A WARIATKA JESZCZE TAŃCZY... (LISA APPIGNANESI: 'SZALONE, ZŁE I SMUTNE. KOBIETY I PSYCHIATRZY')
A
A
A
Książka Lisy Appignanesi to imponujący (560 stron!) tom poświęcony historii kobiet i szeroko rozumianej nauki o umyśle czy nauki o psychice. Jest to także kulturowa historia tego, co nazywamy szaleństwem, oraz tego, w jakim stopniu kategoria ta dotyczyła kobiet i opisywała ich doświadczenia. „Od dawna zdawałam sobie sprawę, że zdrowie psychiczne jest rzeczą dość kruchą. Większość z nas mogła się o tym przekonać w ten czy inny sposób. Szaleństwo, a przynajmniej irracjonalność zawsze są na wyciągnięcie ręki” (s. 10) – pisze we wprowadzeniu autorka. Już na wstępie wypada zaznaczyć, że czasami 560 stron to stanowczo za mało, zwłaszcza kiedy Appignanesi wyznacza sobie bardzo ambitne zadanie: „(…) zapragnęłam dowiedzieć się, czy wkroczyliśmy w epokę, w której smutek, szaleństwo, a co dopiero zło naprawdę się rozpanoszyły, czy też może zaczęliśmy diagnozować i opisywać za pomocą liczb zjawiska do tej pory klasyfikowane zupełnie inaczej lub w ogóle niekwantyfikowane?” (s. 11).
Aby spojrzeć na obecną sytuację i zatrważające statystyki dotyczące zdrowia psychicznego współcześnie, Lisa Appignanesi cofa się do 1796 roku oraz do nieznanej szerzej historii Mary Lamb. Jest to jeden z najciekawiej napisanych i najbardziej zaskakujących rozdziałów w „Szalonych, złych i smutnych”. Mary mieszkała w Londynie, gdzie trudniła się krawiectwem, zarabiając na całą rodzinę, którą jednocześnie musiała się opiekować: chorym bratem, ojcem z demencją i sparaliżowaną matką. 23 września 1796 roku w napadzie szału zadźgała nożem swoją matkę i raniła widelcem ojca. Mary wylądowała w prywatnym szpitalu psychiatrycznym, a następnie wraz z bratem Charlesem, z którym łączyła ją szczególna więź, pisała książki i artykuły oraz prowadziła sławny salon literacki. Kiedy czuła, że jej stan się pogarsza, zgłaszała to bratu, który odwoził ją do szpitala psychiatrycznego. Poza okresowymi pobytami w szpitalu Mary Lamb prowadziła spokojne i owocne, także twórczo, życie. Została uznana za niepoczytalną w momencie popełnienia zbrodni, a zgodnie z ówczesnym prawem mogła uniknąć uznania winną oraz kary, o ile zostanie oddana pod odpowiednią opiekę – o co zadbał jej brat. Zaledwie cztery lata później prawo uległo zmianie. Po nieudanej próbie ataku na króla Jerzego III szybko zaostrzono prawo dotyczące osób, które uznano za szalone w momencie popełnienia zbrodni „zdrady stanu, morderstwa lub poważnego przestępstwa” (s. 31). Odtąd miały pozostawać w zamknięciu aż do czasu ułaskawienia przez Jego Królewską Mość. Mary Lamb, chociaż resztę życia przeżyła spokojnie i nie stanowiła dla nikogo zagrożenia, nie mogłaby się cieszyć podobną wolnością, gdyby popełniła zbrodnię w obłędzie cztery lata później.
