ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 listopada 21 (525) / 2025

Magdalena Piekara,

NIECODZIENNOŚĆ (MAŁGORZATA KORONKIEWICZ-HUPAJŁO: 'KOBIETY W CZARNYCH KRYNOLINACH. CODZIENNOŚĆ POLSKICH ZIEMIANEK NA ZIEMIACH ZABRANYCH W CZASIE POWSTANIA STYCZNIOWEGO (1863-1864)')

A A A
Czym jest codzienność w czasach niezwyczajnych, cechujących się gwałtownością zmian? Jak opisać rutynę działań, które dopiero się pojawiają, a jeszcze do niedawna były poza widnokręgiem najśmielszych wyobrażeń? Czy jakakolwiek kobieta z analizowanych w książce Małgorzaty Koronkiewicz-Hupajło pamiętników i wspomnień mogła wyobrazić sobie, że za kilka miesięcy będzie nosić pod obfitą krynoliną broń albo na polu bitwy opatrywać rannych sąsiadów, z którymi do niedawna grała w winta czy bezika? Codzienność, jako obszar badawczy (a nie dyscyplina naukowa, jak twierdzi w pierwszym zdaniu książki autorka), ma swoje ograniczenia, o czym pisał Marcin Kula, posługując się terminem „codzienność niecodzienności”. Zauważał on, iż „Gdy Antoni Mączak napisał swoją pracę o codzienności w podróżach w XVII wieku (1998), spotkał się z pytaniem, czy można o niej mówić, skoro sama podróż była wówczas czymś wysoce niecodziennym. Profesor odpowiadał afirmatywnie – co podzielam” (Kula 2020: 245).

Wystarczy przypomnieć sobie wydaną przed ponad dziesięciu laty książkę Marcina Zaremby „Wielka trwoga. Polska 1944–1947. Ludowa reakcja na kryzys”, w której portret społeczeństwa rozbitego po wojnie połączony został kategorią strachu powodującego narastanie agresji, przemocy i zbrodni. Można stwierdzić więc, że powtarzalność działania, a nawet emocji, która stawała się rutyną w krótkim czasie powstania styczniowego, mogła „wytworzyć” swoistą codzienność. Jednak, jeśli nawet próbujemy stworzyć obraz pewnych nawrotów i regularności zdarzeń w owej niecodziennej codzienności, a tym przecież były okres wrzenia przedpowstaniowego, sam zryw, a także gehenna represji: aresztowań, procesów i zesłań w głąb Rosji, to powinniśmy skupić się na rytuałach, obrzędach, gestach, czynnościach, posunięciach, reakcjach, a nawet na zachowaniach nietypowych, ulotnych, jednorazowych. Szczególnie iż w książce Koronkiewicz-Hupajło planowana jest analiza pamiętników i wspomnień – zapisów jednostkowego, zindywidualizowanego głosu kobiecego w czasach wielkich wyzwań.

Kategoria codzienności pozwala na skonstruowanie bohatera zbiorowego, wszak przez dostrzeżenie pewnych powtarzających się sytuacji czy komentarzy opisanych w dokumentach prywatnych danego czasu można diagnozować sytuację przynajmniej części społeczeństwa. Bardzo więc należy żałować, że Koronkiewicz-Hupajło tak rzadko oddaje głos bohaterkom swej opowieści i zbyt często omawia ich słowa, a tym samym próbuje, zupełnie niepotrzebnie, zobiektywizować ich dyskurs. Pomija właśnie to, co powinno być najcenniejsze: jednostkową perspektywę, indywidualny głos, prywatne spostrzeżenie, intymne przeżycia i uczucia. Trudno jest zbudować portret bohaterki zbiorowej, gdy dość często nie słyszymy głosu poszczególnych uczestniczek dramatycznych wydarzeń. Ponadto, jeśli książka dotyczy obrazu codzienności polskich ziemianek z Ziem Zabranych zawartego w ich zapiskach, to cytowanie pamiętników np. Jakuba Gieysztora z poznańskiego czy broszury, wydanej w Paryżu, Bronisława Zaleskiego, którego nie było na ziemiach polskich w czasie powstania, nie wydaje się dobrym wyborem. W książce Koronkiewicz-Hupajło brakuje więc wyrazistej podstawy wyboru tekstów. Problemem jest, dość częsty przy pracy z pamiętnikami czy prasą XIX-wieczną, nadmiar, który powinien zostać uporządkowany. W przeciwnym razie, tak jak w recenzowanej pozycji, w rozdziale o ustawodawstwie carskim (abstrahując od faktu, iż jest zbędny) znajdujemy fragmenty o pijaństwie włościan, szkółkach prawosławnych na Litwie i Białorusi i kilkustronicową opowieść o szkole jednej z ziemianek. Podczas czytania cały czas zastanawiałam się, dokąd to prowadzi, i z przykrością stwierdzam, że kierunek tych rozważań nadal nie jest mi znany.

