ROZDARCIE ZASŁONY ILUZJI (JOSÉ OVEJERO: 'ETYKA OKRUCIEŃSTWA')
A
A
A
José Ovejero napisał „Etykę okrucieństwa” w 2011 roku, piętnaście lat temu, kiedy zwroty „strefa komfortu” i „pilnowanie własnych granic” nie zdominowały jeszcze naszego języka. W czasach w dyskursie publicznym mniej sterylnych i bardziej oswojonych z dyskomfortem. Sam autor we wstępie do wydania z 2025 roku zwrócił uwagę na to, jak wiele się zmieniło, i zauważył, że pisząc tę książkę współcześnie, inaczej rozłożyłby akcenty, np. częściej odwoływał się do mediów społecznościowych niż do telewizji. Esej to przecież dziecko swoich czasów – a jednak ten wcale nie stracił na aktualności. Wręcz przeciwnie, kontestacyjny charakter wywodu Ovejero wybrzmiewa dziś dosadniej.
Hiszpański pisarz rozkłada na czynniki pierwsze okrucieństwo etyczne, rozumiane nie jako spektakl, ale jako doświadczenie odbiorcze oraz transgresję – realne przekroczenie granic, a nie chwilowe zawieszenie zasad. „Etyka okrucieństwa” mierzy się zatem z mainstreamem, kulturą bezpieczną i przyjemną, której przeciwstawia twórczość niosącą ze sobą poczucie dyskomfortu. Wśród jej autorek i autorów wymienia m.in. Marinę Abramović, markiza de Sade’a, Franza Kafkę, Charles’a Baudelaire’a, a także… siebie. Analiza własnego tekstu nie świadczy tu o egocentryzmie autora, ale jest cennym przykładem pozwalającym przyjrzeć się intencjom pisarza, który w „Złym roku dla Mikiego” zestawia oglądane w telewizji ujęcia z katastrofy World Trade Center z filmem pornograficznym i zobojętniałym wzrokiem oglądającego je bohatera. Właśnie zobojętniały wzrok publiczności jest tym, czemu sprzeciwiają się Ovejero oraz siedmioro twórczyń i twórców książek okrutnych. Kolejne pozycje w różnorodnym, arbitralnym wyborze eseisty (na który składają się: „Martwy port” Juana Carlosa Onettiego, „Krwawy południk” Cormaca McCarthy’ego, „Auto da fé” Eliasa Canettiego, „Historia oka” Georges’a Bataille’a, „Pożądanie” oraz „Pianistka” Elfriede Jelinek, trylogia Agoty Kristof i „Czas milczenia” Luisa Martína-Santosa) łączy chęć wyrwania osób czytelniczych z bezpiecznego dystansu i zmuszenie do skonfrontowania się z własną potwornością.
Sparagmos
Kraj pochodzenia autora to istotny kontekst „Etyki okrucieństwa”, przedstawiony przez niego już na pierwszych stronach. W Hiszpanii, znanej z corridy, okrucieństwo jest codziennością, rozrywką i często bywa zabawne. Zgodnie z ujęciem Ovejero w jego ojczyźnie Dionizos stoi nad Apollem, przez co to, co przesadzone, straszne i wulgarne, staje się w tej kulturze popularniejsze od tego, co ugładzone i perfekcyjne, o czym świadczą przykłady Goi, Cervantesa czy Luisa Buñuela. Oprócz szkicowania własnego tła kulturowego pisarz zwraca uwagę na patrona artystycznego okrucieństwa – Dionizosa. Pod tym względem zbiór ciekawie rymuje się z „Dionizosem. Archetypem życia niezniszczalnego” Karla Kerényiego. Badacz podkreśla w nim, jak ważny jest początek mitu o Dionizosie, kiedy jako małe dziecko bóg ten zostaje rozczłonkowany i pożarty przez Tytanów. Sparagmos powraca jako rytuał, w którym przez symboliczne rozszarpywanie boga, najczęściej pod postacią zwierzęcia, przypomina się o dwoistości ludzkiej natury podzielonej na część ziemską, śmiertelną, i boską, niezniszczalną (zob. Kerényi 2008: 16). Ten kulminacyjny punkt dionizyjskiej ekstazy łączył śmierć i odrodzenie, pokazywał, że właśnie przez destrukcję ujawnia się nieśmiertelność Dionizosa. W pewien sposób koncepcja literatury okrutnej prezentowana przez Ovejero polega na sparagmosie osób czytelniczych, Żeby coś nowego mogło się wydarzyć, stara, spójna konstrukcja musi zostać rozszarpana. Dionizyjskie doświadczenie rozbija iluzję, że człowiek jest oddzielony od natury, śmierci, seksualności, cielesności i zbiorowości. Natomiast literatura okrutna w ujęciu eseisty demaskuje złudę, że czytelnik jest oddzielony od przedstawionego zła. Ovejero łączy z dionizyjską spuścizną również wiara w komedię i to, że „śmiech nas wyzwoli” (s. 215), bo tylko on burzy „opresyjną atmosferę” (s. 89).