Przypadek Mary Lamb nie został wybrany przez autorkę przypadkowo – skupia jak w soczewce przemiany, jakie zaszły na przełomie XVIII i XIX wieku w Europie, jeśli chodzi o stosunek do „szaleńców”. Stanowi też doskonałe wprowadzenie do opisów warunków, jakie panowały w szpitalach dla obłąkanych w tej epoce, a były to warunki skrajnie odmienne. Przede wszystkim nie istniały żaden „kanon” czy „metoda” postępowania z szaleńcami, toteż każda taka placówka radziła sobie po swojemu. Funkcjonowały także placówki publiczne i prywatne – łatwo się domyślić, w których panowały nieco lepsze warunki (i dlaczego). Celem takich szpitali nie było leczenie, a jedynie odizolowanie szalonych pacjentów – medykalizacja „szaleństwa” nastąpi nieco później. Przypadki zamykania w szpitalach dla obłąkanych zdrowych na umyśle osób, których rodzina z różnych powodów (także majątkowych) chciała się pozbyć, nie były odosobnione. „Szalone, złe i smutne” nie są jednak wyłącznie historią systemowej opresji kobiet. Nie są też optymistyczną historią postępu według schematu od wczesnych szpitali dla obłąkanych i metod leczenia, przypominających raczej tortury, przez narodziny psychoanalizy, XX-wieczną psychiatrię aż po współczesne osiągnięcia naukowe i coraz lepsze rozumienie zaburzeń psychicznych. Appignanesi bardzo podejrzliwie podchodzi do stawianych diagnoz, zauważając, że bardzo często symptomy w pacjent(k)ach wywołują sami lekarze i terapeuci.
Autorka skrupulatnie przygląda się zmianom w podejściu do „szaleńców”, narodzinom psychiatrii jako dyscypliny naukowej w porewolucyjnej Francji oraz kolejnym nurtom w badaniu zaburzeń psychicznych. W wyjątkowo zajmujący sposób Appignanesi opisuje działalność poszczególnych lekarzy – m.in. George’a Cheyne’a, Philippe’a Pinela, Jean-Étienne’a Dominique’a Esqiurola, Henry’ego Maudsleya, Jean-Martina Charcota, Josefa Breuera, Zygmunta Freuda, Emila Kraepelina i Eugena Bleulera, Carla Gustava Junga czy Jacques’a Lacana. Śledzi także spory w obrębie psychoanalizy, referując rywalizację między Anną Freud i Melanie Klein. Przy okazji psychologii dziecięcej wiele uwagi poświęca także Donaldowi Woodsowi Winnicottowi i Leo Kannerowi. Szczegółowo relacjonuje przebieg terapii słynnych pacjentek u Ruth Beuscher czy Ralpha Greensona. Nie jest to jednak wyłącznie galeria wpływowych postaci oraz ich koncepcji. Z życiorysów poszczególnych lekarzy i terapeutów autorka tworzy zajmującą opowieść, ukazującą zależności między kulturą i atmosferą danej epoki, osobistymi przeżyciami lekarzy i terapeutów oraz ich relacjami z pacjentkami.
Nie mniej uwagi poświęca pacjentkom słynnych lekarzy. W „Szalonych, złych i smutnych” znajdziemy historie sławnych pacjentek, jak Alice James, Lucia Joyce, Virginia Woolf, Marilyn Monroe, Sylvia Plath czy Zelda Fitzgerald, oraz najgłośniejszych „przypadków” w karierze różnych lekarzy, pacjentek takich jak Théroigne de Méricourt, słynna uczestniczka rewolucji francuskiej, Augustine, „gwiazda” Salpêtrière, Léonie/Léontine/Lénore, pacjentka, u której hipnoza wywoływała różnorodne osobowości, przyjmujące odrębne imiona, słynna histeryczka Anna O., Hélène Smith, którą rozsławił Théodore Flournoy w książce „Z Indii na planetę Mars”, w której opisywał spirytystyczne doświadczenia i podróżne medium, czy Sabina Spielerein, najpierw pacjentka Junga, potem psychoanalityczka, i Aimée, bohaterka dysertacji Jacques’a Lacana.
