ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (73) / 2007

PIĘKNI DWUDZIESTOLETNI

Karol Radziszewski „Lubiewo”. Wystawa fotografii polaroidowych, ilustrujących książkę Michała Witkowskiego. Studio BWA, ul. Ruska 46a. 5 grudnia 2006 – 8 stycznia 2007.

Polaroid w twórczości Karola Radziszewskiego jest stale obecny, stanowi swoistego rodzaju szkic do jego obrazów. Artysta rejestruje ludzi, siebie i przenosi ten zapis na płaszczyznę płótna. Jednak rzadko traktuje zdjęcia polaroidowe jako skończony fakt artystyczny. „Lubiewo”, to zapis podróży, jaką artysta odbył wraz z Michałem Witkowskim, autorem głośnej powieści pod tym tytułem. Karol fotografował miejsca, w których toczy się akcja książki, tak by jak najlepiej oddać to, co opisywał Witkowski na stronach powieści. Akcja toczy się w latach 80. w rzeczywistości, która już niemal przestała istnieć, funkcjonuje raczej jako nostalgiczne wspomnienie z przeszłości w opowieściach i starych fotografiach z rodzinnych albumów. Choć zdjęcia powstawały na potrzeby literatury, są zupełnie osobną kreacją. Ingerencja pisarza kończy się na wskazaniu miejsca, reszta pozostaje w rękach Radziszewskiego.

Na wrocławskiej wystawie Radziszewski oczyścił zdjęcia z tekstowego okrycia, nadając im neutralny charakter. Pozornie pozbawiał je literackiego kontekstu. Pozwala widzowi na odnalezienie, stworzenie nowego, osobistego sensu tych polaroidowych obrazków. Zachował jednak klimat, umierającego PRL-u, dzięki sięgnięciu po popularna wtedy technikę polaroid i surową oprawę. Polaroidowe zdjęcia były poza kontrolą fotografującego, stanowiły szybki zapis danej chwili, zauważonej rzeczy; ta niepewność dawała zaskakujące efekty. Zdjęcia wychodziły nieostre, poruszone, ucięte czyniąc je bardziej osobistymi zapiskami. Takie też są zdjęcia Lubiewa, jest w nich wszystko, co daje polaroid, a szczególnie ulotność miejsc, które spowszedniały lub zostały całkowicie zapomniane. Plaża Lubiewa, wrocławskie pikiety, parki, domki z mozaiką, mieszkania z kwiecistymi zasłonami i paprotkami na parapecie, wszystko to powraca w pracach Radziszewskiego, tak jakby nie imał się ich czas.

Wystawa polaroidów Karola Radziszewskiego to swoiste odtworzenie stron z „albumu ze zdjęciami rodzinnymi", ich nieregularne rozmieszczenie w przestrzeni galerii potęguje to odczucie. Widz zmuszony jest do odszukania i potraktowania indywidualnie każdego zdjęcia. Jednak wszystko to jest artystyczną kreacją. Pozorne pozbawienie kontekstu powieści Witkowskiego jest przewrotną grą artysty, „puszczeniem oczka" do oglądającego. Bo jak traktować polaroidowy portret autora powieści, nagich mężczyzn i tablicę informującą o plaży nudystów? Można być w i poza polaroidowym Lubiewem, tak jak można być w i poza „rodzinnym albumem". (Konrad Schiller)