ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (515) / 2025

Agnieszka Wójtowicz-Zając,

WYSOKO WYKWALIFIKOWANY PRACOWNIK EMOCJONALNY (ROSE HACKMAN: 'PRACA EMOCJONALNA. JAK NIEWIDZIALNA PRACA KSZTAŁTUJE NASZE ŻYCIE I JAK POZNAĆ SIĘ NA WŁASNEJ SILE')

A A A
„Praca emocjonalna. Jak niewidzialna praca kształtuje nasze życie i jak poznać się na własnej sile” Rose Hackman (tłum. A. Paszkowska) to pozycja na przecięciu reportażu i eseju, kompleksowa, a zarazem przystępnie napisana, z imponującą bibliografią i przypisami, a zarazem stosunkowo niewielka objętościowo. Na przestrzeni dziewięciu rozdziałów omawia, czym jest praca emocjonalna, kto ją najczęściej świadczy i na czyją rzecz, jak jest uwikłana w relacje płciowe, klasowe i rasowe oraz jak spróbować wyobrazić sobie rzeczywistość, w której jej świadczenie ma mniej rabunkowy charakter. To opowieść o współczesnym świecie i rządzących nim zasadach, napisana z wielu perspektyw: ponad setki kobiet, z którymi Hackman przeprowadziła wywiady, obserwacji autorki, badań naukowych, stereotypów i wzorców rządzących naszą kulturą, napięć i wyzwań intersekcjonalnych, ważności doznań i emocji oraz ich hierarchii.

Najprościej pracę emocjonalną można zdefiniować jako „rozpoznawanie albo przewidywanie cudzych uczuć, dostosowywanie się do nich uczuć własnych i skuteczne zarządzanie emocjami innych” (s. 28). Bywa wpisana w niektóre zawody, najczęściej te niskopłatne i mało prestiżowe. Od pielęgniarek oczekujemy nie tylko podawania leków i opieki nad chorymi zgodnie z zaleceniami lekarzy, ale także empatii, troski, wrażliwości. Od nauczycielek przedszkolnych i szerzej – opiekunek zajmujących się dziećmi czy to w rozmaitych instytucjach, czy prywatnie, lub zajmujących się osobami niesamodzielnymi oczekujemy nie tylko utrzymania osób zależnych przy życiu i we względnym zdrowiu, ale także chcemy, aby okazywały im sympatię, były ciepłe, miłe, troskliwe, opiekuńcze i zaangażowane w relację z podopiecznymi. Praca emocjonalna jest wpisana w rozmaite zawody usługowe (kelnerki, doradczynie klienta, hostessy, kosmetyczki, fryzjerki i manikiurzystki, tatuażystki, masażystki, fizjoterapeutki, sekretarki i recepcjonistki, instruktorki i trenerki – listę można ciągnąć w zasadzie bez końca, nawet na moim zawodowym poletku coraz częściej widzę ogłoszenia redaktorek i korektorek, które oferują nie tylko pracę z tekstem, ale też z emocjami autora, czułą opiekę nad słowami i poprawnością językową, ale w ciągłym dialogu z autorem, z poszanowaniem jego wizji, rozwiewaniem obaw, konsultacjami i omawianiem proponowanych zmian w tekście, przeprowadzaniem go przez trudny emocjonalnie proces redakcji tekstu itd.), ale w jakimś stopniu jest obecna we wszystkich zawodach i odmianach pracy zarobkowej, chociaż nie zawsze stanowi część oficjalnych obowiązków służbowych, jak w przypadku zawodów związanych z opieką czy w usługach.

Jednak praca emocjonalna jest świadczona także prywatnie i zupełnie nieodpłatnie zawsze wtedy, kiedy zarządzamy emocjami i doświadczeniami innych. Organizacja rodzinnej imprezy, trzysta pięć kreatywnych zabaw z dwuletnim dzieckiem, pomoc starszym członkom rodziny, staranie się, aby zawsze było miło, wspieranie w trudnych momentach, udawane orgazmy (męskie ego bywa bardzo kruche) – to wszystko elementy niewidzialnej pracy emocjonalnej. Jej produktem są relacje, więzi, zdrowe i funkcjonujące społeczności. I ogrom tej pracy spada na kobiety czy szerzej – na wszystkie osoby nieuprzywilejowane. Im niżej jesteś w hierarchii, tym większy kawałek pracy emocjonalnej przypadnie ci w udziale. Jak to się dzieje?

