BIESZCZADY: ZIEMIA OBIECANA? (ANNA KAMIŃSKA: 'NIE DOPYTUJ SIĘ. HISTORIE Z BIESZCZADÓW. O KOBIETACH, LESIE I WĘŻU W DOLINIE SANU')
A
A
A
„Góry absorbują na tyle, że możesz zapomnieć, że coś poszło nie tak, i iść do przodu (…), bez gór trudniej jest żyć” (s. 122) – mówi jeden z bohaterów książki Anny Kamińskiej „Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w Dolinie Sanu”. Choć słowa te odnoszą się do konkretnego życiorysu, trafnie oddają doświadczenie większości postaci sportretowanych przez autorkę: potrzebę wyjazdu w Bieszczady jako podjęcie próby radykalnej zmiany, zerwania z dotychczasowym życiem i poszukiwania nowego początku. Kamińska splata historie kobiet i mężczyzn, których losy przecinają się i dopełniają. Bohaterowie pojawiają się w swoich biografiach nawzajem – czasem epizodycznie, czasem jako ogniwa większej opowieści – tworząc narracyjną ciągłość, w której prywatne dramaty i wybory wpisują się w pejzaż Bieszczadów. Choć na pierwszy plan wysuwają się życiorysy Zofii Komedowej – współtwórczyni Piwnicy pod Baranami oraz Jazz Klubu Helikon w Krakowie, organizatorki koncertów jazzowych, a prywatnie żony Krzysztofa Komedy – oraz Joanny Hasior – malarki, autorki gobelinów i projektantki tkanin, a prywatnie związanej z artystą Władysławem Hasiorem – to ostatecznie centralnym punktem książki pozostają Bieszczady. To one wyznaczają rytm opowieści, organizują doświadczenie postaci i nadają sens ich decyzjom – tak jak kiedyś wyznaczały kierunek życia Komedowej i Hasior.
Bieszczady stają się dla bohaterek i bohaterów książki przestrzenią spełnienia – miejscem, w którym można zacząć od nowa, odnaleźć własne miejsce i doświadczyć wspólnoty. W przypadku Zofii Komedowej i Joanny Hasior ta zmiana ma wymiar niemal symboliczny. Bieszczady okazują się ich prywatną „ziemią obiecaną”, choć żadna z nich, przyjeżdżając tu po raz pierwszy, nie spodziewała się, że właśnie w tym odległym zakątku odnajdzie poczucie szczęścia. Zofia przyjechała w momencie, gdy Warszawa zaczęła ją nużyć – jak sama wspomniała, nie było tam „nic tylko wódka i rozmowy” (s. 25). Bieszczady dawały jej coś odwrotnego: przestrzeń bez tłumów, codzienny widok koni, lasów i łąk (zob. 105), rytm wyznaczany przez naturę, a nie środowiskową konwencję. Podobnie Joanna Hasior potrzebowała miejsca, w którym, jak mówiła, „[w]zrok leciał i nie wracał” (s. 175). To sformułowanie oznaczało dla niej nie tylko nieograniczony krajobraz, lecz także poczucie osobistej i duchowej swobody. Pobyt w Bieszczadach okazał się dla artystki doświadczeniem ożywczym, ponieważ odzyskała twórczą energię, sięgając nie tylko po dobrze znaną tkaninę artystyczną, lecz także po swoją pierwszą miłość – malarstwo. Inspirującą siłę Bieszczadów odczuła również autorka literatury dziecięcej Maria Kownacka. Zainteresowała się tam gadami, a szczególnie wężem Eskulapa (zob. s. 83), czyli gatunkiem, który pozostawał też w centrum zainteresowań Kazimierza Garstki. Ich spotkanie i późniejsza współpraca zaowocowały wspólną książką zatytułowaną „Na tropach węża Eskulapa”.
