CHAJKA W KOSZULI W KRATĘ ('NIE DAMY SIĘ WYSIEDLIĆ. BOJOWNICZKI I BOJOWNICY ŻYDOWSKIEGO RUCHU OPORU W BĘDZINIE I SOSNOWCU')
A
A
A
To, co odróżnia budynek przy ulicy Rutki Laskier 24 w Będzinie od innych zabudowań w okolicy, to kamienna tablica zamontowana na jednej z jego ścian. Zawiera tekst w trzech językach: hebrajskim, jidysz i polskim: „Dnia 3.08.1943 zginęli w bunkrze na tym podwórku w nierównej walce z najeźdźcą hitlerowskim członkowie Droru i Poale Sjon (C.S.) Frumka Płotnicka, Herszel Szpringier, Baruch Gaftek i ich towarzysze. Wierni synowie ruchu chalucowego padli w walce o wolność, godność narodu żydowskiego o niepodległą Polskę i wolność całej ludzkości. Pamięć ich trwać będzie wiecznie!”. Kilka lat temu, kiedy odwiedziłam to miejsce, odczytanie inskrypcji było nie lada wyzwaniem. Ekspozycja tablicy na promienie słoneczne, wiatr i deszcz zrobiła swoje. Napis, szczególnie ten w języku polskim, stał się prawie nieczytelny.
Dziś tablicy nie da się zobaczyć bez wcześniejszego umówienia się z pracownikami Fundacji Brama Cukermana, która sprawując opiekę nad budynkiem, zajmuje się jego odrestaurowaniem oraz przekształceniem w otwarte miejsce pamięci i edukacji. To dobrze, bo niszczejącemu budynkowi, oddanemu na pastwę żywiołów, nie był pisany długi żywot. Usytuowany jest w miejscu, w którym aplikacja Google Maps wydaje się bezradna, nie prowadzi do niego żadna droga, chodnik, a jedynie słabo wydeptana ścieżka, jeśli w ten sposób można mówić o lekko przydeptanej trawie. Dróżka wiedzie w dół do niewysokiej kamienicy, która obrosła legendą, choć nie taką jak ta „warszawska” wokół bunkra Mordechaja Anielewicza przy ulicy Miłej 18.
Dzisiejszy adres Rutki Laskier 24 to serce będzińskiego getta, utworzonego przez Niemców w dzielnicy Kamionka oraz sąsiadującej z gettem sosnowieckiej Małej Środuli. W będzińskim getcie uwięziono około 27 tysięcy ludzi, z których większość zginęła w komorach gazowych w obozie Auschwitz-Birkenau, dokąd byli wywożeni od maja 1942 roku. Ostateczna likwidacja getta nastąpiła w sierpniu 1943 roku. Z inspiracji Mordechaja Anielewicza, który przebywał wówczas w Zagłębiu, w likwidowanym getcie miał miejsce akt zbrojnego oporu zorganizowany przez ŻOB. Zryw zorganizowali bracia Józef i Bolesław Kożuchowie, łączniczka Frumka Płotnicka oraz Cwi Brandes, członek dowództwa ŻOB.
Będzińskim bunkrem dowodziła Frumka Płotnicka, współorganizatorka samoobrony w getcie warszawskim. Warszawa oddelegowała ją do Będzina i Sosnowca, aby na tym terenie zorganizowała podobne struktury. Była autorką dwóch listów z będzińskiego getta, zdających relację o Zagładzie polskich Żydów. Kilka razy odrzucała propozycję wyjazdu do Palestyny i pozostała w Będzinie. Podczas likwidacji getta, 3 sierpnia 1943 roku, przebywała w bunkrze-kryjówce. Jej współtowarzysz, Baruch Gaftek, myśląc, że Niemcy odkryli schronienie, strzelił w ich kierunku, zabijając dwóch żołnierzy. Wywiązała się walka, w której zginęło siedmioro żydowskich bojowniczek i bojowników.