Koronkiewicz-Hupajło pisze we wstępie: „niekiedy musiałam kierować się intuicją i ograniczyć do danych poglądowych” (s. 14). Słuszne, iż do tej pory ludzkość nie uznała intuicji za jedną z metod badawczych, albowiem prowadzi ona wyłącznie na manowce. U Koronkiewicz-Hupajło intuicja zbyt często prowadzi w stronę stereotypów, w tym np. płciowych, gdy autorka pisze: „ważnym przymiotem kurierek była dyskrecja (…). Kobiety często miały z nią problem i to wytykali im mężczyźni przeciwni ich zaangażowaniu w sprawę narodową. By wykluczyć je z życia codziennego, uwypuklali gadulstwo kobiet i nadmierną egzaltację” (s. 175). W tym miejscu podany jest odnośnik do jednego z pamiętników. Czy rzeczywiście kobiety nie były dyskretne, wszak – co wynika z dalszej części wywodu – przypisywali im tę wadę ci, którzy uznawali, iż z powodu wrodzonych przymiotów płeć piękna nie nadaje się do działań konspiracyjnych i spiskowych? Sprzeczności tego typu dostrzec można znacznie więcej. Gdy opisywane są postępowe rodziny szlacheckie, które „Nie ograniczały córkom wolności osobistej”, to jednak zaraz dowiadujemy się, że w istocie tak nie było: „w sferze związków małżeńskich decydowali rodzice” (s. 88). I te dwie, sprzeczne w swej istocie informacje, znajdują się w jednym zdaniu. Czy może istnieć większe ograniczenie praw jednostki niż przymuszanie jej do konkretnego związku małżeńskiego? Czego dotyczyła więc wolność osobista, którą miała zapewnić młodym kobietom ich – jak pisze Koronkiewicz-Hupajło – postępowa rodzina?

W dalszym fragmencie tego samego akapitu dowiadujemy się, że związki małżeńskie były prawie partnerskie, a kobiety „cieszyły się zaufaniem i miłością współmałżonków oraz znaczną swobodą decydowania o sobie”. Po czym następuje zdanie, że wszystko to działo się w „granicach męskiej dominacji i patriarchalnego ładu” (s. 88). To ostatnie zdanie zresztą odwołuje nas (przypisem) do konkretnej strony pracy Anny Żarnowskiej, która w przywołanym teście pisze: „Jednak to nie rodzina jest głównym generatorem tych zmian. Wręcz odwrotnie – pod najsilniejszym naciskiem tradycji, tradycyjnych patriarchalnych wzorów obyczajowych pozycja kobiety pozostaje właśnie w rodzinie, zmiany jej statusu dokonują się tu znacznie wolniej niż poza zasięgiem rodziny, na innych obszarach obecności kobiet w społeczeństwie” (Żarnowska 2013: 17). Dodajmy, że w tej samej książce Żarnowska stawia kwestię patriarchatu jeszcze bardziej dobitnie: „Szczególnie trudno było, jak się wydaje, zerwać z uświęconymi tradycją rytuałami w życiu codziennym rodziny, które nie tylko uzewnętrzniały, ale także utrwalały patriarchalny układ dominacji i podporządkowania” (Żarnowska 2013: 180). Cytat więc wygląda diametralnie inaczej aniżeli teza postawiona przez Koronkiewicz-Hupajło. Po sprawdzeniu kilku innych przypisów sporządzonych w ten sposób i dostrzeżeniu, iż autorka książki o codzienności ziemianek w okresie powstania styczniowego często zmienia sens słów, na które się powołuje, trudno oprzeć się wrażeniu, iż zbyt często mamy w przypadku tego tomu do czynienia z niedokładnością i powierzchownością. Autorka „Kobiet w czarnych krynolinach” może to robić, ponieważ nie ma zwyczaju cytować literatury przedmiotu, tylko zaznacza użycie cudzej myśli (na dodatek zniekształconej bądź sprzecznej z intencją autorską) jedynie odnośnikiem bibliograficznym. Czytelniczki i czytelnicy sami muszą sprawdzać, co znajduje się w przywoływanych przez Koronkiewicz-Hupajło pracach. I sami dokonywać niezbyt przyjemnych odkryć.

