ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (205) / 2012

Weronika Górska,

KARKOŁOMNA GRA

A A A
Książka Leili Marouane zapowiada się na interesującą analizę socjologiczną, dokonaną na przykładzie konkretnej, wyraziście scharakteryzowanej jednostki z niezwykłą wnikliwością oraz w tragikomicznym stylu. Główny bohater, Mohamed, stanowi żywy dowód tezy autorki, że nawet tak silnie patriarchalne społeczeństwo, jak arabskie, nie daje szczęścia wszystkim swoim męskim przedstawicielom. Każda wspólnota bowiem nie tylko ofiarowuje własnym członkom przywileje, ale również stawia przed nimi określone obowiązki, których wypełnianie nie każdemu musi przypaść do gustu. Kiedy zaś jedna kultura styka się z inną, wręcz zostaje przez nią skolonizowana i wchłonięta – jak w przypadku relacji Algierii z Francją - wówczas należące do niej jednostki mogą czuć tym silniejsze nieprzystosowanie. Nie potrafiąc zaś sprostać spoczywającym na nich powinnościom, tym samym nie mają dostępu do korzyści, jakie w zamian mogłaby im zaoferować rodzima społeczność.

Mohamed, wychowany we Francji Algierczyk, jest człowiekiem zagubionym, targanym sprzecznościami i znerwicowanym, któremu zdecydowanie brakuje pewności siebie oraz asertywności. Dlatego też staje się dwulicowy i konformistyczny. W domu odgrywa rolę idealnego syna, brata i Muzułmanina-tradycjonalisty, a w pracy wciela się we wzorowego bankowca, Europejczyka czystej krwi, w czym pomaga mu stosowanie kremów wybielających skórę, prostowanie włosów oraz ukrywana przed rodziną zmiana nazwiska. Trudno obiektywnie stwierdzić, opierając się na silnie zsubiektywizowanej, pierwszoosobowej narracji powieści, czy wojna etniczna, jaką wypowiada samemu sobie mężczyzna, rzeczywiście jest nieodzowna dla rozwoju jego kariery, czy faktycznie byłby prześladowany, gdyby ujawnił prawdziwą tożsamość, czy raczej źródła potencjalnych szykan należy upatrywać w jego chorej wyobraźni? Bohater żyje w ciągłym napięciu, że ktoś odkryje jego sekret i wykorzysta go przeciwko niemu. Przygląda się podejrzliwie najniewinniejszym nawet, cudzym gestom, snując ich paranoiczne interpretacje, jak w scenie, gdy rozmawia z pracownicą agencji nieruchomości, od której pragnie wynająć mieszkanie: „Mimo dossier bez zarzutu, zmienionego nazwiska, prawdziwego-fałszywego adresu, ta biała, ale nie naiwna, odkryła moje pochodzenie – pomyślałem, przesuwając dłonią po lewej skroni, tam, gdzie wciąż rosły loki, odporne na fachowe zabiegi mojego fryzjera, tam, gdzie kobieta, w której rękach spoczywał teraz los człowieka wolnego i zasobnego, wiele razy zerkała, najpierw w odbiciu lustra nad kominkiem, potem w agencji, kiedy siadała za biurkiem szefowej” (s. 27).

Poza obsesją, że ludzie domyślają się jego korzeni, Mohamed ma jeszcze drugą – lęka się, że kobiety pragną zaciągnąć go do ołtarza, a tym samym zawładnąć jego pokaźnym majątkiem. Dlatego też podejrzewaną przed chwilą o rasizm agentkę nieruchomości, mężczyzna po chwili zaczyna posądzać o matrymonialne zakusy: „Pewna swojego uroku osobistego, jak początkowo sądziłem, ta biała o nieprzychylnym spojrzeniu, która gardziła moją rasą i kręconymi włosami, za to wielbiła moje odcinki płacowe i marynarkę Hugo Bossa, dążyła do jednego – założyć mi smycz na szyję” (s. 28).

