| |
Literatura - rozmowy
ŚWIATY WEWNĘTRZNE
Z Moniką Mostowik rozmawia Katarzyna E. Zdanowicz

fot.Wojciech Grygierzec
Katarzyna E. Zdamowicz: Piszesz wiersze i opowiadania. Co było w Twoim przypadku pierwsze? I czy po debiucie prozatorskim planujesz debiut poetycki?
Monika Mostowik: Debiutowałam już tomikiem poetyckim w 1995 roku i nie wyszło mi to na dobre. Tomik ukazał się z prawie dwuletnim opóźnieniem, więc już wtedy pisałam zupełnie inaczej, bo był to dość intensywny okres - kiedy dopiero zaczynałam pisać. Pisałam wtedy raczej wiersze, niekiedy miniatury poetyckie. Teraz wiersze raczej mi się zdarzają, piszę je czasem, choć proza - opowiadania - właśnie to jest ta forma, w której czuję się najlepiej.
K.E.Z.: "Taka ładna" to przede wszystkim książka o obsesjach. Zgadzasz się z takim spojrzeniem na swój debiutancki zbiór opowiadań? Na ile, według Ciebie, obsesja może być twórcza? Jak sądzisz, czy często literatura żywi się obsesją?
M.M.: Myślę, że każdy ma swoją obsesję, kwestia tylko jak potrafimy nad nią panować. Obsesje są doskonałą pożywką dla literatury. Poruszają mnie bardzo światy wewnętrzne, a w nich pełno jest paranoi - nawet w zdrowym umyśle - i tam właśnie chciałam sięgnąć, o tym są moje opowiadania.
K.E.Z.: Ironia i sentymentalizm. Jak udaje Ci się utrzymać odpowiednie proporcje pomiędzy tymi dwoma żywiołami?
M.M.: Żeby przetrwać i żyć - nie tylko ciałem ale i duchem - ta umiejętność jest bardzo cenna. Sama nie wiem jak mi się to udaje. Podziwiam ludzi, którzy osiągają taką właśnie harmonię, nie są zbyt melancholijni, ale nie są też zbyt cyniczni i staram się dojść do tego, jakim cudem im się to udaje. Dochodzę do wniosku, że są bardzo uważni, czujni i konsekwentni - i staram się ich naśladować. Nawet moje opowiadania są o takich właśnie ludziach. Tak jak w życiu trzeba być twardym, ale i wrażliwym - tak jest i w literaturze.
K.E.Z.: Czujesz się inna? Czy inność w jakimś stopniu uruchomiła w Tobie proces twórczy?
M.M.: Czasem czuję się inna, np. kiedy stoję na przystanku a ludzie wracają z Kościoła, albo kiedy idę korytarzem urzędu a ludzie ze zwiniętymi w rulon papierami chodzą od pokoju do pokoju, albo kiedy z sąsiedniego osiedla biegnie banda pseudokibiców uzbrojona w tasaki i kije, i nie można odróżnić za kim są, albo kiedy patrzę jak ubywa w butelce kroplówki, a obok kobieta nie ma połowy twarzy, albo jak jadę zatłoczonym tramwajem i dusi mnie smród pach hutników.
A czasem czuję się po prostu taka sama.
K.E.Z.: Twoje opowiadania są często określane przymiotnikiem feministyczne. Nie obawiasz się, że etykietka pisarki feministycznej w jakimś stopniu uprości odbiór Twoich opowiadań?
M.M.: Przez chwilę miałam takie obawy, byłam o to zła na dziennikarzy i krytyków, że koniecznie chcą mnie zaszufladkować. Ale tak już chyba bywa w ogóle w każdej dziedzinie życia. W każdym razie pocieszam się tym, że pojęcie feminizmu też nie jest jednoznaczne.
K.E.Z.: Potrafisz pisać o kobietach nieraz w okrutnie bezwzględny i szczery sposób. Kpisz z ich (naszej) naiwności, złudzeń, kokieterii - i robisz to naprawdę w uroczy sposób. Co irytuje Cię w kobiecości najbardziej? I co sądzisz o terminie "literatura kobieca"?