Niektóre fragmenty w książce z kolei nie posiadają przypisów, których brak w danym fragmencie jest dotkliwie widoczny. Np. „Autorki wspomnień zakładały, że uwłaszczeniem zostanie objęty wyłącznie areał już uprawiany przez ludność” (s. 57). Jakie autorki, w których wspomnieniach? Wszystkie? Jak o tym pisały? Na następnej stronie zaś znajdujemy zdanie, że pomysł oczynszowania „nie podobał się także włościanom preferującym pańszczyznę” (s. 58). I także brak przypisu do tak rewolucyjnego stwierdzenia. Albo: „Alkoholizm chłopów szedł w parze z ich analfabetyzmem” (s. 70) – warto byłoby podać podstawę bibliograficzną dla tak karkołomnego stwierdzenia. To ostanie zdanie stanowi zresztą część większego problemu: apoteozowania ziemiaństwa, co doskonale zauważalne jest np. we fragmencie: „Przed reformą uwłaszczeniową 1861 r. stosunki gospodarzy i czeladzi miały zwykle charakter patriarchalny. Układ ten, uświęcony tradycją, akceptowały obie strony” (s. 92). Przypis na końcu tego zdania odwołuje nas do artykułu w „Bluszczu” z lat 80. XIX wieku, jednego pamiętnika ziemianki oraz wspomnień ziemianina. Jakiegokolwiek kontaktu ze stanem badań dotyczących zwrotu ludowego – brak.

Już sam spis treści książki informuje nas o tym, że obiecanej w tytule codzienności nie ma tu – niestety – za wiele. W tym właśnie miejscu dostrzec można największy problem „Kobiet w czarnych krynolinach” – autorka chyba sama nie wie, czym jej dzieło ma być. Gdyby była to książka recenzowana, wówczas łatwiej dałoby się wyrugować pewne oczywistości, wyciąć pewne fragmenty, których znaczenie dla omawiania codzienności polskich ziemianek jest przynajmniej dyskusyjne, a nawet skorygować pozycje zawarte w bibliografii – naprawdę nie ma potrzeby opierać się pod koniec pierwszego ćwierćwiecza XXI wieku na przestarzałych pozycjach, na dodatek o dużym stopniu ogólności, jak np. „Historia Rosji” autorstwa Ludwika Bazylowa czy W.A. Fiedorowa. Obie te książki są przestarzałe, ponieważ zostały wydane jeszcze przed rokiem 1989 i prezentują konkretną linię ideologiczną. Nie można także zrozumieć użycia w tekście „Wielkiej historii powszechnej”, której pierwsze wydanie ukazało się w latach 1934-1938.

Z drugiej strony jednak autorka „Kobiet w czarnych krynolinach” uznaje głosy zawarte w kobiecych pamiętnikach (męskich zresztą też, co moim zdaniem zmienia perspektywę, a w konsekwencji powinno prowadzić do zmiany tytułu) za tak ważne, iż za ich pomocą np. komentuje carskie ustawy, ignorując dość bogaty stań badań dotyczący tego okresu. Wszak głosy zawarte we wspomnieniach przedstawiają jedynie stanowisko osoby piszącej (i – nie zapominajmy – kreującej swój obraz w tekście) bądź jej środowiska, nie mogą zaś prezentować zobiektywizowanego obrazu sytuacji, który tworzony jest dopiero w tekstach naukowych powstających przez wiele lat i uzupełnianych o inne dokumenty z epoki. Z podobną – przynajmniej niezręcznością, a może wręcz łatwowiernością, której naukowczynie i naukowcy powinni unikać – mamy do czynienia, gdy za komentarz służy artykuł gazetowy z epoki. Najczęściej jest to jakiś numer krakowskiego „Czasu”. Oczywiste, że prasa epoki stanowi ciekawe tło, warto jednak przedstawiać stanowiska redakcji pism o różnych orientacjach politycznych i społecznych, a także prezentować komentarze na temat wydarzeń ukazujące się w prasie wszystkich trzech zaborów (a – jeśli to możliwe – konfrontować je z polskojęzyczną prasą emigracyjną).

