'I CIEMNOŚĆ JEJ NIE OGARNĘŁA' (EWA HOFFMANN-PIOTROWSKA: 'MICKIEWICZ JASNOROMANTYCZNY. ŚWIATOTWÓRCZE KONCEPTY POETY')
A
A
A
Nie trzeba znać dokładnych definicji słownikowych, by wiedzieć, że ‘jasność’ należy do słów budzących w przeważającej mierze pozytywne konotacje – kojarzy się z nadzieją, optymizmem, oświeceniem, wiedzą, mądrością, boskością czy nowym początkiem i dobrze ocenianą zmianą. Jak wiadomo, te pozytywne sensy wykorzystywał na szeroką skalę poprzedzający epokę romantyzmu Wiek Świateł, eksploatujący chętnie motywy słońca i jego blasku jako symbolu racjonalnego urządzenia świata oraz panującego w nim porządku. Romantyzm – mimo dużego zróżnicowania wewnętrznego – zwykł kojarzyć się zaś raczej z ciemnymi barwami nocnych pejzaży, tajemniczym blaskiem księżyca, mrokami kryjącymi tajemnice natury i ludzkich wnętrz, wreszcie także z problematyką wielokształtnie rozumianego zła, buntu, zerwania czy rozpadu. Jasny romantyzm to niemal oksymoron – przynajmniej w odczuciu znacznej części polskich czytelników.
Ewa Hoffmann-Piotrowska postanowiła wyjść poza te utarte ścieżki myślenia i rozważyć kwestię, na ile nasze wyobrażenia na temat romantyzmu wynikają z uważnej lektury poszczególnych dzieł, na ile zaś są rezultatem powtarzanych przez pokolenia podobnych schematów myślowych – romantyczność jako bunt, niezgoda na zastaną rzeczywistość, silny indywidualizm, tragiczne uwikłanie w historię, poczucie alienacji, niezrozumienia czy utrata sensu istnienia, prowadzące najczęściej do melancholii, autodestrukcji bądź obłędu. Pytania o moc schematu w rozumieniu romantyzmu zadawano już zresztą wielokrotnie wcześniej, jednak przede wszystkim w kontekście dominacji – petryfikowanego praktyką szkolną – paradygmatu patriotyczno-niepodległościowego, który miał skutecznie zagłuszać inne treści (warto wspomnieć na marginesie, że poczucie (o)presji ze strony publiczności domagającej się „sprawy polskiej” mieli już sami romantycy, jak Juliusz Słowacki i Cyprian Norwid). Po kilkudziesięciu latach eksplorowania nowych perspektyw lekturowych, takich jak zagadnienia egzystencjalne, kłopoty z podmiotowością, ironia, mistyka czy wyobraźnia, Hoffmann-Piotrowska diagnozuje w badaniach nad romantyzmem znamienne „uwektorowienie” (zob. s. 9), które pomija projekty pozytywne, postrzegając romantyzm niemal wyłącznie jako „czarny” czy też „mroczny”, wyrażający negatywne strony istnienia.
Tymczasem, jak stwierdza badaczka, romantyzm jest również projektem pozytywnym, dążącym do odbudowy ładu świata zniszczonego przez rewolucję francuską oraz oświeceniowe przekształcenia hierarchii wartości. Pomijanie jego jasnej strony przynosi obraz selektywny i ograniczony, samych romantyków odziera zaś z umiejętności krytycznego spojrzenia na wielkie mity własnej epoki i skazuje na ciągłe powtarzanie zbliżonych treści. Czy jednak owego pozytywnego projektu nie można by nazwać po prostu próbą powtórnego rzucenia czaru na rzeczywistość odczarowaną – według określenia Maxa Webera – przez oświecenie? Otóż nie – Hoffmann-Piotrowska akcentuje przede wszystkim istotny ciężar etyczno-moralny jasnego romantyzmu, który w jej perspektywie dąży nie tylko do przywrócenia utraconego porządku – z uwzględnieniem koniecznych zmian – lecz chce także motywować do ewolucji ku doskonałości pojedyncze jednostki i całe wspólnoty, mające w ten sposób uczestniczyć w projekcie budowy lepszego świata.
Czyż nie brzmi to bardzo oświeceniowo? Owszem. To jedna z najbardziej intrygujących cech propozycji warszawskiej badaczki – romantyzm budujący na ruinach dawnych wartości swoje własne hierarchie i próbujący ukształtować nowego człowieka wykazuje wiele wspólnego z analogicznymi projektami dydaktycznymi oświecenia, choć głębokie różnice występują oczywiście wśród samych wartości mających stać u podstaw nowego porządku. Wydaje się to jednak potwierdzać, że historię kulturową świata wyznacza swoisty ruch tezy i antytezy: po wczesnoromantycznej fazie buntu, której patronowała twórczość George’a Gordona Byrona, przynajmniej część romantyków dostrzega konieczność przekroczenia negatywności i stworzenia wizji rzeczywistości jako ładu, który pomoże na nowo uczynić świat bardziej gościnnym i wyznaczy wzorce „dobrego bytowania”. Badaczka zastrzega wszakże wyraźnie, że choć traktuje owe projekty jako wewnętrznie koherentne oraz ukończone, daleka jest od uznania ich za pogodne lub łatwe w odbiorze (zob. s. 14–15).