Bieszczady w opowieści Kamińskiej nie są jednak arkadią, w której zło zostaje unieważnione, a trudności ulegają rozproszeniu. Przeciwnie – niemal każda historia rozpoczynająca się w tej przestrzeni naznaczona jest doświadczeniem straty, przemocy lub rozczarowania. Joanna Hasior, zaangażowana w lokalne życie – między innymi poprzez prowadzenie kursu tkackiego dla Koła Gospodyń Wiejskich w Cisnej (zob. s. 182) – pozostawała osobą powściągliwą i samodzielną. Nie prosiła o pomoc tych, z którymi nie łączyła jej bliska relacja. Nawet gdy została uhonorowana tytułem Honorowego Obywatela Gminy Cisna „za pracę na rzecz lokalnej społeczności” (s. 192), co umacniało jej pozycję w środowisku, wybierała niezależność – godziła się na brak ogrzewania i trudne warunki życia, powtarzając: „[w] końcu [przyjechałam – E.K.] w Bieszczady” (s. 191), a więc była to decyzja świadoma. Równie dramatyczne doświadczenia dotknęły Zofię Komedową, która została napadnięta przez kilku mężczyzn. Okoliczności zdarzenia pozostają niejasne; sama Komedowa wiązała je z informacjami, jakie posiadała na temat Jana Stanisława Jankowskiego – swojego wuja, związanego z Delegaturą Rządu (zob. s. 140). Jak wspomina Krzysztof Obrochta, Bieszczady były dla niej źródłem rozczarowania (zob. s. 142). Kilka lat po przeprowadzce do stolicy Zofia sama jednak przyznała: „Serce mi pęka z rozpaczy, że ja tam już nie mieszkam” (s. 144). Region ten jest również świadkiem tragicznych historii: śmierci dzieci Władysławy i Stanisława Staszeli w pożarze czy wspomnień Jadwigi Sklepkiewicz, która była świadkinią rzezi na Żydach w Lutowiskach. Tym samym Kamińska pokazuje, że Bieszczady nie tylko przynoszą ukojenie, lecz także przechowują pamięć o przemocy i cierpieniu.
Tomasz Lach, syn Zofii Komedowej, postrzegał Bieszczady jako ziemię przeklętą. Mówił, że „[t]o ziemia przegrana; miejsce, do którego przyjeżdża wiele osób, którym nie powiodło się w życiu, i skrywa swoje tajemnice” (s. 104). Trudno całkowicie odrzucić tę diagnozę. W opowieści Kamińskiej Bieszczady odsłaniają bowiem również swoje ciemne oblicze. Jedną z takich postaci jest pułkownik Kazimierz Doskoczyński, odpowiedzialny za kontrowersyjne praktyki łowieckie, między innymi „[ustawienie – E.K] obok ambon paśników dla zwierząt” (s. 108), a także za brutalne działania wobec bezpańskich psów. Rządy Doskoczyńskiego określane są jako jeden z najbardziej ponurych okresów w historii regionu (zob. s. 108). W książce pojawia się także środowisko tak zwanych „zakapiorów” – mężczyzna żyjących na uboczu, często uzależnionych, zadłużonych, nierzadko dopuszczających się przemocy domowej (zob. s. 165).
Jednocześnie wokół Bieszczadów narosło wiele legend i mitów, które, jak podkreślają mieszkańcy, niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Romantyczna narracja o „krainie wolności” bywa wygodnym uproszczeniem, przesłaniającym złożoną historię regionu i wydarzenia, które do dziś kształtują jego tożsamość. Bieszczady nie są miejscem dla każdego. Być może Tomasz Lach ma rację, mówiąc o przestrzeni „drugiej szansy”. Przyciąga ona tych, którzy nie odnaleźli się gdzie indziej – jak Julian „Julo” Leja, który powrócił w Bieszczady z Florencji, gdzie pracował jako mim uliczny, tęskniąc jednak za bieszczadzkim krajobrazem (zob. s. 121). Jednak ani Leja, ani wcześniej Zofia Komedowa nie uwolnili się w Bieszczadach od osobistych napięć i doświadczeń, które przywieźli ze sobą. Bieszczady nie porządkują życia i nie zdejmują ciężaru przeszłości. A jednak pozostają przestrzenią przyciągania. Oddalenie się od nich budzi tęsknotę – za wspólnotą, za poczuciem przynależności, za surową bliskością natury. Bywa bowiem, że największe zagrożenie nie kryje się w pejzażu, lecz w relacjach międzyludzkich, jak stwierdził Jan Hasior, syn Joanny Hasior: „[poczułem – E.K] tu niepokój z powodu ludzi” (s. 168).
