Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (146) / 2010

Julia Fiedorczuk,

WIERSZE

A A A
Zima 13:23

pępek mojej kobiety pachnie pomarańczami.
wyszykowana na randkę z szorstkim światłem
jest uroczysta jak kwitnące drzewo.
między nami
wiatr zrywa kwiaty jak śnieg.

uda mojej kobiety smakują imbirem
kiedy otwiera oczy ciepłe od nocy ciała
i widzi śnieg nad łąkami jak kwiaty
przyniesione przez wiatr z mroźnych ogrodów
jej północnych państw.

szyja mojej kobiety jest jasna jak klejnot lodu
który topnieje w suchym gnieździe twoich rąk.
jej mocne korzenie po ciepłe dno ziemi.
kwiaty wciąż żywe
gdy przysypuje ją śnieg.



Warszawa 10:23

moja kobieta jest okorowana
skłonna przyjmować ostre pocałunki
dnia który osiada na jej miękkich plecach
deszcz kryształ lód rozczochrana
mgła na czarnym trawniku pościel
z której szybko
znika osad snu

moja kobieta jest pęknięta wzdłuż płci
rozkochana w pustce która jest
która jest nią
kiedy stoi w oknie
jak w ramie obrazu
i widzi trawnik rozczochraną mgłę
obok czerwonych samochodów



Nigdzie 21:14

jednak przetrwają. po wszystkim
morze im odda wzruszające szczątki.
jak wyleczone z życia kłody drewna.
czyste. bardzo białe.
będą się o nie oddzielnie potykać.
każde na swojej wymarzonej plaży.

i cisza: bo nikt nie wyśpiewa
tej kolizji... planet. drzazgi gwiazd
na skrzydłach na pamiątkę lotu.
i nieba które od początku
świeciło pustkami. niespodzianka?
niespodzianki brak. jeśli chcesz

moje nic zapakuję w zwiewny woal tęczy.
chcesz?