O historii domu przy ul. Rutki Laskier 24 wiemy dzięki relacji Marii Polak. Rodzinie Polaków jako jednej z niewielu pozwolono pozostać w swoim domu, podczas gdy wszyscy mieszkańcy tej dzielnicy Będzina zostali przeniesieni w inne miejsca tak, aby ich domostwa mogli zająć Żydzi przesiedlani do tworzącego się na tym terenie getta. Polak widziała, że młodzi Żydzi mieszkający w ich domu przygotowywali dwie kryjówki, połączone prawdopodobnie wydrążonym w ziemi korytarzem: jedną w piwnicy budynku, drugą pod stojącą nieopodal stodołą. Po likwidacji będzińskiego getta, dom Polaków został zamieniony na więzienie dla grupy Żydów, pozostawionych przy życiu tylko dlatego, aby mogli pracować przy porządkowaniu terenu. Aby uniemożliwić im ucieczkę, w oknach budynku zamontowano kraty. Po wojnie Polakowie nie tylko postanowili jedną z nich zachować, aby przypominała o niegdysiejszej historii tego miejsca − jest tam zresztą do dziś − ale zgodzili się także na umieszczenie wspomnianej wcześniej pamiątkowej tablicy na frontowej ścianie ich domu. Piotr Jakoweńko, jeden z założycieli Fundacji Brama Cukermana, w podkaście Polskiego Radia Katowice zatytułowanym „Tajemnice kamienic” (zob. podcasty.radio.katowice.pl), w niepozornym ceglanym budynku dostrzega przykład symbolicznego splotu polsko-żydowskiej historii tego regionu, a wspominając Marię Polak, podkreśla, że kobieta czuła się kustoszką tego miejsca, odpowiedzialną za jego pamięć. Prywatne zobowiązanie Polak zinstytucjonalizowało się. W kwietniu 2023 roku, w 80. rocznicę likwidacji będzińskiego getta, fundacja otworzyła w budynku izbę pamięci poświęconą żydowskim bojowniczkom i bojownikom, którzy stawili zbrojny opór Niemcom.
Jak piszą autorzy książki „Nie damy się wysiedlić. Bojowniczki i bojownicy żydowskiego ruchu oporu w Będzinie i Sosnowcu”, „ten dom oraz tablica – umieszczona na nim w 1947 roku – są jedynymi z najważniejszych i najstarszych w Polsce pomników żydowskiego oporu” (s. 8). Można powiedzieć, że publikacja pod redakcją Tomka Grząślewicza i Karoliny Jakoweńko dołączyła do pamiątkowej kamiennej tablicy oraz izby pamięci jako jeszcze jeden komemoratywny artefakt poświęcony powstaniu w będzińskim getcie. Oprócz wymienionych redaktorów, grono autorek i autorów tworzą: Aleksandra Namysło, Andrzej Ciepał oraz Avihu Ronen, syn Chajki Klinger, bojowniczki będzińskiego getta, stojącej na czele kibucu Haszomer Hacair na Kamionce – dzielnicy Będzina. Tytuł książki to cytat „z Chajki”, zapożyczony z dzienników prowadzonych przez nią w latach 1943-1944. Redaktorzy we wstępie dedykują te słowa „wszystkim bohaterskim dziewczynom i chłopakom przywołanym w tej publikacji oraz tym, o których informacji nie odnaleźliśmy. Niech pamięć o nich trwa w kolejnych pokoleniach i będzie inspiracją do przeciwstawienia się złu, które nigdy nie przemija” (s. 8). Warto dodać, że ta dwujęzyczna, bo napisana w językach polskim i angielskim książka jest rezultatem działań Fundacji Brama Cukermana upamiętniających 80. rocznicę likwidacji getta w Będzinie-Kamionce i Sosnowcu-Środuli.
Założeniem autorów było, jak sami piszą, stworzenie „macewy z papieru” (s. 12), mogącej przywrócić pamięć o będzińskich bojowniczkach i bojownikach. Do tej pory niewielu z nich pośmiertnie zyskało status żydowskich czy izraelskich bohaterek i bohaterów. Takim wyjątkiem są Frumka Płotnicka, Chajka Klinger czy Józef Kapłan. Tymczasem w publikacji pomieszczono aż 170 alfabetycznie uporządkowanych nazwisk, opatrzonych biogramem i czasem cudem odnalezioną fotografią. Starano się nie pominąć nawet tych osób, o których działalności prawie niczego nie wiemy, pewne jest tylko to, że byli, np. biogram Marka Feldmana sprowadza się do skąpej informacji, że należał do Droru w Będzinie, choć paradoksalnie to zapewne najdłuższe zdanie, jakie przetrwało, będąc tym samym jedynym świadectwem istnienia tego człowieka.
Z publikacji dowiadujemy się, że około sześćdziesięciorgu osobom udało się ocaleć. Większość z nich wyjechała z Polski. Porozrzucani niemal po całym świcie pozostawili po sobie relacje, książki wspomnieniowe, zbiory fotografii. Niektóre z dokumentów doczekały się publikacji, inne znalazły swe miejsce w bibliotekach, archiwach czy instytucjach badawczych, głównie w Izraelu i USA. Opowieściom ocalałych nie brakuje nagłych zwrotów akcji, fałszywych tożsamości, opisów tortur czy ucieczek z więzienia – gehenna nie kończyła przecież na opuszczeniu getta, ale była rozpisana na kolejne rozdziały. Co ważne, opowieści można niemal dotknąć, wsłuchując się w głosy m.in. Maniusia Diamanta, Karola Tuchsznajdera, Leona Blatta, Tusi Gutman. Nagrania są dostępne na stronie United States Holocaust Memorial Museum.