M.M.: Sama nie wiem jak traktować pojęcie "literatury kobiecej". Z pewnością piszę głównie o kobietach i sama jestem kobietą, ale piszę niekiedy w pierwszej osobie rodzaju męskiego, opisuję kobiety jakby z tej drugiej perspektywy i ta zmiana perspektyw jest dla mnie ważna. W moich opowiadaniach staram się przekazać to, co uważam za społecznie ważne, nie lubię hipokryzji, którą mamy na co dzień i smuci mnie fakt, że nie umiemy wyrażać emocji. Staram się te blokady ujawniać bądź podkreślać ich znaczenie i skutki. Lubię pisać o ludziach, jacy naprawdę są albo jacy chcieliby być, a kobiety znam trochę lepiej, więc dlatego są moimi bohaterkami. Irytuje mnie w kobiecości przypisana jej uległość i podporządkowanie, i to że pomimo wielu wewnętrznych sprzeciwów kobiety same nie potrafią jej w sobie zwalczyć. Lubię też pisać o ich wyrachowaniu, kamuflażu, o potrzebie przynależności, a jednocześnie o wzbranianiu się przed głębszym kontaktem, o tym jak chcą być zrozumiane bez słów i podziwiane za samą kobiecość, oraz o tym jak bardzo usiłują tę swoją kobiecość ratować nawet w trudnych warunkach. Pewne te cechy cenię a pewne mnie śmieszą, a piszę zarówno o tym, co podziwiam jak i o tym, co mnie irytuje. Choć jak zdążyłam zauważyć w kontakcie z czytelnikami, nie często można odróżnić jedno od drugiego. Ale to przecież niekoniecznie o to chodzi.
K.E.Z.: Co najbardziej drażni Cię w tzw. środowiskach literackich? Jak czujesz się w mieście, w którym - jak powiedział mi jeden z krytyków - na metr kwadratowy przypadają dwie poetki?
M.M.: Myślę, że środowiska literackie wbrew pozorom niewiele się od siebie różnią, może w nieco inny sposób się lansują. Najbardziej denerwuje mnie fakt, że ocenia się autora niekoniecznie na podstawie tego, co tworzy ale również na podstawie tego, z kim się zadaje i do jakiego środowiska należy. Kręgi te formują się wedle wspólnych gustów, a to dla literatury niekoniecznie jest korzystne.
W Krakowie czuję się dobrze, znam różne środowiska i mam o nich tak różne zdania, jak one o mnie. Stworzyły mi wiele możliwości, a niewiele można osiągnąć w pojedynkę, choć własna inicjatywa i konsekwencja są zaczątkiem wszystkiego. Książkę wydałam w Olsztynie, a to dowód na to, że nie identyfikuję się do końca z żadnym konkretnym środowiskiem. Jedne cenię bardziej a drugie w ogóle. Zależy mi głównie na dotarciu do czytelnika.
K.E.Z.: Nad czym obecnie pracujesz? Jacy bohaterowie obecnie w Tobie żyją? Jakie historie nam opowiesz?
M.M.: Obecnie pracuję nad scenariuszami filmowymi, ponieważ właśnie kończę Studium Scenariuszowe w łódzkiej Filmówce. Opowiadania wciąż piszę, wciąż o ludziach, którzy tym razem są bardziej odważni i otwarci na innych.
K.E.Z.: Dziękuję za rozmowę.
Monika Mostowik (ur.1975 r.) - autorka wierszy i opowiadań. Socjolog, obecnie studiuje w Podyplomowym Studium Scenariuszowym Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Laureatka wielu konkursów, stypendystka miasta Krakowa w dziedzinie literatury. W tym roku nakładem olsztyńskiego wydawnictwa Portret ukazał się jej debiutancki zbiór opowiadań "Taka Ładna".
|
|