ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (85) / 2007

Anna Klamecka,

SEKRETY PŁASKICH BLONDYNEK

A A A
Dobre ciało, dobre ciało, dobre ciało... Urodziłaś się zła i brzydka, więc jedyne, co Ci pozostaje, to „zaklinać” swoje ciało, poddawać je nieustannej tresurze zgodnej z wymogami (cielesnego) kanonu. „Nieważne, w jakiej części świata się znajdę, wszędzie spotkam kobietę, która nie cierpi jakiejś części swojego ciała” – pisze Eve Ensler w książce „Dobre ciało”. Autorka wspomina o zdobywających popularność w Afryce i Azji kremach rozjaśniających, o amerykańskich matkach, które swoim ośmioletnim córkom przeprowadzają operację usunięcia żebra, żeby w przyszłości nie musiały martwić się odchudzaniem, o Koreankach usuwających specyficznie azjatycką skośność oczu. Jej słowa w zaskakujący sposób korespondują z tymi wypowiedzianymi przed laty przez Barbarę Kruger: „Twoje ciało to pole walki” (projekt „Your Body Is a Battleground” z 1989 roku). Ensler na wstępie do swego tekstu tłumaczy się z podjętego tematu: „Dlaczego piszę sztukę o własnym brzuchu, kiedy w Iraku trwa wojna, a na świecie szerzy się terroryzm, kiedy swobody obywatelskie znikają tak szybko jak warstwa ozonowa, kiedy co trzecia kobieta zostaje w ciągu swego życia zgwałcona bądź pobita? Może dlatego, że wygląd mojego brzucha to jedyna rzecz, którą mogę kontrolować. Może dlatego, że sądziłam, iż mogę go kontrolować. Może dlatego, że zauważyłam, jak bardzo mój własny brzuch zaczął mnie absorbować. Może dlatego, że spostrzegłam, iż brzuchy, pośladki, włosy i skóra tak bardzo zajmują uwagę kobiet, że niewiele im zostaje na wojnę w Iraku” (s. 7).

Temat brzucha nie wywoła zapewne takich kontrowersji, jak temat waginy podjęty przez autorkę w jej wcześniejszej sztuce, choć w świadomości odbiorców Ensler zapewne funkcjonować będzie głównie jako „autorka słynnych ‘Monologów waginy’” (taką strategię przyjmuje także wydawca polskiego tłumaczenia „Dobrego ciała”). Oba teksty łączy jeden cel – chęć zwrócenia uwagi na kwestię przemocy wobec kobiet oraz opresywnego charakteru kultury, która buduje wzorce cielesności, będące źródłem drastycznych niekiedy zabiegów. Bulimia, anoreksja, autoagresja – Susan Bordo określa je jako „kulturowe choroby kobiecych ciał”…

Czy jesteśmy w stanie uciec od „retoryki fragmentu” rozbijającej dotychczasową integralność naszej cielesności? Obecnie funkcjonuje nie tylko przyzwolenie, ale i nakaz fragmentacji ciała, ponieważ tylko ona umożliwia radykalne zmiany, ingerencję w jego strukturę. Motyw ten wielokrotnie podejmowany był w sztuce, gdzie oscyluje od krytyki (przykładem działalność Krystyny Piotrowskiej), do swoistej obsceniczności (przypadek projektów Orlan). Krystyna Piotrowska ukazuje mechanizmy manipulowania kobiecym ciałem – makijaż, retusz oraz ich stronę mniej popularną, wraz z którą pojawiają się okaleczenia i blizny. Izabela Kowalczyk ujmuje twórczość Piotrowskiej w metaforę „salonu kosmetycznego”. Jest ona o tyle przewrotna, iż artystka dokonuje swoistego zabiegu dekontrukcji – ujawnia proces upiększania wizerunku poprzez stosowanie szeregu masek. Bezpośrednio do sfery manipulacji cielesnością odnoszą się już tytuły poszczególnych projektów artystki: „Katalog. Nowa twarz w twoim lustrze”, „Dlaczego nie tak? Albo tak?”, „Blizny”, „Rekonstrukcja”, „Patrzę na co chcesz”. Ciało funkcjonuje w nich jako plastyczny, podlegający deformacji i rozmaitym kombinacjom znak. W pierwszym z wspomnianych wyżej projektów Piotrowskiej widzowie mieli możliwość manualnej ingerencji w kształt dzieła. Andrzej Haegenbarth stwierdza, iż taka możliwość najbardziej dobitnie uświadamiała odbiorcom ostateczny wymiar zabiegów idealizujących i manipulujących ciałem, jakim jest jego urzeczowienie.