Kamińska kreśli portret Bieszczadów jako przestrzeni wymykającej się jednoznacznym kategoriom. Nie są one ani magiczną krainą, ani niebezpieczną przystanią. Nie dają się łatwo opisać – pozostają nieuchwytne zarówno w narracji, jak i w doświadczeniu bohaterów. Bieszczady zdają się odpowiadać na potrzeby tych, którzy tu przyjeżdżają, a zarazem zatrzymują ich na dłużej, niż początkowo zakładali. W wielu przypadkach moment przyjazdu okazuje się przełomowy, choć rzadko bywa wcześniej zaplanowany. Bohaterowie nie przybywają tu z jasno określonym projektem życia; często trafiają w Bieszczady przypadkiem lub pod wpływem impulsu. Zofia mówiła do swojego syna, Tomasza: „[a]rtysta nie wybiera czasu, akcji i miejsca” (s. 146). Wskazane słowa można odczytać jako komentarz do sposobu, w jaki Bieszczady wpisują się w biografie przyjezdnych – nie tylko jako przestrzeń wybrana w pełni świadomie, lecz jako miejsce, które w pewnym momencie staje się konieczne. Choć region ten bywa tajemniczy i niebezpieczny, czego bohaterowie doświadczyli osobiście, to nikt z nich nie opisuje swojego pobytu jako porażki. Przeciwnie: był to dla nich moment przełomowy, który na trwałe wpisał się w ich biografie.
Warto zwrócić uwagę na dwa aspekty książki: jej kompozycję oraz sposób prowadzenia narracji. Każdy rozdział nosi tytuł składający się z jednego słowa, które staje się osią interpretacyjną opowieści. Historia prowadzona jest tak, by stopniowo odsłonić znaczenie tego słowa i pokazać, w jaki sposób łączy się ono z biografią konkretnej postaci oraz z szerszym obrazem Bieszczadów. Hasła takie jak „wąż”, „retorty” czy „owce” początkowo mogą wydawać się jedynie elementami krajobrazu, jednak w toku lektury okazują się nośnikami ludzkich doświadczeń i symbolami określonych postaw.
Narracja została skonstruowana w sposób wymagający lektury linearnej. Przeskakiwanie między rozdziałami grozi utratą kontekstu, ponieważ poszczególne historie zazębiają się i dopełniają. Choć niektóre biografie, jak losy Zofii Komedowej, Joanny Hasior czy Kazimierza Garstki i Marii Kownackiej, wysuwają się na pierwszy plan, to autorka zachowuje ciągłość opowieści. Gdy jedna opowieść dobiega końca, to w jej miejsce pojawia się kolejna. Taki rytm narracji odzwierciedla rytm samego regionu: jedni wyjeżdżają, inni przyjeżdżają, a Bieszczady pozostają przestrzenią, w której splatają się kolejne ludzkie losy. Kamińska nie dzieli książki na części nazwane imionami bohaterów. Zamiast tego łączy ich historie, wydobywając zależności i punkty styczne. Biografie rekonstruowane są nie tylko na podstawie listów i zapisków, lecz także poprzez relacje dzieci, wnuków, sąsiadów i bliskich. Autorka oddaje głos tym, którzy patrzyli na decyzje bohaterów z bliska – nierzadko z niepokojem lub niezrozumieniem, zwłaszcza gdy wiązały się one z przeprowadzką do miejsca pozbawionego podstawowych udogodnień. Całość domyka perspektywa historyczna. Tło dziejowe, obecne dyskretnie, lecz konsekwentnie, wpływa na sposób, w jaki kształtowała się świadomość mieszkańców regionu. Dzięki temu książka wykracza poza zbiór indywidualnych biografii i staje się opowieścią o miejscu, w którym prywatne losy splatają się z historią.
Interesujący jest sposób, w jaki Kamińska konstruuje narrację. Z jednej strony opiera ją na materiale dokumentalnym: cytuje listy, przywołuje rozmowy, oddaje głos bliskim bohaterek i bohaterów. Z drugiej zaś pozostaje dyskretną przewodniczką po opisywanym świecie. Nie eksponuje swojej obecności, lecz prowadzi opowieść w sposób uporządkowany, chwilami zbliżając się do perspektywy wszechwiedzącej narratorki. Ujawnia się wyraźniej w momentach, gdy odwiedza miejsca związane z bohaterami. Wówczas pozwala sobie na krótką refleksję, zastanawiając się, czy krajobrazy, które ją poruszają, mogły w podobny sposób oddziaływać na Komedową czy Hasiorową. Pisząc o okolicach Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, pyta: „[c]zy w okolicach Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego znajduje się coś z tego, co oglądała w szwajcarskich, norweskich miejscowościach, które odwiedzała podczas podróży z gobelinami po świecie” (s. 180). Tego rodzaju pytania nie mają charakteru spekulacji psychologicznej, lecz stanowią sposób zbliżenia się do doświadczenia postaci poprzez opis miejsca.
