WYDOSTAĆ SIĘ NA BRZEG RZEKI (MISTY PRATT: 'TO TYLKO W JEJ GŁOWIE. JAK UPRZEDZENIA PŁCIOWE SZKODZĄ ZDROWIU PSYCHICZNEMU KOBIET')
A
A
A
Książka Misty Pratt włącza się w serię publikacji dotyczących – najogólniej mówiąc – miejsca kobiet w świecie medycyny. Pozycje takie jak „Szalone, złe i smutne. Kobiety i psychiatrzy” Lisy Appignanesi, „Wybrakowane. Jak leczono kobiety w świecie stworzonym przez mężczyzn” Elinor Cleghorn czy „Seksowna, ale szalona. O systemowym etykietowaniu psychiatrycznym kobiet i dziewczyn” Jessiki Taylor stanowią najbliższy myślowy kontekst dla omawianej publikacji. Mimo oczywistych różnic między przywołanymi książkami ich wspólny mianownik stanowi słuszne przekonanie, że historia medycyny naznaczona jest systemowym wykluczeniem kobiet, praktykami dyskryminacyjnymi, powielanymi fałszywymi diagnozami i stereotypami. Bohaterki książek przez wieki były albo ignorowane i uciszane, albo dyscyplinowane za pomocą przyklejanych im etykietek: histeryczek czy osób przesadnie emocjonalnych i nadwrażliwych. Uderzającym elementem we wszystkich publikacjach wydaje się historyczna ciągłość naznaczonych mizoginią praktyk, która każe ich autorkom śledzić zmienne kulturowe, społeczne i medyczne oblicza tych samych zjawisk, by dostrzec, jak niewiele dzieli niegdysiejsze wędrujące macice i współczesną endometriozę. Zbieżne okazuje się także usytuowanie piszących kobiet, które można by sprowadzić do połączenia fascynacji medycyną, elementów warsztatu naukowego oraz historii rodzinnej i osobistej. U Appignanesi jednym ze źródeł opowieści było obserwowanie chorującej na alzheimera matki, u Cleghorn asumpt stanowił zdiagnozowany po latach starań toczeń, u Pratt – ciąg zmiennych diagnoz: od depresji, ataków paniki, lęku przez zaburzenia odżywiania, cyklotymię i poporodowe zaburzenia nastroju, po rodzinne obciążenie w postaci choroby babci.
Pratt, chorująca od siedemnastego roku życia i jednocześnie rekonstruująca historię rodzinną w kobiecej linii, zyskuje możliwość opisu newralgicznych momentów, w których ujawniają się choroby psychiczne: „Przez cały okres reprodukcyjny, w miarę jak zmieniają się nasze role od nastoletniości do podeszłego wieku, cispłciowe kobiety częściej w porównaniu z cispłciowymi mężczyznami doświadczają zaburzeń nastroju i zaburzeń lękowych, a w medycynie i psychiatrii ogólnie brakuje wiedzy o tym, w jaki sposób biologia i role płciowe wpływają na nasze zdrowie i doświadczenia życiowe” (s. 12-13). Opis niemocy (własnej i przedstawicieli medycyny), zestawiony z innymi kobiecymi case studies, wyznacza dukt książki. Na własnej skórze i psychice autorka szuka odpowiedzi na fundamentalne pytania: czym jest choroba psychiczna kobiet, jak się ją definiowało i definiuje obecnie, dlaczego konkretne objawy są z jednej strony bagatelizowane, a z drugiej równie często i niesłusznie patologizowane. Pratt ma wszakże na celu nie jedynie opowiedzenie historii własnej i innych kobiet, ale zobaczenie tych narracji w ramach współczesnego systemu ochrony zdrowia i dominujących uwarunkowań kulturowych i społecznych. Autorka wierzy bowiem, że doświadczenia, o których pisze, nie są wyjątkowe, przeciwnie – dotyczą coraz większej reprezentacji kobiet, która, szukając pomocy, zderza się z wieloma słabościami i uprzedzeniami podmiotów mających jej udzielać. Przedstawienie zawiłej ścieżki własnych diagnoz oraz opowieści innych kobiet pozwala Pratt na przezwyciężenie samotności i izolacji kobiety „chorej psychicznie”, ponieważ niejednokrotnie etykietowanie odbywa się szeptem, wzmacniając atmosferę tabu i wstydu.
