MOTYL ZAMKNIĘTY W SŁOIKU (KAREN AUERBACH: 'NOCNY MOTYL. KATOLICKA KOBIETA I JEJ ŻYDOWSKA RODZINA W WARSZAWIE NA PRZEŁOMIE XIX I XX WIEKU')
A
A
A
Karen Auerbach podjęła się ambitnego zadania, zajął ją bowiem pamiętnik młodej kobiety ze znanej rodziny warszawskich wydawców. Dokument ten „poprowadził” pisarkę w stronę rozważań o problemach konwersji polskich Żydów na katolicyzm, prób naszkicowania atmosfery życia prasowo-wydawniczego w Warszawie pod koniec XIX wieku, opisania narastającego antysemityzmu i pojawienia się w ówczesnych dyskursach paradygmatu rasowego, a także narodzin syjonizmu. Każde z tych zagadnień jest niezwykle znaczące, złożone i zawierające tak wiele zmiennych, iż zebranie ich w jednej książce wydaje się niemożliwe. Dodatkowo, Auerbach porusza się w świecie badań anglojęzycznych na temat polskich Żydów zaboru rosyjskiego w XIX wieku, ale – niestety – prawie całkowicie pomija badania polskojęzyczne, a tym samym korzysta z niewielkiej części dorobku naukowego na interesujące ją tematy. A szkoda… Ilość materiału wyjściowego, a także próba zamknięcia go w książce niezbyt obszernej objętościowo prowadzić muszą do uproszczeń, skrótów myślowych, uogólnień, a także – niestety, po raz kolejny – pomyłek. Odbiorcami „Nocnego motyla” w Polsce będą osoby, które przywoływane przez Auerbach teksty literatury polskiej znają doskonale. Po pierwsze dlatego, że jest to jednak pozycja naukowa (choćby ze względu na aparat przypisowy). Po drugie: sama tematyka, wymagająca wiedzy historycznej i obyczajowej o przełomie XIX i XX wieku, zawęzi liczbę odbiorców. Po trzecie: zainteresowanie polskiego czytelnika zaprezentowaną przez Auerbach tematyką wiąże się, niejako automatycznie, z jego wiedzą. Dlatego właśnie duża część pomyłek autorki „Nocnego motyla”, dla polskojęzycznych i osadzonych w kulturze polskiej odbiorców będzie – niestety – istotna, a nawet znacząca.
Auerbach ewidentnie myli i łączy w jeden dwa publicystyczne teksty Orzeszkowej, czyli „O żydach i kwestyi żydowskiej” i „O nacjonalizmie żydowskim” (zob. s. 116). Te dwa wystąpienia autorki „Meira Ezofowicza” dzieli kilkanaście lat, w ciągu których jej poglądy na asymilację zmieniły się w niewielkim stopniu, ale pojawił się syjonizm, którego była wielką przeciwniczką, z czym zresztą się nie kryła, uważała bowiem nurt ten za znaczące zagrożenie dla polskiej sprawy narodowej. Skoro Auerbach zdecydowała się poruszyć kwestię pisarstwa Orzeszkowej dotyczącego kwestii żydowskiej, warto było zaznaczyć, jak często pisarka ta zabierała głos nie tylko w kwestii asymilacji czy syjonizmu, kreśląc w swych utworach prozatorskich portrety osób znajdujących się na marginesie życia społecznego, domagając się dla nich zrozumienia i pomocy, a nie wykluczenia czy potępienia. Wyjątkowa pozycja Orzeszkowej była dostrzegana przez dziesięciolecia przez wszystkie środowiska żydowskie na ziemiach polskich, które właśnie z powodu jej zaangażowania złożyły jej hołd (po jej śmierci w 1910 roku) w prowadzonych przez siebie czasopismach (w języku polskim, hebrajskim i jidysz). W „Nocnym motylu” zostaje wspomnianych kilka opowiadań o tematyce żydowskiej, których autorką jest Orzeszkowa, natomiast w ogóle nie została zaznaczona inicjatywa tej pisarki, która zaowocowała zbiorem nowel noszącym tytuł „Z jednego strumienia”. Po pogromie warszawskim autorka „Meira Ezofowicza” poprosiła znanych polskich pisarzy o głos protestu przeciw antysemityzmowi i wyrażenie poparcia dla społeczności żydowskiej. Zbiór ukazał się, po wielkich bojach z cenzurą, dopiero kilkanaście lat (w 1905 roku) po pogromie warszawskim. Warto jednak zauważyć, że to upór Orzeszkowej doprowadził do jego publikacji, a w tomie zamieszczono najbardziej znane pozytywistyczne teksty o tematyce żydowskiej.
