CO NOWEGO W WYPOŻYCZALNI? (GRZEGORZ FORTUNA JR.: 'ELEKTRONICZNY BANDYTA. RYNEK WIDEO W POLSCE OKRESU TRANSFORMACJI')
A
A
A
Temat najtisów przeżywa w ostatnich latach wyraźny renesans. Co rusz pojawiają się artykuły, programy i książki przywołujące atmosferę pejzażu transformacji. Wspomnienia blokowisk, bazarów i wypożyczalni kaset wideo pozwalają przetrwać pamięci o wielu istotnych dla polskiego społeczeństwa fenomenach, a tajemnicze i zagadkowe dla młodych pojęcia, takie jak „magnetowid” czy „VHS-y”, wciąż nie odchodzą do lamusa. Nostalgia za tamtym czasem bywa jednak zwodnicza i łatwo zamienia się w zbiór błahych anegdot, które – choć sympatyczne – niewiele mówią o rzeczywistych mechanizmach epoki. Książka Grzegorza Fortuny Jr. „Elektroniczny bandyta. Rynek wideo w Polsce okresu transformacji” unika jednak tej pułapki. Jak i wielu innych.
Wydana przez słowo/obraz terytoria publikacja jest rozwinięciem pracy doktorskiej autora i niezaprzeczalnym dowodem na jego gruntowną znajomość tytułowego zjawiska. Trudno się dziwić – niełatwo bowiem o postać bardziej zaangażowaną w popularyzację tego tematu w naszym kraju. Fortuna jako badacz i wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego akademicko zajmuje się historią kultury filmowej i przemianami rynku audiowizualnego. Współtworzy także Octopus Film Festival – największy w Polsce festiwal kina gatunkowego, od kilku lat przyciągający do Gdańska entuzjastów filmowych osobliwości. Oprócz tego, jest również inicjatorem kolektywu VHS Hell mającego na celu przybliżanie polskim widzom zapomnianych i niejednokrotnie kuriozalnych produkcji krążących niegdyś po rodzimych wypożyczalniach. Last but not least – stoi także za firmą dystrybucyjną Velvet Spoon, która zajmuje się wprowadzaniem do kinowego obiegu filmów kultowych, często przez lata niedostępnych w naszym kraju
Fortuna więc nie tylko bada kulturę VHS-ową, ale też w pewnym sensie rekonstruuje jej ducha. W swojej pracy na prawie trzystu stronach próbuje przybliżyć specyfikę rynku wideo – od jego początków (zarówno w Polsce, jak i Stanach Zjednoczonych) po lata prawdziwej świetności. Zajmuje się nie tylko jego kulturowym znaczeniem, ale także technologią, modelami dystrybucji, gustami widzów, strategiami przedsiębiorców – tworząc tym samym osobliwy (bo podejmujący problem z nietypowej perspektywy) i kompleksowy obraz ekonomicznych realiów wczesnego kapitalizmu w naszym kraju.
Struktura publikacji jest przejrzysta i dobrze przemyślana. Fortuna zaczyna od szerokiego kontekstu historycznego. Przedstawia narodziny technologii wideo i rozwój rynku VHS w Stanach Zjednoczonych, gdzie wypożyczalnie stały się jednym z najważniejszych elementów kultury filmowej lat 80. Dzięki temu wprowadzeniu potwierdza autor przywoływaną na łamach publikacji tezę Fredericka Wassera, że „wideo to bodaj najważniejszy wynalazek w historii kina od czasów rozpowszechnienia dźwięku” (s. 35).
Następnie Fortuna przenosi uwagę na Polskę, a zaczyna od przybliżenia warunków funkcjonowania VHS-ów w PRL. Prawo, by kupować licencje i wprowadzać filmy do rozpowszechnienia, miały tylko Centralny Urząd Kinematografii i podlegające mu przedsiębiorstwa. W pierwszej połowie lat 80. otwarto więc jedynie dwadzieścia jeden państwowych wypożyczalni, które dysponowały niezbyt interesującym (lecz legalnym!) repertuarem. Nie przynosiły one jednak spodziewanych rezultatów. W 1986 roku niektóre z nich znalazły się nawet na skraju bankructwa. Atrakcyjnych filmów nie było, bo z jednej strony Przedsiębiorstwo Dystrybucji Filmów nie miało funduszy na prawdziwe hity, a z drugiej – Polska miała opinię zagłębia wideopiractwa. Skąd szedł do społeczeństwa przykład? Otóż – z samej góry.
