Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (146) / 2010

Tadeusz Kosiek,

BYŁ KIEDYŚ TAKI ZESPÓŁ…

A A A
Był kiedyś (w latach 80. ubiegłego stulecia) taki zespół This Mortal Coil. Ta formacja o płynnym składzie pozostawiła po sobie trzy płyty w wypełnione dream popowymi interpretacjami zapomnianych folkowych i psychodelicznych ballad z lat 60. i 70., dopełnionych garścią własnych, przeważnie instrumentalnych, kompozycji. Spiritus movens zespołu był Ivo Watts-Russell, właściciel wytwórni 4AD, dla której nagrywała większość muzyków związanych z projektem Thsi Mortal Coil.

Był kiedyś (od 1982 do 2004) taki zespól Coil. Tę jedną z najbardziej interesujących grup z kręgu muzyki eksperymentalnej XX wieku współtworzyli John (Jhonn) Balance (własciwie Geoffrey Rushton) i Peter „Sleazy” Christopherson oraz oddane grono mniej lub bardziej regularnych współpracowników. W ciągu przeszło dwudziestu lat istnienia Coil dryfował po morzach industrialu i muzyki rytualnej, oceanach rave i techno, z czasem zawijając do spokojnych zatok mrocznego ambientu, neofolku oraz elektronicznej minimal music. Muzyce towarzyszyły teksty mówiące o miłości i śmierci, często postrzeganych przez pryzmat ezoteryki i magii oraz zmieniających świadomość narkotyków.

Jest taki zespół This Immortal Coil. W ubiegłym roku, po czterech latach pracy, wydany został jej pierwszy i mam nadzieję, że ostatni – sequel zabiłby poezję – album „The Dark Side of Love”.

Z This Mortal Coil łączy go to, że jego pomysłodawcą i duchem projektu jest właściciel wytwórni płytowej oraz to, że zaproszeni przez niego wokaliści i instrumentaliści po swojemu interpretują cudze kompozycje. Płytą, na której znalazły się ich wersje dziesięciu utworów wybranych z repertuaru Coil, Stephane Gregoire, właściciel francuskiej oficyny Ici d'Ailleurs, oraz Yann Tiersen, Matt Elliott, Yaël Naim, Bonnie Prince Billy, Sylvain Chauveau, członkowie DAUU i kilku innych oddali hołd nieistniejącej już brytyjskiej grupie.

„The Dark Side of Love” (taki notabene tytuł miała nosić nigdy niewydana druga część płyty „Horse Rotovator” - jednego z Coilowskich arcydzieł) przynosi nowe akustyczne interpretacje pieśni i utworów instrumentalnych duetu Balance-Christopherson.

This Immortal Coil z gracją porusza się w obszarze między piosenką, kameralistyką i minimalistyczną (tutaj od minimal music) psychodelik, ukazując w całej pełni piękno utworów Balance’a, Christophersona i ich współpracowników. Czyniąc je bardziej przystępnymi niż oryginały, nie robią tego kosztem magii pamiętną z autorskich wersji. Kto wie, czy w kilku przypadkach, nowe wersje - choć (a może właśnie przez to, że są) prostsze - nie są bardziej poruszające. Być może jest tak za sprawą, nie tylko muzycznej, dojrzałości artystów zaangażowanych w ten projekt.

Peter Christopherson napisał o tej płycie: „Najbardziej nieprzeciętna, piękna i poruszająca reinterpretacja Coil, jaką kiedykolwiek słyszałem”. Przyznając mu rację, dodam jeszcze, że to jedna z najpiękniejszych płyt wydanych w 2009.