camerimage to nie tylko przyjemność płynąca z oglądania filmów, ale i pożytek praktyczny, związany z możliwością wzięcia udziału w warsztatach prowadzonych przez sławy kinematografii światowej. To one, poza projekcjami, motywują studentów z całego globu do przybycia do Łodzi.

Tegoroczny konkurs główny cechowała ogromna różnorodność gatunkowa. Znalazły się w nim wysokobudżetowe produkcje hollywoodzkie (debiut reżyserski Aarona Schneidera „Aż po grób”, „Wrogowie publiczni” Michaela Manna), filmy kostiumowe („Papieżyca Joanna” Sönke Wortmanna, „Io, Don Giovanni” Carlosa Saury) i eksperymenty formalne („Tlen” Iwana Wyrypajewa). Na uwagę z pewnością zasługiwał „Liban” Samuela Maoza, laureat Złotej Żaby za zdjęcia Giora Bejacha. Akcja filmu rozgrywa się w klaustrofobicznej przestrzeni wkraczającego na terytorium Libanu podczas wojny w 1982 roku izraelskiego czołgu. Terytorium, po którym porusza się czołg, poznajemy za pomocą wizjera wieży strzelniczej, będącej jedynym łącznikiem bohaterów ze światem zewnętrznym. „Liban” to tragizm wojny ujęty w skali mikro. Świat przedstawiony zawężony został do obserwacji, działań, przeżyć, emocji i rozterek niedoświadczonej załogi czołgu. Ta, można by rzec, intymna atmosfera, sprzyja pokazywaniu nie tyle dramatu samej wojny (ten znamy z doniesień telewizyjnych), co dramatu pojedynczych istnień ludzkich w obliczu działań zbrojnych.

Interesujący formalnie okazał się rosyjski „Tlen”, będący ekranizacją sztuki Wyrypajewa pod tym samym tytułem. Film pokazywany był już w Polsce w ramach innych festiwali (Era Nowe Horyzonty), a w samej Rosji zyskał miano manifestu pokoleniowego „beztlenowców”. W warstwie formalnej to audiowizualny eksperyment, którego fabuła zamyka się w kolejnych nagraniach płyty długogrającej (wyraźny trop pojawia się już w napisach początkowych, zorganizowanych na wzór okładki płytowej). Następujące po sobie utwory składają się na historię miłości dwojga ludzi. Gdzie miłość, tam i zbrodnia. „Tlen” przyjmuje formę przypowieści, tyrady na nasze czasy i kulturę konsumpcyjną. Mimo ciekawego pomysłu i dobrych fragmentów, film można uznać za rozczarowujący. Wśród przenikliwych rozważań egzystencjalnych i błyskotliwych spostrzeżeń pojawiają się wątki „na dokładkę”, przerastające chyba samych twórców, takie jak problem terroryzmu i ataku na WTC. Z moimi osobistymi oczekiwaniami rozminął się również film „Papieżyca Joanna”, przywołujący legendę o kobiecie-papieżu. Spodziewałam się filmu problemowego, a zobaczyłam zwykłą, momentami przydługa historię z dość łopatologicznie i banalnie przedstawionym zagadnieniem dyskryminacji kobiet.

Pozytywnym zaskoczeniem był natomiast film „Cracks” Jordan Scott (córki Ridleya Scotta). Historia angielskiej żeńskiej szkoły z internatem z lat trzydziestych XX wieku okazała się świetnym studium stosunków pomiędzy uczennicami oraz ich relacji z nauczycielką, Miss G., analizą mechanizmów budowania autorytetu, utrzymywania władzy. Wielkim atutem film jest psychologia postaci. Na uwagę zasługiwał również wspomniany „Aż po grób” ze świetnymi kreacjami aktorskimi Billa Murraya i Roberta Duvalla – opowieść o człowieku, który za życia postanowił wyprawić swój pogrzeb. Debiut reżyserski Schneidera to film zabawny i poruszający, niestety z niewspółmiernym do jego konstrukcji dramaturgicznej zakończeniem.

Konkurs główny to również filmy polskie: „Dom zły” i „Rewers”. Oba dzieła bardzo dobrze wypadły konkursie, choć jego wynik stanowił pewne zaskoczenie: pierwszy z filmów za zdjęcia Krzysztofa Ptaka otrzymał Srebrną Żabę, a drugi – za zdjęcia Marcina Koszałki – Brązową Żabę. Wojciech Smarzowski po „Weselu” nakręcił kolejny nietuzinkowy pamflet na nasze społeczeństwo, tym razem jednak sięgnął po realia z niedalekiej przeszłości. „Dom zły” to przede wszystkim świetnie poprowadzona wielowątkowa narracja, dobre dialogi, znakomita gra aktorska i nowatorskie zdjęcia. Pewien problem stanowią jednak, moim zdaniem, rytm i tempo akcji filmu. Nie znajduję fabularnego uzasadnienia dla tak wnikliwego przedstawienia historii głównego bohatera w początkowych sekwencjach filmu; również sceny pijackiej libacji w tytułowym domu zdają się trwać w nieskończoność. Smarzowski ma jednak swój styl, wynikający z niezwykłej przenikliwości w obrazowaniu przywar rodaków, którego również w „Domu złym” konsekwentnie się trzyma. Jeśli mowa o odrodzeniu polskiego kina, to właśnie w tym reżyserze pokładam nadzieje.