Autorka „To tylko w jej głowie” dąży więc do oddania głosu kobietom i przyznania racji ich ciałom i umysłom, nawet jeśli zebrane opowieści są ze sobą sprzeczne i miejscami niezrozumiałe, gdy odnosimy je do normalizującego języka medycyny. Równoważą je odwołania w przypisach do wiedzy eksperckiej i najnowszych badań, jednak kluczowa wydaje się pozycja Pratt jako „ekspertki, która sama przeszła przez okopy choroby psychicznej” (s. 21). Autorka nie ukrywa, że nie ma żadnego tytułu naukowego ani zakorzenienia w określonej dyscyplinie naukowej. Być może fachowcy (na przykład psychiatrzy) znajdą takie niuanse omawianych przez Pratt wątków, które wymagałyby merytorycznej korekty, jednak warto mieć na uwadze popularyzatorski charakter omawianej publikacji. Rękojmię prawdziwości i rzetelności przedstawianych w książce analiz i wniosków stanowią meandry własnego procesu diagnostycznego oraz dociekliwość, która kazała Pratt zgłębiać obszar wiedzy o chorobach psychicznych, by poznać historyczne uwarunkowania kobiecych kryzysów i zrozumieć ich obecny – wciąż tak nieprzyjazny pacjentkom – przebieg.
Diagnozy, jakie Pratt uzyskiwała przez lata, zostają przez nią opisane w całokształcie społecznych, kulturowych i medycznych czynników, ale są także przedstawiane tak, by w stanach, jakie za nimi stały, zobaczyć wartość. Wiąże się ona z dość znamienną kategorią używaną przez autorkę, czyli uzdrawianiem. Wymaga ona jednak wyjaśnienia, nie chodzi bowiem o wyleczenie, ale uświadomienie sobie i czytającym, że na przebieg chorowania wpływają różnorodne czynniki zależne i niezależne od pacjentki: „Na poziomie indywidualnym uzdrawianie oznacza dla mnie moje prawo do czytania własnego ciała i jego autonomii: poznania i zrozumienia ciała, podejmowania własnych decyzji w kwestii leczenia oraz jego wyników, równego dostępu do należytej opieki i skutecznego leczenia. Uzdrawianie oznacza także zmianę naszego wspólnotowego rozumienia dobrostanu psychicznego nie jako ciągłej radości i szczęścia, lecz jako głębszego rozpoznania, że bycie człowiekiem oznacza odczuwanie emocji, od największych wzlotów do największych upadków” (s. 20-21).
By osiągnąć założone cele – przede wszystkim wydobyć kobiecy głos z wnętrza kryzysu psychicznego, a kiedy trzeba, odpatologizować fundujący go stan – Pratt nie tylko przeprowadza czytelniczki i czytelników przez historię diagnozowania chorób psychicznych, ale uwzględnia też współczesne, nieco prześlepione, czynniki, które je napędzają. Porównując zebrane historie (m.in. własną i babci) dostrzega dość oczywistą – wydawałoby się – prawidłowość: nie genetyka, czyli „wadliwy fragment DNA” (s. 59) okazuje się tutaj kluczowa, a wzorzec ujawniający się w kluczowych momentach życia kobiet: dojrzewaniu, okresie poporodowym i menopauzie. Spojrzenie Pratt jest jednak zakrojone znacznie szerzej, ponieważ obok elementów biologicznych i hormonalnych uwzględnia ponadto inne czynniki stresu wynikające z usytuowania w świecie i zgromadzonych doświadczeń (np. dyskryminacja, nierówności, trauma, przemoc domowa, dostęp do systemu opieki zdrowotnej itp.). Znaczenie tego ostatniego aspektu z pewnością będzie oczywiste dla czytających książkę w Polsce, zważywszy na to, z jakimi problemami w obszarze zdrowia psychicznego mamy obecnie do czynienia. Zebrane przez Pratt dane z krajów zachodnich, podobne do doświadczeń rodzimych, trudno uznać za pocieszające; przeciwnie – widzieć je trzeba jako alarmujące, bo jasno sygnalizują zapaść usług związanych ze zdrowiem psychicznym (np. według raportu z 2020 roku w Kanadzie w prowincji Ontario dzieci i młodzież „czekały nawet dwa i pół roku na leczenie zaburzeń psychicznych” [s. 85]). Autorka zwraca przy tym uwagę na wiele właściwości systemu opieki medycznej pozornie drobnych, ale decydujących o jego właściwym działaniu (jak wyczulenie na konieczność różnorodności rasowej i etnicznej wśród pracowników czy kompetencje kulturowe).