Równie wiele uwagi Appignanesi poświęca jednak mniej znanym lub zupełnie anonimowym pacjentkom: cierpiącej na morderczą monomanię Henriette Cornier, uwięzionej przez brata Hersilie Rouy, która odmawiała uznania diagnozy, a każdy przejaw jej buntu interpretowany był jako oznaka zaburzeń psychicznych, Celii Brandon, przedstawicielce swojej epoki, czy dwuipółletniej Piggle, pacjentce Winnicota – aż do bezimiennych zastępów amerykańskich gospodyń domowych, leczących nudę, rutynę i frustrację rozmaitymi farmaceutykami. Autorka, skupiając się w równym stopniu na lekarzach i pacjentkach, rysuje fascynujący obraz różnorodnych przypadków – od kobiet, które buntowały się przeciwko uznaniu ich za szalone, tym samym potwierdzając mizoginiczne uprzedzenia stojące za diagnozą, przez kobiety, które popełniały zbrodnie, których nie umiały wyjaśnić, pacjentki będące ofiarami patriarchalnej kultury oraz te, których objawy w większości wywoływali sami terapeuci. Należy także podkreślić, że „Szalone, złe i smutne” zostały poprzedzone olbrzymią pracą źródłową, a autorka chętnie odsyła do źródeł w przypisach (z których korzystałoby się wygodniej, gdyby były umieszczone pod tekstem lub na końcu rozdziału, nie na końcu całości).
„Szalone, złe i smutne” to w równym stopniu historia rozwoju psychiatrii i terapii, co kulturowa historia chorób psychicznych. Autorka zauważa, że każda z epok wytwarzała konkretne zaburzenia i choroby psychiczne, wraz z towarzyszącymi im objawami. Melancholia, osłabione nerwy, monomania, histeria, neurastenia i schizofrenia stały się znakami swoich czasów. Podobnie współcześnie mamy do czynienia z epidemią anoreksji i depresji. I choć trudno się nie zgodzić, że „modne” choroby często były wywoływane przez samych lekarzy lub były efektem nieprzyjaznej kultury, nie sposób nie zadać pytania – i co dalej? Appignanesi zwraca uwagę, że terapia przerzuca problemy społeczne w sferę jednostkowej odpowiedzialności i indywidualnych rozwiązań – tutaj także zgoda, jednakże co zrobić z faktycznym cierpieniem psychicznym? Autorka stawia tezę, że obecność terapii – czy to psycho- czy farmakoterapii – stwarza zaburzenie, jak w przypadku „odzyskiwania wspomnień”. Jasne jest, że kobiety bardzo często padały i padają ofiarami uprzedzeń lekarzy i terapeutów, jednakże autorka podchodzi bardzo ostrożnie do skuteczności terapii i prognoz na przyszłość, pisząc: „Warto pamiętać, że dzisiejsze »choroby« były dawniej postrzegane i przeżywane zupełnie inaczej. Freud prawdopodobnie uważał niektóre pacjentki z depresją – energiczne, żywe, inteligentne, czasem próbujące popełnić samobójstwo – za »histeryczki«. Gdyby te same osoby przenieść do Ameryki w połowie XX stulecia, prawdopodobnie zdiagnozowano by u nich schizofrenię. Jeszcze dawniej, w świecie Mary Lamb, psychiatria nie istniała. (…) W ostatnich latach wzrósł odsetek lekarek i psychoterapeutek, co należy uznać za rzecz jednoznacznie pozytywną. Wszak lepiej rozumieją one, co to znaczy dorastać jako kobieta. Jednak chyba jeszcze za wcześnie na oceny, czy dzięki nim los kobiet się poprawi i czy zmieni się nieustannie spotykana w historii praktyka umieszczania kobiet w przegródce »chorzy«” (s. 518-519).