Takich pomyłek, wynikających z niemożności sprawdzenia danych (w języku polskim), z cytowania za kimś czy z ogromu materiału, który zaczyna być skracany i upraszczany w czasie konstruowaniu wywodu, pojawia się znacznie więcej. Wszak Konopnickiej i Orzeszkowej nie poznał ze sobą Lewental (zob. s. 119), obie uczyły się w warszawskiej pensji sakramentek, gdzie spotkały się w 1855 roku. Orzeszkowa (wtedy Pawłowska) miała lat czternaście, zaś Konopnicka (Wasiłowska) trzynaście – co oznacza, iż ich udział w życiu literackim Warszawy był po prostu niemożliwy, tak samo jak niemożliwa była znajomość z jakimkolwiek wydawcą.
W książce Auerbach powierzchownie została potraktowana współpraca Orzeszkowej z Glücksbergiem i Lewentalem, podobnie jak wspomniane zaangażowanie w tzw. kwestyę żydowską. Gdyby autorka „Nocnego motyla” z tych wątków (jak i z kilku, a nawet kilkunastu innych) zrezygnowała, książka by na tym nie straciła, a jej struktura stałaby się znacznie bardziej przejrzysta i logiczna. Tu zresztą pojawia się pytanie o cel i sens pewnych wyborów Auerbach, których nie sposób zrozumieć, jak np. wtedy, gdy przy opisywaniu roli Żydów w rozwoju polskojęzycznej prasy nagle cytuje fragment jednej pracy Heinricha von Treitschkego. Niemieckiej debaty na temat antysemityzmu (zapoczątkowane tekstem Wagnera) nie można w żaden sposób porównać z tą rozgrywającą się w Królestwie Polskim, ich argumentacje były bowiem nieco inne. Streszczanie jednej z wielu wypowiedzi von Treitschkego, nacjonalistycznie zorientowanego historyka i publicysty, apologety pruskiej historii i tradycji, a także rządów Ottona von Bismarcka, niewiele wnosi do wywodu Auerbach, wręcz przeciwnie, zaciemnia argumentację w zakresie różnych typów antysemityzmu obecnych w tamtej epoce w Europie (antysemityzm rosyjski i niemiecki różniły się od siebie, chociaż obie wersje były równie drapieżne i bezwzględne).
Nie można także zgodzić się z tezą, że „Głównym bohaterem opowiadania Konopnickiej, (…) »Nasza szkapa«, był żydowski kupiec” (s. 119). Kupiec, nazwany w opowiadaniu słowem „handel”, rzeczywiście pojawia się kilkukrotnie, jest jednak postacią epizodyczną, nawet nie drugoplanową. Z jego obecnością w domu wiąże się powolny upadek rodziny, czego dziecięcy narrator nie rozumie, traktuje bowiem sprzedaż przedmiotów codziennego użytku jako sytuację interesującą, która może wzbudzić podziw wśród kolegów na podwórku, a także zburzyć codzienną monotonię: „Tak nam ta wyprawa zasmakowała, żeśmy się tylko pytali, co trzeba wynosić” (Konopnicka 1967: 422). Wspomniany kupiec, chociaż wypowiada się w tekście, jest raczej ilustracją pewnego zjawiska aniżeli konkretną postacią. Auerbach myli się także w kwestii interpretacji zakończenia innej noweli Konopnickiej, która, według niej, „opublikowała nowelę pod tytułem »Mendel Gdański«, opowiadającą o introligatorze, który zostaje lojalny wobec Warszawy i Polski nawet w obliczu pogróżek i antyżydowskiej przemocy” (s. 120).
Po pierwsze: nazwa „Warszawa” w tekście noweli, ze względów cenzuralnych, nie pada. Nie ma potrzeby więc, bez wyjaśnienia złożoności tej kwestii, nazwy tej wprowadzać. Po drugie: Polski wówczas nie ma, Mendel przez wiele lat pozostawał lojalny wobec idei narodowej, a nie kraju. Bohater opowiadania Konopnickiej jest Żydem niezasymilowanym, wyznawcą ortodoksyjnej odmiany judaizmu, niemówiącym nawet zbyt dobrze po polsku, ale żądającym traktowania go jak „swojego”, nie zaś „obcego”. Trudno mówić o lojalności Mendla, gdy w ostatnich słowach tekstu Konopnickiej postać ta wypowiada niezwykle gorzkie słowa: „Ja popiół na głowę mam i wór gruby na głowie mam, i na popiele ja siedzę, i nogi bose mam, i pokutę wielką mam, i wielką boleść mam, i wielką gorzkość (…) Pan powiada, co u mnie nic nie umarło? Nu, u mnie umarło to, z czym ja się urodził, z czym ja sześćdziesiąt i siedem lat żył, z czym ja umierać myślał… Nu, u mnie umarło serce do tego miasto!” (Konopnicka 1967: 405). Jest więc diametralnie inaczej niż pisze Auerbach. Mendel nie jest lojalny, nie o tym bowiem jest opowiadanie, które dotyczy postaw antysemickich, a także tego, do czego w obrębie zbiorowości prowadzi narastanie nienawiści i przemocy. Chociaż sąsiedzi ostatecznie obronili starego żydowskiego introligatora przed agresywnym tłumem, to zdaje on sobie sprawę, że nastąpiła straszna zmiana, i rozpoczyna proces żałoby po wspólnej przeszłości. Dodatkowo warto wspomnieć o tym, że Konopnicka uważała (jak większość osób w tamtej epoce), że pogrom warszawski nastąpił w wyniku rosyjskich knowań. Dziś wiemy, że niestety tak nie było (por. Piekara 2022). Mieszkańcy Królestwa Polskiego (wszak na ziemiach polskich do pogromu doszło nie tylko w Warszawie) ochoczo przyłączyli się do pierwszej fali pogromowej powstałej w Rosji. Streszczenie tak ważnego w historii literatury polskiej opowiadania Konopnickiej poczynione przez Auerbach w „Nocnym motylu” w żaden sposób nie przybliży epoki anglojęzycznemu czytelnikowi, który był planowanym (pierwotnym) odbiorcą. Czytelnik polski odczuje przykrość, że tak istotne dla naszej kultury teksty potraktowane zostały w tak powierzchowny sposób.