Właścicielami pierwszych magnetowidów wcale nie byli łebscy biznesmeni – pionierzy kapitalizmu, ale dygnitarze partyjni – członkowie KC PZPR, a także sekretarze komitetów wojewódzkich. Wspomniana grupa zagraniczną elektronikę zawdzięczała Maciejowi Szczepańskiemu, ówczesnemu przewodniczącemu Komitetu ds. Radia i Telewizji, który pod koniec lat 70. próbował w ten sposób wkupić się w ich łaski. Telewizja regularnie ściągała nowości filmowe z całego świata, żeby zdecydować o ewentualnym zakupie poszczególnych kaset. Przy okazji część z nich nielegalnie kopiowano. Jak pisał reżyser telewizyjny Stefan Szlachtycz: „Robiono pakiety dla sekretarzy – rozwożone samochodami raz na tydzień. Był w nich jeden film zakazany przez cenzurę, np. »Łowca jeleni«, jedna nowość amerykańska, za droga, by ją kupić, film romantyczny dla pani domu, soft pornos dla Pana domu i film dla dzieci” (s. 67). Członkowie Partii byli więc nie tylko prekursorami kultury wideo, ale i pionierami piractwa.
Oprócz wspomnianego zjawiska bezczelnego kopiowania kaset (które, notabene, pojawia się bardzo szeroko, prawie w każdym rozdziale książki), istotnym tematem są też dla Fortuny źródła rosnącej popularności kultury wideo. Żeby być jak najbardziej precyzyjnym, autor zajmuje się poszczególnymi „szczeblami kasetowej drabiny” (s. 106) osobno. Mamy więc rozdział zajmujący się tytułowym problemem z perspektywy widzów, część opisującą perspektywę właścicieli wypożyczalni i cząstkę z punktu widzenia dystrybutorów. Atrakcyjnym suplementem do całości okazuje się ponadtrzydziestostronicowy aneks będący listą polskich dystrybutorów kaset wideo, który zawiera informacje dotyczące działalności i profilu firm, a także ich dane adresowe.
Ze stron „Elektronicznego bandyty” dowiadujemy się też (lub: przypominamy sobie) na przykład, że na początku lat 80. przeciętny Polak nie miał możliwości, żeby kupić sobie odtwarzacz VHS. Magnetowid kosztował bowiem tyle „co połowa Fiata 126p, czyli popularnego malucha" (s. 73). Jednak, nawet jeżeli pod koniec 1981 roku w Polsce znajdowało się więc około trzy tysiące tego typu sprzętów, to rok później było już ich piętnaście tysięcy. Polacy pokochali tę formę odbioru kina i szybko znaleźli sposoby, żeby z tego fenomenu jak najintensywniej korzystać. Spora część odtwarzaczy w przywołanym okresie została bowiem zakupiona przez instytucje publiczne: szkoły, uniwersytety, kluby studenckie, domy kultury i kina.
U zarania wideomanii kaset nie użytkowano więc domowo (jeżeli nie było się oczywiście dygnitarzem). Organizowano zbiorowe pokazy w mieszkaniach („Często okazywało się, że na seans w jakimś mieszkaniu czeka nawet siedemdziesiąt osób” [s.75]) lub większych placówkach kulturalnych. W tego typu imprezach brało niejednokrotnie udział tysiąc osób, przy setkach czekających przed budynkiem. Filmy wyświetlano symultanicznie na kilku telewizorach (często czarno-białych), a lektor czytał dialogi na żywo, do mikrofonu. Repertuar był różnorodny, jednak, jak się można domyślić, największą popularnością cieszyły się produkcje skandalizujące – filmy erotyczne lub takie, które znany krytyk Jerzy Płażewski nazywał niewybrednym i oszczerczym atakiem na socjalizm, a ich bohater modnie się ubierał i nosił chwytliwe nazwisko: Bond. Popularności odtwarzaczy wideo w latach 80. systematycznie rosła. W 1987 już niemal każdy Polak choć zetknął się z wideo, a co dziesiąty przyznawał, że regularnie ogląda w ten sposób filmy.
