'INSTRUMENTY NIE GĘSI, TEŻ SWÓJ JĘZYK MAJĄ...'
Kilka sekund nagrania. Tandem urwanych dźwięków, zanim pojawi się głos, nim padnie pierwsze słowo. Klarnet wchodzi wysoko, trochę chropawo, za chwilę kontrapunktują go skrzypce. Rytm przyspiesza. Stopa uderza w bęben. Jeszcze nie znamy głównej frazy, nie wiemy, o czym będzie piosenka. A jednak coś rozpoznajemy.
Choćby była to ulica, której nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Kraj, o którym marzyliśmy. Może pewien sposób przeżywania muzyki, odziedziczony razem z historiami, których sami już nie pamiętamy. Muzyka bardzo często zaczyna opowiadać o miejscu, zanim przemówi język.
Przez stulecia ludzie przenosili instrumenty z miasta do miasta, przez granice, góry i morza. Handlarze zabierali je ze sobą, żołnierze przywozili z wojen, emigranci wkładali do walizek, a przechwytywali je muzycy, nierzadko podpatrujący sąsiadów. Instrument zmieniał właściciela, nazwę, sposób strojenia. Czasem otrzymywał nową konstrukcję. A potem zastawano go włożonego w nowy repertuar z przywiązanym drucikami odmiennym kontekstem. Pomimo drogi, metamorfoz i miraży zaczynał jednak znaczyć więcej niż suma własnych składowych — drewna, strun, metalu czy skóry, niczym organów wyjętych z ciała i skazanych na pustelniczą tułaczkę.
Instrument, choć nieżywy, otrzymał przede wszystkim pamięć.
Rosja
Bałałajka wygląda jak przedmiot wymyślony dla dziecięcej ilustracji, ma trójkątny korpus, długi gryf i kilka strun. W rosyjskiej kulturze ludowej przez długi czas pozostawała jednak instrumentem o znacznie poważniejszej historii. Towarzyszyła muzykom ulicznym, wędrownym wykonawcom i wiejskim zespołom. Obok niej pojawiały się domra, gusli, gudok, później także bajan.
Jak na Rosję przystało, muzyczny kierunek rodzimej muzyki wyznaczyła propaganda. Domra, w kontrze do bałałajki ma okrągły korpus i znacznie krótszy gryf. Jej historia prowadzi przez dawne tradycje wschodniosłowiańskie, także przez ziemie dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. W XVI i XVII wieku korzystali z niej wędrowni muzycy. W XVII stuleciu car Aleksiej Michajłowicz wydał zakaz używania części instrumentów ludowych, a domra na pewien czas zniknęła z praktyki. Pod koniec XIX wieku została ponownie odkryta i przebudowana. Instrument przetrwał więc zmianę epoki.
Podobną drogę przebył bajan, jakim jest rosyjska odmiana akordeonu guzikowego. Z czasem wyrósł daleko poza funkcję ludowego instrumentu. Jego głos potrafi być miękki, śpiewny, niemal ludzki, by zaraz potem zabrzmieć przyciężko i monumentalnie. W rosyjskiej muzyce XX wieku zaczął należeć zarówno do świata tradycji, jak i muzyki artystycznej.
Zespół instrumentów odzwierciedla kraj, jego muzyczną mekkę, dzieje i doświadczenia kolejnych pokoleń. Wystarczy przymknąć oczy i wsłuchać się w ich brzmienie, by bez pomocy słów przenieść się w przestrzeń naznaczoną określoną wrażliwością, temperaturą i osobliwym temperamentem.
Ukraina
Bandura wygląda jak instrument, który mógłby należeć do mitu. A już na pewno miałby szansę uchodzić z atrybut jednego z bogów. Drewniany korpus, dziesiątki strun, długi szyjny element. Można na niej akompaniować, można prowadzić melodię. W ukraińskiej historii muzycznej jej znaczenie szybko przekroczyło granice praktyki wykonawczej.
Bandura związała się z tradycją kobzarów i lirników, z pieśnią historyczną, opowieścią o Kozakach, wojnach, bohaterach i codziennym życiu. W XIX wieku zaczęła zyskiwać rangę symbolu ukraińskiej kultury narodowej. Instrument z miejsca stał się nośnikiem pamięci i symbolem uciemiężonych.