Hoffmann-Piotrowskiej nie chodzi bynajmniej o przepisywanie historii rodzimego romantyzmu przy użyciu zupełnie nowego języka, lecz raczej o wskazywanie miejsc czy zjawisk niesłusznie pomijanych, a jednak wyraźnie się narzucających przy wystarczająco uważnej lekturze. Jasny romantyzm – przynajmniej w literaturze polskiej – nie jest ukrytym cieniem twórczości każdego z poetów kojarzonych do tej pory raczej ze sferą mroku, lecz przede wszystkim cechą twórców wybranych, świadomie poszukujących literackich, ale też rzeczywistych środków przeciwko doświadczeniu rozpadu świata. Na pierwszy plan wysuwa się tu twórczość Mickiewicza jako „patrona jasnoromantycznego nurtu” (s. 14) – badaczka dostrzega w niej wyjątkową ciągłość myśli i stanowisk, nawet jeśli na wczesnym etapie wydaje się promować raczej postawy buntu, niezgody i rozczarowania światem. Całość książki poświęcona jest właśnie odkrywaniu owej ciągłości ideowej oraz kształtów Mickiewiczowskiej parenezy, która najpełniej ujawni się po 1830 roku, lecz – jak udowadnia autorka – wywodzi się już z wcześniejszych doświadczeń, lektur czy przemyśleń. Celu nie stanowi bynajmniej tylko wskazanie więzi łączących późniejszą twórczość wieszcza z jego pogłębiającymi się potrzebami religijnymi – to temat doskonale opracowany – lecz raczej obserwacja, w jaki sposób ewolucja duchowa Mickiewicza, akcelerowana tęsknotą za odnalezieniem sensu życia, przybiera kształt projektu „dobrego bytowania”, rozwijanego przez poetę zarówno w tekstach literackich, jak i w korespondencji czy bezpośrednich kontaktach z otoczeniem.
Mickiewicz jasnoromantyczny to mentor i nauczyciel, krytyk rzeczywistości, w której przyszło mu żyć, lecz także i jednostka wyznaczająca – sobie i innym – ambitne cele doskonalenia wewnętrznego jako antidotum na poczucie bezsensu, a także formę uniezależnienia się do warunków zewnętrznych przy założeniu utrzymania pewnej kontroli – postęp moralny, rozpoczynający się od jednostek i niewielkich wspólnot, miał być gwarancją uwolnienia ludów od opresji i zapoczątkowania nowego etapu w dziejach ludzkości. To również poeta poszukujący formuły dla relacji człowieka z Bogiem oraz stawiający pytania o nadrzędną zasadę ziemskiego istnienia i źródło jego sensu. Ta zindywidualizowana perspektywa, która jednocześnie przekracza granice jednostkowego „ja”, ujawnia się w dwóch bardzo różnych lirykach: w bliskim III części „Dziadów” „Broń mnie przed sobą samym…” oraz lozańskim „Snuć miłość”, który Hoffmann-Piotrowska skłonna jest uznać za summę egzystencjalną Mickiewicza (zob. s. 311). Jednak utwory, które zawierają najbardziej wyraziste obrazy wysiłku ocalania ładu świata i z tego też powodu szczególnie interesują badaczkę, to przede wszystkim cykl „Dziadów” (łącznie z najrzadziej analizowaną I częścią) oraz „Pan Tadeusz”, „Konrad Wallenrod” pojawia się zaś jako dzieło pozbawione szansy ekspiacji bohatera, zaliczające się więc do literatury spod znaku „mroku”, lecz może właśnie dzięki tej negatywności przygotowujące odmienne losy Gustawa/Konrada.
Złożona z piętnastu rozdziałów książka dzieli się na dwie główne części, które są wszakże numerowane ciągle. Pierwsza zawiera szkice poświęcone przede wszystkich inspiracjom Mickiewicza w krytyce mitów jego własnej epoki (René de Chateaubriand, Alfred de Musset) i tworzeniu projektów parenetycznych. Mickiewiczowska wersja jasnego romantyzmu jest mocno osadzona w wartościach chrześcijańskich – w ujęciu Hoffmann-Piotrowskiej niemal w całości zdaje się z nich wynikać. Dla rozmaitych kreacji bohaterów dramatów i poematów – częściowo także jeszcze w okresie wileńsko-kowieńskim – badaczka wskazuje dwa podstawowe źródła: listy św. Pawła wraz z jego koncepcją nowego człowieka oraz „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempis, swoisty „poradnik” życia chrześcijańskiego zalecający aktywne pełnienie cnót oraz heroizm w obliczu przeciwności.
