ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (82) / 2007

PIĘKNI DWUDZIESTOLETNI

Monika Szwed „Frozen Charlie”. Galeria Zderzak. Kraków, ul. Floriańska 3 3 kwietnia – 22 maja 2007.


Monika Szwed to najbardziej zagadkowa artystka młodego pokolenia. Nie tylko dlatego, że świadomie szuka odosobnienia i ciszy, aby narysować kilka pasteli miesięcznie. Jej sztuka nie mieści się w obecnym mainstreamie, dlatego uchodzi jeszcze uwadze kuratorów i kierującej się sezonowymi modami publiczności. Monika czerpie głównie z dwóch źródeł malarstwa – języka włoskiej transavanguardii oraz poetyki malarstwa chińskiego.
Estetyka pustki, wielość rzutów perspektywicznych w obrębie jednej kompozycji, retoryka gestu oraz filozofia wu-wei (nie-działania), to tradycja wschodnia. Gra skalą, wyszukany kolor, subtelny rysunek, metamorfozy obrazu, ekscentryczność narracji, to tradycja transavanguardii, głównie sztuki Francesco Clemente i Enzo Cucchiego. Monika odnosi się do tego języka – źródłowego dla sztuki lat 80. – przede wszystkim za sprawą profesora Piotra Kurki, w którego pracowni studiowala na poznańskiej Akademii.


„Trzy strony obrazu“. Mikołaj Chylak, Marek Ejsmond-Ślusarczyk, Marek Zając. InfoGaleria, Warszawa, ul. Ząbkowska 36 na Starej Pradze. 24 kwietnia – 25 maja 2007..


Wystawa prezentuje dzieła trzech malarzy, związanych z pracownią 103 – miejscem w PZO przy ul. Grochowskiej, w którym nie tylko malują, ale tworzą wspólne projekty artystyczne. Mikołaj Chylak i Marek Zając na co dzień malują właśnie w 103. Marek Ejsmond-Ślusarczyk jest z pracownią związany, choć od jakiegoś czasu maluje we własnej pracowni poza Warszawą. Wystawa nie jest pierwszym artystycznym spotkaniem trójki malarzy, czego świadectwem jest zdjęcie z pleneru malarskiego, specjalnie wybrane przez nich na zaproszenie.

Trzej twórcy przetrwali trudny moment wejścia w artystyczne życie po ukończeniu akademii na przełomie wieków i dokonali wyboru na korzyść malarstwa. Dzisiaj są to malarze dojrzali artystycznie i zdobywający pozycję na rynku sztuki. Każdy z nich wybrał własną drogę twórczą, przemyślał i przetworzył akademickie doświadczenia. W swoich kontaktach ze światem posługują się malarstwem. Wystawa „Trzy strony obrazu“ to dyskurs artystyczny pomiędzy ludźmi tego samego pokolenia, z których każdy na swój sposób rozwiązuje problem istnienia i relacji ze sztuką.

Wszyscy z dyplomami warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych doskonale radzą sobie z techniką malarską, a wspólnym mianownikiem łączącym ich twórczość jest niewątpliwie kolor, którym każdy z nich posługuje się w sposób mistrzowski, ale zupełnie odmienny. W warstwie twórczej ich obrazy łączy głębokie skupienie, namysł i pewność własnej sztuki. Dlatego, co nieczęste w dzisiejszej twórczości, wszystkie obrazy pełne są pasji i raczej udzielają odpowiedzi, niż stawiają pytania, co czyni tę ekspozycję szczególnie wartą uwagi.



Agnieszka Srokosz „Płyń po morzach i oceanach...” Farbiarnia. Warszawa, ul. Piękna, 28/34. 14 czerwca -– 5 lipca 2007.

„Ostatnie obrazy Agnieszki Srokosz przypominają swoim klimatem prace Jerzego Nowosielskiego. Fascynują swoim spokojem, nastrojowością. Niezwykłym jest, iż nawet w tak „chropowatych” tematach jak Stocznia, Brama, Most czy Autostrada, artystka potrafi oddać klimat zamyślenia czy refleksji. Nie ma w jej obrazach tak powszechnej dzisiaj agresji, jest za to niezwykła delikatność, świetna gra kolorów, doskonała kompozycja. Czasami przyglądając się tym obrazom, mam wrażenie, że zaciera się w nich granica pomiędzy jawą a snem, że pojawia się w nich nutka nostalgii. Ale taka właśnie jest i sama artystka, niezwykle delikatna, obdarzona wielkim talentem a przy tym niepospolici skromna, niezabiegająca o powszechne uznanie, zaabsorbowana swoim światem. Rzadkie to dziś, rzadkie w wypełnionym agresją świecie. Dlatego dla mnie, malarstwo Agnieszki jawi się jak promyk nadziei na to, że sztuka znowu będzie sztuką, że znowu będziemy mogli się zachwycać pięknem obrazu bez konieczności doszukiwania się w nim kontekstów” (Roman Nieczyporowski)