Aleksandra Szymańska-Dańczyszyn,
NIECH ŻYJE NUDA! (MARTA MARKIEWICZ: 'BEZ ALKO I DRAGÓW JESTEM NUDNA')
A
A
A
Marta Markiewicz dała się dotąd poznać jako pomysłodawczyni i organizatorka trzeźwych imprez SobeRave, aktywistka z TikToka i Instagrama edukująca na temat uzależnienia od substancji psychoaktywnych oraz prowadząca spotkania z osobami uzależnionymi. Teraz wychodzi do swoich obserwatorów i obserwatorek z zupełnie nową, literacką inicjatywą – książką „Bez alko i dragów jestem nudna”. Jak informuje nas wydawca na okładce, opowieść Markiewicz jest „o tym, dlaczego ćpanie, chlanie i przygodny seks najlepiej wychodzą na zdjęciach”.
Pisząc o swoim uzależnieniu od substancji psychoaktywnych, autorka zaczyna od początku: od towarzyszących jej w dzieciństwie toksycznych emocji, takich jak wstyd i lęk, od trudnej relacji z (nie)obecnym ojcem Januszem – bożyszczem kobiet, artystą, alkoholikiem i narkomanem, od zaburzeń odżywiania, wreszcie – od pierwszego łyka alkoholu i „wciągnięcia” pierwszej kreski. Markiewicz wspomina kilka zakrapianych i okraszonych narkotykami imprez (a właściwie parę migawek z pokawałkowanych wspomnień, które udało jej się zachować), opowiada o swoich pijackich ekscesach oraz niebezpiecznych i nieodpowiedzialnych zachowaniach, a na końcu wyznaje: „27 listopada 2016 roku. To wtedy ostatni raz ćpam, nie zdając sobie sprawy z tego, że mam problem. Dzień później zaczynam nowe życie” (s. 79), tym samym rozpoczynając właściwą części książki – historię trzeźwienia i odkrywania samej siebie na nowo.
Wspomniany proces samopoznania autorka przechodzi w dwóch obszarach: duchowym oraz cielesnym. Uczęszczanie na terapię i spotkania dla osób uzależnionych, zmiana trybu życia i otoczenia, próby zawiązywania nowych, trzeźwych przyjaźni, odnowa oraz dbałość o relację z mamą – to kilka punktów na duchowej liście „rzeczy do zmiany”, o których w „Bez alko i dragów jestem nudna” mówi Markiewicz. Zdecydowanie trudniejsze (i ciekawsze!) okazują się „działania poznawcze” skupione wokół cielesności, gdyż to z nią, jak przyznaje autorka, miała i nadal ma największy kłopot. W okresie adolescencji obsesyjnie mierzone ciało kobiety było bardzo często pozbawione dostępu do jedzenia lub wręcz przeciwnie – nadmiernie przez nią karmione przetworzoną, niezdrowymi i niezbyt odżywczymi pokarmami. W dorosłości praktyki te Markiewicz nie tylko kontynuowała, ale uzupełniała o ciągle rosnące dawki alkoholu oraz narkotyków. Zmiana nie przyszła niczym grom z jasnego nieba; zaczęła następować powoli i etapowo: od odkrywania przyjemności płynącej z seksu, przez radość gotowania i rozkosz konsumowania własnoręcznie przygotowanych potraw, aż po… „nagą kawę”.
Historia uzależnienia autorki „Bez alko i dragów…” jest poprzetykana jej cennymi spostrzeżeniami dotyczącymi wszechobecności alkoholu i innych używek w hollywoodzkich produkcjach, telewizyjnych serialach, a nawet instagramowych trendach, takich jak „prosecco girl” i „wine mom”. Wizerunki atrakcyjnych kobiet i przystojnych mężczyzn nadużywających alkoholu lub narkotyków są źródłem stereotypów, które przyczyniają się do normalizowania – i, co gorsza, romantyzowania – spożycia substancji psychoaktywnych jako formy relaksu czy dobrego sposobu na spędzenie czasu z przyjaciółmi. Uzależnienie w świecie rzeczywistym prezentuje się jednak zgoła inaczej, zwłaszcza w oczach trzeźwej osoby: „Popatrzyłam na nią na trzeźwo. I wiesz co? Zobaczyłam jej wychudzone ciało, zapadnięte policzki, włosy, które straciły blask i objętość. Ledwo trzymała się na nogach – straciła urok i oryginalność” (s. 148).
