ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (489) / 2024

Sławomir Iwasiów,

-U-, A CO TO TAKIEGO? O FILOZOFII HUMANISTYKI TADEUSZA SŁAWKA (TADEUSZ SŁAWEK: '-U-')

A A A
Nie opuszcza mnie wrażenie, iż na łamach „artPAPIERu” dopiero komentowałem jedną z nowszych książek profesora Tadeusza Sławka; mam tu na myśli „A jeśli nie trzeba się uczyć…” (2021). Nic bardziej mylnego, bo przecież od wydania tamtego tomu minęły blisko trzy lata; od mojej recenzji natomiast prawie równo dwa lata („artPAPIER” z 1 kwietnia 2022). Czas płynie szybko, a profesor Sławek jakby nie zwalnia, czasowi się nie poddaje, publikuje dużo, nierzadko jedną, dwie książki rocznie…

Chciałbym napisać, że „–U–” (z myślnikami po obu stronach dużej litery) to najnowsza książka śląskiego literaturoznawcy i filozofa, ale z pewnością on już pisze następną, a kolejne ma w planach. Ta koncepcja nieustającego przepływu czasu i gonitwy myśli/pisania – to, co przyszłe, szybko staje się przeszłe, a przeszłość niezbywalnie jest obecna w przyszłości – uwidacznia się z całą mocą w „–U–”. –U– to „coś” w środku, „coś” pomiędzy; „coś” ani U-przednie, ani na końc-U. Jeszcze inaczej rzecz ujmując: to „coś”, co dzięki swojej nie–U–chwytności przygodnie na–U–cza.

Zatem „–U–”, jakby w geście antypedagogicznym, zawsze się wymyka poznaniu –U–; to trochę esej, a trochę zapiski quasi-pamiętnika humanisty; zarówno traktat z filozofii pedagogiki, jak i monografia literaturoznawcza. Postmodernistyczna kłączowata narracja, podzielona na 396 „wpisów”, w której znajdziemy i odwołania do literatury światowej, i filozofii, i muzyki popularnej, i wielu innych dziedzin kultury, nauki, myślenia. Nie będę psuł intelektualnej zabawy wszystkim tym, którzy zdecydują się po „–U–” sięgnąć – można tę książkę czytać i po to, żeby sprawdzić, ile intrygujących relacji i kontekstów jesteśmy w stanie w niej wytropić.

Oczywiście „–U–” to także nawiązanie do wcześniejszych książek Sławka, które dobitnie uobecniały –U– w formułach tytułowych: „U-bywać. Człowiek, świat, przyjaźń w twórczości Williama Blake’a” (2001); „Ujmować. Henry David Thoreau i wspólnota świata” (2009); „U-chodzić” (2015). „–U–” to zatem projekt badacza literatury, tłumacza, filozofa, kulturoznawcy, wreszcie pedagoga czy też w nie mniejszym stopniu pisarza, prozaika, aforysty; projekt rozciągnięty w czasie, samodopełniający się w ramach afirmowanego kierunku rozmyślań o humanistyce, nauczaniu, uniwersytecie; to ciekawe, ponieważ „–U–” to tyleż początek, co koniec; ukoronowanie pewnych idei, ale też ich pierwsze kroki. Epilog, który staje się prologiem (a może odwrotnie?). Dość powiedzieć, że Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego zapowiada na okładce „–U–” serię książek Tadeusza Sławka U-booki, w której skład wchodzą trzy wcześniej wymienione publikacje i oczywiście „–U–”. Czy powinniśmy się w związku z tym spodziewać kontynuacji cyklu? Jakie jeszcze inne –U– szykuje literaturoznawca? Ależ by to było ciekawe, gdyby wydawnicze zapowiedzi okazały się jedynie grą z czytelnikiem! Cóż, jak sądzę, wkrótce się o tym przekonamy.

Wracając do nowej książki. Czym jest więc tytułowe –U–? Wieloma rzeczami, chciałoby się rzec: wszystkim. –U– jest wszechobecne. Jako samogłoska przecina na dwie nie zawsze równe części wyrazy, które, jeśli czytamy je bez świadomości istnienia –U–, to znaczą zupełnie inaczej. „Ciągle w naszą stronę coś nachodzi i musimy temu jakoś stawić czoło” (s. 47) – intryguje Sławek swoją filozoficzną, ale nienachalną frazą. Myślniki przy efemerycznym –U– są jak ukośnik w Barthes’owskim S/Z – pozornie oddzielają, ale z pewnością też łączą. Dają do myślenia, wy-myślają, wyprzedzają myślenie. Re-interpretują. „Tytuł zachęca do pytań: »Sarrasine, a co to takiego?«”, od tych słów zaczyna się słynny rozbiór opowiadania Balzaca z „S/Z” (Barthes 1999: 51). Więc może chodzi tu o pytania, a nie odpowiedzi? O nieredukowalną do granicznych myślników wątpliwość? Wątpienie?

Z pewnością zadawanie pytań to ważna część filozofii humanistyki Sławka. „–U–” nie jest łatwą lekturą w takim sensie, że nie daje gotowych odpowiedzi. Są one, odpowiedzi, dalszym planem poznania, horyzontem pedagogicznej przygody, której prekursorem były dialogi Sokratesa z uczniami; odpowiedzi sami musimy wyłonić na drodze analiz, interpretacji, własnych sądów. Jak pisze autor: „–U– jest tchnieniem umożliwiającym wypowiedzenie, wybrzmienie spółgłoski (…), ale to spółgłoska jest tym, co ustanawia materię językową, co buduje przedmiot w języku (…)” (s. 90). W takim sensie –U– rzeczywiście może być wszystkim; dla mnie to na przykład humanistyka, uniwersytet, uczenie. Wszystko to, co ma swoje źródła w języku; w rozróżnianiu głosek, słów, zdań. W tworzeniu odróżnień. Dla kogoś innego –U– będzie znaczyć inaczej. Wszystko.

Czego więc uczy nas Sławek w „–U–”? Cierpliwości, uważności, uporu, a przecież też oporu – wobec ograniczeń umysłu, wobec trudności, jakie stawia przed nami współczesność. Pokazuje, że język, humanistyka, pedagogika, dydaktyka, literatura to naczynia połączone, dwie strony myślników, które rozdzielają/spajają –U–; każda myśl może być tu przedmiotem transgresji, na przekór rzeczywistości, która wydaje się dążyć do ujednolicania. Trzeba by powiedzieć, że jest to, w perspektywie najogólniejszej, koncepcja uprawiania humanistyki, zakładająca potrzebę uczenia się, nauczania, posiadania wielu kompetencji: językowych, interpretacyjnych, analitycznych. To uczenie się przekraczania (czyż nie to znaczy łódź z okładki książki?). Ale –U– może być też równie dobrze czymś innym; wszystkim innym. Jeszcze raz oddajmy głos Sławkowi: „–U– chciałoby zapisać właśnie to, co ma się na myśli, a co zwykle nie mieści się w zaplanowanym ciągu wywodu” (s. 104).

–U– to wszystko i wszystko.

LITERAURA:

Barthes R.: „S/Z”. Przeł. M.P. Markowski, M. Gołębiewska. Warszawa 1999.
Tadeusz Sławek: „–U–”. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego. Katowice 2024 [seria: U-booki].