BUONANOTTE... MAMUŚ ('NIE JESTEM JAKAŚ CHORA', REŻ. AGATA BIZIUK)
A
A
A
Ważne jest to, by „znaleźć czas na przebycie z chorymi wspólnej drogi, wiodącej do odsłonięcia prawdy. Czy zawsze, aż do granicy, z której widać wszystkie bez wyjątku konsekwencje choroby?” (Szczeklik 2007: 257). Każda choroba jest częścią świata i zarazem każdego człowieka, dlatego niezwykle trudno jest opowiedzieć o tym doświadczeniu. Niełatwo być też z chorym, nawet tym najbliższym, gdyż prędzej czy później pojawia się znużenie, przytłoczenie nadmiarem obowiązków i ostatecznie – brak jakiejkolwiek nadziei na poprawę tego stanu. W takiej sytuacji pozostaje już tylko dojmujące wyczekiwanie na wybicie godziny ostatniej.
Słuchowisko radiowe „Nie jestem jakaś chora” Darii Sobik w reżyserii Agaty Biziuk ukazuje historię sędziwej mieszkanki blokowiska i jej rodziny w taki sposób, aby osoby słuchające mogły się z nimi w jakimś stopniu utożsamić. Można także przyjąć, że rozmowy między chorującą na demencję kobietą i jej córką oraz wnuczką pełnią też funkcję terapeutyczną. Oczywiście nie chodzi o opis jednostki chorobowej czy też procesu leczenia i rokowań – spektakl radiowy pokazuje po prostu sposoby reagowania bohaterek na proces rozwijającej się choroby: od zaniepokojenia i niedowierzania, przez gniew i bunt, aż do pogodzenia się z sytuacją i wyciszenia. Taka niejednolitość opowieści, prezentującej mini-monologi kobiet w różnym wieku, z jednej strony jest wyrazem bezradności bohaterek, z drugiej pozwala na przyjrzenie się doświadczeniu choroby z różnych perspektyw: osoby starej, dojrzałej i młodej. Realizatorzy słuchowiska sugerują, by nie zapominać o tym, co w życiu bywa dotkliwe, nieuniknione, bolesne, przewidywalne, a co najczęściej człowiek chce od siebie odsunąć, wyrzucić poza nawias somatycznego i psychicznego doświadczenia.
Słuchowisko jest opowieścią o starszej, chorej kobiecie, której historię dopełniają, jakby „doszywane”, relacje jej córki i wnuczki. Wszystkie historie łączą się w sposób zamknięty i przypominają o przemianach kobiecego ciała: od dziewczyny, przez etap kobiety dojrzałej, aż do staruszki. Najmłodsza z kobiet przygląda się najstarszej i doświadcza lęku przed dalszą przyszłością, natomiast najstarsza wpatruje się w najmłodszą i przypomina sobie szczęśliwe chwile z przeszłości. Żadna z bohaterek nie próbuje mówić w imieniu innej, udzielać porad, czy – co gorsza, nawoływać do zbiorowej terapii. Bohaterki mówią o sobie, o swoim trudnym doświadczeniu i nieustannie poszukują wzajemnego zrozumienia. Słuchowisko „Nie jestem jakaś chora” pokazuje zdekomponowany świat starzejącego się ludzkiego umysłu – świat pełen dziur niepamięci, imion do odgadnięcia, miejsc do rozpoznania, zadań do wykonania. Dialogi trzech aktorek umożliwiają przejście ze świata chorego (urojona wizja) do zdrowego (zwyczajna codzienność). Opowieść o starczej samotności rozpisano na kilka głosów, które szczególnie podkreślają wymiar rodzinnego dramatu. Kiedy przedstawiciele nauk medycznych nie znajdują antidotum na nieuleczalną chorobę, wówczas zostaje coś jeszcze – po prostu bycie wokół chorej i wejście w jej świat. Niekiedy budzi to protest i zniechęcenie, ale jest jedyną drogą, by zachować i docenić to, co było w wieloletniej relacji z bliską osobą. To czas zawieszenia między tym trudnym wczoraj a potencjalnie jeszcze gorszym jutrem.