Książka jest więc próbą uporządkowania ogromu dokumentów, wspomnień, odprysków informacji, próbą ocalenia pamięci o każdej i każdym, kto był związany z ruchem oporu w będzińskim getcie. Dzięki mrówczej pracy autorek i autorów publikacji wyłania się mozaika obrazów, głosów, twarzy, które uważne czytanie łączy, dając szansę na dostrzeżenie związków między pozornie odległymi treściami. Lektura przypomina odczytywanie listy (nie)obecności albo, jak pisze Jacek Leociak, „modlitwę Izkor za błogosławionej pamięci zmarłych z najbliższej rodziny” (czwarta strona okładki). Tego rodzaju lektura zmusza do trudu powrotu do przeczytanych już fragmentów po to, aby lepiej je zrozumieć i połączyć z kolejnymi informacjami pojawiającymi się w następnym biogramie. Wydaje się, że taki tryb czytania zmusza do mało komfortowej pracy pamięci, wymuszonych pauz w lekturze, choćby po to, aby coś sprawdzić, czemuś bliżej się przyjrzeć.
A jest co oglądać. Publikacja zwiera dwadzieścia siedem fotografii (nie licząc tych umieszczonych przy biogramach), dokumentujących życie bohaterek i bohaterów przed, w i po getcie. Spoglądają na nas bardzo młodzi i młodzi ludzie, wydawałoby się odporni na strach, niepoddający się bierności i beznadziei, podejmujący różne formy oporu, począwszy od pomocy socjalnej, tajnego nauczania, aż po walkę zbrojną. Gdybym nie znała kontekstu tych zdjęć, mogłabym uznać, że stanowią dokumentację jakichś obozów młodzieżowych, na których wesoło i beztrosko spędza się czas. Widzimy młodych ludzi tańczących, przygotowujących wspólne posiłki, fotografujących się na tle otwartych przestrzeni tak obcych topice getta.
Ta niesamowita przestrzeń rozciągająca się za plecami fotografowanych to Farma – gospodarstwo rolne założone w 1940 roku przez Judenrat, usytuowane między Będzinem a Sosnowcem. Zarządzane było przez żydowskie ruchy młodzieżowe, których członkowie uczyli się uprawiać ziemię, w miarę możliwości organizowali imprezy kulturalne. Z biegiem czasu Farma stała się głównym ośrodkiem ruchu oporu. Właśnie stamtąd pochodzi fotografia dynamicznie kadrująca tańczących horę, prawdopodobnie właśnie na Farmie wykonano niemal symboliczne zdjęcie Barucha Gaftka, młodego, dobrze zbudowanego mężczyzny, ostrzącego kosę, przygotowującego się do żniw.
Bohaterkami oraz bohaterami książki są więc w większości młodzi ludzie. Jak wynika z biogramów, najstarszy z nich urodził się w 1906 roku i jemu powierzono kierownictwo Farmy, a najmłodsi przyszli na świat około dwadzieścia lat później. Fotografie przenoszą nas w nieistniejący świat iskrzący się radością, młodością i nadzieją. Nieprzypadkowo na większości zdjęć widzimy grupę młodych ludzi, niezwykle rzadko zdarzają się indywidualne portrety. Archiwum obrazów układa się w opowieść o młodych ludziach, idealistach oddanych sprawie, postawionych w sytuacji granicznej.
Widzimy ich również na okładce książki. Zdjęcie zrobiono na Farmie. I znowu grupa. Analizując układ ciał oraz mimikę twarzy fotografowanych, można przypuszczać, że wszyscy dobrze się znają: siedzą razem, blisko siebie, raczej ciasno, tak, aby zmieścić się w kadrze. Jeden z młodych mężczyzn, wysunąwszy się na pierwszy plan, rozpanoszył się na niemal całym lewym dolnym rogu fotografii. Nonszalancko pali papierosa i, nie dbając o to, że zasłania tych, co siedzą za nim, wpatruje się w obiektyw. Fotografowana grupa zajmuje ledwie jedną trzecią obrazu, reszta zdjęcia należy do bezkresu ziemi i nieba. Jeśli chodzi o okładkę, nie można było wybrać lepiej. Fotografia podkreślając związek grupy z miejscem, wzmacnia niezgodę na wysiedlenie wybrzmiewającą w tytule książki.
