OD DRAPIEŻNYCH FUNDUSZY DO DRAPIEŻNEGO KAPITALIZMU (GRACE BLAKELEY: 'DRAPIEŻNY KAPITALIZM. ZBRODNIE KORPORACJI, SUBWENCJE SPOD STOŁU I KRES WOLNOŚCI')
A
A
A
Grace Blakeley, mimo młodego wieku (ur. 1993), zyskała już rozgłos jako charyzmatyczna dziennikarka „Tribune” i komentatorka lewicowych kanałów, takich jak „Novara Media”. Zdążyła także wydać już trzy książki ekonomiczne krytykujące dyktat rynków finansowych i porządek neoliberalny.
Tytuł najnowszej publikacji, „Drapieżny kapitalizm” („Vulture Capitalism”), wprowadza nas od razu w tezę autorki: współczesny kapitalizm nie jest – wbrew neoliberalnym mitom – systemem opartym na wolnej konkurencji, lecz mechanizmem, w którym najsilniejsi gracze (korporacje, fundusze private equity, banki) żerują na kryzysach, słabościach państwa i wyzysku pracowników. Jak sępy (ang. vultures) czekają na moment osłabienia ofiary – np. podczas recesji czy pandemii – by przejąć kontrolę nad aktywami, wymusić deregulację lub wynegocjować korzystne dla siebie bailouty. Blakeley demaskuje przy tym hipokryzję „wolnego rynku”, udowadniając, że kapitalizm nie przetrwałby bez państwowego parasola ochronnego – ale ten parasol rozkładany jest głównie dla elit.
Książka podzielona została na trzy części. Na wstępie otrzymujemy porządne teoretyczne fundamenty pod tezę publikacji – Blakeley rozpoczyna od przeglądu stanowisk wobec kapitalizmu: od Schumpetera (który widział w nim „twórczą destrukcję”) po radykalnych krytyków jak Baran i Sweezy (dowodzących, że monopolizacja to nie wypaczenie, lecz cecha systemu). Dla laików to świetne wprowadzenie do teorii monopoli w wydaniu przedstawicieli różnych nurtów ekonomii, jednak dla bardziej wtajemniczonych, zwłaszcza marksistów, będzie to zbyt ogólnikowy zarys, chociaż celnie punktujący kluczowe spory.
Druga część okazuje się szczególnie ważna dla zrozumienia głównej tezy Blakeley: problem z kapitalistycznym państwem nie leży w tym, że państwo jest zbyt duże lub zbyt małe, ale w tym, komu służy. Współczesny kapitalizm to system, w którym ryzyko jest uspołeczniane, a zyski są prywatyzowane, i dzieje się tak właśnie z powodu aktywnego zaangażowaniu państwa po stronie kapitału. Blakeley podaje serię przykładów na poparcie tej tezy: od upadku Boeinga (gdzie krótkoterminowe zyski zarządu zabiły bezpieczeństwo lotów) po mechanizmy finansjalizacji (np. destrukcyjna rola private equity – drapieżnych funduszy).
Autorka drobiazgowo rekonstruuje, jak dążenie do maksymalizacji krótkoterminowych zysków i wartość dla akcjonariuszy (shareholder value) doprowadziło do systematycznej erozji standardów bezpieczeństwa w Boeingu. Jednak historia Boeinga to nie tylko historia krótkowzrocznej żądzy zysku, ale także studium tego, jak państwo chroni swoich kapitalistycznych championów nawet wtedy, gdy ich działania prowadzą do katastrof. Blakeley wykazuje, jak Boeing przez dekady korzystał z państwowych zamówień obronnych i dotacji badawczych oraz jak musiały w tym wypadku zawieść osłabione organy nadzoru lotniczego.
Autorka „Drapieżnego kapitalizmu” pokazuje, że tzw. „wolny rynek” to w rzeczywistości system prawny zaprojektowany przy udziale i dla wielkiego biznesu. Najjaskrawszym przykładem symbiozy państwa i kapitału są komercyjne banki. W 2008 roku otrzymały one bilionowe bailouty, zachowały przy tym wypłaty bonusów dla menedżerów, a następnie lobbowały za osłabieniem reform (Dodd-Frank Act). Blakeley pokazuje, że to nie był wyjątek – to model: system finansowy działa jak kasyno, gdzie zyski są prywatne, a straty społeczne.