Nauki Pawła, który sam przeszedł drogę od prześladowania wyznawców Chrystusa do nawrócenia, stanowią zdaniem autorki podstawowy kontekst dziejów wielokształtnego bohatera „Dziadów” – błądzący, egocentryczny Gustaw/Konrad, ofiara literackich iluzji i własnych namiętności, otrzymuje szansę przemienienia swojego życia w duchu pokory i pracy na rzecz wspólnoty, jednak nie bez interwencji sił nadprzyrodzonych. Z kolei dzieło Tomasza à Kempis towarzyszyło Mickiewiczowi już w czasach filomackich, choć zapewne inaczej interpretowane, jego lektura musiała wszakże pod wieloma względami (choć nie we wszystkim) dobrze współbrzmieć z ideałami wspólnotowości i doskonalenia moralnego wyznawanego przez filomatów. Hoffmann-Piotrowska zastanawia się, czy to właśnie nie przełom filomacki należałoby uznać za najważniejszy, a może jedyny w życiu poety, wszystkie pozostałe w jej opinii nosiły już raczej znamiona kolejnego etapu ewolucji duchowej niż rzeczywistej głębokiej przemiany (zob. s. 54). W tej części badaczka pochyla się również nad możliwymi przyczynami dziwnej fascynacji poety Eugène’em Vintrasem, samozwańczym mistykiem francuskim, którego szybko zdemaskowano jako oszusta (czy to przez głębokie pragnienie cudu, „namacalnej” boskiej obecności w życiu Mickiewicza, tak silnie wyczulonego na wszelkie boskie znaki?), a także nad apostolsko-mentorską relacją wieszcza z Konstancją Łubieńską, dawną kochanką, której przemianę wewnętrzną uważał najprawdopodobniej za rodzaj odkupienia ich wspólnych win (romansu, gdy dogorywało powstanie listopadowe).
W części drugiej Hoffmann-Piotrowska przechodzi do interpretacji konkretnych utworów, koncentrując się na ich wymiarze krytyczno-oceniającym (np. wobec romantycznego zwątpienia czy ułudnych wizji miłości) oraz pozytywnym, parenetycznym, zgodnym z ewangelicznie rozumianą wizją „dobrego bytowania”. Ciekawie prezentuje się obrona grekokatolickiego Księdza z IV części „Dziadów”, którego zwykle przeciwstawia się roznamiętnionemu Gustawowi jako zwolennika zdrowego rozsądku i prostych, dość banalnych mądrości. W ocenie badaczki to właśnie Ksiądz zasługuje na miano jednostki znającej cierpienie (jest wdowcem, samotnym ojcem) – w opozycji do naśladującego literackie schematy Gustawa – i może stanowić wzorzec codziennego heroizmu oraz „dobrego bytowania” wcielającego ewangeliczne nakazy. Autorka rozważa także ewolucję bohatera całego cyklu dramatycznego jako przykład krystalizowania się poglądów Mickiewicz na moralne posłannictwo literatury i jej wymiar parenetyczny, o ile bowiem w „Dziadach” wileńsko-kowieńskich status ontologiczny Gustawa został celowo rozmyty (duch? człowiek? samobójca? ofiara nadmiernego cierpienia?), o tyle w III części cyklu przemieniający się Konrad nosi wyraźnie ludzkie cechy, a wyznaczona mu droga ekspiacji obejmuje powrót na łono wspólnoty, zastąpienie wybujałego indywidualizmu pokorą i służbą bliźnim bez wyraźnie wyznaczonego momentu kresu.
Hoffmann-Piotrowska przygląda się również kobiecym bohaterkom „Dziadów”, a więc postaciom, które przyciągały do tej pory zdecydowanie mniej uwagi badawczej. Autorka sugeruje, że Dziewica z I części dramatu, tęskniąca pod wpływem lektury za swą „istotą bliźnią”, idealnym kochankiem i drugą połówką platońskiej Jedni, być może pomyślana została w swych dalszych odsłonach jako odrzucająca zwodnicze wzorce pareneza dystansu do ideału miłości romantycznej. Powieść, która prowokuje narzekania na brak idealnych kochanków, to romans „Valérie” pani de Krüdener, będący jednak dziełem na wskroś dydaktycznym, eksponującym postawę cnoty i lojalności wobec przyjaciół – główny bohater (noszący zresztą imię Gustaw), nieszczęśliwie zakochany w mężatce, nie pozwala nigdy swej miłości wymknąć się z ram uczucia czysto platonicznego ani naruszyć więzów przyjaźni. Hoffmann-Piotrowska zastanawia się, czy to „antywerterowskie” przesłanie powieści nie zostało wpisane w konstrukcję bohaterek kolejnych części cyklu (Maryli, Pasterki i Kobiety) po to, by zaakcentować szkodliwość ulegania namiętnościom – i wyobraźni. Badaczka zaznacza, że nic nie pozwala sądzić, by relacja Mickiewiczowskiego Gustawa z kochanką przybrała faktycznie kształt obopólny, skoro bohater sam przyznaje, ile dzieje jego miłości zawdzięczają literaturze i wyobraźni (zob. s. 232).