Mimo tych momentów osobistego namysłu autorka zachowuje ton reporterski. Nie próbuje rekonstruować stanów wewnętrznych bohaterów ponad to, co wynika ze źródeł. W tym sensie tytułowe „nie dopytuj się” staje się zasadą narracyjną: nie wszystkie pytania domagają się odpowiedzi, a niektóre doświadczenia pozostają zbyt trudne, by je jednoznacznie opowiedzieć. Wyraźnie widać to w rozmowie z Janem Hasiorem, o której autorka pisze: „[r]ozmowa z Janem o mamie w Bieszczadach, a także o ojcu i życiu całej ich trójki w górach też może być jak pole minowe, warto więc zachować ostrożność, cierpliwość i delikatność, żeby nie było niewypału” (s. 161). Podobną ostrożność zachowują wieloletni mieszkańcy regionu. Wiedzą, że przeszłość bywa bolesna i że nie każda historia może zostać opowiedziana w pełni. Kamińska respektuje tę granicę. Jej publikacja nie szuka sensacji ani kontrowersji; zamiast tego proponuje uważne, empatyczne spojrzenie na ludzi, których losy splotły się z Bieszczadami.
Książka Kamińskiej wykracza poza opowieść o indywidualnych biografiach. W jej finale coraz wyraźniej wybrzmiewa pytanie o to, co pozostało po ludziach, którzy zniknęli z tego krajobrazu. Autorka pisze wprost: „[t] właśnie wysiedlenia spowodowały, że Bieszczady są dziś tak ciekawe przyrodniczo. Gdyby ludzi stąd nie wyjechali (…), nie byłoby w nich dzisiaj tak różnorodnej przyrody” (s. 256). To jedno z najmocniejszych zdań książki – paradoksalne i niewygodne zarazem. Piękno regionu okazuje się skutkiem katastrofy historycznej. Wysiedlenia nie zawsze miały charakter dobrowolny; były następstwem przemocy i pogromów – działań Niemców, Rosjan, a później UPA (zob. 255-256). Bieszczady utraciły wielokulturowy krajobraz, lecz zyskały przyrodniczą różnorodność (zob. s. 257). W tej przestrzeni pobrzmiewa cisza, która nie jest jedynie naturalnym milczeniem gór, lecz śladem po nieopowiedzianych historiach. Kamińska nie próbuje tej ciszy zagłuszyć ani wypełnić jednoznacznymi odpowiedziami. Pozostawia czytelnika/czytelniczkę w napięciu między pamięcią a krajobrazem, przywołując słowa Antoniego Derwicha, że „Dolina Górnego Sanu to najpiękniejsze miejsce na ziemi” (s. 257).
Bieszczady stają się dla bohaterek i bohaterów książki przestrzenią spełnienia – miejscem, w którym można zacząć od nowa, odnaleźć własne miejsce i doświadczyć wspólnoty. W przypadku Zofii Komedowej i Joanny Hasior ta zmiana ma wymiar niemal symboliczny. Bieszczady okazują się ich prywatną „ziemią obiecaną”, choć żadna z nich, przyjeżdżając tu po raz pierwszy, nie spodziewała się, że właśnie w tym odległym zakątku odnajdzie poczucie szczęścia. Zofia przyjechała w momencie, gdy Warszawa zaczęła ją nużyć – jak sama wspomniała, nie było tam „nic tylko wódka i rozmowy” (s. 25). Bieszczady dawały jej coś odwrotnego: przestrzeń bez tłumów, codzienny widok koni, lasów i łąk (zob. 105), rytm wyznaczany przez naturę, a nie środowiskową konwencję. Podobnie Joanna Hasior potrzebowała miejsca, w którym, jak mówiła, „[w]zrok leciał i nie wracał” (s. 175). To sformułowanie oznaczało dla niej nie tylko nieograniczony krajobraz, lecz także poczucie osobistej i duchowej swobody. Pobyt w Bieszczadach okazał się dla artystki doświadczeniem ożywczym, ponieważ odzyskała twórczą energię, sięgając nie tylko po dobrze znaną tkaninę artystyczną, lecz także po swoją pierwszą miłość – malarstwo. Inspirującą siłę Bieszczadów odczuła również autorka literatury dziecięcej Maria Kownacka. Zainteresowała się tam gadami, a szczególnie wężem Eskulapa (zob. s. 83), czyli gatunkiem, który pozostawał też w centrum zainteresowań Kazimierza Garstki. Ich spotkanie i późniejsza współpraca zaowocowały wspólną książką zatytułowaną „Na tropach węża Eskulapa”.
