TAKIE TAM
A
A
A
61.
– Turcy mówią głośno.
[Rysio Teolog po powrocie z Niemiec]
62.
– Wie pan, mój najmłodszy syn najpierw chciał być strażakiem, a teraz chce być papieżem.
63.
– Do której Anton ciągnął?
– Nie wiem, bo jak się obudziłem, to spał.
64.
KURCZAKI – HURT, DETAL, ZAPISY
ŚWIAT TRUSKAWEK
WSZYSTKO DLA GOŁĘBI
RURKI DO ŚMIETANY
WSZYSTKO Z MLEKA
65.
– Paulus, dlaczego się przeżegnałeś?
– Zobaczyłem koparkę.
66.
Rozmawiam z kelnerką.
– Dawno pani nie widziałem.
– Tak. Jestem na macierzyńskim. Urodziłam dziecko.
Rzeczywiście. Dostrzegam za barową ladą wózek.
– Chłopak?
– Chłopak.
– Pierwsze dziecko?
Chwila wahania.
– Zasadniczo tak.
67.
Idę ulicą Żwirki i Wigury. Druga w nocy. Wracam do domu. Z naprzeciwka facet. Trzeźwy. Staje, pyta:
– Kaj je bana?
– Prosto, na pierwszym dużym skrzyżowaniu lekko w lewo, na następnym też w lewo i wychodzisz na dworzec. Ale obawiam się, że o tej porze nie będzie pociągu.
Długo mi się przygląda.
– Chopie, porąbało cie? W ciul dziwnie godosz.
68.
Ta sama kobieta, której syn chce zostać papieżem, opowiada o powrocie z wakacji. Podróżowała autobusem znad morza, z synem i młodszą od niego, trzyletnią córką.
– Wie pan, w pewnym momencie córka wyrzygała. Dobrze wyrzygała, bo na mnie.
69.
Mały chłopaczek wychodzi ze sklepu. Przyciska do piersi siatkę z wystającym z niej bardzo dużym bochenkiem chleba. Parę razy całuje przylepkę, a po chwili daje jej kilka delikatnych klapsów.
[przez okno, 26.06.2007]
70.
– Nie chciałbym go niepokoić. On mieszka sam, z żoną i córka w kawalerce.
71.
– Gdzie pracujesz?
– W szkole.
– Uczysz?
– Nie.
– A co robisz?
– Pracuję w obsłudze.
– Czego?
– Ksera.
72.
W domu opieki społecznej w Borowej Wsi zatrudnił się jako wolontariusz Damian. Wpadł na taki pomysł, bo chciał [chce] zrobić reportaż fotograficzny z tego miejsca. Porozumiał się z dyrektorką – wyraziła zgodę.
– Wie pan, uprzedzam, mogą dziać się różne historie. Na przykład. Podjedzie do pana chłopak na wózku i poprosi: „podaj mi rękę”. A pan zobaczy, że on nie ma ręki. Proszę się nie cofać, proszę mu rękę podać. On sobie z tym poradzi.
73.
– Znam dziewczynę w Krakowie. Jest niewidoma. Mieszka sama, z psem przewodnikiem. Zawsze, ale to zawsze, w sytuacjach, kiedy się umawiamy, mówi: „zapraszamy cię na kawę, weźmiemy cię na spacer, ugotujemy ci obiad” – i tak dalej, i tak dalej.
74.
– Byliśmy sami. Trzy dziewczyny i trzech chłopaków.
75.
– Miałem taki piękny plakat Ryśka. Jeszcze był na nim bez zębów. Chodziłem za tym plakatem chyba pół roku. Miałem też wszystkie kasety Dżemu. Pewnego dnia matka zdarła plakat ze ściany, a kasety spaliła. Wtedy uciekłem pierwszy raz z domu. W pierwszej klasie liceum.
76.
– OB, ty sapiesz!
– Mam kłopoty z płucami.
– Jakie masz kłopoty z płucami?
– Sapię.
77.
I
– Co byś polecał do tych win?
– Pieczonego jelenia.
II
– Z jakiego stoku były wina?
– Z białego.
78.
– Nic to jest dobre na oczy.
79.
– Chyba to był taki szewc w Mikołowie, co walił młotkiem w kolano.
80.
Na targach książki spotyka się dwóch świeżo upieczonych laureatów. Andrzej [Nike] i Krzysiek [Dżonka]. Ten ostatni dźwiga potężną, mosiężną statuetkę dżonki.
– Gratuluję. Gdzie idziesz? – pyta Andrzeja.
– Do banku. Gratuluję. A ty?