Podczas lektury „Nocnego motyla” narzuca się nieodparte wrażenie, że autorce tej książki brakuje precyzyjnego języka do opowiadania, chciałaby bowiem odwołać się do pewnego typu wyobrażeń, zresztą dość stereotypowych. Zauważyć można ten proces, gdy np. pisze: „Włocławek nie był tradycyjnym żydowskim sztetlem” (s. 62). Włocławka w żadnym razie nie można nazwać sztetlem, tym bardziej nie mógł być więc „tradycyjnym”, co zaraz odsyła nas do natrętnego pytania: jak wygląda sztetl nietradycyjny, czym się charakteryzuje? Włocławek w połowie XIX wieku był drugim największym (po Warszawie) miastem guberni warszawskiej. W 1859 roku założono tu jedną z pierwszych świeckich szkół żydowskich na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego, pięć lat wcześniej skończono budowę jednej z piękniejszych synagog w stylu mauretańskim. We Włocławku znaczącą grupą byli zasymilowani Żydzi posługujący się na co dzień językiem polskim, jednak warto pamiętać, że silny wpływ na to miasto miała również grupa Żydów ortodoksyjnych, a także chasydów oraz przybyłych do Królestwa Polskiego litwaków, zaś pod koniec wieku pojawił się także głos syjonistyczny. Z ową różnorodnością – na przełomie wieków – łączyć należy rozwój instytucji kultury żydowskiej, zarówno tej powiązanej z asymilacją i językiem polskim, jak i syjonistycznej (w jidysz). Auerbach – jak widać – postrzega ziemie polskie pod zaborem rosyjskim w sposób, którego związek z rzeczywistością jest wysoce dyskusyjny.
Podobny sprzeciw wobec argumentacji Auerbach budzi się, gdy czytamy, że pod koniec XIX wieku „osoby pochodzenia żydowskiego stanowiły jedną trzecią z ponad pół miliona mieszkańców Warszawy. Przeważnie samotne w wielkim mieście, często zamieszkiwały w kamienicach rozwijającego się Muranowa” (s. 49). Czy w takim razie Żydzi mieszkający w Warszawie nie organizowali się wokół synagog i domów modlitwy, których w owym czasie w mieście było około trzystu? Osoba związana z dowolnym odłamem judaizmu mogła znaleźć w tym mieście społeczność, która rozumiała świat, tradycję i HaSzema w taki sam sposób jak ona sama, a na dodatek mogła wyrazić swoją wiarę w wielu językach (niemieckim, hebrajskim, jidysz, polskim, a nawet rosyjskim). Faktem jest, że Żydzi warszawscy zamieszkiwali raczej konkretne dzielnice, jednak kwestia ta jest niezwykle złożona, bowiem: „W Warszawie, inaczej niż w wielu innych stolicach Europy, od czasu średniowiecza do II wojny światowej nigdy nie było oddzielnej przestrzeni wydzielonej dla Żydów do mieszkania (getta). Kiedy w XIX w. zostały zniesione wszelkie ograniczenia ich praw do zamieszkiwania w dowolnym miejscu, byli obywatelami wszystkich części miasta, ale wyraźnie przeważali w tzw. dzielnicy północnej oraz niektórych rejonach Starej i Nowej Pragi, nigdzie jednak nie byli pozbawieni sąsiedztwa ludności chrześcijańskiej. W 1919 r. tylko na Muranowie stanowili przeszło 90% mieszkańców, a na Powązkach, świeżo włączonych do tzw. Wielkiej Warszawy, nieco poniżej 80%. Jeszcze na Grzybowie i Lesznie było ich ponad 50%, zaś w obwodzie Ratuszowym – nieco mniej niż połowa, w pozostałych rejonach stolicy stanowili już mniejszość” (Borzymińska, Żebrowski).