Spośród wszystkich podejmowanych w książce tematów najistotniejsza, bo stanowiąca clue tekstu, jest tytułowa nuda. Autorka przyznaje, że nie ma dla niej miejsca w czynnym uzależnieniu: „Przecież od razu po naćpaniu przychodzi zwała. I tak w kółko. Na nudę nie pozwalają też: ciągłe poczucie zagrożenia, notoryczne skoki nastroju – od euforii do depresji, pakowanie się w kłopoty i próba wyjścia z nich. Kombinowanie, skąd wziąć dragi i gdzie się bawić dalej” (s. 221). Okazuje się zatem, że nuda może być obecna tylko w trzeźwym życiu. Jednakże nie chodzi o tę nudę, która szkodzi naszemu dobrostanowi psychicznemu i zdrowiu, tylko o taką, która w pewnym sensie nas leczy (bo spowalnia zawrotne tempo życia) i która pozwala na zauważenie i docenienie wszelkich, zwykle niedostrzeganych drobiazgów wypełniających naszą codzienność. Markiewicz podkreśla, jak ważne i potrzebne są nam na przykład poranne i wieczorne rytuały, takie jak zimne prysznice czy parzenie ziół, a także wyrażanie wdzięczności za to, co nas spotkało minionego dnia. To właśnie dzięki byciu „nudną”, czyli tą, która potrafi bawić się bez używek i czerpać z „szarej” codzienności to, co najlepsze, autorka uwierzyła, że „życie trzeźwe to życie lepszej jakości, życie w 3D – tym razem niekoloryzowane” (s. 223).
„Bez alko i dragów jestem nudna” Marty Markiewicz to szczera i poruszająca historia o wychodzeniu z uzależnienia i odkrywaniu prawdziwej, trzeźwej siebie. To także opowieść o tym, że bycie „nudnym” ma ogromną wartość, gdyż wyzwala z oków choroby i destrukcyjnych nawyków. To właśnie w tej pozornej „nudzie” kryje się pełnia, autentyczność i bogactwo doświadczeń.
Pisząc o swoim uzależnieniu od substancji psychoaktywnych, autorka zaczyna od początku: od towarzyszących jej w dzieciństwie toksycznych emocji, takich jak wstyd i lęk, od trudnej relacji z (nie)obecnym ojcem Januszem – bożyszczem kobiet, artystą, alkoholikiem i narkomanem, od zaburzeń odżywiania, wreszcie – od pierwszego łyka alkoholu i „wciągnięcia” pierwszej kreski. Markiewicz wspomina kilka zakrapianych i okraszonych narkotykami imprez (a właściwie parę migawek z pokawałkowanych wspomnień, które udało jej się zachować), opowiada o swoich pijackich ekscesach oraz niebezpiecznych i nieodpowiedzialnych zachowaniach, a na końcu wyznaje: „27 listopada 2016 roku. To wtedy ostatni raz ćpam, nie zdając sobie sprawy z tego, że mam problem. Dzień później zaczynam nowe życie” (s. 79), tym samym rozpoczynając właściwą części książki – historię trzeźwienia i odkrywania samej siebie na nowo.