Hackman analizuje, jak doszło i wciąż dochodzi do tego, że niezbędna dla społeczeństwa i gospodarki praca emocjonalna nie jest równo dystrybuowana, a spada głównie na barki tych, którzy w hierarchii społecznej znajdują się niżej. Analizuje stereotypy kulturowe, wieloletnie tradycje, „naturalność” pracy emocjonalnej, jednostkowe doświadczenia i historie oraz społeczne mechanizmy, które prowadzą do emocjonalnego wyzysku i outsourcingu – bo praca emocjonalna często spada na osoby nieuprzywilejowane i imigrantki. W Polsce dobrze widać globalny łańcuch dostaw pracy emocjonalnej – Polki wyjeżdżają na Zachód, głównie do Niemiec, jako opiekunki (zwłaszcza osób starszych), gosposie (swoją drogą urocze słowo na określenie multitaskingu i wieloobszarowości takiego wsparcia gospodarstwa domowego i całej rodziny) i szeroko pojęte pomoce domowe, podczas gdy tę samą pracę u nas świadczą głównie Ukrainki. Bez pracy emocjonalnej nie przetrwamy jako społeczeństwo, ba, nie przetrwa bez niej gospodarka (a ta, jak doskonale wiemy, jest znacznie ważniejsza niż społeczeństwo…). Hackman analizuje też uwikłanie pracy emocjonalnej w ekonomię rynkową i te fragmenty, zwłaszcza rozdziały „Realia kapitalizmu emocjonalnego” i „Radykalna miłość w nowym świecie”, stanowią najbardziej interesujące partie książki. Bo nawet jeśli uznamy niezbędność, istotność i doniosłość pracy emocjonalnej, to jak ją wycenić? Jak płacić za miłość, troskę i pomoc? Za uwagę i gotowość do opieki? Czy to nie jest przypadkiem dobrowolne wpuszczanie relacji rynkowych tam, gdzie ich lepkie macki nie powinny nigdy sięgać?

Jak wskazuje Hackman, to już dawno się wydarzyło, praca emocjonalna jest uwikłana w rynek i pieniądze, ale wolimy tego nie widzieć, ukrywając niektóre transakcje. Jak pisze, [w]„ kulturach tradycyjnych wymiana nie miała prowadzić do akumulacji bogactwa ani ekstrakcji dóbr, ale reprodukować społeczeństwo, stale wzmacniając więzi wzajemności i redystrybucji. Prekursorką pieniądza była więc transakcja polegająca na oznaczaniu i przemianie relacji międzyludzkich. (…) Podstawowa różnica między epoką minioną a dzisiejszą nie zasadza się na tym, że praca emocjonalna straciła wartość, ale na tym, że przestała być uznawana za wartościową, nawet w trakcie eksploatacji. A ponieważ nie możemy po prostu cofnąć się do świata przed pieniądzem, musimy radzić sobie z takim światem, jaki jest” (s. 201-202). Obalenie mitu o fundamentalnej rozłączności miłości i pieniędzy jest pierwszym krokiem do sprawiedliwego wynagradzania, ale i bardziej zrównoważonej dystrybucji pracy emocjonalnej. Jak nietrudno zauważyć, na tym polu (jak i na wielu innych) gospodarka rynkowa niedomaga. Rozwiązaniem nie jest wyłącznie wycena takiej pracy i wypłata należności pieniężnej osobom świadczącym pracę emocjonalną.

Hackman pozwala sobie pomarzyć – o społeczeństwie, które dokona totalnego przewartościowania, przesuwając pracę emocjonalną z obrzeży do centrum, ceniąc relacje i więzi oraz wysiłki, które prowadzą do ich stworzenia, podtrzymania i umacniania. Jak pisze, „[ś]wiat, w którym pracę emocjonalną uznaje się i ceni, jest wizją rewolucyjną, która mogłaby znieść jedne z najwidoczniejszych, a jednocześnie najgłębszych przyczyn nierówności płci i wszelkich innych. A idąc dalej, zapewniłaby wszystkim lepsze, owocniejsze i spokojniejsze życie” (s. 258). Jak do tego doprowadzić? Redystrybucją – równym rozłożeniem pracy emocjonalnej, które będzie prowadzić do „budowy szczęśliwszego, sprawiedliwszego, bardziej funkcjonalnego, prawdziwego i transparentnego świata dla wszystkich ludzi” (s. 256). I ta idea jest, owszem, bardzo uwodząca – zdecydowanie lepiej by nam się wszystkim żyło w tak zorganizowanym świecie. Optymizm przygasa, kiedy rozejrzymy się wokoło.

Książkę Hackman można traktować nie tylko jako intersekcjonalną analizę pracy emocjonalnej i jej uwikłania w gospodarkę rynkową, ale także jako narzędzie do sprawdzenia samych siebie. Ile pracy emocjonalnej tak naprawdę świadczymy? Z czyjej pracy emocjonalnej korzystamy? Kiedy czujemy, że daje nam satysfakcję, poczucie sensu i przynależności, a kiedy jest wyzyskiwana i używana przeciwko nam? Najchętniej zakończyłabym recenzję apelem, że to „pozycja konieczna” i „książka dla każdego”. Nie mam jednak złudzeń: tego typu publikacje trafiają najczęściej do grona czytelników wstępnie przekonanych i poza to grono raczej nie wychodzą. Analizy Hackman są jednak na tyle zróżnicowane i prowadzone z wielu perspektyw, a zarazem odważne i wizjonerskie, że nawet jeśli „Praca emocjonalna” nie wyjdzie poza bańkę, to dla samej bańki może uczynić wiele dobrego. Chociażby dać nam nadzieję, że można wyobrazić sobie świat nieco inaczej.
Rose Hackman: „Praca emocjonalna. Jak niewidzialna praca kształtuje nasze życie i jak poznać się na własnej sile”. Przeł. Aleksandra Paszkowska. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2025.