Reinterpretacja „Dziadów” nie ma charakteru radykalnej zmiany odczytań, lecz raczej wyeksponowania pewnych aspektów całego cyklu, na które nie zwracano baczniejszej uwagi lub które automatycznie odrzucano jako nieromantyczne, niepasujące do obrazu innowacyjnego, przełomowego dzieła. Chodzi bowiem o wymiar dydaktyczny tekstów, który nie ogranicza się bynajmniej jedynie do nauk wypowiadanych przez duchy w II części, lecz wpisany jest w samą koncepcję poszczególnych postaci. Jak już wspominałam, pojęcie dydaktyzmu zwykło kojarzyć się raczej z literaturą oświecenia i jej programem modernizacji świata, punkt wyjścia Mickiewicza jest jednak odmienny – Hoffmann-Piotrowska widzi tu inspiracje płynące z nauk św. Pawła o możliwości przemiany, zrzucenia „starego człowieka”, metamorfozy z egocentrycznego kochanka mylącego literackie mity z rzeczywistością w członka wspólnoty wygnańców rozumiejącego wartość pokory i pracy. „Dziady” są zdaniem badaczki polem eksploracji romantycznych mitów, które poeta ogląda z krytycznego dystansu, początkowo może bardziej przeczuwając, w III części zupełnie już otwarcie prezentując destrukcyjne skutki nadmiernie wybujałego ego, radykalnego indywidualizmu, a także przedłożenia własnych ideałów nad sensy transcendentne. Właśnie w chrześcijańskiej nauce o miłości i służbie bohaterowie arcydramatu mają odzyskiwać zniszczony ład świata, bez którego świadomości niemożliwa jest realizacja „dobrego bytowania”.
Badaczka sięga także do postaci Konrada Wallenroda, by na jego przykładzie zanalizować dramat wyznawcy chrześcijańskich wartości, który zmuszony zostaje do ich negowania w imię nie do końca przekonujących uzasadnień, tracąc poczucie sensu własnych działań. Tak czytany Wallenrod jawi się przede wszystkim jako chrześcijanin, który winien był przestrzegać kodeksu moralnego swojej religii, a dylemat ojczyzna–wartości powinien zostać rozstrzygnięty raczej na korzyść wartości, jeśli stawką ich przestrzegania okazuje się życie wieczne (zob. s. 254). Można się jednak zastanawiać, czy w tak zarysowanym konflikcie tragicznym wybór faktycznie jest jasny. Hoffmann-Piotrowska widzi zaś w Halbanie nie tyle strażnika pamięci o Litwie i rzeczywistej tożsamości Waltera Alfa, lecz siłę, która go wiedzie do poświęcenia wszystkiego tylko w imię zemsty, gdyż ocalenie Litwy po wyniszczeniu jednej armii krzyżackiej nadal wydaje się niepewne. Dla Wallenroda nie ma zaś ocalenia w żadnym z możliwych wymiarów – może więc ekspiacja Konrada z III części „Dziadów” jest swoistym zadośćuczynieniem za negatywność i „mrok” „poematu o traconym sensie” (zob. s. 266–267).
Z kolei Tadeusz Soplica, tytułowy bohater epopei narodowej, który dziwnie często ustępuje pola innym postaciom, to zdaniem badaczki również swoista jasnoromantyczna pareneza – bohater nieromantyczny, budowany na miarę soplicowskiego świata, przywiązany do tradycji (od urodzenia, ale też dzięki pogłębionej edukacji po powrocie do domu), lecz jednocześnie nieobojętny na pewne wiatry zmian, jak postulat uwłaszczenia chłopów, którym chce oddać ziemię w posiadanie z pobudek patriotyczno-moralnych, gotowy do zrzeczenia się części zysków. Bohater, który zdaniem badaczki wciela ideały organicznikowskie (zob. s. 301), kreowany na godnego – mimo pewnych śmiesznostek – spadkobiercę wzorców ziemiańskiego życia w jego wersji dialogującej z nowoczesnością, pozbawiony zaś sarmackich wad starszego pokolenia (np. pychy Jacka Soplicy). „Pan Tadeusz” – jak zauważa autorka – rodzi się w czasach, gdy Mickiewicz bardzo poważnie traktuje posłannictwo literatury jako narzędzia kształtowania odpowiednich postaw moralnych i projektów przyszłości, przyświeca mu więc idea nie rozpadu i zerwań, lecz scalania, odbudowywania czy przedłużania trwania tego, co daje poczucie przynależności do wspólnoty (zob. s. 302).
Reinterpretacje Hoffmann-Piotrowskiej zapewne nie przekonają miłośników agonu, ostrego buntu, dramatów sprzecznych dążeń, skomplikowanych charakterów i trudnych biografii, wielbicieli bohaterów, którzy nie boją się naruszać wszelkich norm w imię obrony swoich ideałów, nawet jeśli obrane przez nich ścieżki mogą wydawać się mylne. Dotyczy to w szczególności przedlistopadowych dzieł wieszcza, które i przy „mrocznej” lekturze wydają się dyskutować z romantycznymi mitami, rozpięte pomiędzy ekspresją a przestrogą, uwewnętrznieniem popularnych schematów a ich krytycznym oglądem. Swoją szansę dostrzegą tu na pewno podejrzliwcy uparcie tropiących pęknięcia w pozornie spójnych projektach, nieprzekonani co do możliwości budowy jakiegokolwiek ładu. Hoffmann-Piotrowska nie ukrywa wszakże, że „Mickiewicz jasnoromantyczny” to efekt jej „prywatnego układania się z romantyzmem” (s. 15), poszukiwań jakości czy zjawisk, które korespondują z preferencją dla kultury dialogu i kontynuacji, nie zaś zerwań i zaprzeczeń.