„Rewers” to, moim zdaniem, film jednej sekwencji – ostatniej wizyty Bronisława u Sabinki. Dużym atutem dzieła jest wyśmienita kreacja Marcina Dorocińskiego. Ciekawym rozwiązaniem, szczególnie w kontekście minimalistycznej scenografii, okazało się wmontowanie do filmu zdjęć archiwalnych. Sam montaż jednak pozostawia wiele do życzenia, rwie się i wprowadza przestrzenną dezorientację. Nie można natomiast odmówić „Rewersowi” sporej dawki humoru, a nawet autoironii. Był to z pewnością godny reprezentant naszej kinematografii podczas siedemnastej edycji Camerimage.

Warte polecenia są również dwa filmy emitowane w ramach pokazów specjalnych. Jeden z nich to ekranizacja powieści Waltera Kirna, „W chmurach” („Up In the Air”) w reżyserii Jasona Reitmana z George’em Clooneyem, który wciela się w postać działacza firmy zajmującej się zwalnianiem pracowników wielkich korporacji. Bohater spędza swój czas w ciągłej podróży, która w istocie stanowi sens jego egzystencji. Świadomie wybiera życie bez domu, rodziny, przyjaciół. Przywiązany jest jedynie do firm, których karty lojalnościowe posiada. Nie jest przy tym bohaterem z gatunku outsiderów, bezdusznych samotników. Jest normalnym człowiekiem o ludzkich odruchach i określonym światopoglądzie. „W chmurach” Reitmana to niebanalna historia o międzyludzkich relacjach we współczesnym świecie, o dzisiejszych wartościach, o wyborze między zaangażowaniem i zachowaniem dystansu, wreszcie o wolności.

Godny uwagi jest również film „Była sobie dziewczyna” („An Education”) – osadzona we wczesnych latach sześćdziesiątych historia dorastającej, inteligentnej dziewczyny, która wdaje się w romans z dużo starszym od siebie, majętnym mężczyzną. Film Lone Scherfig to społeczne studium obyczajowości Wielkiej Brytanii tego okresu, z naciskiem położonym na sytuację kobiet, a także historia o pragnieniu czerpania z życia, grzechach i prawach młodości.

Ubiegłoroczne Camerimage to jednak nie tylko film – to również architektura. Nie jest tajemnicą, że już kilka lat temu, podczas jednej z edycji festiwalu, David Lynch zakochał się w Łodzi. Tu postanowił, wspierany w swym pomyśle przez organizatora festiwalu, Marka Żydowicza, założyć swoje studio filmowe. Pomysł ewaluował, skupiał coraz liczniejsze grono zwolenników i przychylność władz. W efekcie w Łodzi ma powstać nowe centrum kulturalne z budynkami zaprojektowanymi przez Daniela Libeskinda i Franka Gehry’ego. Ten drugi podczas tegorocznego Camerimage zaprezentował swój projekt architektoniczny. Dzięki nowemu centrum, Łódź – z budynkami projektowanymi przez mistrzów współczesnej architektury – ma szansę stać się drugim Bilbao, do którego sławny projekt Muzeum Guggenheima autorstwa Gehry’ego rokrocznie ściąga miliony turystów. Ma również szansę na to, by ponownie stać się Ziemią Obiecaną (tym razem dla kultury), z imprezami o światowej randze, takimi jak Camerimage.

W tym kontekście można stwierdzić, że największym wygranym Camerimage jest sama Łódź. Festiwal to jednak również konkurs, w którym lista nagrodzonych jest niezwykle długa. Oprócz tych już wymienionych, warto wspomnieć, że w kategorii filmu polskiego nagroda trafiła w ręce Mariana Prokopa, autora zdjęć do „Wojny polsko-ruskiej”. Złota Kijanka w konkursie etiud studenckich przyznana została filmowi „Brzydkie słowa” za zdjęcia Weroniki Bilskiej. Etiuda ta otrzymała również nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich. W kategorii pełnometrażowych filmów dokumentalnych Złota Żaba przypadła w udziale filmowi „Unmistaken Child” (zdjęcia: Yaron Orbach), zaś za najlepszy krótki metraż uznano dokument „Salt” ze zdjęciami Murraya Fredericksa. Podczas festiwalu nagrodzono również wideoklipy. Najlepszym okazał się klip The Hickey Underworld „Blonde Fire”, natomiast nagrodę za najlepsze zdjęcia w wideoklipie otrzymał Sawn Kim za pracę przy teledysku „Wrong” zespołu Depeche Mode. Wręczono również szereg innych nagród, między innymi te za całokształt twórczości. Otrzymali je: operator Dante Spinotti, reżyser Volker Schlöndorff, scenograf Allan Starski oraz duet reżysersko-operatorski Carlosa Saury i Vittorio Storaro. Za szczególną wrażliwość wizualną nagrodę otrzymali montażystka Thelma Schoonmaker i reżyser Terry Gilliam. Nagrodzono również operatora Dariusza Wolskiego i producenta Richarda Zanucka oraz Terry’ego Sandersa za wybitne osiągnięcia w filmie dokumentalnym.

Obraz jest powodem, dla którego uczestnicy Camerimage zasiadają przez kolejnych osiem grudniowych dni przed ekranami łódzkich kin. To on jest kryterium doboru festiwalowych filmów. Jedyne, co w Camerimage nieco drażni, to fakt, że karnet nie obejmuje projekcji w połowie kin biorących udział w festiwalu. Trzeba na nie kupować bilety. Nie wspominając o festiwalowym klubie, który jest obskurną tancbudą. Nie dla klubu jednak przyjeżdża się na festiwal.