Czytaj okrutnie
Przedmiotem rozmyślań Ovejero jest nie tylko artystyczne okrucieństwo, ale też literatura per se. Pisarz w błyskotliwy i celny sposób rozprawia się z frazesami na jej temat. W jego ujęciu „literatura to sztuka uwodzenia” (s. 34), a „ideologia sprzedaje książkę” (s. 39). Wbrew powszechnej wierze w moc doskonalenia się przez lekturę czy, bardziej patetycznie, wbrew sztuce, która zmienia świat, Ovejero wskazuje, że tak naprawdę czytanie jest bezpieczne, to rodzaj igrzysk, które oddalają rewolucję. „Czytanie czyni nas lepszymi, chętnie mawiają ludzie odpowiedzialni za kulturę, bo nic ich to nie kosztuje i roztacza aurę humanizmu wokół każdego, kto tak twierdzi” (s. 154) – pisze w kontekście omawiania powieści Canettiego. Tak jak opisywani przez eseistę autorzy i autorki mogą znaleźć przyjemność w okrucieństwie, tak on sam wyraźnie rozkoszuje się piętnowaniem cudzych i własnych przywar soczystymi określeniami, np. „prezerwatywą krytycznego dystansu” (s. 186). „Etyka okrucieństwa” nie byłaby lekturą tak wciągającą, gdyby nie pisarska werwa i swada jej autora. Zgodnie z przywołaną myślą Jonathana Swifta Ovejero wie, że „do uprzedzeń nie dociera się przez intelekt” (s. 67), dlatego pisze w sposób emocjonalny i sensualny, stale angażując w tok wywodu.
Kiedy literatura sama w sobie pełni tylko funkcję wentyla bezpieczeństwa, twórczość okrutna jest przedstawiana jako społecznie ważniejsza, ale i w jej obrębie pisarz dokonuje istotnych rozróżnień. Nie interesuje go sztuka perwersyjna, która jedynie marzy o transgresji, ale nie kwestionuje autorytetów, pozwala doświadczyć intensywnych przeżyć, jednak nie zmienia nas ani naszej codzienności. Równie nieistotne okazuje się tu okrucieństwo konformistyczne, odczłowieczające i służące polityce, które „jest środkiem podtrzymywania dominujących ideologii” (s. 40). Pisanie ideologiczne, zanurzone w danym kontekście społecznym, rzadko przechodzi próbę czasu. „Lecz w każdym społeczeństwie to, co jest transgresją dla jednych, nie jest nią dla innych i bardzo często okrzykuje się jako transgresywne to, co razi grupę przeciwną. Pisarz, tak jak każdy inny członek jakiejkolwiek wspólnoty, poszukuje bezpiecznej przestrzeni, by spotkać się z takimi jak on, pisać dla nich, niejednokrotnie być ich rzecznikiem” (s. 109) – trafnie punktuje Ovejero.
Osoby tworzące literaturę etycznie okrutną, czyli taką, której celem jest wywołanie zmiany w odbiorczyniach i odbiorcach, motywuje niepokój, a nie przeświadczenie. Jak dowodzi eseista, „pisanie jest dla nich badaniem, a bada się rzecz jasna to, czego się nie rozumie” (s. 103). Cel okrucieństwa to przekroczenie punktu, z którego nie ma żadnego odwrotu, ukazanie fałszu stojącego za naszymi przekonaniami o samych sobie, oduczenie kłamstw na temat historii własnego narodu, zaprzestanie usprawiedliwiania własnej winy. Autor pokazuje okrucieństwo jako narzędzie zmuszające nas do pozbycia się dotychczasowych przekonań, wyrywające nas z poczucia bezpieczeństwa, bo pokazujące, że nad niczym nie mamy kontroli, że nic nie jest pewne. To właśnie okazuje się w nim etyczne – objawienie nam pozbawionej filtra prawdy.