Wspomniany proces samopoznania autorka przechodzi w dwóch obszarach: duchowym oraz cielesnym. Uczęszczanie na terapię i spotkania dla osób uzależnionych, zmiana trybu życia i otoczenia, próby zawiązywania nowych, trzeźwych przyjaźni, odnowa oraz dbałość o relację z mamą – to kilka punktów na duchowej liście „rzeczy do zmiany”, o których w „Bez alko i dragów jestem nudna” mówi Markiewicz. Zdecydowanie trudniejsze (i ciekawsze!) okazują się „działania poznawcze” skupione wokół cielesności, gdyż to z nią, jak przyznaje autorka, miała i nadal ma największy kłopot. W okresie adolescencji obsesyjnie mierzone ciało kobiety było bardzo często pozbawione dostępu do jedzenia lub wręcz przeciwnie – nadmiernie przez nią karmione przetworzoną, niezdrowymi i niezbyt odżywczymi pokarmami. W dorosłości praktyki te Markiewicz nie tylko kontynuowała, ale uzupełniała o ciągle rosnące dawki alkoholu oraz narkotyków. Zmiana nie przyszła niczym grom z jasnego nieba; zaczęła następować powoli i etapowo: od odkrywania przyjemności płynącej z seksu, przez radość gotowania i rozkosz konsumowania własnoręcznie przygotowanych potraw, aż po… „nagą kawę”.
Historia uzależnienia autorki „Bez alko i dragów…” jest poprzetykana jej cennymi spostrzeżeniami dotyczącymi wszechobecności alkoholu i innych używek w hollywoodzkich produkcjach, telewizyjnych serialach, a nawet instagramowych trendach, takich jak „prosecco girl” i „wine mom”. Wizerunki atrakcyjnych kobiet i przystojnych mężczyzn nadużywających alkoholu lub narkotyków są źródłem stereotypów, które przyczyniają się do normalizowania – i, co gorsza, romantyzowania – spożycia substancji psychoaktywnych jako formy relaksu czy dobrego sposobu na spędzenie czasu z przyjaciółmi. Uzależnienie w świecie rzeczywistym prezentuje się jednak zgoła inaczej, zwłaszcza w oczach trzeźwej osoby: „Popatrzyłam na nią na trzeźwo. I wiesz co? Zobaczyłam jej wychudzone ciało, zapadnięte policzki, włosy, które straciły blask i objętość. Ledwo trzymała się na nogach – straciła urok i oryginalność” (s. 148).
Spośród wszystkich podejmowanych w książce tematów najistotniejsza, bo stanowiąca clue tekstu, jest tytułowa nuda. Autorka przyznaje, że nie ma dla niej miejsca w czynnym uzależnieniu: „Przecież od razu po naćpaniu przychodzi zwała. I tak w kółko. Na nudę nie pozwalają też: ciągłe poczucie zagrożenia, notoryczne skoki nastroju – od euforii do depresji, pakowanie się w kłopoty i próba wyjścia z nich. Kombinowanie, skąd wziąć dragi i gdzie się bawić dalej” (s. 221). Okazuje się zatem, że nuda może być obecna tylko w trzeźwym życiu. Jednakże nie chodzi o tę nudę, która szkodzi naszemu dobrostanowi psychicznemu i zdrowiu, tylko o taką, która w pewnym sensie nas leczy (bo spowalnia zawrotne tempo życia) i która pozwala na zauważenie i docenienie wszelkich, zwykle niedostrzeganych drobiazgów wypełniających naszą codzienność. Markiewicz podkreśla, jak ważne i potrzebne są nam na przykład poranne i wieczorne rytuały, takie jak zimne prysznice czy parzenie ziół, a także wyrażanie wdzięczności za to, co nas spotkało minionego dnia. To właśnie dzięki byciu „nudną”, czyli tą, która potrafi bawić się bez używek i czerpać z „szarej” codzienności to, co najlepsze, autorka uwierzyła, że „życie trzeźwe to życie lepszej jakości, życie w 3D – tym razem niekoloryzowane” (s. 223).
„Bez alko i dragów jestem nudna” Marty Markiewicz to szczera i poruszająca historia o wychodzeniu z uzależnienia i odkrywaniu prawdziwej, trzeźwej siebie. To także opowieść o tym, że bycie „nudnym” ma ogromną wartość, gdyż wyzwala z oków choroby i destrukcyjnych nawyków. To właśnie w tej pozornej „nudzie” kryje się pełnia, autentyczność i bogactwo doświadczeń.
Marta Markiewicz: „Bez alko i dragów jestem nudna”. NEWHOMERS. Warszawa 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