Kobiece doświadczenia opisane w „To tylko w jej głowie” i skonfrontowane z badaniami naukowymi przekonują, że zmiany wymaga właściwie wszystko: począwszy od definicji choroby psychicznej (Pratt wnikliwie analizuje modele biopsychospołeczny i kulturowy, uwzględniając najnowsze badania nad obrazowaniem mózgu oraz stereotypowe etykietki jak „czarownica”, „histeryczka”, „wariatka”, „psycholka”), poprzez skrajne doświadczenia fundowane kobietom przez patriarchat, aż do przeciążenia fizycznego i psychicznego, prowadzącego do wypalenia. Pozostaje pytanie, jak temu podołać i zaradzić, w jaki sposób zmodyfikować kierunki myślenia i działania, by w przyszłości dostrzec różnice. Pratt daleko do optymizmu i zalecania optymalnych rozwiązań, ale z pewnością jej książka jest wezwaniem do tego, by pobudzić myślenie i przedefiniować zdobycze, z których już korzystamy. Jedna z nich to na przykład troska o siebie, ale pojęta niejako przeciw jej skomercjalizowanej wersji (zależnej wszak od kapitału wyjściowego). Pratt pisze następująco: „Można jednak wyobrazić sobie troskę o siebie jako autentyczną i znaczącą praktykę, która przyczynia się do poprawy zdrowia jednostek oraz społeczności” (s. 171). Pod tą dość ogólną definicją kryją się zindywidualizowane potrzeby i różne aspekty dbania o siebie i innych: ruch, jedzenie, masaż, kontakt z przyrodą, twórczość, rozwój duchowy, relacje itd., jednym słowem – wszystko, co może zniwelować widzialne i niewidzialne obciążenia psychiczne kobiet i pozwoli lepiej rozpoznać strukturalne przyczyny niedopasowania do coraz bardziej wymagającego świata. Pratt jest bowiem rzeczniczką odrzucenia przekonania, że to kobiece mózgi są odpowiedzialne za cały życiowy stres.
Pozostają rzecz jasna jeszcze dwie klasyczne drogi pozwalające wyjść z kryzysów, czyli psychoterapia i farmakologia. Przyglądając się tym ścieżkom, Pratt dowodzi ich potrzeby (z obu korzystała jako pacjentka), ale pozostaje krytyczna, jeśli chodzi o dostępność terapii i pułapki stojące za przyjmowaniem tabletek (np. skutki uboczne, niedostępność testów genetycznych pozwalających przewidzieć reakcję organizmu na konkretny lek). Zdaje się być bliżej takich przekonań, które dowartościowują indywidualne doświadczenia oraz słuchanie ciała, emocji i nastrojów. Z tego powodu sporo miejsca w książce poświęca na opis własnej drogi, w wielu aspektach przecinającej się z opieką systemową, ale też wykorzystującej rozwiązania mniej konwencjonalne i dyskusyjne (jak choćby twierdzenie, że depresja jest „korzyścią ewolucyjną” [s. 244-250]). Czytelniczki i czytelnicy przywołanych przeze mnie na początku książek mogą mieć poczucie, że w niektórych partiach Pratt nie mówi niczego nowego, ale nie widziałabym w tym geście powtórzenia zarzutu, raczej przekonanie o wadze tematu, podejmowanego niezależnie od siebie przez autorki w różnych częściach zachodniego świata. Można na to spojrzeć jeszcze inaczej – to wciąż niewielka liczba publikacji próbująca odczarować wielowiekową tradycję utrwalania stereotypów i kłamstw na temat zdrowia (nie tylko) psychicznego kobiet.