Odrzuca tym samym mit, że rynek to „równa gra”. Współczesny kapitalizm charakteryzuje się tak ekstremalną koncentracją kapitału, że zaledwie dziesięć największych funduszy inwestycyjnych – takich jak BlackRock czy Vanguard – kontroluje aktywa przewyższające wartość całej gospodarki Niemiec, trzeciej największej potęgi ekonomicznej świata. Ta finansowa hiperkoncentracja nie jest jednak wyłącznie ekonomicznym faktem, lecz narzędziem politycznej kontroli. Blakeley szczegółowo dokumentuje, jak korporacje przeznaczają miliardy dolarów na lobbing – wystarczy przyjrzeć się działalności gigantów technologicznych w Waszyngtonie, którzy systematycznie osłabiają regulacje antymonopolowe i podatkowe.
Jednak najbardziej jaskrawym przejawem władzy kapitału jest codzienny przymus ekonomiczny, któremu podlegają pracownicy. Gdy Blakeley pisze o „zgadzaniu się” na niskie płace, ujawnia podstawową hipokryzję systemu: wybór między głodową pensją a bezrobociem nie jest wolną decyzją, lecz wymuszonym aktem przetrwania. Ten strukturalny przymus (którego ważny aspekt stanowi zadłużenie gospodarstw domowych w czasach, w których zasiłki zastąpione zostały przez „chwilówki”) utrzymuje całe klasy społeczne w stanie ekonomicznej zależności, podczas gdy retoryka „wolnego rynku” służy jako ideologiczna zasłona dla realnych stosunków władzy.
W ostatniej części „Drapieżnego kapitalizmu” Blakeley przechodzi od krytyki do konstruktywnej wizji, pokazując konkretne przykłady oddolnej demokratyzacji gospodarki w ostatnim półwieczu. Kluczowym studium przypadku jest tu Plan Lucasa – radykalna inicjatywa pracowników brytyjskiego koncernu zbrojeniowego Lucas Aerospace, którzy w 1976 roku opracowali alternatywny projekt przekształcenia firmy w przedsiębiorstwo produkujące dobra społecznie użyteczne (m.in. maszyny do dializy, turbiny wiatrowe). Choć kierownictwo odrzuciło ten pomysł, stał się on inspiracją dla ruchów pracowniczych na całym świecie, pokazując, że robotnicy – często postrzegani jako bierni wykonawcy – są w stanie projektować innowacje i reorganizować produkcję w sposób odpowiadający potrzebom społecznym.
Blakeley podkreśla jednak, że takie inicjatywy napotykają systemowe bariery: opór elit, brak dostępu do kapitału i wrogie otoczenie prawne. Przykładem jest los Mike’a Cooleya, jednego z liderów Planu Lucasa, który został zwolniony za „zbytnie angażowanie się w działalność związkową”, a następnie kontynuował pracę nad demokratyzacją gospodarki w ramach Greater London Council. Podobne wyzwania dotknęły „ludowy plan dla Royal Docks” w Londynie, gdzie mieszkańcy – przy wsparciu lewicowych władz miejskich – zaproponowali alternatywę dla neoliberalnej gentryfikacji (m.in. spółdzielnie mieszkaniowe, usługi społeczne zamiast biurowców i lotniska). Projekt upadł po likwidacji GLC przez Thatcher, co Blakeley interpretuje jako symbol szerszego starcia między wizją gospodarki służącej społecznościom i projektowanej przez pracowników a modelem nastawionym na zysk i dyrektywność.
Książka przytacza jednak także współczesne przykłady oddolnej organizacji mającej możliwość przerodzenia się w projekty, przedsiębiorstwa i wspólnoty, które przetrwały próbę czasu: miejscowość Marinaleda w Hiszpanii, gdzie mieszkańcy przejęli nieużytki rolne i stworzyli samorządną gminę z równymi płacami, tanimi mieszkaniami i zniesioną policją; sieć kooperatyw w Jackson w Missisipi; budżety obywatelskie w Porto Alegre i Preston w Wielkiej Brytanii; spółdzielnię mleczarską w Rosario w Argentynie; historię wydźwignięcia z ubóstwa mieszkańców stanu Kerala w Indiach rządzonym przez socjalistów za pomocą programów społecznych i grup samopomocowych.