Bieszczady w opowieści Kamińskiej nie są jednak arkadią, w której zło zostaje unieważnione, a trudności ulegają rozproszeniu. Przeciwnie – niemal każda historia rozpoczynająca się w tej przestrzeni naznaczona jest doświadczeniem straty, przemocy lub rozczarowania. Joanna Hasior, zaangażowana w lokalne życie – między innymi poprzez prowadzenie kursu tkackiego dla Koła Gospodyń Wiejskich w Cisnej (zob. s. 182) – pozostawała osobą powściągliwą i samodzielną. Nie prosiła o pomoc tych, z którymi nie łączyła jej bliska relacja. Nawet gdy została uhonorowana tytułem Honorowego Obywatela Gminy Cisna „za pracę na rzecz lokalnej społeczności” (s. 192), co umacniało jej pozycję w środowisku, wybierała niezależność – godziła się na brak ogrzewania i trudne warunki życia, powtarzając: „[w] końcu [przyjechałam – E.K.] w Bieszczady” (s. 191), a więc była to decyzja świadoma. Równie dramatyczne doświadczenia dotknęły Zofię Komedową, która została napadnięta przez kilku mężczyzn. Okoliczności zdarzenia pozostają niejasne; sama Komedowa wiązała je z informacjami, jakie posiadała na temat Jana Stanisława Jankowskiego – swojego wuja, związanego z Delegaturą Rządu (zob. s. 140). Jak wspomina Krzysztof Obrochta, Bieszczady były dla niej źródłem rozczarowania (zob. s. 142). Kilka lat po przeprowadzce do stolicy Zofia sama jednak przyznała: „Serce mi pęka z rozpaczy, że ja tam już nie mieszkam” (s. 144). Region ten jest również świadkiem tragicznych historii: śmierci dzieci Władysławy i Stanisława Staszeli w pożarze czy wspomnień Jadwigi Sklepkiewicz, która była świadkinią rzezi na Żydach w Lutowiskach. Tym samym Kamińska pokazuje, że Bieszczady nie tylko przynoszą ukojenie, lecz także przechowują pamięć o przemocy i cierpieniu.
Tomasz Lach, syn Zofii Komedowej, postrzegał Bieszczady jako ziemię przeklętą. Mówił, że „[t]o ziemia przegrana; miejsce, do którego przyjeżdża wiele osób, którym nie powiodło się w życiu, i skrywa swoje tajemnice” (s. 104). Trudno całkowicie odrzucić tę diagnozę. W opowieści Kamińskiej Bieszczady odsłaniają bowiem również swoje ciemne oblicze. Jedną z takich postaci jest pułkownik Kazimierz Doskoczyński, odpowiedzialny za kontrowersyjne praktyki łowieckie, między innymi „[ustawienie – E.K] obok ambon paśników dla zwierząt” (s. 108), a także za brutalne działania wobec bezpańskich psów. Rządy Doskoczyńskiego określane są jako jeden z najbardziej ponurych okresów w historii regionu (zob. s. 108). W książce pojawia się także środowisko tak zwanych „zakapiorów” – mężczyzna żyjących na uboczu, często uzależnionych, zadłużonych, nierzadko dopuszczających się przemocy domowej (zob. s. 165).