Jasny romantyzm niewątpliwie istnieje. Może nie jako wyrazisty nurt mający wielu reprezentantów, może raczej w indywidualnym wysiłku konkretnych twórców usiłujących odzyskać – z różnymi zresztą efektami – namiastkę sensu. Może nie zawsze uzyskuje dydaktyczny zakrój, może też nie zawsze buduje swoje projekty na fundamentach doktryn religijnych. Jednak poszukiwanie śladów swoistego zadomowienia w świecie polskich romantyków, tak bardzo prześladowanych przez Historię, to niewątpliwie intrygujące przedsięwzięcie.
Ewa Hoffmann-Piotrowska postanowiła wyjść poza te utarte ścieżki myślenia i rozważyć kwestię, na ile nasze wyobrażenia na temat romantyzmu wynikają z uważnej lektury poszczególnych dzieł, na ile zaś są rezultatem powtarzanych przez pokolenia podobnych schematów myślowych – romantyczność jako bunt, niezgoda na zastaną rzeczywistość, silny indywidualizm, tragiczne uwikłanie w historię, poczucie alienacji, niezrozumienia czy utrata sensu istnienia, prowadzące najczęściej do melancholii, autodestrukcji bądź obłędu. Pytania o moc schematu w rozumieniu romantyzmu zadawano już zresztą wielokrotnie wcześniej, jednak przede wszystkim w kontekście dominacji – petryfikowanego praktyką szkolną – paradygmatu patriotyczno-niepodległościowego, który miał skutecznie zagłuszać inne treści (warto wspomnieć na marginesie, że poczucie (o)presji ze strony publiczności domagającej się „sprawy polskiej” mieli już sami romantycy, jak Juliusz Słowacki i Cyprian Norwid). Po kilkudziesięciu latach eksplorowania nowych perspektyw lekturowych, takich jak zagadnienia egzystencjalne, kłopoty z podmiotowością, ironia, mistyka czy wyobraźnia, Hoffmann-Piotrowska diagnozuje w badaniach nad romantyzmem znamienne „uwektorowienie” (zob. s. 9), które pomija projekty pozytywne, postrzegając romantyzm niemal wyłącznie jako „czarny” czy też „mroczny”, wyrażający negatywne strony istnienia.
Tymczasem, jak stwierdza badaczka, romantyzm jest również projektem pozytywnym, dążącym do odbudowy ładu świata zniszczonego przez rewolucję francuską oraz oświeceniowe przekształcenia hierarchii wartości. Pomijanie jego jasnej strony przynosi obraz selektywny i ograniczony, samych romantyków odziera zaś z umiejętności krytycznego spojrzenia na wielkie mity własnej epoki i skazuje na ciągłe powtarzanie zbliżonych treści. Czy jednak owego pozytywnego projektu nie można by nazwać po prostu próbą powtórnego rzucenia czaru na rzeczywistość odczarowaną – według określenia Maxa Webera – przez oświecenie? Otóż nie – Hoffmann-Piotrowska akcentuje przede wszystkim istotny ciężar etyczno-moralny jasnego romantyzmu, który w jej perspektywie dąży nie tylko do przywrócenia utraconego porządku – z uwzględnieniem koniecznych zmian – lecz chce także motywować do ewolucji ku doskonałości pojedyncze jednostki i całe wspólnoty, mające w ten sposób uczestniczyć w projekcie budowy lepszego świata.
Czyż nie brzmi to bardzo oświeceniowo? Owszem. To jedna z najbardziej intrygujących cech propozycji warszawskiej badaczki – romantyzm budujący na ruinach dawnych wartości swoje własne hierarchie i próbujący ukształtować nowego człowieka wykazuje wiele wspólnego z analogicznymi projektami dydaktycznymi oświecenia, choć głębokie różnice występują oczywiście wśród samych wartości mających stać u podstaw nowego porządku. Wydaje się to jednak potwierdzać, że historię kulturową świata wyznacza swoisty ruch tezy i antytezy: po wczesnoromantycznej fazie buntu, której patronowała twórczość George’a Gordona Byrona, przynajmniej część romantyków dostrzega konieczność przekroczenia negatywności i stworzenia wizji rzeczywistości jako ładu, który pomoże na nowo uczynić świat bardziej gościnnym i wyznaczy wzorce „dobrego bytowania”. Badaczka zastrzega wszakże wyraźnie, że choć traktuje owe projekty jako wewnętrznie koherentne oraz ukończone, daleka jest od uznania ich za pogodne lub łatwe w odbiorze (zob. s. 14–15).