Gdy Auerbach pisze o samotności Żydów, należy zadać pytanie, o jaką dokładnie grupę jej chodzi. O Litwaków niemówiących po polsku i „obcych” zarówno dla Polaków, jak i dla samych Żydów warszawskich postrzegających ich jako element obcy, z którym nie odczuwali żadnej łączności? Raczej jest tak, iż Auerbach popełnia charakterystyczny błąd, traktując zbiorowość żydowską jako homogeniczną. Zauważa różnice dotyczące religii, języka, wykształcenia i celów, ale de facto traktuje warszawskich Żydów jako pewną całość. O takim postrzeganiu Żydów pisał Majer Bałaban w odniesieniu do udziału tej grupy w powstaniu styczniowym, gdy zauważał, iż zbiorcze traktowanie, syntetyczne, prowadzi jedynie do błędnych wniosków. Gdy zostaje zadane pytanie, jak Żydzi odnosili się do powstania, to okazuje się, że: „nie ma odpowiedzi, gdyż nie ma odpowiedzi na pytanie jak się społeczeństwo polskie w całości odnosiło do powstania. (…) Dokumenty świadczące o dodatnim i ujemnym stosunku Żydów polskich i litewskich do powstania dałyby się wielokrotnie pomnożyć, lecz samej kwestii one nie rozstrzygną, jako że samo pytanie, które wyżej zadaliśmy jest błędnie postawione” (Bałaban 1938: 584, 586).
Zresztą to nie jedyny przykład uogólnienia, których jest sporo i niestety książce nie służą. Auerbach pisze bowiem: „Opowiadanie to było przykładem typowego dla polskiej literatury tamtego okresu (1880-1890) sposobu przedstawiania Żydów” (s. 119). Jako historyczka literatury polskiej chciałabym wiedzieć, jaki jest w podanym dziesięcioleciu typowy sposób przedstawiania Żydów w małych formach prozatorskich? Do tej pory myślałam, że zależy to od nadawcy (np. tytułu prasowego), co oznacza, że inaczej przedstawi bohaterów żydowskich Orzeszkowa czy Świętochowski, inaczej autorzy publikujący w „Izraelicie”, których misją była walka z chasydami oraz ortodoksami, a później syjonistami, a także afirmacja asymilacji, a inaczej pisarze zorientowani antysemicko. Zresztą ten typ rozumowania powoduje kolejne nieścisłości, jak np. wtedy, gdy autorka przypisuje „Roli”, jawnie antysemickiemu pismu, przesadzony wpływ społeczny. Podobnie jest wtedy, gdy wspomina czasopismo „Głos”, który stał się (z postępowego i nawet socjalizującego pisma) trybuną antysemicką. Z jednej strony pisze o pismach antysemickich jako wpływowych, z drugiej cytuje prace Jerzego Jedlickiego, który zauważał, że ten typ oszczerstw nie wywierał wpływu na opinię publiczną głównego nurtu.
Jest jeszcze wiele innych, przynajmniej dyskusyjnych, kwestii w książce Auerbach (haskala, działalność patriotyczna wcześniejszych pokoleń Żydów warszawskich, która budowała pozycję poszczególnych rodzin, uproszczenia w zakresie konwersji, a nawet antysemityzm zasymilowanych Żydów – tu ciekawym przypadkiem byłaby matka głównej bohaterki), jednak warto wspomnieć o niewątpliwych pozytywach tej publikacji. Najlepszą częścią książki Auerbach okazuje się to, co pierwotnie zainteresowało autorkę: pamiętnik Alicji Lewentalówny, który skupia się na przeżyciach młodej kobiety dorastającej pod koniec wieku XIX. Oprócz typowych dla „panny z dobrego domu” kwestii, które Alicji dotyczą, ciekawa jest zauważona przez autorkę „Nocnego motyla”, perspektywa poczucia obcości, które manifestuje się nie tylko ze względu na religię, lecz w związku z brakiem decyzyjności oraz wyobcowaniem społecznym. Ten typ narracji, który Auerbach zaprezentowała, pokazuje dobitnie stopień komplikacji życia młodej kobiety, która – chociaż pozbawiona trosk o utrzymanie – dostrzega swoją skompilowaną sytuację społeczną, której natura ujawnia się przy pierwszych zaręczynach. Ta warstwa „Nocnego motyla” wydaje się najciekawsza, najlepiej dopracowana, a miejscami wręcz odkrywcza. Gdyby Karen Auerbach skupiła się wyłącznie na tym aspekcie, otrzymalibyśmy ciekawą analizę sytuacji, którą w epoce opisano w tekstach prozatorskich (np. Mela z „Ziemi obiecanej”) i stosunkowo rzadko analizowano (aczkolwiek takie badania są, np. „Postać z cieniem. Portrety Żydówek w polskiej literaturze” Bożeny Umińskiej-Keff).