Jednocześnie wokół Bieszczadów narosło wiele legend i mitów, które, jak podkreślają mieszkańcy, niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Romantyczna narracja o „krainie wolności” bywa wygodnym uproszczeniem, przesłaniającym złożoną historię regionu i wydarzenia, które do dziś kształtują jego tożsamość. Bieszczady nie są miejscem dla każdego. Być może Tomasz Lach ma rację, mówiąc o przestrzeni „drugiej szansy”. Przyciąga ona tych, którzy nie odnaleźli się gdzie indziej – jak Julian „Julo” Leja, który powrócił w Bieszczady z Florencji, gdzie pracował jako mim uliczny, tęskniąc jednak za bieszczadzkim krajobrazem (zob. s. 121). Jednak ani Leja, ani wcześniej Zofia Komedowa nie uwolnili się w Bieszczadach od osobistych napięć i doświadczeń, które przywieźli ze sobą. Bieszczady nie porządkują życia i nie zdejmują ciężaru przeszłości. A jednak pozostają przestrzenią przyciągania. Oddalenie się od nich budzi tęsknotę – za wspólnotą, za poczuciem przynależności, za surową bliskością natury. Bywa bowiem, że największe zagrożenie nie kryje się w pejzażu, lecz w relacjach międzyludzkich, jak stwierdził Jan Hasior, syn Joanny Hasior: „[poczułem – E.K] tu niepokój z powodu ludzi” (s. 168).
Kamińska kreśli portret Bieszczadów jako przestrzeni wymykającej się jednoznacznym kategoriom. Nie są one ani magiczną krainą, ani niebezpieczną przystanią. Nie dają się łatwo opisać – pozostają nieuchwytne zarówno w narracji, jak i w doświadczeniu bohaterów. Bieszczady zdają się odpowiadać na potrzeby tych, którzy tu przyjeżdżają, a zarazem zatrzymują ich na dłużej, niż początkowo zakładali. W wielu przypadkach moment przyjazdu okazuje się przełomowy, choć rzadko bywa wcześniej zaplanowany. Bohaterowie nie przybywają tu z jasno określonym projektem życia; często trafiają w Bieszczady przypadkiem lub pod wpływem impulsu. Zofia mówiła do swojego syna, Tomasza: „[a]rtysta nie wybiera czasu, akcji i miejsca” (s. 146). Wskazane słowa można odczytać jako komentarz do sposobu, w jaki Bieszczady wpisują się w biografie przyjezdnych – nie tylko jako przestrzeń wybrana w pełni świadomie, lecz jako miejsce, które w pewnym momencie staje się konieczne. Choć region ten bywa tajemniczy i niebezpieczny, czego bohaterowie doświadczyli osobiście, to nikt z nich nie opisuje swojego pobytu jako porażki. Przeciwnie: był to dla nich moment przełomowy, który na trwałe wpisał się w ich biografie.
Warto zwrócić uwagę na dwa aspekty książki: jej kompozycję oraz sposób prowadzenia narracji. Każdy rozdział nosi tytuł składający się z jednego słowa, które staje się osią interpretacyjną opowieści. Historia prowadzona jest tak, by stopniowo odsłonić znaczenie tego słowa i pokazać, w jaki sposób łączy się ono z biografią konkretnej postaci oraz z szerszym obrazem Bieszczadów. Hasła takie jak „wąż”, „retorty” czy „owce” początkowo mogą wydawać się jedynie elementami krajobrazu, jednak w toku lektury okazują się nośnikami ludzkich doświadczeń i symbolami określonych postaw.
Narracja została skonstruowana w sposób wymagający lektury linearnej. Przeskakiwanie między rozdziałami grozi utratą kontekstu, ponieważ poszczególne historie zazębiają się i dopełniają. Choć niektóre biografie, jak losy Zofii Komedowej, Joanny Hasior czy Kazimierza Garstki i Marii Kownackiej, wysuwają się na pierwszy plan, to autorka zachowuje ciągłość opowieści. Gdy jedna opowieść dobiega końca, to w jej miejsce pojawia się kolejna. Taki rytm narracji odzwierciedla rytm samego regionu: jedni wyjeżdżają, inni przyjeżdżają, a Bieszczady pozostają przestrzenią, w której splatają się kolejne ludzkie losy. Kamińska nie dzieli książki na części nazwane imionami bohaterów. Zamiast tego łączy ich historie, wydobywając zależności i punkty styczne. Biografie rekonstruowane są nie tylko na podstawie listów i zapisków, lecz także poprzez relacje dzieci, wnuków, sąsiadów i bliskich. Autorka oddaje głos tym, którzy patrzyli na decyzje bohaterów z bliska – nierzadko z niepokojem lub niezrozumieniem, zwłaszcza gdy wiązały się one z przeprowadzką do miejsca pozbawionego podstawowych udogodnień. Całość domyka perspektywa historyczna. Tło dziejowe, obecne dyskretnie, lecz konsekwentnie, wpływa na sposób, w jaki kształtowała się świadomość mieszkańców regionu. Dzięki temu książka wykracza poza zbiór indywidualnych biografii i staje się opowieścią o miejscu, w którym prywatne losy splatają się z historią.