Bohater, jak nietrudno się domyślić, nie potrafi nawiązywać pozytywnych relacji z kobietami. W domu jest całkowicie zdominowany przez matkę, typową „strażniczkę patriarchatu”, która w prawdzie nieustannie usługuje synowi, ale w zamian za to oczekuje od niego bezwzględnego poszanowania arabskich tradycji, w tym również – młodego ożenku i spłodzenia gromadki dzieci. Mężczyźnie jednak nie podoba się żadna ze swatanych mu rodaczek, zaś Europejki go onieśmielają, nie mówiąc już o tym, że matka nie zaakceptowałaby małżeństwa z innowierczynią. Ponadto, Mohamed odczuwa znacznie większy pociąg do obiecywanych pobożnym Muzułmanom rajskich hurys, aniżeli do zakładania rodziny. Stawia zatem bierny opór, odwleka wybór żony, aż osiąga wiek czterdziestu lat, nadal pozostając prawiczkiem.

Młodzieńczy bunt bohatera – wyłączając jego zmianę nazwiska sfinalizowaną jeszcze w czasach studiów - następuje z dwudziestoletnim opóźnieniem. Dopiero w tym wieku mężczyzna zaczyna wątpić w religijne dogmaty, a także w tajemnicy przed rodziną palić papierosy i pić alkohol. W końcu decyduje się na kupno osobnego mieszkania, chociaż zgodnie z tradycją, powinien wyprowadzić się od matki dopiero po ślubie. Własna przestrzeń ma służyć Mohamedowi do prowadzenia europejskiego stylu życia oraz oddawania się rozpuście, mającej wynagrodzić spędzoną w czystości młodość.

Wraz z wyprowadzką bohatera Leila Marouane zaczyna dawać czytelnikowi dyskretne znaki, że jej książka nie jest powieściową analizą socjologiczną, a przynajmniej nie tylko. Perypetie głównego bohatera z kolejnymi kobietami przekształcają się z tragikomicznych w zdecydowanie nieprawdopodobne. Na ostatnich kartach utworu trudno zaś określić, czy istotnie miały one miejsce w świecie przedstawionym, czy raczej stanowiły element snów bądź fantazji pogrążającego się w szaleństwie Mohameda, ewentualnie część tworzonej przez niego powieści. Zabieg ów można zinterpretować jako ukazanie czytelnikowi, do czego może doprowadzić nieustające nigdy napięcie człowieka grającego karkołomną, podwójną, życiową rolę. Być może jednak strategia autorki stanowi element zabawy z odbiorcą, prośbę, aby nie brał historii cierpiącego na manię prześladowczą Muzułmanina zbyt serio?

Anna Martuszewska definiuje literackie rozgrywki między pisarzem a czytelnikiem następująco: „Gra owa więc najczęściej posiada charakter intertekstualny, przywołując konwencje innego typu literatury, niż ta, do której początkowo i ostatecznie należy utwór. (…) Zawodzenie oczekiwań odbiorcy następuje przeważnie stopniowo. Najpierw spotykamy zjawiska, które odbieramy jako dysonanse (…), by dopiero w partii finalnej zostały obalone pierwotne oczekiwania i ujawniły się nowe konwencje, którymi rządzi się utwór. Niekiedy na końcu utworu pojawiają się różne wyjaśnienia (…), z których odbiorca dowiaduje się jasno, że był przez autora oszukiwany. (…) Przeważnie odbiorca nie ma pretensji do autora utworu, że ten go zawiódł. Przeciwnie, sam chętnie daje się podpuszczać. (…) Gra pisarza z odbiorcą nie ma charakteru antagonistycznego, jak gra miedzy postaciami utworu. Jest grą, w której podstawową rolę odgrywa porozumienie i współpraca między partnerami, (…) wynik gry okazuje się dodatni, to jest usatysfakcjonowane są obie strony (Anna Martuszewska: „Radosne gry. O grach/zabawach literackich”. Gdańsk 2007, s. 177-178).

Czy jednak rzeczywiście zaproponowana przez Leilę Marouane zabawa z konwencją, która skądinąd sama już stała się konwencją, oferuje odbiorcy większą lekturową przyjemność, aniżeli byłaby w stanie zaoferować klasyczna, socjologizująca proza? Ponadto zaś, czy rzeczywiście problemy Mohameda są na tyle sztampowe, aby przekształcić się w skostniały wzór, wymagający odnowienia przez silący się na obrazoburczość gest? Na te pytania każdy czytelnik powieści będzie musiał odpowiedzieć indywidualnie.
Leila Marouane: „Życie seksualne Muzułmanina w Paryżu”. Wydawnictwo Claroscuro. Warszawa 2012.