LITERATURA:
Bałaban M.: „Żydzi w powstaniu 1863 r.: próba bibliografii rozumowanej”. „Przegląd Historyczny” 1938, nr 34/2.
Borzymińska Z., Żebrowski R.: „Żydowskie ulice w Warszawie”. https://www.jhi.pl/artykuly/zydowskie-ulice-w-warszawie,3177.
Konopnicka M.: „Mendel Gdański”. W: Tejże: „Nowele”. Warszawa 1967.
Konopnicka M.: „Nasza szkapa”. W: Tejże: „Nowele”. Warszawa 1967.
Umińska-Keff B: „Postać z cieniem. Portrety Żydówek w polskiej literaturze”. Warszawa 2001.
Auerbach ewidentnie myli i łączy w jeden dwa publicystyczne teksty Orzeszkowej, czyli „O żydach i kwestyi żydowskiej” i „O nacjonalizmie żydowskim” (zob. s. 116). Te dwa wystąpienia autorki „Meira Ezofowicza” dzieli kilkanaście lat, w ciągu których jej poglądy na asymilację zmieniły się w niewielkim stopniu, ale pojawił się syjonizm, którego była wielką przeciwniczką, z czym zresztą się nie kryła, uważała bowiem nurt ten za znaczące zagrożenie dla polskiej sprawy narodowej. Skoro Auerbach zdecydowała się poruszyć kwestię pisarstwa Orzeszkowej dotyczącego kwestii żydowskiej, warto było zaznaczyć, jak często pisarka ta zabierała głos nie tylko w kwestii asymilacji czy syjonizmu, kreśląc w swych utworach prozatorskich portrety osób znajdujących się na marginesie życia społecznego, domagając się dla nich zrozumienia i pomocy, a nie wykluczenia czy potępienia. Wyjątkowa pozycja Orzeszkowej była dostrzegana przez dziesięciolecia przez wszystkie środowiska żydowskie na ziemiach polskich, które właśnie z powodu jej zaangażowania złożyły jej hołd (po jej śmierci w 1910 roku) w prowadzonych przez siebie czasopismach (w języku polskim, hebrajskim i jidysz). W „Nocnym motylu” zostaje wspomnianych kilka opowiadań o tematyce żydowskiej, których autorką jest Orzeszkowa, natomiast w ogóle nie została zaznaczona inicjatywa tej pisarki, która zaowocowała zbiorem nowel noszącym tytuł „Z jednego strumienia”. Po pogromie warszawskim autorka „Meira Ezofowicza” poprosiła znanych polskich pisarzy o głos protestu przeciw antysemityzmowi i wyrażenie poparcia dla społeczności żydowskiej. Zbiór ukazał się, po wielkich bojach z cenzurą, dopiero kilkanaście lat (w 1905 roku) po pogromie warszawskim. Warto jednak zauważyć, że to upór Orzeszkowej doprowadził do jego publikacji, a w tomie zamieszczono najbardziej znane pozytywistyczne teksty o tematyce żydowskiej.
Takich pomyłek, wynikających z niemożności sprawdzenia danych (w języku polskim), z cytowania za kimś czy z ogromu materiału, który zaczyna być skracany i upraszczany w czasie konstruowaniu wywodu, pojawia się znacznie więcej. Wszak Konopnickiej i Orzeszkowej nie poznał ze sobą Lewental (zob. s. 119), obie uczyły się w warszawskiej pensji sakramentek, gdzie spotkały się w 1855 roku. Orzeszkowa (wtedy Pawłowska) miała lat czternaście, zaś Konopnicka (Wasiłowska) trzynaście – co oznacza, iż ich udział w życiu literackim Warszawy był po prostu niemożliwy, tak samo jak niemożliwa była znajomość z jakimkolwiek wydawcą.