„Szalone, złe i smutne” Lisy Appignanesi to wyjątkowo zajmująca, świetnie napisana historia kobiet, szaleństwa i psychiatrii. Skrupulatna, bogato obudowana źródłami, a przy tym wartka opowieść o próbach klasyfikowania i leczenia „szaleństwa” kobiet. Jednocześnie należy podkreślić staranne wydanie przekładu, z ciekawym zabiegiem dotyczącym okładki – jej front, utrzymany w prostej formie, od spodu zadrukowany jest czarno-białymi liniami, tworzącymi iluzję optyczną, co stanowi doskonałą ramę dla treści tej książki. Warto pamiętać, że publikacja została po raz pierwszy wydana w 2008 roku – być może niektóre rozdziały i rozpoznania zostałyby inaczej rozpisane po fali #meetoo, jaka przetoczyła się przez świat zachodni od 2017 roku. Niemniej, to pozycja warta uwagi i wnikliwej lektury. Lisa Appignanesi nie stawia prostych diagnoz i nie wyciąga jednoznacznych wniosków, zostawiając czytelnika z przeczuciem, że w szaleństwie czasami jest metoda.
Aby spojrzeć na obecną sytuację i zatrważające statystyki dotyczące zdrowia psychicznego współcześnie, Lisa Appignanesi cofa się do 1796 roku oraz do nieznanej szerzej historii Mary Lamb. Jest to jeden z najciekawiej napisanych i najbardziej zaskakujących rozdziałów w „Szalonych, złych i smutnych”. Mary mieszkała w Londynie, gdzie trudniła się krawiectwem, zarabiając na całą rodzinę, którą jednocześnie musiała się opiekować: chorym bratem, ojcem z demencją i sparaliżowaną matką. 23 września 1796 roku w napadzie szału zadźgała nożem swoją matkę i raniła widelcem ojca. Mary wylądowała w prywatnym szpitalu psychiatrycznym, a następnie wraz z bratem Charlesem, z którym łączyła ją szczególna więź, pisała książki i artykuły oraz prowadziła sławny salon literacki. Kiedy czuła, że jej stan się pogarsza, zgłaszała to bratu, który odwoził ją do szpitala psychiatrycznego. Poza okresowymi pobytami w szpitalu Mary Lamb prowadziła spokojne i owocne, także twórczo, życie. Została uznana za niepoczytalną w momencie popełnienia zbrodni, a zgodnie z ówczesnym prawem mogła uniknąć uznania winną oraz kary, o ile zostanie oddana pod odpowiednią opiekę – o co zadbał jej brat. Zaledwie cztery lata później prawo uległo zmianie. Po nieudanej próbie ataku na króla Jerzego III szybko zaostrzono prawo dotyczące osób, które uznano za szalone w momencie popełnienia zbrodni „zdrady stanu, morderstwa lub poważnego przestępstwa” (s. 31). Odtąd miały pozostawać w zamknięciu aż do czasu ułaskawienia przez Jego Królewską Mość. Mary Lamb, chociaż resztę życia przeżyła spokojnie i nie stanowiła dla nikogo zagrożenia, nie mogłaby się cieszyć podobną wolnością, gdyby popełniła zbrodnię w obłędzie cztery lata później.
Przypadek Mary Lamb nie został wybrany przez autorkę przypadkowo – skupia jak w soczewce przemiany, jakie zaszły na przełomie XVIII i XIX wieku w Europie, jeśli chodzi o stosunek do „szaleńców”. Stanowi też doskonałe wprowadzenie do opisów warunków, jakie panowały w szpitalach dla obłąkanych w tej epoce, a były to warunki skrajnie odmienne. Przede wszystkim nie istniały żaden „kanon” czy „metoda” postępowania z szaleńcami, toteż każda taka placówka radziła sobie po swojemu. Funkcjonowały także placówki publiczne i prywatne – łatwo się domyślić, w których panowały nieco lepsze warunki (i dlaczego). Celem takich szpitali nie było leczenie, a jedynie odizolowanie szalonych pacjentów – medykalizacja „szaleństwa” nastąpi nieco później. Przypadki zamykania w szpitalach dla obłąkanych zdrowych na umyśle osób, których rodzina z różnych powodów (także majątkowych) chciała się pozbyć, nie były odosobnione. „Szalone, złe i smutne” nie są jednak wyłącznie historią systemowej opresji kobiet. Nie są też optymistyczną historią postępu według schematu od wczesnych szpitali dla obłąkanych i metod leczenia, przypominających raczej tortury, przez narodziny psychoanalizy, XX-wieczną psychiatrię aż po współczesne osiągnięcia naukowe i coraz lepsze rozumienie zaburzeń psychicznych. Appignanesi bardzo podejrzliwie podchodzi do stawianych diagnoz, zauważając, że bardzo często symptomy w pacjent(k)ach wywołują sami lekarze i terapeuci.