Kiedy gra kobzar, sama melodia często schodzi na drugi plan. Ważniejszy bywa sposób opowiadania. Głos, który prowadzi historię. Powtarzalny rytm. Dźwięk strun przypominający jednocześnie harfę, lutnię i coś całkowicie osobnego. W bandurze mieści się atypowa sprzeczność. Jej brzmienie bywa delikatne, niemal kruche. Z kolei historia, którą niesie, potrafi nieść ogromny ładunek i zatrważający sumienie mrok.
W XX wieku instrument został wciągnięty w kolejne projekty polityczne. Radziecka kultura próbowała wpisywać bandurę w szerszą opowieść o sowieckiej wspólnocie. Równocześnie dla wielu Ukraińców pozostawała znakiem odrębnej pamięci. Współczesne badania nad bandurą pokazują, jak mocno instrument splótł się z ukraińską samoświadomością. Wojna nadała tej historii kolejną warstwę i znaczenie.
W relacjach osób opuszczających Ukrainę bandura pojawia się jako przedmiot, który warto ratować i przewozić razem z rzeczami osobistymi. Instrument przestaje być wtedy tylko narzędziem muzycznym. Staje się częścią domu, który trzeba było opuścić.
Żydowski Wschód
Klezmer długo podróżował. Jego muzycy przemieszczali się między miastami i miasteczkami Europy Środkowo-Wschodniej. Grali na weselach, świętach, uroczystościach. Zmieniali repertuar wraz z miejscem, a zespoły przyjmowały kolejne instrumenty. W XVII wieku w żydowskich zespołach pojawiały się skrzypce, cymbały, kontrabas lub wiolonczela. Później coraz większą rolę odgrywał klarnet, aż w XIX wieku stał się jednym z charakterystycznych głosów klezmerskiego zespołu.
I znów nie chodzi o własność. Skrzypce nie należały przecież do Żydów. Klarnet również nie. Dziedzictwem kulturowym zostały dopiero poprzez sposób grania. Według jednego ze świadectw dotyczących muzyki granej w teresińskim obozie koncentracyjnym, skrzypce i klarnet nigdy nie wybrzmiewały samotnie — zawsze towarzyszą im niemiecki fortepian i muzyka Beethovena. Spośród żydowskiego instrumentarium szczególną rolę otrzymuje klarnet: instrument oddechu, a więc i życia oraz ducha.
Jego dźwięk wraz ze skrzypcami przypomina szarpanie. Jakby pomiędzy nimi a fortepianem trwała walka, od początku skazana na przegraną. Najpierw milkną skrzypce. Klarnet trwa jeszcze przez chwilę, coraz słabszy, jak gdyby muzyk grał ostatnim oddechem. W końcu, pod ciężarem fortepianu, wydaje ostatnie tchnienie.
W muzyce klezmerskiej szczególnym faktorem dysponuje ornament. Kilka nut wystarcza, by zmienić charakter całej frazy. Niewielkie załamanie dźwięku, przesunięcie akcentu, glissando, krótkie drżenie. Muzyka zaczyna falować pomiędzy zapisem a wykonaniem. Papier podaje nuty, w związku z czym muzykowi pozostaje tylko dopowiedzieć resztę.
Niemcy
Fortepian, choć mogłoby się zdawać inaczej – nie posiada niemieckiego paszportu. Jego historia prowadzi przez Włochy, dwory europejskie i pracownie wielu krajów. W niemieckim obszarze kulturowym otrzymał jednak wyjątkowe miejsce. Wraz z rozwojem mieszczańskiego domu, salonu, konserwatorium i profesjonalnej edukacji muzycznej fortepian stał się centrum pewnego sposobu uprawiania muzyki oraz symbolem etniczności, urodzenia.
Niemiecka tradycja organowa należy do najważniejszych rozdziałów europejskiej historii muzyki. Rzemiosło organmistrzowskie i muzyka organowa przez stulecia kształtowały krajobraz muzyczny Niemiec, a sama tradycja została wpisana przez UNESCO na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego w 2017 roku.
Fortepian nauczył niemieckich obywateli porządku frazy. Zasada jest prosta – organ buduje architekturę, zapis nutowy pozwala odtworzyć konstrukcję po czasie. Kompozytor, który w tym przypadku otrzymuje rolę stwórcy — może wówczas pisać dla muzyków, których nigdy nie spotka – kładąc fundamenty pod rozwój przyszłych pokoleń.