Ciekawą konstatacją Fortuny wydaje się fakt, że rynek kaset miał też swoiste znaczenie polityczne. Technologia magnetyczna częściej jednak była „narzędziem emancypacji społecznej niż bezpośredniej walki z systemem; umożliwiała oderwanie się od centralnie sterowanego repertuaru” (s. 103). Ta ogromna popularność rynku VHS doprowadziła do tego, że większość Polaków na początku lat 90. prawie wcale nie chodziła do kina. Fortuna przywołuje zabawną reklamę „Wojowniczych żółwi ninja” (1990) diagnozującą ten fenomen w iście osobliwy sposób. Otóż, w roku premiery wspomnianego obrazu na witrynach kina często można było zauważyć plakat z hasłem: „Tato, jaki wielki telewizor! Zabierz mnie do kina!” (s.112).
Polscy kinomani i wideoentuzjaści byli obojętni na głos krytyki filmowej. Karmili się przede wszystkim kinem akcji (patron tego fenomenu to Bruce Lee, którego „Wejście smoka” obejrzało w Polsce więcej widzów niż w USA). Bardzo długo wyznacznikiem atrakcyjności filmu była jego aktualność – nie miało znaczenia, że film był niskich lotów i w amerykańskich wypożyczalniach zajmował najniższe półki. Koniec fenomenu oglądania wszystkiego, co popadnie, to przede wszystkim efekt nowego kształtu rynku. Gdy kasety potaniały na tyle, że można było sobie na nie w końcu pozwolić, decyzja o tym, co zobaczyć, stała się bardziej zobowiązująca. Co za tym idzie, wybory amatorów VHS-ów stały się bardziej przemyślane i często były wynikiem wpływu reklamy, na którą mogły pozwolić sobie tylko wielkie tytuły wielkich wytwórni.
Jednym z najciekawszych zamykających książkę wątków jest refleksja nad długofalowym wpływem kultury wideo na kulturę filmową. Fortuna zwraca uwagę, że w wypożyczalniach wszystkie gatunki kina funkcjonowały obok siebie. Filmy artystyczne, horrory, produkcje erotyczne czy tanie filmy akcji trafiały na te same półki. Taka „demokratyzacja” repertuaru miała ogromne znaczenie dla przyszłych twórców filmowych. Autor sugeruje, że pokolenie polskich reżyserów i reżyserek wychowanych na VHS-ach, jak Jagoda Szelc czy Paweł Maślona, mogło dzięki temu myśleć o kinie inaczej niż wcześniejsze generacje wychowane na bardziej hierarchicznym modelu kultury filmowej.
Na tle innych publikacji o VHS-ach książka Grzegorza Fortuny Jr. wyróżnia się przede wszystkim rzetelnym podejściem badawczym. Autora interesują konkretne liczby, instytucje, mechanizmy dystrybucji i strategie przedsiębiorców. Dzięki temu „Elektroniczny bandyta” jest nie tylko nostalgiczną opowieścią o VHS-ach, ale także bardzo ciekawym i sprawnie napisanym studium o Polsce czasów transformacji gospodarczej.
Wydana przez słowo/obraz terytoria publikacja jest rozwinięciem pracy doktorskiej autora i niezaprzeczalnym dowodem na jego gruntowną znajomość tytułowego zjawiska. Trudno się dziwić – niełatwo bowiem o postać bardziej zaangażowaną w popularyzację tego tematu w naszym kraju. Fortuna jako badacz i wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego akademicko zajmuje się historią kultury filmowej i przemianami rynku audiowizualnego. Współtworzy także Octopus Film Festival – największy w Polsce festiwal kina gatunkowego, od kilku lat przyciągający do Gdańska entuzjastów filmowych osobliwości. Oprócz tego, jest również inicjatorem kolektywu VHS Hell mającego na celu przybliżanie polskim widzom zapomnianych i niejednokrotnie kuriozalnych produkcji krążących niegdyś po rodzimych wypożyczalniach. Last but not least – stoi także za firmą dystrybucyjną Velvet Spoon, która zajmuje się wprowadzaniem do kinowego obiegu filmów kultowych, często przez lata niedostępnych w naszym kraju
Fortuna więc nie tylko bada kulturę VHS-ową, ale też w pewnym sensie rekonstruuje jej ducha. W swojej pracy na prawie trzystu stronach próbuje przybliżyć specyfikę rynku wideo – od jego początków (zarówno w Polsce, jak i Stanach Zjednoczonych) po lata prawdziwej świetności. Zajmuje się nie tylko jego kulturowym znaczeniem, ale także technologią, modelami dystrybucji, gustami widzów, strategiami przedsiębiorców – tworząc tym samym osobliwy (bo podejmujący problem z nietypowej perspektywy) i kompleksowy obraz ekonomicznych realiów wczesnego kapitalizmu w naszym kraju.