Co ciekawe, w bibliografii i przypisach pojawiają się nazwiska autorów książek, których nie znajdziemy w indeksie (jak w przypadku wspomnianego Fiedorowa), albo hasła w indeksie osobowym nie zostają odnotowane w sposób przyjęty w publikacjach naukowych. Tak dzieje się w przypadku tekstu Dariusza Szoppera, obficie cytowanego w jednym z rozdziałów, zaś nazwisko badacza w indeksie posiada jedynie dwa odnośniki. Szukamy – według danych zapisanych w indeksie osobowym – np. Henryka Rodziewicza, a na odpowiedniej stronie brak jakiejkolwiek informacji o tej postaci. Znajduje się tam natomiast zdanie: „Powstaniu przeciwni byli Rodziewiczowie”, zaś hasła „Rodziewiczowie” w indeksie brak. W indeksie brak też wielu cytowanych w tekście nazwisk, jak np. Anny Żarnowskiej, Krystyny Sierakowskiej czy Andrzeja Szwarca. Indeks – chociaż nie jest sporządzony przez autorkę, ale powinien być przez nią sprawdzony – wykonała firma reklamująca się tworzeniem oprogramowania komputerowego ułatwiającego pracę z tekstem. No cóż… Nie wyszło. Szkoda, że „królikiem doświadczalnym” stała się książka Koronkiewicz-Hupajło. I do błędów samej autorki możemy dołączyć kolejny – indeks.

Jednak, niestety, to jeszcze nie wszystko. Redakcja książki także nie przedstawia się zachęcająco, można bowiem zacząć chichotać w niekontrolowany sposób, gdy przeczyta się zdanie: „Po lesie krążyły oddziały kozackie, gotowe w razie spotkania zadźgać nahajkami kobietę objuczoną różnym dobrem” (s. 186). Nahajką można siec, uderzać, walić, a nawet – jak wiemy z literatury XIX-wiecznej – prażyć i ścinać. Nie można jednak nikogo zadźgać pięcioramiennym krótkim skórzanym biczem. Błędy, których nie dostrzeżono w procesie redakcji i korekty, czasem dotyczą najprostszych wyrazów: „wiadomo z pamiętników i innych osobistych zapisek [sic!]” (s. 19). Jak Dawid Fajnhauz, urodzony w 1920 roku, mógł publikować w „Roczniku Białostockim” z roku 1863 (zob. 352)?

Zastanawia mnie także konsekwencja zapisu „pogrzeb pięciu osób poległych”, chociaż w tradycji prasowej i naukowej przyjęła się fraza „pogrzeb pięciu poległych”. Być może Koronkiewicz-Hupajło, chce zaznaczyć (chociaż tego nie robi), iż jedną z poległych była kobieta o nazwisku Malta (co nie jest do końca potwierdzone), ale wówczas ofiar byłoby sześcioro. Pięciu mężczyzn zabitych w czasie demonstracji i kobieta, która zmarła po kilkunastu dniach.

Na koniec pozostała jeszcze jedna kwestia. Książkę wydano przy wsparciu fundacji „Most the most”, zaś partnerem wydania (formułę taką znajdziemy na stronie redakcyjnej) jest fundacja „Wspólnota Pokoleń”, w której Małgorzata Koronkiewicz-Hupajło pełni funkcję wiceprezeski zarządu. Jeśli dobrze rozumiem, partnerstwo oznacza partycypację w kosztach, a taka sytuacja (wydanie bez recenzji książki naukowej, której autorka ma powiązania z daną instytucją) wydaje się przynajmniej niezręczna, chociaż nie jest nielegalna.

LITERATURA:

Kula M.: „Jak ugryźć codzienność?”, „Kultura i Społeczeństwo” 2020, nr. 1.

Zaremba M.: „Wielka trwoga. Polska 1944–1947. Ludowa reakcja na kryzys”. Kraków 2012.

Żarnowska A.: „Codzienność i kultura. W kręgu rodziny i wśród innych”. W: Tejże: „Kobieta i rodzina w przestrzeni wielkomiejskiej na ziemiach polskich w XIX i XX wieku”. Red. A. Janiak–Jasińska, K. Sierakowska, A. Szwarc. Warszawa 2013.
Małgorzata Koronkiewicz-Hupajło: „Kobiety w czarnych krynolinach. Codzienność polskich ziemianek na Ziemiach Zabranych w czasie powstania styczniowego (1863-1864)”. KEW. Wrocław–Wojnowice 2025.