Interesujący jest sposób, w jaki Kamińska konstruuje narrację. Z jednej strony opiera ją na materiale dokumentalnym: cytuje listy, przywołuje rozmowy, oddaje głos bliskim bohaterek i bohaterów. Z drugiej zaś pozostaje dyskretną przewodniczką po opisywanym świecie. Nie eksponuje swojej obecności, lecz prowadzi opowieść w sposób uporządkowany, chwilami zbliżając się do perspektywy wszechwiedzącej narratorki. Ujawnia się wyraźniej w momentach, gdy odwiedza miejsca związane z bohaterami. Wówczas pozwala sobie na krótką refleksję, zastanawiając się, czy krajobrazy, które ją poruszają, mogły w podobny sposób oddziaływać na Komedową czy Hasiorową. Pisząc o okolicach Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, pyta: „[c]zy w okolicach Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego znajduje się coś z tego, co oglądała w szwajcarskich, norweskich miejscowościach, które odwiedzała podczas podróży z gobelinami po świecie” (s. 180). Tego rodzaju pytania nie mają charakteru spekulacji psychologicznej, lecz stanowią sposób zbliżenia się do doświadczenia postaci poprzez opis miejsca.
Mimo tych momentów osobistego namysłu autorka zachowuje ton reporterski. Nie próbuje rekonstruować stanów wewnętrznych bohaterów ponad to, co wynika ze źródeł. W tym sensie tytułowe „nie dopytuj się” staje się zasadą narracyjną: nie wszystkie pytania domagają się odpowiedzi, a niektóre doświadczenia pozostają zbyt trudne, by je jednoznacznie opowiedzieć. Wyraźnie widać to w rozmowie z Janem Hasiorem, o której autorka pisze: „[r]ozmowa z Janem o mamie w Bieszczadach, a także o ojcu i życiu całej ich trójki w górach też może być jak pole minowe, warto więc zachować ostrożność, cierpliwość i delikatność, żeby nie było niewypału” (s. 161). Podobną ostrożność zachowują wieloletni mieszkańcy regionu. Wiedzą, że przeszłość bywa bolesna i że nie każda historia może zostać opowiedziana w pełni. Kamińska respektuje tę granicę. Jej publikacja nie szuka sensacji ani kontrowersji; zamiast tego proponuje uważne, empatyczne spojrzenie na ludzi, których losy splotły się z Bieszczadami.
Książka Kamińskiej wykracza poza opowieść o indywidualnych biografiach. W jej finale coraz wyraźniej wybrzmiewa pytanie o to, co pozostało po ludziach, którzy zniknęli z tego krajobrazu. Autorka pisze wprost: „[t] właśnie wysiedlenia spowodowały, że Bieszczady są dziś tak ciekawe przyrodniczo. Gdyby ludzi stąd nie wyjechali (…), nie byłoby w nich dzisiaj tak różnorodnej przyrody” (s. 256). To jedno z najmocniejszych zdań książki – paradoksalne i niewygodne zarazem. Piękno regionu okazuje się skutkiem katastrofy historycznej. Wysiedlenia nie zawsze miały charakter dobrowolny; były następstwem przemocy i pogromów – działań Niemców, Rosjan, a później UPA (zob. 255-256). Bieszczady utraciły wielokulturowy krajobraz, lecz zyskały przyrodniczą różnorodność (zob. s. 257). W tej przestrzeni pobrzmiewa cisza, która nie jest jedynie naturalnym milczeniem gór, lecz śladem po nieopowiedzianych historiach. Kamińska nie próbuje tej ciszy zagłuszyć ani wypełnić jednoznacznymi odpowiedziami. Pozostawia czytelnika/czytelniczkę w napięciu między pamięcią a krajobrazem, przywołując słowa Antoniego Derwicha, że „Dolina Górnego Sanu to najpiękniejsze miejsce na ziemi” (s. 257).
Anna Kamińska: „Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w Dolinie Sanu”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