Autorka skrupulatnie przygląda się zmianom w podejściu do „szaleńców”, narodzinom psychiatrii jako dyscypliny naukowej w porewolucyjnej Francji oraz kolejnym nurtom w badaniu zaburzeń psychicznych. W wyjątkowo zajmujący sposób Appignanesi opisuje działalność poszczególnych lekarzy – m.in. George’a Cheyne’a, Philippe’a Pinela, Jean-Étienne’a Dominique’a Esqiurola, Henry’ego Maudsleya, Jean-Martina Charcota, Josefa Breuera, Zygmunta Freuda, Emila Kraepelina i Eugena Bleulera, Carla Gustava Junga czy Jacques’a Lacana. Śledzi także spory w obrębie psychoanalizy, referując rywalizację między Anną Freud i Melanie Klein. Przy okazji psychologii dziecięcej wiele uwagi poświęca także Donaldowi Woodsowi Winnicottowi i Leo Kannerowi. Szczegółowo relacjonuje przebieg terapii słynnych pacjentek u Ruth Beuscher czy Ralpha Greensona. Nie jest to jednak wyłącznie galeria wpływowych postaci oraz ich koncepcji. Z życiorysów poszczególnych lekarzy i terapeutów autorka tworzy zajmującą opowieść, ukazującą zależności między kulturą i atmosferą danej epoki, osobistymi przeżyciami lekarzy i terapeutów oraz ich relacjami z pacjentkami.
Nie mniej uwagi poświęca pacjentkom słynnych lekarzy. W „Szalonych, złych i smutnych” znajdziemy historie sławnych pacjentek, jak Alice James, Lucia Joyce, Virginia Woolf, Marilyn Monroe, Sylvia Plath czy Zelda Fitzgerald, oraz najgłośniejszych „przypadków” w karierze różnych lekarzy, pacjentek takich jak Théroigne de Méricourt, słynna uczestniczka rewolucji francuskiej, Augustine, „gwiazda” Salpêtrière, Léonie/Léontine/Lénore, pacjentka, u której hipnoza wywoływała różnorodne osobowości, przyjmujące odrębne imiona, słynna histeryczka Anna O., Hélène Smith, którą rozsławił Théodore Flournoy w książce „Z Indii na planetę Mars”, w której opisywał spirytystyczne doświadczenia i podróżne medium, czy Sabina Spielerein, najpierw pacjentka Junga, potem psychoanalityczka, i Aimée, bohaterka dysertacji Jacques’a Lacana.
Równie wiele uwagi Appignanesi poświęca jednak mniej znanym lub zupełnie anonimowym pacjentkom: cierpiącej na morderczą monomanię Henriette Cornier, uwięzionej przez brata Hersilie Rouy, która odmawiała uznania diagnozy, a każdy przejaw jej buntu interpretowany był jako oznaka zaburzeń psychicznych, Celii Brandon, przedstawicielce swojej epoki, czy dwuipółletniej Piggle, pacjentce Winnicota – aż do bezimiennych zastępów amerykańskich gospodyń domowych, leczących nudę, rutynę i frustrację rozmaitymi farmaceutykami. Autorka, skupiając się w równym stopniu na lekarzach i pacjentkach, rysuje fascynujący obraz różnorodnych przypadków – od kobiet, które buntowały się przeciwko uznaniu ich za szalone, tym samym potwierdzając mizoginiczne uprzedzenia stojące za diagnozą, przez kobiety, które popełniały zbrodnie, których nie umiały wyjaśnić, pacjentki będące ofiarami patriarchalnej kultury oraz te, których objawy w większości wywoływali sami terapeuci. Należy także podkreślić, że „Szalone, złe i smutne” zostały poprzedzone olbrzymią pracą źródłową, a autorka chętnie odsyła do źródeł w przypisach (z których korzystałoby się wygodniej, gdyby były umieszczone pod tekstem lub na końcu rozdziału, nie na końcu całości).