W wyniku postępującej demencji Matce wydaje się, że jest królową Boną, mieszka na Wawelu, wydaje dekrety i dyspozycje dla dwórek oraz służby. Stopniowy proces zanikania jej świadomości, poczucie obcości wobec własnego ciała i traktowanie samej siebie jako przeszkody, jest naturalną reakcją na problem choroby, która czyni ludzką istotę niezdolną do samodzielnej egzystencji, coraz bardziej zależną od otoczenia. Nic dziwnego, że Matka czuje się niepotrzebna i staje się nieznośnym ciężarem dla innych. Grażyna Barszczewska stworzyła portret pewnej siebie królowej, a zarazem zagubionej matki i zmęczonej życiem babci. Poszczególne stany amnezji w paradoksalny sposób pełnią funkcję ocalenia – kobieta stopniowo wycofuje się z życia rodzinnego, wszelkich obowiązków, a codzienność zamienia w teatralną scenę. Każdego dnia staje się dumną królową i odgrywa swoją rolę na balkonie, dostosowuje rzeczywistość do siebie, by nie odczuwać dramatu przemijania i zagłuszyć brak czucia własnego ciała. Jej Córka buntuje się wobec takiej rzeczywistości, w której znika obraz Matki znanej z okresu dzieciństwa. Anna Mierzwa stworzyła obraz silnej i gotowej do poświęceń Córki, która nie potrafi zaakceptować tej innej, obcej i dalekiej Matki. Jej monolog utkany ze wspomnień dzieciństwa jest pełen bólu i niemocy. Tęskni za wspólnym byciem („brakuje mi tych nocnych spacerów Mamuś”) i dotykiem („głaskałaś mnie po głowie na dobranoc”), ma żal („dlaczego zapomniałaś moje imię?”) i czyni wyrzuty („coś ci się odkleiło w głowie”). Te retrospektywne sceny przenikają do teraźniejszości i zdają się dominować nad przyszłością, do takiego stopnia, że Córka chce być znów małą dziewczynką i nie wierzy w możliwość śmierci własnej rodzicielki. Natomiast Wnuczka w wykonaniu Weroniki Humaj jest posłuszna, szybko wykonuje wszelkie obowiązki, spełnia rozmaite kaprysy Babci, łagodzi napięcie między kobietami w rodzinie i naiwnie wierzy, że pobyt starszej kobiety we własnym domu pozwoli na zatrzymanie rozwoju choroby. Osobiste nieszczęście przeradza się w doświadczenie wspólnotowe dla trzech kobiet, a odosobniony lęk staje się udziałem wszystkich – nawet Pani z MOPS-u czy starego psa, który wyczuwa w powietrzu „zapach śmierci”.
Dialogi bohaterów w tej sztuce to mówienie o innych poprzez siebie, własne wspomnienia i uczucia, które tworzą bliskich takimi, jakimi chciałoby się ich zapamiętać. Wszyscy zmierzamy – o czym przypomina sztuka – ku nieuchronnemu. Utrata każdej osoby w rodzinie uświadamia, że wraz z nią została utracona część świata, jaki z biegiem lat przerodzi się w coraz bardziej mgliste wspomnienie. Śmierć zabiera tę jedną, jedyną osobę, której brak czyni niemożliwym odtworzenie lub podrobienie danej chwili. W takich momentach człowiek uświadamia sobie skalę poniesionych strat, utratę światów, a także znacznej części własnego jestestwa. Ludzkie życie urealnia doświadczenie krzywdy i rozczarowania, a wynika ono z niewspółmierności tego, czego pragniemy z tym, co nas spotyka.