Albania i Kosowo
Na Bałkanach granica przebiega nie tylko przez obszar kraju, ale czasem też przez jeden instrument. Lahutë, jednogłosowe skrzypce używane przez albańskich śpiewaków epickich, towarzyszy opowieściom o bohaterach, wojnach i przodkach. Po drugiej stronie kulturowej granicy pojawia się gusle, instrument podobny konstrukcyjnie i związany z serbską tradycją epicką. Oba instrumenty mają jedną strunę, prowadzą złożoną narrację i pamiętają bohaterów. Choć trudno w to uwierzyć – ten sam obszar geograficzny może zostać opowiedziany dwoma głosami. Kosowski cykl epicki posiada tradycję serbską i albańską, a te same postaci historyczne potrafią otrzymać odmienne pomniki, życiorysy, opinie.
W Kosowie szczególne miejsce zajmuje również çifteli – dwustrunowy instrument szarpany, silnie związany z albańską kulturą muzyczną Kosowa i północnej Albanii. Rozbrzmiewał w epickich pieśniach, opowieściach o bohaterach, podczas wesel i chwil, w których wspólnota przypominała sobie własne dzieje. W czasie wojny pod koniec lat dziewięćdziesiątych çifteli drastycznie zmieniła swój wydźwięk.
Pieśni opowiadały o śmierci, ucieczce, przemocy, utracie domu. Muzyka przechwytywała język wojny, choć sama forma pozostawała zakorzeniona w dawnej tradycji. Relacje z tamtego czasu pokazują, jak obok qiftelii pojawiały się rock, elektronika i inne współczesne gatunki.
W powojennym Kosowie muzyka rockowa również stała się przestrzenią mówienia o wolności, oporze i zmianie społecznej. Muzycy budowali własny artystyczny język w sytuacji, w której sama możliwość swobodnego wyrażania albańskiej tożsamości przez lata podlegała ograniczeniom.
Polska
Polska nie ma jednego brzmienia, ponieważ dzierży całą mapę brzmień i wybrzmień.
Na południu skrzypce mogą prowadzić melodię inaczej niż na Mazowszu. W górach pojawiają się dudy i instrumenty pasterskie. W różnych regionach spotykamy cymbały, basy, flety, piszczałki, ligawki. Tradycyjne instrumentarium pozostaje mocno związane z lokalnymi praktykami i regionalnym repertuarem. Polska muzyka ludowa przypomina pod tym względem patchwork. Każdy kawałek materiału ma inny kolor.
W XIX wieku coraz mocniej zakorzenia się także akordeon. Z czasem staje się stałym elementem zabaw, wesel i muzyki tanecznej, towarzysząc między innymi tańczonym polkom, mazurkom i krakowiakom. Idzie z tego wywnioskować, że instrument ten posiada osobliwą zdolność przekraczania granic. Przywędrował z Europy Zachodniej, przeszedł przez miasta, wsie i orkiestry, aż w końcu zaczął brzmieć „po polsku”.
Współczesna polska scena folkowa dobrze pokazuje, co dzieje się z takim dziedzictwem po przeniesieniu go do XXI wieku. Kapela ze Wsi Warszawa bierze dawne melodie, rytmy i instrumenty, po czym wpuszcza je w obszar współczesnej muzyki alternatywnej. Kroke przesuwa klezmerskie dziedzictwo w stronę jazzu, improwizacji i muzyki filmowej. Janusz Prusinowski Kompania szuka żywego pulsu dawnej muzyki wiejskiej, zamiast zamykać ją w gablocie.
Wielka Brytania
Na Wyspach instrument ma moc zdradzania pochodzenia szybciej niż akcent.
Pierwsze przeciągłe wezwanie dud otwiera przed słuchaczem rozległy, parnaski krajobraz. Ich mowa, nieprzerwana i przenikliwa, unosi się nad ziemią niczym pieśń wiatru, który od wieków przemierza wrzosowiska i kamienne zbocza. Uzewnętrzniając surowość górskiego powietrza, melancholię pustych dolin i dumę dawnych opowieści.
A przecież także Wielka Brytania nie posiada jednego muzycznego organizmu. Szkocja, Walia, Anglia, Irlandia Północna — każda przestrzeń przechowuje własne melodie, tańce, instrumenty i sposoby śpiewania.