Etyka bezradności
Skoro Ovejero tak wyraźnie zarysował kontekst hiszpańskiej kultury, z której się wywodzi, warto się zastanowić, jak okrucieństwo wygląda w kulturze polskiej.
Przy okazji opisu prozy Jelinek pisarz pokazuje twórczość atakującą najważniejsze schronienie – dom rodzinny. Literatura okrutna przekracza tu kulturową normę bezpieczeństwa. W Polsce problem polega na tym, że norma bezpieczeństwa nigdy nie została w pełni ustanowiona. Nasza literatura od dawna wie, że dom może być więzieniem, rodzina – oprawcą, a wspólnota – tłumem prześladowców, i nie chodzi tu o szczególnie brutalne przykłady „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego czy „Gnoja” Wojciecha Kuczoka, ale o przeciętne powieści opisujące doświadczenie życia wśród ludzi. Jak w perspektywie Witolda Gombrowicza: rodzina, szkoła, zakłady pracy czy naród to maszynki do produkcji Formy, mające władzę nad jednostką i wtłaczające ją w definicje. Autor „Ferdydurke” mógłby być w ujęciu Ovejero twórcą szczególnie okrutnym, bo nie tylko podważającym fundamenty, ale też zabawnym.
Ciekawym polskim kontekstem dla „Etyki okrucieństwa” wydaje się jednak nie dzieło literackie, a filozoficzne. W esejach zebranych w tomie „Ucieczka od bezradności” Tomasz Stawiszyński pokazuje społeczeństwo późnego kapitalizmu, które odwraca wzrok od takich tematów jak śmierć, smutek, starzenie się czy porażka. Brak zgody na bezradność, rzeczy, na które nie mamy wpływu, jak przemijanie i strata, maskowane poczuciem ciągłej sprawności to jedna z głównych cech współczesnych ludzi. „W literaturze okrutnej nie ma pewników” (s. 217) – wskazuje Ovejero, co równie dobrze w kontekście samej egzystencji mógłby napisać Stawiszyński. Obaj autorzy w swoich esejach rozdzierają „zasłonę iluzji” (s. 222), która oddziela nas od lustra. Przed nim musimy patrzeć na siebie, a nie na, często podkoloryzowaną, rzeczywistość. A to może być przyczyną uciążliwej niewygody, od której tak gorliwie uciekamy.
LITERATURA
Kerenyi K.: „Dionizos. Archetyp życia niezniszczalnego”. Przeł. I. Kania, Warszawa 2008.
Stawiszyński T.: „Ucieczka od bezradności”. Kraków 2021.
Hiszpański pisarz rozkłada na czynniki pierwsze okrucieństwo etyczne, rozumiane nie jako spektakl, ale jako doświadczenie odbiorcze oraz transgresję – realne przekroczenie granic, a nie chwilowe zawieszenie zasad. „Etyka okrucieństwa” mierzy się zatem z mainstreamem, kulturą bezpieczną i przyjemną, której przeciwstawia twórczość niosącą ze sobą poczucie dyskomfortu. Wśród jej autorek i autorów wymienia m.in. Marinę Abramović, markiza de Sade’a, Franza Kafkę, Charles’a Baudelaire’a, a także… siebie. Analiza własnego tekstu nie świadczy tu o egocentryzmie autora, ale jest cennym przykładem pozwalającym przyjrzeć się intencjom pisarza, który w „Złym roku dla Mikiego” zestawia oglądane w telewizji ujęcia z katastrofy World Trade Center z filmem pornograficznym i zobojętniałym wzrokiem oglądającego je bohatera. Właśnie zobojętniały wzrok publiczności jest tym, czemu sprzeciwiają się Ovejero oraz siedmioro twórczyń i twórców książek okrutnych. Kolejne pozycje w różnorodnym, arbitralnym wyborze eseisty (na który składają się: „Martwy port” Juana Carlosa Onettiego, „Krwawy południk” Cormaca McCarthy’ego, „Auto da fé” Eliasa Canettiego, „Historia oka” Georges’a Bataille’a, „Pożądanie” oraz „Pianistka” Elfriede Jelinek, trylogia Agoty Kristof i „Czas milczenia” Luisa Martína-Santosa) łączy chęć wyrwania osób czytelniczych z bezpiecznego dystansu i zmuszenie do skonfrontowania się z własną potwornością.