Blakeley unika jednak utopijnego optymizmu. Wskazuje, że nawet udane projekty muszą mierzyć się z globalnymi nierównościami i presją kapitału. Wizja autorki to nie rewolucyjny przewrót, przynajmniej nie dziś, ale przebudowa instytucji – od uspołecznienia przedsiębiorstw po demokratyzację finansów, która może przynieść rewolucyjne skutki. Prawdziwa alternatywa dla „drapieżnego kapitalizmu” wymaga nie tylko zmian własnościowych, ale przede wszystkim przeniesienia władzy ekonomicznej w ręce zwykłych ludzi. Ci jednak już dziś muszą poczuć sprawczość, dlatego tak ważne są zdaniem Blakeley wszelkie spotkania i działania dla wspólnego dobra, nawet na niewielką skalę, ponieważ upolityczniają i angażują pozbawionych decyzyjności pracowników-konsumentów. Autorka zauważa, że dla głębokiej zmiany systemu nie wystarczy uspołecznienie środków produkcji, konieczna jest za każdym razem demokratyzacja podejmowania decyzji – coś, z czym współczesny pracownik ma niezwykle rzadko do czynienia w pracy i życiu społecznym poza nią.
Podsumowując, książka ta jest przede wszystkim apoteozą demokracji i socjalizmu rozumianego jako radykalna demokracja w każdej dziedzinie życia. Autorka, podobnie jak Yanis Varoufakis, wpisuje się w nurt lewicy wolnościowej. Oboje upominają współczesną lewicę, że nie powinna rezygnować z języka emancypacji, i podkreślają, że to neoliberałowie zawłaszczyli pojęcie „wolności”, utożsamiając je z wolnym rynkiem, który paradoksalnie nigdy nie był tak zniewolony, jak za ich rządów. Jeśli miałabym wskazać jakiekolwiek mankamenty tej pozycji, to byłaby jej rozwlekłość i skondensowanie jednocześnie. Autorka zasypuje nas faktami, po czym powtarza jak refren te same wnioski, które wystarczyłoby wyartykułować tylko raz w końcowym rozdziale. W porównaniu z „Drapieżnym kapitalizmem” bardziej klarowny wywód na ten sam temat prowadzą William Mitchell i Thomas Fazi w książce „Reclaiming the State” z 2017 roku.
Tytuł najnowszej publikacji, „Drapieżny kapitalizm” („Vulture Capitalism”), wprowadza nas od razu w tezę autorki: współczesny kapitalizm nie jest – wbrew neoliberalnym mitom – systemem opartym na wolnej konkurencji, lecz mechanizmem, w którym najsilniejsi gracze (korporacje, fundusze private equity, banki) żerują na kryzysach, słabościach państwa i wyzysku pracowników. Jak sępy (ang. vultures) czekają na moment osłabienia ofiary – np. podczas recesji czy pandemii – by przejąć kontrolę nad aktywami, wymusić deregulację lub wynegocjować korzystne dla siebie bailouty. Blakeley demaskuje przy tym hipokryzję „wolnego rynku”, udowadniając, że kapitalizm nie przetrwałby bez państwowego parasola ochronnego – ale ten parasol rozkładany jest głównie dla elit.
Książka podzielona została na trzy części. Na wstępie otrzymujemy porządne teoretyczne fundamenty pod tezę publikacji – Blakeley rozpoczyna od przeglądu stanowisk wobec kapitalizmu: od Schumpetera (który widział w nim „twórczą destrukcję”) po radykalnych krytyków jak Baran i Sweezy (dowodzących, że monopolizacja to nie wypaczenie, lecz cecha systemu). Dla laików to świetne wprowadzenie do teorii monopoli w wydaniu przedstawicieli różnych nurtów ekonomii, jednak dla bardziej wtajemniczonych, zwłaszcza marksistów, będzie to zbyt ogólnikowy zarys, chociaż celnie punktujący kluczowe spory.