Publikację dobrze jest czytać wraz ze „Skazaną na życie. Dzienniki i życie Chajki Klinger” Avihu Ronena, monumentalną książką będącą próbą odtworzenia prawdziwej historii życia przywódczyni ruchu oporu w będzińskim getcie, próbą podjętą przez jej syna, badacza ruchów młodzieżowych podczas Zagłady. Ronen na ponad tysiącu stronach odtwarza historię swej matki, która po traumatycznych przeżyciach w Polsce wyemigrowała do Palestyny, aby później, już w Izraelu, stać się pionierką ruchu kibucowego. Ronen, analizując historię swej matki, pisze tak naprawdę również książkę o sobie jako przedstawicielu drugiego pokolenia po Zagładzie, zmagającego się z trudnym dziedzictwem przekazanym przez rodziców. Oto fragment: „Pewnego razu zobaczyłem na udach mamy czarne plamy. Zapytałem ją o nie, a ona, kiwając głową, rzuciła: mam to od urodzenia. Miałem wówczas może siedem lat, bo pamiętam, że działo się to w sypialni, a mama zmieniała ubranie przed wyjazdem mad morze. To był dobry okres w jej życiu. Przeprowadzka o nowego domu w kibicu dała jej dużo pozytywnych emocji. (…) Mama nigdy nie mówiła z Cwim ani ze mną o wojnie, ani co wtedy przeżyła. Nie były to opowieści przeznaczone dla nas. (…) Z jej dziennika wynika, że jeszcze w Będzinie po wysiedlaniu musiała ukrywać swoje rany, bo mogło to narazić na niebezpieczeństwo tych, którzy przeżyli. Z pełnej dokumentacji raportów (…) wynika, że prawie nie wspomniała o ciężkich torturach, jakim ją poddano” (Ronen 2021: 663). I jeszcze: „Sposób, w jaki traktowała swoje wspomnienia, odpowiadał organizacji. W »Księdze Haszomer Hacair« wydanej w 1956 roku redaktorzy dzieła woleli uwypuklić raczej historię ruchu, a nie osobiste opowieści (…). Zaledwie mała grupa ludzi, którzy przeczytali dzienniki, i kilku członków najbliższej rodziny mieli świadomość, że przeżyte tortury były jak plamy, które należy ukryć” (Ronen 2021: 664).
Klinger popełnia samobójstwo tuż przed piętnastą rocznicą powstania w getcie warszawskim. Ma już wtedy drugiego męża (pierwszy, Dawid Kozłowski, ginie w będzińskim getcie zaledwie kilka tygodni po ślubie; doczekał się swojego biogramu w „Nie damy się wysiedlić…”) oraz trzech synów. Szczęśliwe rodzinne życie okazuje się jednak pozorem: „Bardziej zadziwia to, że Chajka przeżyła dziewięć lat po wydostaniu się z piekła, niż to, że popełniła samobójstwo w 1958 roku. Była to historia walki, a nie przetrwania” (Ronen 2021: 886).
Chajka na fotografii z będzińskiej Farmy siedzi mniej więcej pośrodku grupy. Można ją uznać za punctum zdjęcia, może za sprawą oryginalnej koszuli w kratkę, która zdecydowanie wyróżnia ją spośród innych. Obok niej przysiadł Baruch Gaftek. Wiemy, że niedługo zginie w bunkrze wraz ze swymi towarzyszkami i towarzyszami. Według relacji ocalałych, Gaftek jest autorem pieśni „Darujcie mi przestrzeń” śpiewanej w będzińskim getcie, której słowa, jak się okazuje, prorocze, mówią o tym, że to, co się za chwilę wydarzy, położy się długim cieniem nie tylko na przyszłości Chajki, ale również na przyszłości tych wszystkich, którym uda się przeżyć: „Dajcie mi przestrzeń / Nade mną zamknięte oblężenie / Bez wyjścia, bez wejścia / A nad wszystkim – strażnicze oko” (s. 6).
Książki takie jak „Nie damy się wysiedlić”, „dając” opowieść o przeszłości, nie pozwalają na wysiedlenie jej bohaterek i bohaterów z (przestrzeni) pamięci. Jej gotowość włączania do krwiobiegu wciąż nowych obrazów jest stale sprawdzana, choćby przez następujące zdarzenie. W Będzinie od kilku miesięcy trwa uciążliwa dla mieszkańców miasta przebudowa głównego węzła komunikacyjnego, zwanego „nerką”, łączącego Będzin z Sosnowcem i Dąbrową Górniczą. Na wysokości będzińskiego zamku pod zdjętą nawierzchnią jezdni znaleziono fragmenty murów synagogi spalonej przez Niemców w nocy z 8 na 9 września 1939 roku.
