Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (145) / 2010

Martyna Lechman,

BOSKI TYDZIEŃ W KRAKOWIE

A A A
Koniec roku służy podsumowaniom dokonań ostatnich dwunastu miesięcy. W dziedzinie teatru pomocny okazuje się przegląd najciekawszych czy najgłośniejszych spektakli roku 2009. Drugą edycję Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia, odbywającą się w Krakowie w dniach 7-14 grudnia 2009, można uznać za takie właśnie podsumowanie pokazujące kierunki, jakimi podążają współcześni twórcy.

Program tegorocznego festiwalu był niezwykle różnorodny i dzielił się na trzy części: Inferno (najlepsze spektakle ubiegłego sezonu), Paradiso (najciekawsi młodzi reżyserzy) oraz Purgatorio (spotkania i dyskusje z wybitnymi twórcami). Zdecydowanie największym zainteresowaniem publiczności, a nawet oblężeniem cieszyły się przedstawienia w ramach Inferno. Nic dziwnego, w końcu w programie znalazły się najważniejsze polskie nazwiska. Piotr Cieplak zaprezentował „Król umiera, czyli ceremonie” z repertuaru Teatru Starego, który zapoznaje nas z nowym spojrzeniem na twórczość Ionesco i jest hołdem złożonym wybitnym polskim aktorom – Anna Polony, Anna Dymna, Jerzy Trela czy Dorota Segda stworzyli niesamowite kreacje w tym przedstawieniu, pokazując prawdziwą klasę. Teatr Nowy w Łodzi zaprezentował „Brygadę szlifierza Karhana” w reżyserii Remigiusza Brzyka. Ten niezwykły spektakl oparty na tekście o charakterze zdecydowanie „produkcyjnym” opowiada o grupie robotników, odwołując się jednocześnie do historii i tradycji Teatru Nowego, gdzie w 1949 roku odbyła się premiera „Brygady”. Kolejne krakowskie spektakle to „I będzie wesele...j” Piotra Waligórskiego z Teatru Bagatela, „Rozmowy poufne” Iwony Kempy z Teatru im. Juliusza Słowackiego oraz słynna „Trylogia” Jana Klaty z Teatru Starego. Jednak prawdziwie niekwestionowanymi gwiazdami tegorocznej edycji Boskiej Komedii była trójka najwybitniejszych reżyserów: Krystian Lupa, Krzysztof Warlikowski i Grzegorz Jarzyna. To właśnie ich spektakle przeżywały istny szturm widzów i od początku były faworytami w konkursie. Jarzyna pokazał dwa przedstawienia, diametralnie od siebie różne. „Między nami dobrze jest” TR z Warszawy to niezwykle ważny i do bólu współczesny obraz naszego społeczeństwa. Tekst Doroty Masłowskiej okazał się niezwykle dojrzały i pełen bardzo trafnych spostrzeżeń na temat naszej kondycji w XXI wieku, co dodatkowo podkreślała warstwa językowa. Autorka stworzyła jakby własny slang opierający się w dużej mierze na neologizmach i ciekawych chwytach językowych, jak na przykład „idę do mojego braku pokoju”, albo „podam ci numer mojego braku komórki”. Spektakl zdecydowanie zabawny, o nowoczesnej scenografii, skłania jednak do głębszej refleksji na temat naszego funkcjonowania w kulturze konsumpcyjnej. Bardzo się cieszę, że to właśnie ten spektakl zdobył główną nagrodę w konkursie.

Drugą propozycją Jarzyny był „T.E.O.R.E.M.A.T.” także TR, prawdziwa uczta wizualna i muzyczna, pełen przepięknych kadrów, opowiadający o pewnej rodzinie, której członkowie, wszyscy bez wyjątku, są puści emocjonalnie, całkowicie wyziębieni, pozbawieni energii. Ich życie odmienia pojawienie się Gościa, będącego dla każdego z osobna uosobieniem zupełnie innych pragnień i uczuć. „(A)pollonia” Krzysztofa Warlikowskiego z warszawskiego Nowego Teatru zaskakuje rozmachem. Ogromna scena znajdująca się w wielkiej hali uniemożliwia ogarnięcie wzrokiem całej przestrzeni, dodatkowo koncertowa muzyka wykonywana na żywo nasuwa skojarzenie z plenerem jakiegoś rockowego festiwalu. Wszystko to jednak idealnie współgra z tematyką spektaklu dotyczącą kwestii ofiary i poświęcenia. W podobnej przestrzeni Krystian Lupa zaprezentował „Personę. Marilyn” z Teatru Dramatycznego w Warszawie, pokazując jednostkę i jej zagubienie w wielkim świecie. Spektakl pokazuje postać Marylin Monroe z zupełnie nowej dla nas strony. Odarta z gwiazdorstwa i pozy okazuje się podobna do nas – ze swoimi problemami, potrzebą bliskości i miłości.

W części Paradiso zaprezentowali się młodzi i zdolni twórcy, którzy są dopiero na początku swojej artystycznej drogi, ale nie zmienia to faktu, że mają dużo do powiedzenia. Mieliśmy okazję zobaczyć zupełnie nowe i świeże spojrzenie na nieco przykurzone już teksty, na przykład Barbara Wysocka zaprezentowała nam swoją wersję „Pijaków” z Starego Teatru, w której uwspółcześnia przesłanie zostawiając jednak oryginalny staropolski tekst stający się dla aktorów wyzwaniem. Z kolei Michał Borczuch na nowo opowiedział historię romantycznego kochanka w swoim „Werterze”, skupiając się na analizie bohatera i jego skłonności samobójczych. Olsztyński Teatr im. S. Jaracza pokazał „Wesele u drobnomieszczan” (reż. Giovanny Castellanos), udowadniając, że od czasów Brechta niewiele się zmieniło. Żyjemy w zakłamaniu i tak przyzwyczailiśmy się do odgrywania swoich ról, że w momencie, kiedy spada nam z twarzy maska, odsłaniając prawdziwe oblicze, nie wiemy, jak zachować się.

Krzysztof Grabaczewski zaskoczył swoją realizacją „Opętanych” z wałbrzyskiego Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego bawiąc się konwencją Gombrowicza i świetnie się w nią wpisując, w czym ogromna zasługa aktorów grających trudne, czasem mocno przerysowane role na najwyższym poziomie. Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach pokazał swój hit ostatnich miesięcy, czyli „Samotność pól bawełnianych” w reżyserii Radosława Rychcika. Ten poruszający spektakl opowiada o ogromnej samotności i potrzebie bliskości, której nie sposób jednak zaspokoić, bo przeszkadza w tym trudność w wyrażaniu własnych uczuć i emocji.

Tegoroczna Boska Komedia spełniła więc swoje zadanie. Pokazała najciekawsze przedstawienia ostatnich miesięcy, zachęciła wielu widzów, twórców i krytyków do dyskusji na ich temat, podjęła próbę odpowiedzi na pytanie w jakim kierunku zmierza współczesny teatr. Trudno jest ten kierunek opisać, ale biorąc pod uwagę frekwencję na spektaklach i ogromne zainteresowanie festiwalem, można wysunąć wniosek, że jest właściwy.