Druga część okazuje się szczególnie ważna dla zrozumienia głównej tezy Blakeley: problem z kapitalistycznym państwem nie leży w tym, że państwo jest zbyt duże lub zbyt małe, ale w tym, komu służy. Współczesny kapitalizm to system, w którym ryzyko jest uspołeczniane, a zyski są prywatyzowane, i dzieje się tak właśnie z powodu aktywnego zaangażowaniu państwa po stronie kapitału. Blakeley podaje serię przykładów na poparcie tej tezy: od upadku Boeinga (gdzie krótkoterminowe zyski zarządu zabiły bezpieczeństwo lotów) po mechanizmy finansjalizacji (np. destrukcyjna rola private equity – drapieżnych funduszy).
Autorka drobiazgowo rekonstruuje, jak dążenie do maksymalizacji krótkoterminowych zysków i wartość dla akcjonariuszy (shareholder value) doprowadziło do systematycznej erozji standardów bezpieczeństwa w Boeingu. Jednak historia Boeinga to nie tylko historia krótkowzrocznej żądzy zysku, ale także studium tego, jak państwo chroni swoich kapitalistycznych championów nawet wtedy, gdy ich działania prowadzą do katastrof. Blakeley wykazuje, jak Boeing przez dekady korzystał z państwowych zamówień obronnych i dotacji badawczych oraz jak musiały w tym wypadku zawieść osłabione organy nadzoru lotniczego.
Autorka „Drapieżnego kapitalizmu” pokazuje, że tzw. „wolny rynek” to w rzeczywistości system prawny zaprojektowany przy udziale i dla wielkiego biznesu. Najjaskrawszym przykładem symbiozy państwa i kapitału są komercyjne banki. W 2008 roku otrzymały one bilionowe bailouty, zachowały przy tym wypłaty bonusów dla menedżerów, a następnie lobbowały za osłabieniem reform (Dodd-Frank Act). Blakeley pokazuje, że to nie był wyjątek – to model: system finansowy działa jak kasyno, gdzie zyski są prywatne, a straty społeczne.
Odrzuca tym samym mit, że rynek to „równa gra”. Współczesny kapitalizm charakteryzuje się tak ekstremalną koncentracją kapitału, że zaledwie dziesięć największych funduszy inwestycyjnych – takich jak BlackRock czy Vanguard – kontroluje aktywa przewyższające wartość całej gospodarki Niemiec, trzeciej największej potęgi ekonomicznej świata. Ta finansowa hiperkoncentracja nie jest jednak wyłącznie ekonomicznym faktem, lecz narzędziem politycznej kontroli. Blakeley szczegółowo dokumentuje, jak korporacje przeznaczają miliardy dolarów na lobbing – wystarczy przyjrzeć się działalności gigantów technologicznych w Waszyngtonie, którzy systematycznie osłabiają regulacje antymonopolowe i podatkowe.
Jednak najbardziej jaskrawym przejawem władzy kapitału jest codzienny przymus ekonomiczny, któremu podlegają pracownicy. Gdy Blakeley pisze o „zgadzaniu się” na niskie płace, ujawnia podstawową hipokryzję systemu: wybór między głodową pensją a bezrobociem nie jest wolną decyzją, lecz wymuszonym aktem przetrwania. Ten strukturalny przymus (którego ważny aspekt stanowi zadłużenie gospodarstw domowych w czasach, w których zasiłki zastąpione zostały przez „chwilówki”) utrzymuje całe klasy społeczne w stanie ekonomicznej zależności, podczas gdy retoryka „wolnego rynku” służy jako ideologiczna zasłona dla realnych stosunków władzy.
W ostatniej części „Drapieżnego kapitalizmu” Blakeley przechodzi od krytyki do konstruktywnej wizji, pokazując konkretne przykłady oddolnej demokratyzacji gospodarki w ostatnim półwieczu. Kluczowym studium przypadku jest tu Plan Lucasa – radykalna inicjatywa pracowników brytyjskiego koncernu zbrojeniowego Lucas Aerospace, którzy w 1976 roku opracowali alternatywny projekt przekształcenia firmy w przedsiębiorstwo produkujące dobra społecznie użyteczne (m.in. maszyny do dializy, turbiny wiatrowe). Choć kierownictwo odrzuciło ten pomysł, stał się on inspiracją dla ruchów pracowniczych na całym świecie, pokazując, że robotnicy – często postrzegani jako bierni wykonawcy – są w stanie projektować innowacje i reorganizować produkcję w sposób odpowiadający potrzebom społecznym.