Istotę tego złożonego problemu Pratt próbuje ująć w metaforze rzeki. Widzi w niej kobiety zepchnięte tam przez ciążenie czynników społecznych i kulturowych (np. przemoc, ubóstwo i seksizm), a także stojących przy brzegu i próbujących je ratować lekarzy, terapeutów i członków rodzin oraz tymczasowe tratwy farmakologiczno-terapeutyczne. Kluczowy jest jednak jeszcze jeden element: „(…) proces zdrowienia – przekonuje Pratt – rozpoczął się dla mnie dopiero wtedy, gdy nauczyłam się pływać i stałam się na tyle silna, że byłam w stanie wydostać siebie na brzeg rzeki. Nie zapobiegło to ponownemu wpadnięciu do wody, ale za każdym razem jestem w tym silniejsza niż poprzednio” (s. 284). Widać zatem, że przywoływana wcześniej kategoria uzdrowienia ma podobny potencjał metaforyczny – rzecz bowiem nie w wyzdrowieniu, a opanowaniu umiejętności pływania z innymi kobietami i pogodzeniu się z tym, że czasem, w sposób niezawiniony, trafiamy w środek rwącego nurtu.
Pratt, chorująca od siedemnastego roku życia i jednocześnie rekonstruująca historię rodzinną w kobiecej linii, zyskuje możliwość opisu newralgicznych momentów, w których ujawniają się choroby psychiczne: „Przez cały okres reprodukcyjny, w miarę jak zmieniają się nasze role od nastoletniości do podeszłego wieku, cispłciowe kobiety częściej w porównaniu z cispłciowymi mężczyznami doświadczają zaburzeń nastroju i zaburzeń lękowych, a w medycynie i psychiatrii ogólnie brakuje wiedzy o tym, w jaki sposób biologia i role płciowe wpływają na nasze zdrowie i doświadczenia życiowe” (s. 12-13). Opis niemocy (własnej i przedstawicieli medycyny), zestawiony z innymi kobiecymi case studies, wyznacza dukt książki. Na własnej skórze i psychice autorka szuka odpowiedzi na fundamentalne pytania: czym jest choroba psychiczna kobiet, jak się ją definiowało i definiuje obecnie, dlaczego konkretne objawy są z jednej strony bagatelizowane, a z drugiej równie często i niesłusznie patologizowane. Pratt ma wszakże na celu nie jedynie opowiedzenie historii własnej i innych kobiet, ale zobaczenie tych narracji w ramach współczesnego systemu ochrony zdrowia i dominujących uwarunkowań kulturowych i społecznych. Autorka wierzy bowiem, że doświadczenia, o których pisze, nie są wyjątkowe, przeciwnie – dotyczą coraz większej reprezentacji kobiet, która, szukając pomocy, zderza się z wieloma słabościami i uprzedzeniami podmiotów mających jej udzielać. Przedstawienie zawiłej ścieżki własnych diagnoz oraz opowieści innych kobiet pozwala Pratt na przezwyciężenie samotności i izolacji kobiety „chorej psychicznie”, ponieważ niejednokrotnie etykietowanie odbywa się szeptem, wzmacniając atmosferę tabu i wstydu.
Autorka „To tylko w jej głowie” dąży więc do oddania głosu kobietom i przyznania racji ich ciałom i umysłom, nawet jeśli zebrane opowieści są ze sobą sprzeczne i miejscami niezrozumiałe, gdy odnosimy je do normalizującego języka medycyny. Równoważą je odwołania w przypisach do wiedzy eksperckiej i najnowszych badań, jednak kluczowa wydaje się pozycja Pratt jako „ekspertki, która sama przeszła przez okopy choroby psychicznej” (s. 21). Autorka nie ukrywa, że nie ma żadnego tytułu naukowego ani zakorzenienia w określonej dyscyplinie naukowej. Być może fachowcy (na przykład psychiatrzy) znajdą takie niuanse omawianych przez Pratt wątków, które wymagałyby merytorycznej korekty, jednak warto mieć na uwadze popularyzatorski charakter omawianej publikacji. Rękojmię prawdziwości i rzetelności przedstawianych w książce analiz i wniosków stanowią meandry własnego procesu diagnostycznego oraz dociekliwość, która kazała Pratt zgłębiać obszar wiedzy o chorobach psychicznych, by poznać historyczne uwarunkowania kobiecych kryzysów i zrozumieć ich obecny – wciąż tak nieprzyjazny pacjentkom – przebieg.