W książce Auerbach powierzchownie została potraktowana współpraca Orzeszkowej z Glücksbergiem i Lewentalem, podobnie jak wspomniane zaangażowanie w tzw. kwestyę żydowską. Gdyby autorka „Nocnego motyla” z tych wątków (jak i z kilku, a nawet kilkunastu innych) zrezygnowała, książka by na tym nie straciła, a jej struktura stałaby się znacznie bardziej przejrzysta i logiczna. Tu zresztą pojawia się pytanie o cel i sens pewnych wyborów Auerbach, których nie sposób zrozumieć, jak np. wtedy, gdy przy opisywaniu roli Żydów w rozwoju polskojęzycznej prasy nagle cytuje fragment jednej pracy Heinricha von Treitschkego. Niemieckiej debaty na temat antysemityzmu (zapoczątkowane tekstem Wagnera) nie można w żaden sposób porównać z tą rozgrywającą się w Królestwie Polskim, ich argumentacje były bowiem nieco inne. Streszczanie jednej z wielu wypowiedzi von Treitschkego, nacjonalistycznie zorientowanego historyka i publicysty, apologety pruskiej historii i tradycji, a także rządów Ottona von Bismarcka, niewiele wnosi do wywodu Auerbach, wręcz przeciwnie, zaciemnia argumentację w zakresie różnych typów antysemityzmu obecnych w tamtej epoce w Europie (antysemityzm rosyjski i niemiecki różniły się od siebie, chociaż obie wersje były równie drapieżne i bezwzględne).
Nie można także zgodzić się z tezą, że „Głównym bohaterem opowiadania Konopnickiej, (…) »Nasza szkapa«, był żydowski kupiec” (s. 119). Kupiec, nazwany w opowiadaniu słowem „handel”, rzeczywiście pojawia się kilkukrotnie, jest jednak postacią epizodyczną, nawet nie drugoplanową. Z jego obecnością w domu wiąże się powolny upadek rodziny, czego dziecięcy narrator nie rozumie, traktuje bowiem sprzedaż przedmiotów codziennego użytku jako sytuację interesującą, która może wzbudzić podziw wśród kolegów na podwórku, a także zburzyć codzienną monotonię: „Tak nam ta wyprawa zasmakowała, żeśmy się tylko pytali, co trzeba wynosić” (Konopnicka 1967: 422). Wspomniany kupiec, chociaż wypowiada się w tekście, jest raczej ilustracją pewnego zjawiska aniżeli konkretną postacią. Auerbach myli się także w kwestii interpretacji zakończenia innej noweli Konopnickiej, która, według niej, „opublikowała nowelę pod tytułem »Mendel Gdański«, opowiadającą o introligatorze, który zostaje lojalny wobec Warszawy i Polski nawet w obliczu pogróżek i antyżydowskiej przemocy” (s. 120).
Po pierwsze: nazwa „Warszawa” w tekście noweli, ze względów cenzuralnych, nie pada. Nie ma potrzeby więc, bez wyjaśnienia złożoności tej kwestii, nazwy tej wprowadzać. Po drugie: Polski wówczas nie ma, Mendel przez wiele lat pozostawał lojalny wobec idei narodowej, a nie kraju. Bohater opowiadania Konopnickiej jest Żydem niezasymilowanym, wyznawcą ortodoksyjnej odmiany judaizmu, niemówiącym nawet zbyt dobrze po polsku, ale żądającym traktowania go jak „swojego”, nie zaś „obcego”. Trudno mówić o lojalności Mendla, gdy w ostatnich słowach tekstu Konopnickiej postać ta wypowiada niezwykle gorzkie słowa: „Ja popiół na głowę mam i wór gruby na głowie mam, i na popiele ja siedzę, i nogi bose mam, i pokutę wielką mam, i wielką boleść mam, i wielką gorzkość (…) Pan powiada, co u mnie nic nie umarło? Nu, u mnie umarło to, z czym ja się urodził, z czym ja sześćdziesiąt i siedem lat żył, z czym ja umierać myślał… Nu, u mnie umarło serce do tego miasto!” (Konopnicka 1967: 405). Jest więc diametralnie inaczej niż pisze Auerbach. Mendel nie jest lojalny, nie o tym bowiem jest opowiadanie, które dotyczy postaw antysemickich, a także tego, do czego w obrębie zbiorowości prowadzi narastanie nienawiści i przemocy. Chociaż sąsiedzi ostatecznie obronili starego żydowskiego introligatora przed agresywnym tłumem, to zdaje on sobie sprawę, że nastąpiła straszna zmiana, i rozpoczyna proces żałoby po wspólnej przeszłości. Dodatkowo warto wspomnieć o tym, że Konopnicka uważała (jak większość osób w tamtej epoce), że pogrom warszawski nastąpił w wyniku rosyjskich knowań. Dziś wiemy, że niestety tak nie było (por. Piekara 2022). Mieszkańcy Królestwa Polskiego (wszak na ziemiach polskich do pogromu doszło nie tylko w Warszawie) ochoczo przyłączyli się do pierwszej fali pogromowej powstałej w Rosji. Streszczenie tak ważnego w historii literatury polskiej opowiadania Konopnickiej poczynione przez Auerbach w „Nocnym motylu” w żaden sposób nie przybliży epoki anglojęzycznemu czytelnikowi, który był planowanym (pierwotnym) odbiorcą. Czytelnik polski odczuje przykrość, że tak istotne dla naszej kultury teksty potraktowane zostały w tak powierzchowny sposób.