LITERATURA:
Ronen A.: „Skazana na życie. Dzienniki i życie Chajki Klinger”. Przeł. M. Sobelman. Warszawa 2021.
„Tajemnice Kamienic – Będzin, Rutki Laskier 24”. https://podcasty.radio.katowice.pl/tajemnice-kamienic-bedzin-rutki-laskier-24/.
Dziś tablicy nie da się zobaczyć bez wcześniejszego umówienia się z pracownikami Fundacji Brama Cukermana, która sprawując opiekę nad budynkiem, zajmuje się jego odrestaurowaniem oraz przekształceniem w otwarte miejsce pamięci i edukacji. To dobrze, bo niszczejącemu budynkowi, oddanemu na pastwę żywiołów, nie był pisany długi żywot. Usytuowany jest w miejscu, w którym aplikacja Google Maps wydaje się bezradna, nie prowadzi do niego żadna droga, chodnik, a jedynie słabo wydeptana ścieżka, jeśli w ten sposób można mówić o lekko przydeptanej trawie. Dróżka wiedzie w dół do niewysokiej kamienicy, która obrosła legendą, choć nie taką jak ta „warszawska” wokół bunkra Mordechaja Anielewicza przy ulicy Miłej 18.
Dzisiejszy adres Rutki Laskier 24 to serce będzińskiego getta, utworzonego przez Niemców w dzielnicy Kamionka oraz sąsiadującej z gettem sosnowieckiej Małej Środuli. W będzińskim getcie uwięziono około 27 tysięcy ludzi, z których większość zginęła w komorach gazowych w obozie Auschwitz-Birkenau, dokąd byli wywożeni od maja 1942 roku. Ostateczna likwidacja getta nastąpiła w sierpniu 1943 roku. Z inspiracji Mordechaja Anielewicza, który przebywał wówczas w Zagłębiu, w likwidowanym getcie miał miejsce akt zbrojnego oporu zorganizowany przez ŻOB. Zryw zorganizowali bracia Józef i Bolesław Kożuchowie, łączniczka Frumka Płotnicka oraz Cwi Brandes, członek dowództwa ŻOB.
Będzińskim bunkrem dowodziła Frumka Płotnicka, współorganizatorka samoobrony w getcie warszawskim. Warszawa oddelegowała ją do Będzina i Sosnowca, aby na tym terenie zorganizowała podobne struktury. Była autorką dwóch listów z będzińskiego getta, zdających relację o Zagładzie polskich Żydów. Kilka razy odrzucała propozycję wyjazdu do Palestyny i pozostała w Będzinie. Podczas likwidacji getta, 3 sierpnia 1943 roku, przebywała w bunkrze-kryjówce. Jej współtowarzysz, Baruch Gaftek, myśląc, że Niemcy odkryli schronienie, strzelił w ich kierunku, zabijając dwóch żołnierzy. Wywiązała się walka, w której zginęło siedmioro żydowskich bojowniczek i bojowników.
O historii domu przy ul. Rutki Laskier 24 wiemy dzięki relacji Marii Polak. Rodzinie Polaków jako jednej z niewielu pozwolono pozostać w swoim domu, podczas gdy wszyscy mieszkańcy tej dzielnicy Będzina zostali przeniesieni w inne miejsca tak, aby ich domostwa mogli zająć Żydzi przesiedlani do tworzącego się na tym terenie getta. Polak widziała, że młodzi Żydzi mieszkający w ich domu przygotowywali dwie kryjówki, połączone prawdopodobnie wydrążonym w ziemi korytarzem: jedną w piwnicy budynku, drugą pod stojącą nieopodal stodołą. Po likwidacji będzińskiego getta, dom Polaków został zamieniony na więzienie dla grupy Żydów, pozostawionych przy życiu tylko dlatego, aby mogli pracować przy porządkowaniu terenu. Aby uniemożliwić im ucieczkę, w oknach budynku zamontowano kraty. Po wojnie Polakowie nie tylko postanowili jedną z nich zachować, aby przypominała o niegdysiejszej historii tego miejsca − jest tam zresztą do dziś − ale zgodzili się także na umieszczenie wspomnianej wcześniej pamiątkowej tablicy na frontowej ścianie ich domu. Piotr Jakoweńko, jeden z założycieli Fundacji Brama Cukermana, w podkaście Polskiego Radia Katowice zatytułowanym „Tajemnice kamienic” (zob. podcasty.radio.katowice.pl), w niepozornym ceglanym budynku dostrzega przykład symbolicznego splotu polsko-żydowskiej historii tego regionu, a wspominając Marię Polak, podkreśla, że kobieta czuła się kustoszką tego miejsca, odpowiedzialną za jego pamięć. Prywatne zobowiązanie Polak zinstytucjonalizowało się. W kwietniu 2023 roku, w 80. rocznicę likwidacji będzińskiego getta, fundacja otworzyła w budynku izbę pamięci poświęconą żydowskim bojowniczkom i bojownikom, którzy stawili zbrojny opór Niemcom.