Diagnozy, jakie Pratt uzyskiwała przez lata, zostają przez nią opisane w całokształcie społecznych, kulturowych i medycznych czynników, ale są także przedstawiane tak, by w stanach, jakie za nimi stały, zobaczyć wartość. Wiąże się ona z dość znamienną kategorią używaną przez autorkę, czyli uzdrawianiem. Wymaga ona jednak wyjaśnienia, nie chodzi bowiem o wyleczenie, ale uświadomienie sobie i czytającym, że na przebieg chorowania wpływają różnorodne czynniki zależne i niezależne od pacjentki: „Na poziomie indywidualnym uzdrawianie oznacza dla mnie moje prawo do czytania własnego ciała i jego autonomii: poznania i zrozumienia ciała, podejmowania własnych decyzji w kwestii leczenia oraz jego wyników, równego dostępu do należytej opieki i skutecznego leczenia. Uzdrawianie oznacza także zmianę naszego wspólnotowego rozumienia dobrostanu psychicznego nie jako ciągłej radości i szczęścia, lecz jako głębszego rozpoznania, że bycie człowiekiem oznacza odczuwanie emocji, od największych wzlotów do największych upadków” (s. 20-21).
By osiągnąć założone cele – przede wszystkim wydobyć kobiecy głos z wnętrza kryzysu psychicznego, a kiedy trzeba, odpatologizować fundujący go stan – Pratt nie tylko przeprowadza czytelniczki i czytelników przez historię diagnozowania chorób psychicznych, ale uwzględnia też współczesne, nieco prześlepione, czynniki, które je napędzają. Porównując zebrane historie (m.in. własną i babci) dostrzega dość oczywistą – wydawałoby się – prawidłowość: nie genetyka, czyli „wadliwy fragment DNA” (s. 59) okazuje się tutaj kluczowa, a wzorzec ujawniający się w kluczowych momentach życia kobiet: dojrzewaniu, okresie poporodowym i menopauzie. Spojrzenie Pratt jest jednak zakrojone znacznie szerzej, ponieważ obok elementów biologicznych i hormonalnych uwzględnia ponadto inne czynniki stresu wynikające z usytuowania w świecie i zgromadzonych doświadczeń (np. dyskryminacja, nierówności, trauma, przemoc domowa, dostęp do systemu opieki zdrowotnej itp.). Znaczenie tego ostatniego aspektu z pewnością będzie oczywiste dla czytających książkę w Polsce, zważywszy na to, z jakimi problemami w obszarze zdrowia psychicznego mamy obecnie do czynienia. Zebrane przez Pratt dane z krajów zachodnich, podobne do doświadczeń rodzimych, trudno uznać za pocieszające; przeciwnie – widzieć je trzeba jako alarmujące, bo jasno sygnalizują zapaść usług związanych ze zdrowiem psychicznym (np. według raportu z 2020 roku w Kanadzie w prowincji Ontario dzieci i młodzież „czekały nawet dwa i pół roku na leczenie zaburzeń psychicznych” [s. 85]). Autorka zwraca przy tym uwagę na wiele właściwości systemu opieki medycznej pozornie drobnych, ale decydujących o jego właściwym działaniu (jak wyczulenie na konieczność różnorodności rasowej i etnicznej wśród pracowników czy kompetencje kulturowe).