Hoffmann-Piotrowskiej nie chodzi bynajmniej o przepisywanie historii rodzimego romantyzmu przy użyciu zupełnie nowego języka, lecz raczej o wskazywanie miejsc czy zjawisk niesłusznie pomijanych, a jednak wyraźnie się narzucających przy wystarczająco uważnej lekturze. Jasny romantyzm – przynajmniej w literaturze polskiej – nie jest ukrytym cieniem twórczości każdego z poetów kojarzonych do tej pory raczej ze sferą mroku, lecz przede wszystkim cechą twórców wybranych, świadomie poszukujących literackich, ale też rzeczywistych środków przeciwko doświadczeniu rozpadu świata. Na pierwszy plan wysuwa się tu twórczość Mickiewicza jako „patrona jasnoromantycznego nurtu” (s. 14) – badaczka dostrzega w niej wyjątkową ciągłość myśli i stanowisk, nawet jeśli na wczesnym etapie wydaje się promować raczej postawy buntu, niezgody i rozczarowania światem. Całość książki poświęcona jest właśnie odkrywaniu owej ciągłości ideowej oraz kształtów Mickiewiczowskiej parenezy, która najpełniej ujawni się po 1830 roku, lecz – jak udowadnia autorka – wywodzi się już z wcześniejszych doświadczeń, lektur czy przemyśleń. Celu nie stanowi bynajmniej tylko wskazanie więzi łączących późniejszą twórczość wieszcza z jego pogłębiającymi się potrzebami religijnymi – to temat doskonale opracowany – lecz raczej obserwacja, w jaki sposób ewolucja duchowa Mickiewicza, akcelerowana tęsknotą za odnalezieniem sensu życia, przybiera kształt projektu „dobrego bytowania”, rozwijanego przez poetę zarówno w tekstach literackich, jak i w korespondencji czy bezpośrednich kontaktach z otoczeniem.
Mickiewicz jasnoromantyczny to mentor i nauczyciel, krytyk rzeczywistości, w której przyszło mu żyć, lecz także i jednostka wyznaczająca – sobie i innym – ambitne cele doskonalenia wewnętrznego jako antidotum na poczucie bezsensu, a także formę uniezależnienia się do warunków zewnętrznych przy założeniu utrzymania pewnej kontroli – postęp moralny, rozpoczynający się od jednostek i niewielkich wspólnot, miał być gwarancją uwolnienia ludów od opresji i zapoczątkowania nowego etapu w dziejach ludzkości. To również poeta poszukujący formuły dla relacji człowieka z Bogiem oraz stawiający pytania o nadrzędną zasadę ziemskiego istnienia i źródło jego sensu. Ta zindywidualizowana perspektywa, która jednocześnie przekracza granice jednostkowego „ja”, ujawnia się w dwóch bardzo różnych lirykach: w bliskim III części „Dziadów” „Broń mnie przed sobą samym…” oraz lozańskim „Snuć miłość”, który Hoffmann-Piotrowska skłonna jest uznać za summę egzystencjalną Mickiewicza (zob. s. 311). Jednak utwory, które zawierają najbardziej wyraziste obrazy wysiłku ocalania ładu świata i z tego też powodu szczególnie interesują badaczkę, to przede wszystkim cykl „Dziadów” (łącznie z najrzadziej analizowaną I częścią) oraz „Pan Tadeusz”, „Konrad Wallenrod” pojawia się zaś jako dzieło pozbawione szansy ekspiacji bohatera, zaliczające się więc do literatury spod znaku „mroku”, lecz może właśnie dzięki tej negatywności przygotowujące odmienne losy Gustawa/Konrada.
Złożona z piętnastu rozdziałów książka dzieli się na dwie główne części, które są wszakże numerowane ciągle. Pierwsza zawiera szkice poświęcone przede wszystkich inspiracjom Mickiewicza w krytyce mitów jego własnej epoki (René de Chateaubriand, Alfred de Musset) i tworzeniu projektów parenetycznych. Mickiewiczowska wersja jasnego romantyzmu jest mocno osadzona w wartościach chrześcijańskich – w ujęciu Hoffmann-Piotrowskiej niemal w całości zdaje się z nich wynikać. Dla rozmaitych kreacji bohaterów dramatów i poematów – częściowo także jeszcze w okresie wileńsko-kowieńskim – badaczka wskazuje dwa podstawowe źródła: listy św. Pawła wraz z jego koncepcją nowego człowieka oraz „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempis, swoisty „poradnik” życia chrześcijańskiego zalecający aktywne pełnienie cnót oraz heroizm w obliczu przeciwności.
Nauki Pawła, który sam przeszedł drogę od prześladowania wyznawców Chrystusa do nawrócenia, stanowią zdaniem autorki podstawowy kontekst dziejów wielokształtnego bohatera „Dziadów” – błądzący, egocentryczny Gustaw/Konrad, ofiara literackich iluzji i własnych namiętności, otrzymuje szansę przemienienia swojego życia w duchu pokory i pracy na rzecz wspólnoty, jednak nie bez interwencji sił nadprzyrodzonych. Z kolei dzieło Tomasza à Kempis towarzyszyło Mickiewiczowi już w czasach filomackich, choć zapewne inaczej interpretowane, jego lektura musiała wszakże pod wieloma względami (choć nie we wszystkim) dobrze współbrzmieć z ideałami wspólnotowości i doskonalenia moralnego wyznawanego przez filomatów. Hoffmann-Piotrowska zastanawia się, czy to właśnie nie przełom filomacki należałoby uznać za najważniejszy, a może jedyny w życiu poety, wszystkie pozostałe w jej opinii nosiły już raczej znamiona kolejnego etapu ewolucji duchowej niż rzeczywistej głębokiej przemiany (zob. s. 54). W tej części badaczka pochyla się również nad możliwymi przyczynami dziwnej fascynacji poety Eugène’em Vintrasem, samozwańczym mistykiem francuskim, którego szybko zdemaskowano jako oszusta (czy to przez głębokie pragnienie cudu, „namacalnej” boskiej obecności w życiu Mickiewicza, tak silnie wyczulonego na wszelkie boskie znaki?), a także nad apostolsko-mentorską relacją wieszcza z Konstancją Łubieńską, dawną kochanką, której przemianę wewnętrzną uważał najprawdopodobniej za rodzaj odkupienia ich wspólnych win (romansu, gdy dogorywało powstanie listopadowe).
