ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (518) / 2025

Patrycja Korczago,

IWONA, KSIĘŻNICZKA BEZ FACEBOOKA ('IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA', REŻ. LENA FRANKIEWICZ)

A A A
„Iwona, księżniczka Burgunda”, pierwszy, jeden z najpopularniejszych dramatów Witolda Gombrowicza, realizowany jest według rozmaitych koncepcji. Reżyserka nowego spektaklu w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, Lena Frankiewicz, przepisuje gombrowiczowski świat i jego dworską etykietę na naszą teraźniejszość, zapraszając widza do uniwersum piękna. Nawiązań do współczesności nie odnajdziemy jednak na poziomie tekstu, który pozostał niezmodyfikowany, zastosowano tu jedynie niezbędne skróty. Widzowie mogą przyjrzeć się natomiast rzeczywistości, w której króluje kult ciała, walka o uznanie, uwagę

i rozpoznawalność. Każda sytuacja, ta zabawna, skandaliczna czy tragiczna, staje się dla bohaterów spektaklu doskonałą okazją do zaistnienia w przestrzeni medialnej. Praktycznie nie rozstają się oni ze smartfonami, filmują i relacjonują na żywo w sieci każde zdarzenie. Do takiego celebryckiego targowiska próżności, gdzie panuje reżim piękna, opresja męskich spojrzeń, realizatorzy wpuszczają niczym groźnego wirusa Iwonę – kobietę, która nie zabiega o popularność, klikalność czy lajki w mediach społecznościowych, nie depiluje włosów pod pachami, nie wypełnia ust botoksem, nie próbuje się nikomu przypodobać, jest po prostu sobą. Milcząca, bierna, apatyczna, zwyczajna, nudna, w społeczeństwie celebrytów jest praktycznie bez szans. Jej obecność nakręca spiralę przemocy na wielu poziomach: od tej słownej, hejterskiej, aż do seksualnej. Jej postawa drażni i wydobywa na światło dzienne ukryte grzechy i przywary członków królewskiego dworu. Pod maską piękna, kanonów, konwenansów, czy – jak chciał Gombrowicz – formy, odkrywamy przerażającą twarz ludzkiego okrucieństwa.

W umownej scenografii, nawiązującej do tajemniczego klimatu filmów Davida Lyncha, świat przedstawiony wydaje się nierealny, jakby ze snu, niedookreślony, a jednak znany. Wrażenie to zostaje podbite przez lynchowskie cytaty muzyczne. Groteskowe wyolbrzymienie odsłania nagą prawdę o naszej rzeczywistości, przyglądamy się bowiem przerysowanym gestom, mimice i charakteryzacji postaci. Pozy i mowa ciała dworzan odwzorowują instagramowe i tiktokowe modowe trendy oraz walkę o wizerunek i dążenie do bycia lepszą wersją siebie. W kostiumach kobiet na pierwszy plan wysuwa się gorset, który odrzucony, obecnie ponownie wraca do łask. W spektaklu wydaje się on przybierać także metaforyczny wymiar – jest symbolem spętania, zamknięcia w formę.

Luksusowe przestrzenie kliniki urody, wellness & spa nie wywołują odczucia przytulności, przeciwnie, zieje z nich złowroga pustka i surowość. Taki efekt potęguje także uporczywe milczenie głównej bohaterki. W przebodźcowanym uniwersum cisza zyskuje mocny, kontrastowy wydźwięk, przemawia głośniej niż krzyk. Występująca w roli Iwony Anita Jancia tworzy przejmującą kreację, hipnotyzuje wymownym spojrzeniem, uchwyconym przez oko kamery i projektowanym w zbliżeniu na olbrzymim, scenicznym ekranie. Niezdarność, choć lepiej powiedzieć: zwyczajność jej ruchów, kontrastująca z patetycznym i sztucznym chodem innych bohaterów, w scenie końcowej zamieniona zostaje w płynny, ekstatyczny, wymowny taniec pośmiertny. Naga, wyzwolona z wszelkiej formy zdaje się wręcz unosić nad ziemskim padołem kanonów, lęków, frustracji i przemocy.

Nieodrodnym synem swojego ojca okazuje się książę Filip (w wykonaniu Michała Czaderny) – nadpobudliwy, buntujący się przeciw niemu, a jednak reprodukujący wszystkie gesty performowane przez króla Ignacego (doskonała kreacja Grzegorza Sikory). Choć to właśnie książę, stale nakłaniany do odgrywania roli macho, sprowadza w ramach prowokacji na dwór Iwonę, ostatecznie niepewny swojej orientacji seksualnej, nie jest w stanie unieść prawdy o sobie samym. Charakterystyczne są także role dworskich kolegów księcia Filipa – umięśnionego Cyryla (Mateusz Wojtasiński) i zniewieściałego Cypriana (Mateusz Margas) zmuszającego siłą Iwonę do uśmiechu. Na ich tle wyróżnia się bezpretensjonalny, prostolinijny, zakochany w księżniczce Inocenty (znakomity w tej roli Sławomir Miska). Zróżnicowanie uczuć i postaw królowej Małgorzaty świetnie przedstawiła z kolei odtwórczyni tej roli – Marta Gzowska-Sawicka.

Ciekawym zabiegiem jest włączenie widowni w przestrzeń działań scenicznych. Rażona blaskiem fleszy, bywa ona fotografowana przez Cypriana, a także innych dworzan wyposażonych w smartfony. Obserwujemy i jesteśmy obserwowani. To właśnie wśród widzów książę Filip zauważa Iwonę. Symbolicznym elementem scenografii drugiej części inscenizacji jest umiejscowiona po lewej stronie sceny głowa o przerysowanych rozmiarach. Trudno określić, czy należy ona do mężczyzny czy kobiety, pozbawiona jest bowiem twarzy – zamiast niej wisi czerwona kurtyna. Za nią śpi Iwona, a może śni się i siedzi w głowie wszystkich dworzan.

Spektakl Leny Frankiewicz demaskuje blichtr i zagląda pod współczesne maski ulepszonego ciała, doskonałej formy. Odsłania prawdziwe oblicze lęku, agresji i przemocy. Staje po stronie ofiar – opresjonowanych, zniewolonych przez mężczyzn kobiet. Uderza w kulturę medialnych klatek mentalnych. Zdaje się jednak przekreślać szanse na normalne życie bez Facebooka.
Witold Gombrowicz: „Iwona, księżniczka Burgunda”. Reżyseria: Lena Frankiewicz. Scenografia: Agata Stanula. Kostiumy: Krystian Szymczak. Choreografia: Agnieszka Kryst. Reżyseria świateł: Damian Pawella. Multimedia/Video: Mateusz Zieliński. Muzyka: Stefan Wesołowski. Asystent reżyserki: Mateusz Wojtasiński. Asystentka choreografki: Katarzyna Sikora. Premiera: Teatr Polski w Bielsku-Białej. Premiera: 17.05.2025
Fot. Natalia Kabanow.