Struktura publikacji jest przejrzysta i dobrze przemyślana. Fortuna zaczyna od szerokiego kontekstu historycznego. Przedstawia narodziny technologii wideo i rozwój rynku VHS w Stanach Zjednoczonych, gdzie wypożyczalnie stały się jednym z najważniejszych elementów kultury filmowej lat 80. Dzięki temu wprowadzeniu potwierdza autor przywoływaną na łamach publikacji tezę Fredericka Wassera, że „wideo to bodaj najważniejszy wynalazek w historii kina od czasów rozpowszechnienia dźwięku” (s. 35).
Następnie Fortuna przenosi uwagę na Polskę, a zaczyna od przybliżenia warunków funkcjonowania VHS-ów w PRL. Prawo, by kupować licencje i wprowadzać filmy do rozpowszechnienia, miały tylko Centralny Urząd Kinematografii i podlegające mu przedsiębiorstwa. W pierwszej połowie lat 80. otwarto więc jedynie dwadzieścia jeden państwowych wypożyczalni, które dysponowały niezbyt interesującym (lecz legalnym!) repertuarem. Nie przynosiły one jednak spodziewanych rezultatów. W 1986 roku niektóre z nich znalazły się nawet na skraju bankructwa. Atrakcyjnych filmów nie było, bo z jednej strony Przedsiębiorstwo Dystrybucji Filmów nie miało funduszy na prawdziwe hity, a z drugiej – Polska miała opinię zagłębia wideopiractwa. Skąd szedł do społeczeństwa przykład? Otóż – z samej góry.
Właścicielami pierwszych magnetowidów wcale nie byli łebscy biznesmeni – pionierzy kapitalizmu, ale dygnitarze partyjni – członkowie KC PZPR, a także sekretarze komitetów wojewódzkich. Wspomniana grupa zagraniczną elektronikę zawdzięczała Maciejowi Szczepańskiemu, ówczesnemu przewodniczącemu Komitetu ds. Radia i Telewizji, który pod koniec lat 70. próbował w ten sposób wkupić się w ich łaski. Telewizja regularnie ściągała nowości filmowe z całego świata, żeby zdecydować o ewentualnym zakupie poszczególnych kaset. Przy okazji część z nich nielegalnie kopiowano. Jak pisał reżyser telewizyjny Stefan Szlachtycz: „Robiono pakiety dla sekretarzy – rozwożone samochodami raz na tydzień. Był w nich jeden film zakazany przez cenzurę, np. »Łowca jeleni«, jedna nowość amerykańska, za droga, by ją kupić, film romantyczny dla pani domu, soft pornos dla Pana domu i film dla dzieci” (s. 67). Członkowie Partii byli więc nie tylko prekursorami kultury wideo, ale i pionierami piractwa.
Oprócz wspomnianego zjawiska bezczelnego kopiowania kaset (które, notabene, pojawia się bardzo szeroko, prawie w każdym rozdziale książki), istotnym tematem są też dla Fortuny źródła rosnącej popularności kultury wideo. Żeby być jak najbardziej precyzyjnym, autor zajmuje się poszczególnymi „szczeblami kasetowej drabiny” (s. 106) osobno. Mamy więc rozdział zajmujący się tytułowym problemem z perspektywy widzów, część opisującą perspektywę właścicieli wypożyczalni i cząstkę z punktu widzenia dystrybutorów. Atrakcyjnym suplementem do całości okazuje się ponadtrzydziestostronicowy aneks będący listą polskich dystrybutorów kaset wideo, który zawiera informacje dotyczące działalności i profilu firm, a także ich dane adresowe.
Ze stron „Elektronicznego bandyty” dowiadujemy się też (lub: przypominamy sobie) na przykład, że na początku lat 80. przeciętny Polak nie miał możliwości, żeby kupić sobie odtwarzacz VHS. Magnetowid kosztował bowiem tyle „co połowa Fiata 126p, czyli popularnego malucha" (s. 73). Jednak, nawet jeżeli pod koniec 1981 roku w Polsce znajdowało się więc około trzy tysiące tego typu sprzętów, to rok później było już ich piętnaście tysięcy. Polacy pokochali tę formę odbioru kina i szybko znaleźli sposoby, żeby z tego fenomenu jak najintensywniej korzystać. Spora część odtwarzaczy w przywołanym okresie została bowiem zakupiona przez instytucje publiczne: szkoły, uniwersytety, kluby studenckie, domy kultury i kina.