W części drugiej Hoffmann-Piotrowska przechodzi do interpretacji konkretnych utworów, koncentrując się na ich wymiarze krytyczno-oceniającym (np. wobec romantycznego zwątpienia czy ułudnych wizji miłości) oraz pozytywnym, parenetycznym, zgodnym z ewangelicznie rozumianą wizją „dobrego bytowania”. Ciekawie prezentuje się obrona grekokatolickiego Księdza z IV części „Dziadów”, którego zwykle przeciwstawia się roznamiętnionemu Gustawowi jako zwolennika zdrowego rozsądku i prostych, dość banalnych mądrości. W ocenie badaczki to właśnie Ksiądz zasługuje na miano jednostki znającej cierpienie (jest wdowcem, samotnym ojcem) – w opozycji do naśladującego literackie schematy Gustawa – i może stanowić wzorzec codziennego heroizmu oraz „dobrego bytowania” wcielającego ewangeliczne nakazy. Autorka rozważa także ewolucję bohatera całego cyklu dramatycznego jako przykład krystalizowania się poglądów Mickiewicz na moralne posłannictwo literatury i jej wymiar parenetyczny, o ile bowiem w „Dziadach” wileńsko-kowieńskich status ontologiczny Gustawa został celowo rozmyty (duch? człowiek? samobójca? ofiara nadmiernego cierpienia?), o tyle w III części cyklu przemieniający się Konrad nosi wyraźnie ludzkie cechy, a wyznaczona mu droga ekspiacji obejmuje powrót na łono wspólnoty, zastąpienie wybujałego indywidualizmu pokorą i służbą bliźnim bez wyraźnie wyznaczonego momentu kresu.
Hoffmann-Piotrowska przygląda się również kobiecym bohaterkom „Dziadów”, a więc postaciom, które przyciągały do tej pory zdecydowanie mniej uwagi badawczej. Autorka sugeruje, że Dziewica z I części dramatu, tęskniąca pod wpływem lektury za swą „istotą bliźnią”, idealnym kochankiem i drugą połówką platońskiej Jedni, być może pomyślana została w swych dalszych odsłonach jako odrzucająca zwodnicze wzorce pareneza dystansu do ideału miłości romantycznej. Powieść, która prowokuje narzekania na brak idealnych kochanków, to romans „Valérie” pani de Krüdener, będący jednak dziełem na wskroś dydaktycznym, eksponującym postawę cnoty i lojalności wobec przyjaciół – główny bohater (noszący zresztą imię Gustaw), nieszczęśliwie zakochany w mężatce, nie pozwala nigdy swej miłości wymknąć się z ram uczucia czysto platonicznego ani naruszyć więzów przyjaźni. Hoffmann-Piotrowska zastanawia się, czy to „antywerterowskie” przesłanie powieści nie zostało wpisane w konstrukcję bohaterek kolejnych części cyklu (Maryli, Pasterki i Kobiety) po to, by zaakcentować szkodliwość ulegania namiętnościom – i wyobraźni. Badaczka zaznacza, że nic nie pozwala sądzić, by relacja Mickiewiczowskiego Gustawa z kochanką przybrała faktycznie kształt obopólny, skoro bohater sam przyznaje, ile dzieje jego miłości zawdzięczają literaturze i wyobraźni (zob. s. 232).
Reinterpretacja „Dziadów” nie ma charakteru radykalnej zmiany odczytań, lecz raczej wyeksponowania pewnych aspektów całego cyklu, na które nie zwracano baczniejszej uwagi lub które automatycznie odrzucano jako nieromantyczne, niepasujące do obrazu innowacyjnego, przełomowego dzieła. Chodzi bowiem o wymiar dydaktyczny tekstów, który nie ogranicza się bynajmniej jedynie do nauk wypowiadanych przez duchy w II części, lecz wpisany jest w samą koncepcję poszczególnych postaci. Jak już wspominałam, pojęcie dydaktyzmu zwykło kojarzyć się raczej z literaturą oświecenia i jej programem modernizacji świata, punkt wyjścia Mickiewicza jest jednak odmienny – Hoffmann-Piotrowska widzi tu inspiracje płynące z nauk św. Pawła o możliwości przemiany, zrzucenia „starego człowieka”, metamorfozy z egocentrycznego kochanka mylącego literackie mity z rzeczywistością w członka wspólnoty wygnańców rozumiejącego wartość pokory i pracy. „Dziady” są zdaniem badaczki polem eksploracji romantycznych mitów, które poeta ogląda z krytycznego dystansu, początkowo może bardziej przeczuwając, w III części zupełnie już otwarcie prezentując destrukcyjne skutki nadmiernie wybujałego ego, radykalnego indywidualizmu, a także przedłożenia własnych ideałów nad sensy transcendentne. Właśnie w chrześcijańskiej nauce o miłości i służbie bohaterowie arcydramatu mają odzyskiwać zniszczony ład świata, bez którego świadomości niemożliwa jest realizacja „dobrego bytowania”.