Podczas lektury „Nocnego motyla” narzuca się nieodparte wrażenie, że autorce tej książki brakuje precyzyjnego języka do opowiadania, chciałaby bowiem odwołać się do pewnego typu wyobrażeń, zresztą dość stereotypowych. Zauważyć można ten proces, gdy np. pisze: „Włocławek nie był tradycyjnym żydowskim sztetlem” (s. 62). Włocławka w żadnym razie nie można nazwać sztetlem, tym bardziej nie mógł być więc „tradycyjnym”, co zaraz odsyła nas do natrętnego pytania: jak wygląda sztetl nietradycyjny, czym się charakteryzuje? Włocławek w połowie XIX wieku był drugim największym (po Warszawie) miastem guberni warszawskiej. W 1859 roku założono tu jedną z pierwszych świeckich szkół żydowskich na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego, pięć lat wcześniej skończono budowę jednej z piękniejszych synagog w stylu mauretańskim. We Włocławku znaczącą grupą byli zasymilowani Żydzi posługujący się na co dzień językiem polskim, jednak warto pamiętać, że silny wpływ na to miasto miała również grupa Żydów ortodoksyjnych, a także chasydów oraz przybyłych do Królestwa Polskiego litwaków, zaś pod koniec wieku pojawił się także głos syjonistyczny. Z ową różnorodnością – na przełomie wieków – łączyć należy rozwój instytucji kultury żydowskiej, zarówno tej powiązanej z asymilacją i językiem polskim, jak i syjonistycznej (w jidysz). Auerbach – jak widać – postrzega ziemie polskie pod zaborem rosyjskim w sposób, którego związek z rzeczywistością jest wysoce dyskusyjny.
Podobny sprzeciw wobec argumentacji Auerbach budzi się, gdy czytamy, że pod koniec XIX wieku „osoby pochodzenia żydowskiego stanowiły jedną trzecią z ponad pół miliona mieszkańców Warszawy. Przeważnie samotne w wielkim mieście, często zamieszkiwały w kamienicach rozwijającego się Muranowa” (s. 49). Czy w takim razie Żydzi mieszkający w Warszawie nie organizowali się wokół synagog i domów modlitwy, których w owym czasie w mieście było około trzystu? Osoba związana z dowolnym odłamem judaizmu mogła znaleźć w tym mieście społeczność, która rozumiała świat, tradycję i HaSzema w taki sam sposób jak ona sama, a na dodatek mogła wyrazić swoją wiarę w wielu językach (niemieckim, hebrajskim, jidysz, polskim, a nawet rosyjskim). Faktem jest, że Żydzi warszawscy zamieszkiwali raczej konkretne dzielnice, jednak kwestia ta jest niezwykle złożona, bowiem: „W Warszawie, inaczej niż w wielu innych stolicach Europy, od czasu średniowiecza do II wojny światowej nigdy nie było oddzielnej przestrzeni wydzielonej dla Żydów do mieszkania (getta). Kiedy w XIX w. zostały zniesione wszelkie ograniczenia ich praw do zamieszkiwania w dowolnym miejscu, byli obywatelami wszystkich części miasta, ale wyraźnie przeważali w tzw. dzielnicy północnej oraz niektórych rejonach Starej i Nowej Pragi, nigdzie jednak nie byli pozbawieni sąsiedztwa ludności chrześcijańskiej. W 1919 r. tylko na Muranowie stanowili przeszło 90% mieszkańców, a na Powązkach, świeżo włączonych do tzw. Wielkiej Warszawy, nieco poniżej 80%. Jeszcze na Grzybowie i Lesznie było ich ponad 50%, zaś w obwodzie Ratuszowym – nieco mniej niż połowa, w pozostałych rejonach stolicy stanowili już mniejszość” (Borzymińska, Żebrowski).
Gdy Auerbach pisze o samotności Żydów, należy zadać pytanie, o jaką dokładnie grupę jej chodzi. O Litwaków niemówiących po polsku i „obcych” zarówno dla Polaków, jak i dla samych Żydów warszawskich postrzegających ich jako element obcy, z którym nie odczuwali żadnej łączności? Raczej jest tak, iż Auerbach popełnia charakterystyczny błąd, traktując zbiorowość żydowską jako homogeniczną. Zauważa różnice dotyczące religii, języka, wykształcenia i celów, ale de facto traktuje warszawskich Żydów jako pewną całość. O takim postrzeganiu Żydów pisał Majer Bałaban w odniesieniu do udziału tej grupy w powstaniu styczniowym, gdy zauważał, iż zbiorcze traktowanie, syntetyczne, prowadzi jedynie do błędnych wniosków. Gdy zostaje zadane pytanie, jak Żydzi odnosili się do powstania, to okazuje się, że: „nie ma odpowiedzi, gdyż nie ma odpowiedzi na pytanie jak się społeczeństwo polskie w całości odnosiło do powstania. (…) Dokumenty świadczące o dodatnim i ujemnym stosunku Żydów polskich i litewskich do powstania dałyby się wielokrotnie pomnożyć, lecz samej kwestii one nie rozstrzygną, jako że samo pytanie, które wyżej zadaliśmy jest błędnie postawione” (Bałaban 1938: 584, 586).