Słuchowisko „Nie jestem jakaś chora” to krótka historia o trudzie i bezsensie egzystencji, o jej ironicznym wymiarze, o tym, że każdy na swój sposób bywa nieszczęśliwy i odczuwa jakiś niedosyt w życiu lub nieokreślony brak. Innego życia jednak nie będzie, więc właśnie owo cierpienie czyni z ludzi pełnoprawne istoty, a nie marionetki z teatru lalek.
Literatura:
Szczeklik A.: „Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny”. Kraków 2007.
Słuchowisko radiowe „Nie jestem jakaś chora” Darii Sobik w reżyserii Agaty Biziuk ukazuje historię sędziwej mieszkanki blokowiska i jej rodziny w taki sposób, aby osoby słuchające mogły się z nimi w jakimś stopniu utożsamić. Można także przyjąć, że rozmowy między chorującą na demencję kobietą i jej córką oraz wnuczką pełnią też funkcję terapeutyczną. Oczywiście nie chodzi o opis jednostki chorobowej czy też procesu leczenia i rokowań – spektakl radiowy pokazuje po prostu sposoby reagowania bohaterek na proces rozwijającej się choroby: od zaniepokojenia i niedowierzania, przez gniew i bunt, aż do pogodzenia się z sytuacją i wyciszenia. Taka niejednolitość opowieści, prezentującej mini-monologi kobiet w różnym wieku, z jednej strony jest wyrazem bezradności bohaterek, z drugiej pozwala na przyjrzenie się doświadczeniu choroby z różnych perspektyw: osoby starej, dojrzałej i młodej. Realizatorzy słuchowiska sugerują, by nie zapominać o tym, co w życiu bywa dotkliwe, nieuniknione, bolesne, przewidywalne, a co najczęściej człowiek chce od siebie odsunąć, wyrzucić poza nawias somatycznego i psychicznego doświadczenia.
Słuchowisko jest opowieścią o starszej, chorej kobiecie, której historię dopełniają, jakby „doszywane”, relacje jej córki i wnuczki. Wszystkie historie łączą się w sposób zamknięty i przypominają o przemianach kobiecego ciała: od dziewczyny, przez etap kobiety dojrzałej, aż do staruszki. Najmłodsza z kobiet przygląda się najstarszej i doświadcza lęku przed dalszą przyszłością, natomiast najstarsza wpatruje się w najmłodszą i przypomina sobie szczęśliwe chwile z przeszłości. Żadna z bohaterek nie próbuje mówić w imieniu innej, udzielać porad, czy – co gorsza, nawoływać do zbiorowej terapii. Bohaterki mówią o sobie, o swoim trudnym doświadczeniu i nieustannie poszukują wzajemnego zrozumienia. Słuchowisko „Nie jestem jakaś chora” pokazuje zdekomponowany świat starzejącego się ludzkiego umysłu – świat pełen dziur niepamięci, imion do odgadnięcia, miejsc do rozpoznania, zadań do wykonania. Dialogi trzech aktorek umożliwiają przejście ze świata chorego (urojona wizja) do zdrowego (zwyczajna codzienność). Opowieść o starczej samotności rozpisano na kilka głosów, które szczególnie podkreślają wymiar rodzinnego dramatu. Kiedy przedstawiciele nauk medycznych nie znajdują antidotum na nieuleczalną chorobę, wówczas zostaje coś jeszcze – po prostu bycie wokół chorej i wejście w jej świat. Niekiedy budzi to protest i zniechęcenie, ale jest jedyną drogą, by zachować i docenić to, co było w wieloletniej relacji z bliską osobą. To czas zawieszenia między tym trudnym wczoraj a potencjalnie jeszcze gorszym jutrem.