Jak piszą autorzy książki „Nie damy się wysiedlić. Bojowniczki i bojownicy żydowskiego ruchu oporu w Będzinie i Sosnowcu”, „ten dom oraz tablica – umieszczona na nim w 1947 roku – są jedynymi z najważniejszych i najstarszych w Polsce pomników żydowskiego oporu” (s. 8). Można powiedzieć, że publikacja pod redakcją Tomka Grząślewicza i Karoliny Jakoweńko dołączyła do pamiątkowej kamiennej tablicy oraz izby pamięci jako jeszcze jeden komemoratywny artefakt poświęcony powstaniu w będzińskim getcie. Oprócz wymienionych redaktorów, grono autorek i autorów tworzą: Aleksandra Namysło, Andrzej Ciepał oraz Avihu Ronen, syn Chajki Klinger, bojowniczki będzińskiego getta, stojącej na czele kibucu Haszomer Hacair na Kamionce – dzielnicy Będzina. Tytuł książki to cytat „z Chajki”, zapożyczony z dzienników prowadzonych przez nią w latach 1943-1944. Redaktorzy we wstępie dedykują te słowa „wszystkim bohaterskim dziewczynom i chłopakom przywołanym w tej publikacji oraz tym, o których informacji nie odnaleźliśmy. Niech pamięć o nich trwa w kolejnych pokoleniach i będzie inspiracją do przeciwstawienia się złu, które nigdy nie przemija” (s. 8). Warto dodać, że ta dwujęzyczna, bo napisana w językach polskim i angielskim książka jest rezultatem działań Fundacji Brama Cukermana upamiętniających 80. rocznicę likwidacji getta w Będzinie-Kamionce i Sosnowcu-Środuli.
Założeniem autorów było, jak sami piszą, stworzenie „macewy z papieru” (s. 12), mogącej przywrócić pamięć o będzińskich bojowniczkach i bojownikach. Do tej pory niewielu z nich pośmiertnie zyskało status żydowskich czy izraelskich bohaterek i bohaterów. Takim wyjątkiem są Frumka Płotnicka, Chajka Klinger czy Józef Kapłan. Tymczasem w publikacji pomieszczono aż 170 alfabetycznie uporządkowanych nazwisk, opatrzonych biogramem i czasem cudem odnalezioną fotografią. Starano się nie pominąć nawet tych osób, o których działalności prawie niczego nie wiemy, pewne jest tylko to, że byli, np. biogram Marka Feldmana sprowadza się do skąpej informacji, że należał do Droru w Będzinie, choć paradoksalnie to zapewne najdłuższe zdanie, jakie przetrwało, będąc tym samym jedynym świadectwem istnienia tego człowieka.
Z publikacji dowiadujemy się, że około sześćdziesięciorgu osobom udało się ocaleć. Większość z nich wyjechała z Polski. Porozrzucani niemal po całym świcie pozostawili po sobie relacje, książki wspomnieniowe, zbiory fotografii. Niektóre z dokumentów doczekały się publikacji, inne znalazły swe miejsce w bibliotekach, archiwach czy instytucjach badawczych, głównie w Izraelu i USA. Opowieściom ocalałych nie brakuje nagłych zwrotów akcji, fałszywych tożsamości, opisów tortur czy ucieczek z więzienia – gehenna nie kończyła przecież na opuszczeniu getta, ale była rozpisana na kolejne rozdziały. Co ważne, opowieści można niemal dotknąć, wsłuchując się w głosy m.in. Maniusia Diamanta, Karola Tuchsznajdera, Leona Blatta, Tusi Gutman. Nagrania są dostępne na stronie United States Holocaust Memorial Museum.