Zresztą to nie jedyny przykład uogólnienia, których jest sporo i niestety książce nie służą. Auerbach pisze bowiem: „Opowiadanie to było przykładem typowego dla polskiej literatury tamtego okresu (1880-1890) sposobu przedstawiania Żydów” (s. 119). Jako historyczka literatury polskiej chciałabym wiedzieć, jaki jest w podanym dziesięcioleciu typowy sposób przedstawiania Żydów w małych formach prozatorskich? Do tej pory myślałam, że zależy to od nadawcy (np. tytułu prasowego), co oznacza, że inaczej przedstawi bohaterów żydowskich Orzeszkowa czy Świętochowski, inaczej autorzy publikujący w „Izraelicie”, których misją była walka z chasydami oraz ortodoksami, a później syjonistami, a także afirmacja asymilacji, a inaczej pisarze zorientowani antysemicko. Zresztą ten typ rozumowania powoduje kolejne nieścisłości, jak np. wtedy, gdy autorka przypisuje „Roli”, jawnie antysemickiemu pismu, przesadzony wpływ społeczny. Podobnie jest wtedy, gdy wspomina czasopismo „Głos”, który stał się (z postępowego i nawet socjalizującego pisma) trybuną antysemicką. Z jednej strony pisze o pismach antysemickich jako wpływowych, z drugiej cytuje prace Jerzego Jedlickiego, który zauważał, że ten typ oszczerstw nie wywierał wpływu na opinię publiczną głównego nurtu.
Jest jeszcze wiele innych, przynajmniej dyskusyjnych, kwestii w książce Auerbach (haskala, działalność patriotyczna wcześniejszych pokoleń Żydów warszawskich, która budowała pozycję poszczególnych rodzin, uproszczenia w zakresie konwersji, a nawet antysemityzm zasymilowanych Żydów – tu ciekawym przypadkiem byłaby matka głównej bohaterki), jednak warto wspomnieć o niewątpliwych pozytywach tej publikacji. Najlepszą częścią książki Auerbach okazuje się to, co pierwotnie zainteresowało autorkę: pamiętnik Alicji Lewentalówny, który skupia się na przeżyciach młodej kobiety dorastającej pod koniec wieku XIX. Oprócz typowych dla „panny z dobrego domu” kwestii, które Alicji dotyczą, ciekawa jest zauważona przez autorkę „Nocnego motyla”, perspektywa poczucia obcości, które manifestuje się nie tylko ze względu na religię, lecz w związku z brakiem decyzyjności oraz wyobcowaniem społecznym. Ten typ narracji, który Auerbach zaprezentowała, pokazuje dobitnie stopień komplikacji życia młodej kobiety, która – chociaż pozbawiona trosk o utrzymanie – dostrzega swoją skompilowaną sytuację społeczną, której natura ujawnia się przy pierwszych zaręczynach. Ta warstwa „Nocnego motyla” wydaje się najciekawsza, najlepiej dopracowana, a miejscami wręcz odkrywcza. Gdyby Karen Auerbach skupiła się wyłącznie na tym aspekcie, otrzymalibyśmy ciekawą analizę sytuacji, którą w epoce opisano w tekstach prozatorskich (np. Mela z „Ziemi obiecanej”) i stosunkowo rzadko analizowano (aczkolwiek takie badania są, np. „Postać z cieniem. Portrety Żydówek w polskiej literaturze” Bożeny Umińskiej-Keff).
LITERATURA:
Bałaban M.: „Żydzi w powstaniu 1863 r.: próba bibliografii rozumowanej”. „Przegląd Historyczny” 1938, nr 34/2.
Borzymińska Z., Żebrowski R.: „Żydowskie ulice w Warszawie”. https://www.jhi.pl/artykuly/zydowskie-ulice-w-warszawie,3177.
Konopnicka M.: „Mendel Gdański”. W: Tejże: „Nowele”. Warszawa 1967.
Konopnicka M.: „Nasza szkapa”. W: Tejże: „Nowele”. Warszawa 1967.
Umińska-Keff B: „Postać z cieniem. Portrety Żydówek w polskiej literaturze”. Warszawa 2001.
Karen Auerbach: „Nocny motyl. Katolicka kobieta i jej żydowska rodzina w Warszawie na przełomie XIX i XX wieku”. Przeł. Joanna Figiel. Wydawnictwo Osnova. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