W wyniku postępującej demencji Matce wydaje się, że jest królową Boną, mieszka na Wawelu, wydaje dekrety i dyspozycje dla dwórek oraz służby. Stopniowy proces zanikania jej świadomości, poczucie obcości wobec własnego ciała i traktowanie samej siebie jako przeszkody, jest naturalną reakcją na problem choroby, która czyni ludzką istotę niezdolną do samodzielnej egzystencji, coraz bardziej zależną od otoczenia. Nic dziwnego, że Matka czuje się niepotrzebna i staje się nieznośnym ciężarem dla innych. Grażyna Barszczewska stworzyła portret pewnej siebie królowej, a zarazem zagubionej matki i zmęczonej życiem babci. Poszczególne stany amnezji w paradoksalny sposób pełnią funkcję ocalenia – kobieta stopniowo wycofuje się z życia rodzinnego, wszelkich obowiązków, a codzienność zamienia w teatralną scenę. Każdego dnia staje się dumną królową i odgrywa swoją rolę na balkonie, dostosowuje rzeczywistość do siebie, by nie odczuwać dramatu przemijania i zagłuszyć brak czucia własnego ciała. Jej Córka buntuje się wobec takiej rzeczywistości, w której znika obraz Matki znanej z okresu dzieciństwa. Anna Mierzwa stworzyła obraz silnej i gotowej do poświęceń Córki, która nie potrafi zaakceptować tej innej, obcej i dalekiej Matki. Jej monolog utkany ze wspomnień dzieciństwa jest pełen bólu i niemocy. Tęskni za wspólnym byciem („brakuje mi tych nocnych spacerów Mamuś”) i dotykiem („głaskałaś mnie po głowie na dobranoc”), ma żal („dlaczego zapomniałaś moje imię?”) i czyni wyrzuty („coś ci się odkleiło w głowie”). Te retrospektywne sceny przenikają do teraźniejszości i zdają się dominować nad przyszłością, do takiego stopnia, że Córka chce być znów małą dziewczynką i nie wierzy w możliwość śmierci własnej rodzicielki. Natomiast Wnuczka w wykonaniu Weroniki Humaj jest posłuszna, szybko wykonuje wszelkie obowiązki, spełnia rozmaite kaprysy Babci, łagodzi napięcie między kobietami w rodzinie i naiwnie wierzy, że pobyt starszej kobiety we własnym domu pozwoli na zatrzymanie rozwoju choroby. Osobiste nieszczęście przeradza się w doświadczenie wspólnotowe dla trzech kobiet, a odosobniony lęk staje się udziałem wszystkich – nawet Pani z MOPS-u czy starego psa, który wyczuwa w powietrzu „zapach śmierci”.
Dialogi bohaterów w tej sztuce to mówienie o innych poprzez siebie, własne wspomnienia i uczucia, które tworzą bliskich takimi, jakimi chciałoby się ich zapamiętać. Wszyscy zmierzamy – o czym przypomina sztuka – ku nieuchronnemu. Utrata każdej osoby w rodzinie uświadamia, że wraz z nią została utracona część świata, jaki z biegiem lat przerodzi się w coraz bardziej mgliste wspomnienie. Śmierć zabiera tę jedną, jedyną osobę, której brak czyni niemożliwym odtworzenie lub podrobienie danej chwili. W takich momentach człowiek uświadamia sobie skalę poniesionych strat, utratę światów, a także znacznej części własnego jestestwa. Ludzkie życie urealnia doświadczenie krzywdy i rozczarowania, a wynika ono z niewspółmierności tego, czego pragniemy z tym, co nas spotyka.
Słuchowisko „Nie jestem jakaś chora” to krótka historia o trudzie i bezsensie egzystencji, o jej ironicznym wymiarze, o tym, że każdy na swój sposób bywa nieszczęśliwy i odczuwa jakiś niedosyt w życiu lub nieokreślony brak. Innego życia jednak nie będzie, więc właśnie owo cierpienie czyni z ludzi pełnoprawne istoty, a nie marionetki z teatru lalek.
Literatura:
Szczeklik A.: „Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny”. Kraków 2007.
Daria Sobik: „Nie jestem jakaś chora”. Reżyseria: Agata Biziuk. Reżyseria dźwięku: Andrzej Brzoska. Muzyka: Franciszek Dziubek. Premiera: 1.11.2025, Program 1 Polskiego Radia.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