Sparagmos
Kraj pochodzenia autora to istotny kontekst „Etyki okrucieństwa”, przedstawiony przez niego już na pierwszych stronach. W Hiszpanii, znanej z corridy, okrucieństwo jest codziennością, rozrywką i często bywa zabawne. Zgodnie z ujęciem Ovejero w jego ojczyźnie Dionizos stoi nad Apollem, przez co to, co przesadzone, straszne i wulgarne, staje się w tej kulturze popularniejsze od tego, co ugładzone i perfekcyjne, o czym świadczą przykłady Goi, Cervantesa czy Luisa Buñuela. Oprócz szkicowania własnego tła kulturowego pisarz zwraca uwagę na patrona artystycznego okrucieństwa – Dionizosa. Pod tym względem zbiór ciekawie rymuje się z „Dionizosem. Archetypem życia niezniszczalnego” Karla Kerényiego. Badacz podkreśla w nim, jak ważny jest początek mitu o Dionizosie, kiedy jako małe dziecko bóg ten zostaje rozczłonkowany i pożarty przez Tytanów. Sparagmos powraca jako rytuał, w którym przez symboliczne rozszarpywanie boga, najczęściej pod postacią zwierzęcia, przypomina się o dwoistości ludzkiej natury podzielonej na część ziemską, śmiertelną, i boską, niezniszczalną (zob. Kerényi 2008: 16). Ten kulminacyjny punkt dionizyjskiej ekstazy łączył śmierć i odrodzenie, pokazywał, że właśnie przez destrukcję ujawnia się nieśmiertelność Dionizosa. W pewien sposób koncepcja literatury okrutnej prezentowana przez Ovejero polega na sparagmosie osób czytelniczych, Żeby coś nowego mogło się wydarzyć, stara, spójna konstrukcja musi zostać rozszarpana. Dionizyjskie doświadczenie rozbija iluzję, że człowiek jest oddzielony od natury, śmierci, seksualności, cielesności i zbiorowości. Natomiast literatura okrutna w ujęciu eseisty demaskuje złudę, że czytelnik jest oddzielony od przedstawionego zła. Ovejero łączy z dionizyjską spuścizną również wiara w komedię i to, że „śmiech nas wyzwoli” (s. 215), bo tylko on burzy „opresyjną atmosferę” (s. 89).
Czytaj okrutnie
Przedmiotem rozmyślań Ovejero jest nie tylko artystyczne okrucieństwo, ale też literatura per se. Pisarz w błyskotliwy i celny sposób rozprawia się z frazesami na jej temat. W jego ujęciu „literatura to sztuka uwodzenia” (s. 34), a „ideologia sprzedaje książkę” (s. 39). Wbrew powszechnej wierze w moc doskonalenia się przez lekturę czy, bardziej patetycznie, wbrew sztuce, która zmienia świat, Ovejero wskazuje, że tak naprawdę czytanie jest bezpieczne, to rodzaj igrzysk, które oddalają rewolucję. „Czytanie czyni nas lepszymi, chętnie mawiają ludzie odpowiedzialni za kulturę, bo nic ich to nie kosztuje i roztacza aurę humanizmu wokół każdego, kto tak twierdzi” (s. 154) – pisze w kontekście omawiania powieści Canettiego. Tak jak opisywani przez eseistę autorzy i autorki mogą znaleźć przyjemność w okrucieństwie, tak on sam wyraźnie rozkoszuje się piętnowaniem cudzych i własnych przywar soczystymi określeniami, np. „prezerwatywą krytycznego dystansu” (s. 186). „Etyka okrucieństwa” nie byłaby lekturą tak wciągającą, gdyby nie pisarska werwa i swada jej autora. Zgodnie z przywołaną myślą Jonathana Swifta Ovejero wie, że „do uprzedzeń nie dociera się przez intelekt” (s. 67), dlatego pisze w sposób emocjonalny i sensualny, stale angażując w tok wywodu.