– Do składnicy złomu.
– Turcy mówią głośno.
[Rysio Teolog po powrocie z Niemiec]
62.
– Wie pan, mój najmłodszy syn najpierw chciał być strażakiem, a teraz chce być papieżem.
63.
– Do której Anton ciągnął?
– Nie wiem, bo jak się obudziłem, to spał.
64.
KURCZAKI – HURT, DETAL, ZAPISY
ŚWIAT TRUSKAWEK
WSZYSTKO DLA GOŁĘBI
RURKI DO ŚMIETANY
WSZYSTKO Z MLEKA
65.
– Paulus, dlaczego się przeżegnałeś?
– Zobaczyłem koparkę.
66.
Rozmawiam z kelnerką.
– Dawno pani nie widziałem.
– Tak. Jestem na macierzyńskim. Urodziłam dziecko.
Rzeczywiście. Dostrzegam za barową ladą wózek.
– Chłopak?
– Chłopak.
– Pierwsze dziecko?
Chwila wahania.
– Zasadniczo tak.
67.
Idę ulicą Żwirki i Wigury. Druga w nocy. Wracam do domu. Z naprzeciwka facet. Trzeźwy. Staje, pyta:
– Kaj je bana?
– Prosto, na pierwszym dużym skrzyżowaniu lekko w lewo, na następnym też w lewo i wychodzisz na dworzec. Ale obawiam się, że o tej porze nie będzie pociągu.
Długo mi się przygląda.
– Chopie, porąbało cie? W ciul dziwnie godosz.
68.
Ta sama kobieta, której syn chce zostać papieżem, opowiada o powrocie z wakacji. Podróżowała autobusem znad morza, z synem i młodszą od niego, trzyletnią córką.
– Wie pan, w pewnym momencie córka wyrzygała. Dobrze wyrzygała, bo na mnie.
69.
Mały chłopaczek wychodzi ze sklepu. Przyciska do piersi siatkę z wystającym z niej bardzo dużym bochenkiem chleba. Parę razy całuje przylepkę, a po chwili daje jej kilka delikatnych klapsów.
[przez okno, 26.06.2007]
70.
– Nie chciałbym go niepokoić. On mieszka sam, z żoną i córka w kawalerce.
71.
– Gdzie pracujesz?
– W szkole.
– Uczysz?
– Nie.
– A co robisz?
– Pracuję w obsłudze.
– Czego?
– Ksera.
72.
W domu opieki społecznej w Borowej Wsi zatrudnił się jako wolontariusz Damian. Wpadł na taki pomysł, bo chciał [chce] zrobić reportaż fotograficzny z tego miejsca. Porozumiał się z dyrektorką – wyraziła zgodę.
– Wie pan, uprzedzam, mogą dziać się różne historie. Na przykład. Podjedzie do pana chłopak na wózku i poprosi: „podaj mi rękę”. A pan zobaczy, że on nie ma ręki. Proszę się nie cofać, proszę mu rękę podać. On sobie z tym poradzi.
73.
– Znam dziewczynę w Krakowie. Jest niewidoma. Mieszka sama, z psem przewodnikiem. Zawsze, ale to zawsze, w sytuacjach, kiedy się umawiamy, mówi: „zapraszamy cię na kawę, weźmiemy cię na spacer, ugotujemy ci obiad” – i tak dalej, i tak dalej.
74.
– Byliśmy sami. Trzy dziewczyny i trzech chłopaków.
75.
– Miałem taki piękny plakat Ryśka. Jeszcze był na nim bez zębów. Chodziłem za tym plakatem chyba pół roku. Miałem też wszystkie kasety Dżemu. Pewnego dnia matka zdarła plakat ze ściany, a kasety spaliła. Wtedy uciekłem pierwszy raz z domu. W pierwszej klasie liceum.
76.
– OB, ty sapiesz!
– Mam kłopoty z płucami.
– Jakie masz kłopoty z płucami?
– Sapię.
77.
I
– Co byś polecał do tych win?
– Pieczonego jelenia.
II
– Z jakiego stoku były wina?
– Z białego.
78.
– Nic to jest dobre na oczy.
79.
– Chyba to był taki szewc w Mikołowie, co walił młotkiem w kolano.
80.
Na targach książki spotyka się dwóch świeżo upieczonych laureatów. Andrzej [Nike] i Krzysiek [Dżonka]. Ten ostatni dźwiga potężną, mosiężną statuetkę dżonki.
– Gratuluję. Gdzie idziesz? – pyta Andrzeja.
– Do banku. Gratuluję. A ty?
– Do składnicy złomu.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