Współczesna muzyka często miesza te porządki. Kate Bush potrafiła wziąć coś z tradycji angielskiej pieśni, dziecięcej wyliczanki, tańca, ballady, a następnie przenieść wszystko w świat syntezatorów i studyjnej produkcji. W „Army Dreamers” wojskowy marszowy rytm spotyka miękką, niemal kołysankową melodię. Piosenka brzmi jak wspomnienie, które próbuje zachować niewinność, choć temat pozostaje tragiczny. W tym właśnie tkwi realna siła tradycji. Nie musi wystąpić w stroju ludowym, by nią być.
Japonia
Japońska muzyka tradycyjna pozwala usłyszeć jeszcze inny rodzaj lokalnej ewokacji. Konstrukcja shamisen to trzy struny i długi, smukły gryf. Korpus pokryty skórą. Dźwięk, zaś powstaje poprzez uderzenie dużym plektronem, wydając w rezultacie suchy, ostry, bez mała perkusyjny dźwięk. Koto robi to inaczej. Długie pudło rezonansowe, struny napięte nad ruchomymi podstawkami. Melodia rozwija się spokojnie, z dużą ilością przestrzeni. Jest jeszcze taiko — bębny, których dźwięk uosabia ciężar bezwładnego ciała.
Współczesne japońskie zespoły potrafią łączyć te instrumenty z rockiem, elektroniką i muzyką eksperymentalną. Yoshida Brothers wykorzystali shamisen w muzyce, która swobodnie przekracza granice gatunkowe. Z kolei zespół Kodo uczynił z taiko język sceniczny o ogromnej sile fizycznej.
Pamięć i miejsce
Nie chodzi przy tym wszystkim o prostą geografię. Instrumenty nie mają bowiem narodowości. To środowisko akustyczne tworzy ich biografię. Ta sama skrzypcowa fraza zdoła zabrzmieć na weselu w Polsce, podczas żydowskiej uroczystości w Galicji, w irlandzkim pubie albo w sali koncertowej Berlina. Różnicę tworzy sposób prowadzenia smyczka, rytm, ornament, akcent,
Warto więc zapytać nie o pochodzenie, a o status, jaki w kulturze zajmuje ów instrument. To tam zaczyna się opowieść o miejscu
Lista współczesnych utworów folkowo-ludowych
Rosja
Otava Yo: „Sumetskaya” album: „Chto za pesni” (2013) wytwórnia: wydanie własne / brak odnotowanej wytwórni albumu; utwór znalazł się później na kompilacji „The Best Songs 2006–2015” (Navigator Records, 2015).
Ukraina
DakhaBrakha: „Vesna”, album: „Na mezhi” (2009) wytwórnia: wydanie niezależne / brak jednoznacznie wskazanej wytwórni w oficjalnych materiałach zespołu.
Żydowski Wschód
Anakronic Electro Orkestra: „Terk in America”, album: „The Yiddish Part” EP (2009) wytwórnia: JuMu.
Niemcy
HüSCH!: materiał z „Songs of Heimat”, album: „Songs of Heimat” wytwórnia: CPL-Music.
Albania / Kosowo
Jericho: „Kanga e Ashikëve”, wydany jako samodzielny utwór / projekt z teledyskiem (2016); brak potwierdzonego albumu, na którym pierwotnie został wydany.produkcja: Jericho / Pinkmoon.
Polska
Tercet Imperial: „Prymat”, album: „Prymat” (2026), wytwórnia: Instant Classic.
Wielka Brytania
Sairie: „The Gairdner”, album: „Beneath the Spreading Tree” (2026), wytwórnia: Hollow Hill.
Utwór pochodzi z repertuaru tradycyjnej ballady szkockiej; wcześniejsza wersja Sairie ukazała się jako singiel w 2019 roku.
Japonia
Yoshida Brothers - „Modern” album: „Ibuki“ (1999) wytwórnia: Victor Entertainment.
Literatura:
Majewski J.: „Muzyka w piekle. Wariacje na tematy Jana Sebastiana Bacha”. Gdańsk 2025.
Feldman W. Z.: „Traditional and Instrumental Music”, YIVO Encyclopedia of Jews in Eastern Europe.
Sonevytsky M.: opracowania dotyczące bandury i jej znaczenia w ukraińskiej kulturze muzycznej, Slavic Review. University of Kansas, Center for Russian, East European & Eurasian Studies.
Music in Art / Research Center for Music Iconography, materiały dotyczące lahuty i jej znaczenia w kulturze albańskiej.
Yoshida Brothers: materiały związane z tradycją tsugaru-shamisen i jej współczesnych reinterpretacji.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