Książka jest więc próbą uporządkowania ogromu dokumentów, wspomnień, odprysków informacji, próbą ocalenia pamięci o każdej i każdym, kto był związany z ruchem oporu w będzińskim getcie. Dzięki mrówczej pracy autorek i autorów publikacji wyłania się mozaika obrazów, głosów, twarzy, które uważne czytanie łączy, dając szansę na dostrzeżenie związków między pozornie odległymi treściami. Lektura przypomina odczytywanie listy (nie)obecności albo, jak pisze Jacek Leociak, „modlitwę Izkor za błogosławionej pamięci zmarłych z najbliższej rodziny” (czwarta strona okładki). Tego rodzaju lektura zmusza do trudu powrotu do przeczytanych już fragmentów po to, aby lepiej je zrozumieć i połączyć z kolejnymi informacjami pojawiającymi się w następnym biogramie. Wydaje się, że taki tryb czytania zmusza do mało komfortowej pracy pamięci, wymuszonych pauz w lekturze, choćby po to, aby coś sprawdzić, czemuś bliżej się przyjrzeć.
A jest co oglądać. Publikacja zwiera dwadzieścia siedem fotografii (nie licząc tych umieszczonych przy biogramach), dokumentujących życie bohaterek i bohaterów przed, w i po getcie. Spoglądają na nas bardzo młodzi i młodzi ludzie, wydawałoby się odporni na strach, niepoddający się bierności i beznadziei, podejmujący różne formy oporu, począwszy od pomocy socjalnej, tajnego nauczania, aż po walkę zbrojną. Gdybym nie znała kontekstu tych zdjęć, mogłabym uznać, że stanowią dokumentację jakichś obozów młodzieżowych, na których wesoło i beztrosko spędza się czas. Widzimy młodych ludzi tańczących, przygotowujących wspólne posiłki, fotografujących się na tle otwartych przestrzeni tak obcych topice getta.
Ta niesamowita przestrzeń rozciągająca się za plecami fotografowanych to Farma – gospodarstwo rolne założone w 1940 roku przez Judenrat, usytuowane między Będzinem a Sosnowcem. Zarządzane było przez żydowskie ruchy młodzieżowe, których członkowie uczyli się uprawiać ziemię, w miarę możliwości organizowali imprezy kulturalne. Z biegiem czasu Farma stała się głównym ośrodkiem ruchu oporu. Właśnie stamtąd pochodzi fotografia dynamicznie kadrująca tańczących horę, prawdopodobnie właśnie na Farmie wykonano niemal symboliczne zdjęcie Barucha Gaftka, młodego, dobrze zbudowanego mężczyzny, ostrzącego kosę, przygotowującego się do żniw.
Bohaterkami oraz bohaterami książki są więc w większości młodzi ludzie. Jak wynika z biogramów, najstarszy z nich urodził się w 1906 roku i jemu powierzono kierownictwo Farmy, a najmłodsi przyszli na świat około dwadzieścia lat później. Fotografie przenoszą nas w nieistniejący świat iskrzący się radością, młodością i nadzieją. Nieprzypadkowo na większości zdjęć widzimy grupę młodych ludzi, niezwykle rzadko zdarzają się indywidualne portrety. Archiwum obrazów układa się w opowieść o młodych ludziach, idealistach oddanych sprawie, postawionych w sytuacji granicznej.
Widzimy ich również na okładce książki. Zdjęcie zrobiono na Farmie. I znowu grupa. Analizując układ ciał oraz mimikę twarzy fotografowanych, można przypuszczać, że wszyscy dobrze się znają: siedzą razem, blisko siebie, raczej ciasno, tak, aby zmieścić się w kadrze. Jeden z młodych mężczyzn, wysunąwszy się na pierwszy plan, rozpanoszył się na niemal całym lewym dolnym rogu fotografii. Nonszalancko pali papierosa i, nie dbając o to, że zasłania tych, co siedzą za nim, wpatruje się w obiektyw. Fotografowana grupa zajmuje ledwie jedną trzecią obrazu, reszta zdjęcia należy do bezkresu ziemi i nieba. Jeśli chodzi o okładkę, nie można było wybrać lepiej. Fotografia podkreślając związek grupy z miejscem, wzmacnia niezgodę na wysiedlenie wybrzmiewającą w tytule książki.