„Szalone, złe i smutne” to w równym stopniu historia rozwoju psychiatrii i terapii, co kulturowa historia chorób psychicznych. Autorka zauważa, że każda z epok wytwarzała konkretne zaburzenia i choroby psychiczne, wraz z towarzyszącymi im objawami. Melancholia, osłabione nerwy, monomania, histeria, neurastenia i schizofrenia stały się znakami swoich czasów. Podobnie współcześnie mamy do czynienia z epidemią anoreksji i depresji. I choć trudno się nie zgodzić, że „modne” choroby często były wywoływane przez samych lekarzy lub były efektem nieprzyjaznej kultury, nie sposób nie zadać pytania – i co dalej? Appignanesi zwraca uwagę, że terapia przerzuca problemy społeczne w sferę jednostkowej odpowiedzialności i indywidualnych rozwiązań – tutaj także zgoda, jednakże co zrobić z faktycznym cierpieniem psychicznym? Autorka stawia tezę, że obecność terapii – czy to psycho- czy farmakoterapii – stwarza zaburzenie, jak w przypadku „odzyskiwania wspomnień”. Jasne jest, że kobiety bardzo często padały i padają ofiarami uprzedzeń lekarzy i terapeutów, jednakże autorka podchodzi bardzo ostrożnie do skuteczności terapii i prognoz na przyszłość, pisząc: „Warto pamiętać, że dzisiejsze »choroby« były dawniej postrzegane i przeżywane zupełnie inaczej. Freud prawdopodobnie uważał niektóre pacjentki z depresją – energiczne, żywe, inteligentne, czasem próbujące popełnić samobójstwo – za »histeryczki«. Gdyby te same osoby przenieść do Ameryki w połowie XX stulecia, prawdopodobnie zdiagnozowano by u nich schizofrenię. Jeszcze dawniej, w świecie Mary Lamb, psychiatria nie istniała. (…) W ostatnich latach wzrósł odsetek lekarek i psychoterapeutek, co należy uznać za rzecz jednoznacznie pozytywną. Wszak lepiej rozumieją one, co to znaczy dorastać jako kobieta. Jednak chyba jeszcze za wcześnie na oceny, czy dzięki nim los kobiet się poprawi i czy zmieni się nieustannie spotykana w historii praktyka umieszczania kobiet w przegródce »chorzy«” (s. 518-519).
„Szalone, złe i smutne” Lisy Appignanesi to wyjątkowo zajmująca, świetnie napisana historia kobiet, szaleństwa i psychiatrii. Skrupulatna, bogato obudowana źródłami, a przy tym wartka opowieść o próbach klasyfikowania i leczenia „szaleństwa” kobiet. Jednocześnie należy podkreślić staranne wydanie przekładu, z ciekawym zabiegiem dotyczącym okładki – jej front, utrzymany w prostej formie, od spodu zadrukowany jest czarno-białymi liniami, tworzącymi iluzję optyczną, co stanowi doskonałą ramę dla treści tej książki. Warto pamiętać, że publikacja została po raz pierwszy wydana w 2008 roku – być może niektóre rozdziały i rozpoznania zostałyby inaczej rozpisane po fali #meetoo, jaka przetoczyła się przez świat zachodni od 2017 roku. Niemniej, to pozycja warta uwagi i wnikliwej lektury. Lisa Appignanesi nie stawia prostych diagnoz i nie wyciąga jednoznacznych wniosków, zostawiając czytelnika z przeczuciem, że w szaleństwie czasami jest metoda.
Lisa Appignanesi: „Szalone, złe i smutne. Kobiety i psychiatrzy”. Przeł. Jan Dzierzgowski. Wydawnictwo Marginesy. Warszawa 2021.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