Kiedy literatura sama w sobie pełni tylko funkcję wentyla bezpieczeństwa, twórczość okrutna jest przedstawiana jako społecznie ważniejsza, ale i w jej obrębie pisarz dokonuje istotnych rozróżnień. Nie interesuje go sztuka perwersyjna, która jedynie marzy o transgresji, ale nie kwestionuje autorytetów, pozwala doświadczyć intensywnych przeżyć, jednak nie zmienia nas ani naszej codzienności. Równie nieistotne okazuje się tu okrucieństwo konformistyczne, odczłowieczające i służące polityce, które „jest środkiem podtrzymywania dominujących ideologii” (s. 40). Pisanie ideologiczne, zanurzone w danym kontekście społecznym, rzadko przechodzi próbę czasu. „Lecz w każdym społeczeństwie to, co jest transgresją dla jednych, nie jest nią dla innych i bardzo często okrzykuje się jako transgresywne to, co razi grupę przeciwną. Pisarz, tak jak każdy inny członek jakiejkolwiek wspólnoty, poszukuje bezpiecznej przestrzeni, by spotkać się z takimi jak on, pisać dla nich, niejednokrotnie być ich rzecznikiem” (s. 109) – trafnie punktuje Ovejero.
Osoby tworzące literaturę etycznie okrutną, czyli taką, której celem jest wywołanie zmiany w odbiorczyniach i odbiorcach, motywuje niepokój, a nie przeświadczenie. Jak dowodzi eseista, „pisanie jest dla nich badaniem, a bada się rzecz jasna to, czego się nie rozumie” (s. 103). Cel okrucieństwa to przekroczenie punktu, z którego nie ma żadnego odwrotu, ukazanie fałszu stojącego za naszymi przekonaniami o samych sobie, oduczenie kłamstw na temat historii własnego narodu, zaprzestanie usprawiedliwiania własnej winy. Autor pokazuje okrucieństwo jako narzędzie zmuszające nas do pozbycia się dotychczasowych przekonań, wyrywające nas z poczucia bezpieczeństwa, bo pokazujące, że nad niczym nie mamy kontroli, że nic nie jest pewne. To właśnie okazuje się w nim etyczne – objawienie nam pozbawionej filtra prawdy.
Etyka bezradności
Skoro Ovejero tak wyraźnie zarysował kontekst hiszpańskiej kultury, z której się wywodzi, warto się zastanowić, jak okrucieństwo wygląda w kulturze polskiej.
Przy okazji opisu prozy Jelinek pisarz pokazuje twórczość atakującą najważniejsze schronienie – dom rodzinny. Literatura okrutna przekracza tu kulturową normę bezpieczeństwa. W Polsce problem polega na tym, że norma bezpieczeństwa nigdy nie została w pełni ustanowiona. Nasza literatura od dawna wie, że dom może być więzieniem, rodzina – oprawcą, a wspólnota – tłumem prześladowców, i nie chodzi tu o szczególnie brutalne przykłady „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego czy „Gnoja” Wojciecha Kuczoka, ale o przeciętne powieści opisujące doświadczenie życia wśród ludzi. Jak w perspektywie Witolda Gombrowicza: rodzina, szkoła, zakłady pracy czy naród to maszynki do produkcji Formy, mające władzę nad jednostką i wtłaczające ją w definicje. Autor „Ferdydurke” mógłby być w ujęciu Ovejero twórcą szczególnie okrutnym, bo nie tylko podważającym fundamenty, ale też zabawnym.
Ciekawym polskim kontekstem dla „Etyki okrucieństwa” wydaje się jednak nie dzieło literackie, a filozoficzne. W esejach zebranych w tomie „Ucieczka od bezradności” Tomasz Stawiszyński pokazuje społeczeństwo późnego kapitalizmu, które odwraca wzrok od takich tematów jak śmierć, smutek, starzenie się czy porażka. Brak zgody na bezradność, rzeczy, na które nie mamy wpływu, jak przemijanie i strata, maskowane poczuciem ciągłej sprawności to jedna z głównych cech współczesnych ludzi. „W literaturze okrutnej nie ma pewników” (s. 217) – wskazuje Ovejero, co równie dobrze w kontekście samej egzystencji mógłby napisać Stawiszyński. Obaj autorzy w swoich esejach rozdzierają „zasłonę iluzji” (s. 222), która oddziela nas od lustra. Przed nim musimy patrzeć na siebie, a nie na, często podkoloryzowaną, rzeczywistość. A to może być przyczyną uciążliwej niewygody, od której tak gorliwie uciekamy.
LITERATURA
Kerenyi K.: „Dionizos. Archetyp życia niezniszczalnego”. Przeł. I. Kania, Warszawa 2008.
Stawiszyński T.: „Ucieczka od bezradności”. Kraków 2021.
José Ovejero: „Etyka okrucieństwa”. Przeł. Urszula Kropiwiec. Wydawnictwo Obroty [imprint Wydawnictwa ArtRage]. Warszawa 2026 [seria: Eseje].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