Na płaszczyźnie metaforycznej nie zatrzymuje się francuska artystka Orlan, która tworzywem deformacji czyni własne ciało. Inspirując się kobiecymi postaciami uchwyconymi przez mistrzów malarstwa, za pomocą narzędzi grafiki komputerowej, skonstruowała projekt ciała, który chciała osiągnąć w drodze wielokrotnych operacji plastycznych. Orlan tak oto opisuje cel swojego przedsięwzięcia: „Zapamiętałam artykuł pewnego psychoanalityka, który pisał, że skóra jest rozczarowaniem. Skórę ma się tylko jedną. Zdarzają się nieporozumienia: można mieć skórę krokodyla, a być pieseczkiem. Można być kobietą w skórze mężczyzny. Można być białym pod skórą Murzyna. Chciałam zredukować ten rozziew między formą a wnętrzem, jednym słowem, stać się prawdziwą od stóp do głów, aż po duszę. Bo żeby móc funkcjonować jako artystka, skonstruowałam sobie osobowość buldożera, ekstrawertyka, czasem agresywnego, o zaniżonej wrażliwości. Ta osobowość uwierała mnie jednak. Chciałam się odnowić w postaci kogoś delikatniejszego”.

Orlan świadomie teatralizuje zabiegi, którym się poddaje, co sprawia, iż stanowią one precyzyjnie obliczone multimedialne spektakle. Jej kontrowersyjna działalność spotyka się z licznymi słowami krytyki. Znamienny jest fakt, iż z tego powodu utraciła asystenturę w Akademii Sztuk Pięknych w Paryżu. Czyż jej działalność nie sytuuje się jednak w pobliżu zabiegów opisywanych przez Ensler? Być może ich teatralność, brutalne przełamanie społecznego tabu jest przyczyną odrzucenia i agresji wobec Orlan…

„Dobre ciało” nie ma jednej autorki. Wśród tych, które „napisały” tę sztukę, jest Helen Gurley Brown, jedna ze znanych redaktorek Cosmopolitan, uzależniona niemal od chirurgicznego poprawiania swej urody; Bernice, Amerykanka, kuracjuszka obozu dla grubasów; Carmen, Portorykanka, która uwielbia swój duży tyłek, lecz czuje awersję do „sflaczałych ud”; Carol, Żydówka, która poddała się zabiegowi zwężenia waginy; Nina, Włoszka, która w wieku szesnastu lat otrzymała w prezencie od swojej mamy operację usunięcia biustu, który wpędzał ją w poczucie winy wobec matki. Są także dwie młode kobiety z Afganistanu, które zostały pobite za jedzenie lodów…

Teksty Ensler są w Polsce odbierane jako kontrowersyjne głównie ze względu na fakt, iż prezentują umiejętność spotykaną w niewielu jeszcze środowiskach w naszym kraju – umiejętność nieskrępowanego mówienia, rozmawiania (!) o swojej cielesności, seksualności. Pamiętam swoje zdziwienie, gdy kilka lat temu, podczas krótkiego pobytu w Londynie, wybrałam się na spektakl „The Vagina Monologues”. Zdziwienie tym większe, iż domniemany spektakl okazał się dyskusją wokół pytania zadanego przez Ensler we wcześniejszej sztuce – „Gdyby Twoja wagina mogła mówić, to co by powiedziała?”. Czy taka dyskusja (biorąc oczywiście pod uwagę kontekst oraz metaforykę słów zacytowanych powyżej) jest możliwa w polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej?

Wydaje się, że w stosunku do ciała istnieją dwie podstawowe drogi – podążając za diagnozą Michela Foucault’a, możemy pielęgnować swoje „posłuszne ciało”, uważając, aby nie odbiegało zbytnio od przyjętych norm kulturowych… Według Ensler powinnaś jednak powiedzieć „wszystkim lanserom, wydawcom magazynów i chirurgom plastycznym, że nie czujesz strachu. Tym, czego boisz się naprawdę, jest śmierć wyobraźni i oryginalności, metafory i pasji. Odważ się POKOCHAĆ SWOJE CIAŁO. PRZESTAŃ JE POPRAWIAĆ. Nigdy tego nie potrzebowało” (s. 13).
Eve Ensler: „Dobre ciało”. Przeł. Monika Walendowska. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2007.