Kobiece doświadczenia opisane w „To tylko w jej głowie” i skonfrontowane z badaniami naukowymi przekonują, że zmiany wymaga właściwie wszystko: począwszy od definicji choroby psychicznej (Pratt wnikliwie analizuje modele biopsychospołeczny i kulturowy, uwzględniając najnowsze badania nad obrazowaniem mózgu oraz stereotypowe etykietki jak „czarownica”, „histeryczka”, „wariatka”, „psycholka”), poprzez skrajne doświadczenia fundowane kobietom przez patriarchat, aż do przeciążenia fizycznego i psychicznego, prowadzącego do wypalenia. Pozostaje pytanie, jak temu podołać i zaradzić, w jaki sposób zmodyfikować kierunki myślenia i działania, by w przyszłości dostrzec różnice. Pratt daleko do optymizmu i zalecania optymalnych rozwiązań, ale z pewnością jej książka jest wezwaniem do tego, by pobudzić myślenie i przedefiniować zdobycze, z których już korzystamy. Jedna z nich to na przykład troska o siebie, ale pojęta niejako przeciw jej skomercjalizowanej wersji (zależnej wszak od kapitału wyjściowego). Pratt pisze następująco: „Można jednak wyobrazić sobie troskę o siebie jako autentyczną i znaczącą praktykę, która przyczynia się do poprawy zdrowia jednostek oraz społeczności” (s. 171). Pod tą dość ogólną definicją kryją się zindywidualizowane potrzeby i różne aspekty dbania o siebie i innych: ruch, jedzenie, masaż, kontakt z przyrodą, twórczość, rozwój duchowy, relacje itd., jednym słowem – wszystko, co może zniwelować widzialne i niewidzialne obciążenia psychiczne kobiet i pozwoli lepiej rozpoznać strukturalne przyczyny niedopasowania do coraz bardziej wymagającego świata. Pratt jest bowiem rzeczniczką odrzucenia przekonania, że to kobiece mózgi są odpowiedzialne za cały życiowy stres.
Pozostają rzecz jasna jeszcze dwie klasyczne drogi pozwalające wyjść z kryzysów, czyli psychoterapia i farmakologia. Przyglądając się tym ścieżkom, Pratt dowodzi ich potrzeby (z obu korzystała jako pacjentka), ale pozostaje krytyczna, jeśli chodzi o dostępność terapii i pułapki stojące za przyjmowaniem tabletek (np. skutki uboczne, niedostępność testów genetycznych pozwalających przewidzieć reakcję organizmu na konkretny lek). Zdaje się być bliżej takich przekonań, które dowartościowują indywidualne doświadczenia oraz słuchanie ciała, emocji i nastrojów. Z tego powodu sporo miejsca w książce poświęca na opis własnej drogi, w wielu aspektach przecinającej się z opieką systemową, ale też wykorzystującej rozwiązania mniej konwencjonalne i dyskusyjne (jak choćby twierdzenie, że depresja jest „korzyścią ewolucyjną” [s. 244-250]). Czytelniczki i czytelnicy przywołanych przeze mnie na początku książek mogą mieć poczucie, że w niektórych partiach Pratt nie mówi niczego nowego, ale nie widziałabym w tym geście powtórzenia zarzutu, raczej przekonanie o wadze tematu, podejmowanego niezależnie od siebie przez autorki w różnych częściach zachodniego świata. Można na to spojrzeć jeszcze inaczej – to wciąż niewielka liczba publikacji próbująca odczarować wielowiekową tradycję utrwalania stereotypów i kłamstw na temat zdrowia (nie tylko) psychicznego kobiet.
Istotę tego złożonego problemu Pratt próbuje ująć w metaforze rzeki. Widzi w niej kobiety zepchnięte tam przez ciążenie czynników społecznych i kulturowych (np. przemoc, ubóstwo i seksizm), a także stojących przy brzegu i próbujących je ratować lekarzy, terapeutów i członków rodzin oraz tymczasowe tratwy farmakologiczno-terapeutyczne. Kluczowy jest jednak jeszcze jeden element: „(…) proces zdrowienia – przekonuje Pratt – rozpoczął się dla mnie dopiero wtedy, gdy nauczyłam się pływać i stałam się na tyle silna, że byłam w stanie wydostać siebie na brzeg rzeki. Nie zapobiegło to ponownemu wpadnięciu do wody, ale za każdym razem jestem w tym silniejsza niż poprzednio” (s. 284). Widać zatem, że przywoływana wcześniej kategoria uzdrowienia ma podobny potencjał metaforyczny – rzecz bowiem nie w wyzdrowieniu, a opanowaniu umiejętności pływania z innymi kobietami i pogodzeniu się z tym, że czasem, w sposób niezawiniony, trafiamy w środek rwącego nurtu.
„To tylko w jej głowie. Jak uprzedzenia płciowe szkodzą zdrowiu psychicznemu kobiet”. Przeł. Katarzyna Byłów. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