Badaczka sięga także do postaci Konrada Wallenroda, by na jego przykładzie zanalizować dramat wyznawcy chrześcijańskich wartości, który zmuszony zostaje do ich negowania w imię nie do końca przekonujących uzasadnień, tracąc poczucie sensu własnych działań. Tak czytany Wallenrod jawi się przede wszystkim jako chrześcijanin, który winien był przestrzegać kodeksu moralnego swojej religii, a dylemat ojczyzna–wartości powinien zostać rozstrzygnięty raczej na korzyść wartości, jeśli stawką ich przestrzegania okazuje się życie wieczne (zob. s. 254). Można się jednak zastanawiać, czy w tak zarysowanym konflikcie tragicznym wybór faktycznie jest jasny. Hoffmann-Piotrowska widzi zaś w Halbanie nie tyle strażnika pamięci o Litwie i rzeczywistej tożsamości Waltera Alfa, lecz siłę, która go wiedzie do poświęcenia wszystkiego tylko w imię zemsty, gdyż ocalenie Litwy po wyniszczeniu jednej armii krzyżackiej nadal wydaje się niepewne. Dla Wallenroda nie ma zaś ocalenia w żadnym z możliwych wymiarów – może więc ekspiacja Konrada z III części „Dziadów” jest swoistym zadośćuczynieniem za negatywność i „mrok” „poematu o traconym sensie” (zob. s. 266–267).
Z kolei Tadeusz Soplica, tytułowy bohater epopei narodowej, który dziwnie często ustępuje pola innym postaciom, to zdaniem badaczki również swoista jasnoromantyczna pareneza – bohater nieromantyczny, budowany na miarę soplicowskiego świata, przywiązany do tradycji (od urodzenia, ale też dzięki pogłębionej edukacji po powrocie do domu), lecz jednocześnie nieobojętny na pewne wiatry zmian, jak postulat uwłaszczenia chłopów, którym chce oddać ziemię w posiadanie z pobudek patriotyczno-moralnych, gotowy do zrzeczenia się części zysków. Bohater, który zdaniem badaczki wciela ideały organicznikowskie (zob. s. 301), kreowany na godnego – mimo pewnych śmiesznostek – spadkobiercę wzorców ziemiańskiego życia w jego wersji dialogującej z nowoczesnością, pozbawiony zaś sarmackich wad starszego pokolenia (np. pychy Jacka Soplicy). „Pan Tadeusz” – jak zauważa autorka – rodzi się w czasach, gdy Mickiewicz bardzo poważnie traktuje posłannictwo literatury jako narzędzia kształtowania odpowiednich postaw moralnych i projektów przyszłości, przyświeca mu więc idea nie rozpadu i zerwań, lecz scalania, odbudowywania czy przedłużania trwania tego, co daje poczucie przynależności do wspólnoty (zob. s. 302).
Reinterpretacje Hoffmann-Piotrowskiej zapewne nie przekonają miłośników agonu, ostrego buntu, dramatów sprzecznych dążeń, skomplikowanych charakterów i trudnych biografii, wielbicieli bohaterów, którzy nie boją się naruszać wszelkich norm w imię obrony swoich ideałów, nawet jeśli obrane przez nich ścieżki mogą wydawać się mylne. Dotyczy to w szczególności przedlistopadowych dzieł wieszcza, które i przy „mrocznej” lekturze wydają się dyskutować z romantycznymi mitami, rozpięte pomiędzy ekspresją a przestrogą, uwewnętrznieniem popularnych schematów a ich krytycznym oglądem. Swoją szansę dostrzegą tu na pewno podejrzliwcy uparcie tropiących pęknięcia w pozornie spójnych projektach, nieprzekonani co do możliwości budowy jakiegokolwiek ładu. Hoffmann-Piotrowska nie ukrywa wszakże, że „Mickiewicz jasnoromantyczny” to efekt jej „prywatnego układania się z romantyzmem” (s. 15), poszukiwań jakości czy zjawisk, które korespondują z preferencją dla kultury dialogu i kontynuacji, nie zaś zerwań i zaprzeczeń.
Jasny romantyzm niewątpliwie istnieje. Może nie jako wyrazisty nurt mający wielu reprezentantów, może raczej w indywidualnym wysiłku konkretnych twórców usiłujących odzyskać – z różnymi zresztą efektami – namiastkę sensu. Może nie zawsze uzyskuje dydaktyczny zakrój, może też nie zawsze buduje swoje projekty na fundamentach doktryn religijnych. Jednak poszukiwanie śladów swoistego zadomowienia w świecie polskich romantyków, tak bardzo prześladowanych przez Historię, to niewątpliwie intrygujące przedsięwzięcie.
Ewa Hoffmann-Piotrowska: „Mickiewicz jasnoromantyczny. Światotwórcze koncepty poety”. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