Blakeley podkreśla jednak, że takie inicjatywy napotykają systemowe bariery: opór elit, brak dostępu do kapitału i wrogie otoczenie prawne. Przykładem jest los Mike’a Cooleya, jednego z liderów Planu Lucasa, który został zwolniony za „zbytnie angażowanie się w działalność związkową”, a następnie kontynuował pracę nad demokratyzacją gospodarki w ramach Greater London Council. Podobne wyzwania dotknęły „ludowy plan dla Royal Docks” w Londynie, gdzie mieszkańcy – przy wsparciu lewicowych władz miejskich – zaproponowali alternatywę dla neoliberalnej gentryfikacji (m.in. spółdzielnie mieszkaniowe, usługi społeczne zamiast biurowców i lotniska). Projekt upadł po likwidacji GLC przez Thatcher, co Blakeley interpretuje jako symbol szerszego starcia między wizją gospodarki służącej społecznościom i projektowanej przez pracowników a modelem nastawionym na zysk i dyrektywność.
Książka przytacza jednak także współczesne przykłady oddolnej organizacji mającej możliwość przerodzenia się w projekty, przedsiębiorstwa i wspólnoty, które przetrwały próbę czasu: miejscowość Marinaleda w Hiszpanii, gdzie mieszkańcy przejęli nieużytki rolne i stworzyli samorządną gminę z równymi płacami, tanimi mieszkaniami i zniesioną policją; sieć kooperatyw w Jackson w Missisipi; budżety obywatelskie w Porto Alegre i Preston w Wielkiej Brytanii; spółdzielnię mleczarską w Rosario w Argentynie; historię wydźwignięcia z ubóstwa mieszkańców stanu Kerala w Indiach rządzonym przez socjalistów za pomocą programów społecznych i grup samopomocowych.
Blakeley unika jednak utopijnego optymizmu. Wskazuje, że nawet udane projekty muszą mierzyć się z globalnymi nierównościami i presją kapitału. Wizja autorki to nie rewolucyjny przewrót, przynajmniej nie dziś, ale przebudowa instytucji – od uspołecznienia przedsiębiorstw po demokratyzację finansów, która może przynieść rewolucyjne skutki. Prawdziwa alternatywa dla „drapieżnego kapitalizmu” wymaga nie tylko zmian własnościowych, ale przede wszystkim przeniesienia władzy ekonomicznej w ręce zwykłych ludzi. Ci jednak już dziś muszą poczuć sprawczość, dlatego tak ważne są zdaniem Blakeley wszelkie spotkania i działania dla wspólnego dobra, nawet na niewielką skalę, ponieważ upolityczniają i angażują pozbawionych decyzyjności pracowników-konsumentów. Autorka zauważa, że dla głębokiej zmiany systemu nie wystarczy uspołecznienie środków produkcji, konieczna jest za każdym razem demokratyzacja podejmowania decyzji – coś, z czym współczesny pracownik ma niezwykle rzadko do czynienia w pracy i życiu społecznym poza nią.
Podsumowując, książka ta jest przede wszystkim apoteozą demokracji i socjalizmu rozumianego jako radykalna demokracja w każdej dziedzinie życia. Autorka, podobnie jak Yanis Varoufakis, wpisuje się w nurt lewicy wolnościowej. Oboje upominają współczesną lewicę, że nie powinna rezygnować z języka emancypacji, i podkreślają, że to neoliberałowie zawłaszczyli pojęcie „wolności”, utożsamiając je z wolnym rynkiem, który paradoksalnie nigdy nie był tak zniewolony, jak za ich rządów. Jeśli miałabym wskazać jakiekolwiek mankamenty tej pozycji, to byłaby jej rozwlekłość i skondensowanie jednocześnie. Autorka zasypuje nas faktami, po czym powtarza jak refren te same wnioski, które wystarczyłoby wyartykułować tylko raz w końcowym rozdziale. W porównaniu z „Drapieżnym kapitalizmem” bardziej klarowny wywód na ten sam temat prowadzą William Mitchell i Thomas Fazi w książce „Reclaiming the State” z 2017 roku.
Grace Blakeley: „Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności”. Przeł. Urszula Ruzik-Kulińska. Wydawnictwo Post Factum. Katowice 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