U zarania wideomanii kaset nie użytkowano więc domowo (jeżeli nie było się oczywiście dygnitarzem). Organizowano zbiorowe pokazy w mieszkaniach („Często okazywało się, że na seans w jakimś mieszkaniu czeka nawet siedemdziesiąt osób” [s.75]) lub większych placówkach kulturalnych. W tego typu imprezach brało niejednokrotnie udział tysiąc osób, przy setkach czekających przed budynkiem. Filmy wyświetlano symultanicznie na kilku telewizorach (często czarno-białych), a lektor czytał dialogi na żywo, do mikrofonu. Repertuar był różnorodny, jednak, jak się można domyślić, największą popularnością cieszyły się produkcje skandalizujące – filmy erotyczne lub takie, które znany krytyk Jerzy Płażewski nazywał niewybrednym i oszczerczym atakiem na socjalizm, a ich bohater modnie się ubierał i nosił chwytliwe nazwisko: Bond. Popularności odtwarzaczy wideo w latach 80. systematycznie rosła. W 1987 już niemal każdy Polak choć zetknął się z wideo, a co dziesiąty przyznawał, że regularnie ogląda w ten sposób filmy.
Ciekawą konstatacją Fortuny wydaje się fakt, że rynek kaset miał też swoiste znaczenie polityczne. Technologia magnetyczna częściej jednak była „narzędziem emancypacji społecznej niż bezpośredniej walki z systemem; umożliwiała oderwanie się od centralnie sterowanego repertuaru” (s. 103). Ta ogromna popularność rynku VHS doprowadziła do tego, że większość Polaków na początku lat 90. prawie wcale nie chodziła do kina. Fortuna przywołuje zabawną reklamę „Wojowniczych żółwi ninja” (1990) diagnozującą ten fenomen w iście osobliwy sposób. Otóż, w roku premiery wspomnianego obrazu na witrynach kina często można było zauważyć plakat z hasłem: „Tato, jaki wielki telewizor! Zabierz mnie do kina!” (s.112).
Polscy kinomani i wideoentuzjaści byli obojętni na głos krytyki filmowej. Karmili się przede wszystkim kinem akcji (patron tego fenomenu to Bruce Lee, którego „Wejście smoka” obejrzało w Polsce więcej widzów niż w USA). Bardzo długo wyznacznikiem atrakcyjności filmu była jego aktualność – nie miało znaczenia, że film był niskich lotów i w amerykańskich wypożyczalniach zajmował najniższe półki. Koniec fenomenu oglądania wszystkiego, co popadnie, to przede wszystkim efekt nowego kształtu rynku. Gdy kasety potaniały na tyle, że można było sobie na nie w końcu pozwolić, decyzja o tym, co zobaczyć, stała się bardziej zobowiązująca. Co za tym idzie, wybory amatorów VHS-ów stały się bardziej przemyślane i często były wynikiem wpływu reklamy, na którą mogły pozwolić sobie tylko wielkie tytuły wielkich wytwórni.
Jednym z najciekawszych zamykających książkę wątków jest refleksja nad długofalowym wpływem kultury wideo na kulturę filmową. Fortuna zwraca uwagę, że w wypożyczalniach wszystkie gatunki kina funkcjonowały obok siebie. Filmy artystyczne, horrory, produkcje erotyczne czy tanie filmy akcji trafiały na te same półki. Taka „demokratyzacja” repertuaru miała ogromne znaczenie dla przyszłych twórców filmowych. Autor sugeruje, że pokolenie polskich reżyserów i reżyserek wychowanych na VHS-ach, jak Jagoda Szelc czy Paweł Maślona, mogło dzięki temu myśleć o kinie inaczej niż wcześniejsze generacje wychowane na bardziej hierarchicznym modelu kultury filmowej.
Na tle innych publikacji o VHS-ach książka Grzegorza Fortuny Jr. wyróżnia się przede wszystkim rzetelnym podejściem badawczym. Autora interesują konkretne liczby, instytucje, mechanizmy dystrybucji i strategie przedsiębiorców. Dzięki temu „Elektroniczny bandyta” jest nie tylko nostalgiczną opowieścią o VHS-ach, ale także bardzo ciekawym i sprawnie napisanym studium o Polsce czasów transformacji gospodarczej.
Grzegorz Fortuna Jr.: „Elektroniczny bandyta. Rynek wideo w Polsce okresu transformacji”. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