Publikację dobrze jest czytać wraz ze „Skazaną na życie. Dzienniki i życie Chajki Klinger” Avihu Ronena, monumentalną książką będącą próbą odtworzenia prawdziwej historii życia przywódczyni ruchu oporu w będzińskim getcie, próbą podjętą przez jej syna, badacza ruchów młodzieżowych podczas Zagłady. Ronen na ponad tysiącu stronach odtwarza historię swej matki, która po traumatycznych przeżyciach w Polsce wyemigrowała do Palestyny, aby później, już w Izraelu, stać się pionierką ruchu kibucowego. Ronen, analizując historię swej matki, pisze tak naprawdę również książkę o sobie jako przedstawicielu drugiego pokolenia po Zagładzie, zmagającego się z trudnym dziedzictwem przekazanym przez rodziców. Oto fragment: „Pewnego razu zobaczyłem na udach mamy czarne plamy. Zapytałem ją o nie, a ona, kiwając głową, rzuciła: mam to od urodzenia. Miałem wówczas może siedem lat, bo pamiętam, że działo się to w sypialni, a mama zmieniała ubranie przed wyjazdem mad morze. To był dobry okres w jej życiu. Przeprowadzka o nowego domu w kibicu dała jej dużo pozytywnych emocji. (…) Mama nigdy nie mówiła z Cwim ani ze mną o wojnie, ani co wtedy przeżyła. Nie były to opowieści przeznaczone dla nas. (…) Z jej dziennika wynika, że jeszcze w Będzinie po wysiedlaniu musiała ukrywać swoje rany, bo mogło to narazić na niebezpieczeństwo tych, którzy przeżyli. Z pełnej dokumentacji raportów (…) wynika, że prawie nie wspomniała o ciężkich torturach, jakim ją poddano” (Ronen 2021: 663). I jeszcze: „Sposób, w jaki traktowała swoje wspomnienia, odpowiadał organizacji. W »Księdze Haszomer Hacair« wydanej w 1956 roku redaktorzy dzieła woleli uwypuklić raczej historię ruchu, a nie osobiste opowieści (…). Zaledwie mała grupa ludzi, którzy przeczytali dzienniki, i kilku członków najbliższej rodziny mieli świadomość, że przeżyte tortury były jak plamy, które należy ukryć” (Ronen 2021: 664).
Klinger popełnia samobójstwo tuż przed piętnastą rocznicą powstania w getcie warszawskim. Ma już wtedy drugiego męża (pierwszy, Dawid Kozłowski, ginie w będzińskim getcie zaledwie kilka tygodni po ślubie; doczekał się swojego biogramu w „Nie damy się wysiedlić…”) oraz trzech synów. Szczęśliwe rodzinne życie okazuje się jednak pozorem: „Bardziej zadziwia to, że Chajka przeżyła dziewięć lat po wydostaniu się z piekła, niż to, że popełniła samobójstwo w 1958 roku. Była to historia walki, a nie przetrwania” (Ronen 2021: 886).
Chajka na fotografii z będzińskiej Farmy siedzi mniej więcej pośrodku grupy. Można ją uznać za punctum zdjęcia, może za sprawą oryginalnej koszuli w kratkę, która zdecydowanie wyróżnia ją spośród innych. Obok niej przysiadł Baruch Gaftek. Wiemy, że niedługo zginie w bunkrze wraz ze swymi towarzyszkami i towarzyszami. Według relacji ocalałych, Gaftek jest autorem pieśni „Darujcie mi przestrzeń” śpiewanej w będzińskim getcie, której słowa, jak się okazuje, prorocze, mówią o tym, że to, co się za chwilę wydarzy, położy się długim cieniem nie tylko na przyszłości Chajki, ale również na przyszłości tych wszystkich, którym uda się przeżyć: „Dajcie mi przestrzeń / Nade mną zamknięte oblężenie / Bez wyjścia, bez wejścia / A nad wszystkim – strażnicze oko” (s. 6).
Książki takie jak „Nie damy się wysiedlić”, „dając” opowieść o przeszłości, nie pozwalają na wysiedlenie jej bohaterek i bohaterów z (przestrzeni) pamięci. Jej gotowość włączania do krwiobiegu wciąż nowych obrazów jest stale sprawdzana, choćby przez następujące zdarzenie. W Będzinie od kilku miesięcy trwa uciążliwa dla mieszkańców miasta przebudowa głównego węzła komunikacyjnego, zwanego „nerką”, łączącego Będzin z Sosnowcem i Dąbrową Górniczą. Na wysokości będzińskiego zamku pod zdjętą nawierzchnią jezdni znaleziono fragmenty murów synagogi spalonej przez Niemców w nocy z 8 na 9 września 1939 roku.
LITERATURA:
Ronen A.: „Skazana na życie. Dzienniki i życie Chajki Klinger”. Przeł. M. Sobelman. Warszawa 2021.
„Tajemnice Kamienic – Będzin, Rutki Laskier 24”. https://podcasty.radio.katowice.pl/tajemnice-kamienic-bedzin-rutki-laskier-24/.
„Nie damy się wysiedlić. Bojowniczki i bojownicy żydowskiego ruchu oporu w Będzinie i Sosnowcu / We Won’t Get Deported. The Jewish Resistance Fighters in Będzin and Sosnowiec”. Red. Tomek Grząślewicz, Karolina Jakoweńko. Biblioteka Śląska w Katowicach. Będzin−Katowice 2023.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

