ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lutego 3 (411) / 2021

Anita Jasińska,

ANTROPOCEN, CZYLI GLOBALNA KATASTROFA (ALEKSANDRA UBERTOWSKA: 'HISTORIE BIOETYCZNE. POMIĘDZY ESTETYKĄ A GEOTRAUMĄ')

A A A
Najnowsza praca Aleksandry Ubertowskiej „Historie biotyczne. Pomiędzy estetyką a geotraumą” wydana została nakładem Instytutu Badań Literackich PAN w 2020 roku. Autorka takich monografii jak „Świadectwo, trauma, głos. Literackie reprezentacje Holokaustu” (2007) i „Holokaust. Auto(tanato)grafie” (2014) przenosi swój obszar zainteresowania w stronę tekstów literackich, które podejmują tematy środowiskowe i są bezpośrednio związane z antropocentryczną ekocydalną katastrofą. To, jak pisze naukowczyni, badanie „relacji i napięć pomiędzy historycznością ludzką a geostorię – historią w poszerzonym rozumieniu, definiowaną jako historia środowiskowa, uwzględniająca sprawczości innych gatunków, roślin, czynników klimatycznych, wreszcie historię Ziemi jako planety” (s. 44).

Autorka, starannie realizując swoje założenie, dzieli pracę na dwie części. Pierwsza, teoretyczna, poświęcona została zagadnieniom skoncentrowanym wokół zadań, wyzwań i rozwoju ekokrytyki jako dyskursu nowej humanistyki, teorii hiperobiektów i dark ecology Timothy-ego Mortona, pojęciu antropocenu ujmowanego za Timothym Clarkiem jako „niewspółmierność” wpływu człowieka na biosferę oraz ekodekonstrukcji. Szczególnie interesujące okazują się rozważania na temat chwiejnej terminologii przedmiotu badań. Nieukonstytuowana nomenklatura zdaje się sama poświadczać o swego rodzaju płynności i labilności. „Ekokrytyka” będzie więc nazywana także „krytyką środowiskową”, „literaturoznawczym ekodyskursem”, „zielonymi studiami ekologicznymi”, „krytyką ekologiczną”, „literaturoznawstwem środowiskowym” (s. 19). Te, wydawać by się mogło, niewielkie zmiany, jak podkreśla autorka, nie pozostają bez konsekwencji dla prowadzonych rozważań.

Druga część została podzielona na cztery rozdziały i skupiona wokół takich tematów jak obrazy traumpatropiczne (Dominick La Capra), postnaturalność, sympoietyczność (Donna Haraway) i biomimetyczność (Jussi Parikka).

Pierwszy rozdział drugiej części poświęcono Zagładzie oraz relacjom ze środowiskiem i krajobrazem. Tak zarysowany problem przynosi namysł nad sprawczością do niedawna jeszcze „niewinnej” natury i jej rolą w procesie zaświadczania o przeszłości, „mówienia” o katach i ofiarach ludobójstw. Interesujący okaże się też sposób ujmowania ziemi i budowanych (a właściwie wykopywanych) bunkrów i skrytek, które będą pełniły funkcje „pozytywnego rewersu masowego grobu” (s. 81). Autorka wykorzystuje tu m.in. twórczość Dana Pagisa, Wilhelma Dichtera, Henryka Grynberga czy malarza Jonasza Sterna. „Zagłada gatunków” Wiktora Woroszylskiego przynosi natomiast namysł nad dziejowością upadków, wyniszczeń i „planowanych” katastrof.

Teksty Witolda Gombrowicza, Brunona Schulza, Wilhelma Macha i Tymoteusza Karpowicza posłużyły do stworzenia narracji o perspektywie postnaturalnej, która w swym założeniu mówi o naturze jako społecznym konstrukcie. Natura ma m.in. pełnić funkcję mapy i być źródłem odniesień (Gombrowicz), siecią labilnych hybrydycznych znaczeń (Schulz), funkcjonować w opozycji idylli–destrukcji i być „aktantem historii” (s. 194) (Mach) lub dendrologicznym śladem, „ćwiczeniem z nicości” (Karpowicz).

Trzeci rozdział do dyskursu ekokrytycznego dodaje trzy inne, choć często wymieniane obok siebie perspektywy, mianowicie: postkolonializm, queer i feminizm. Tu m.in. proza Olgi Tokarczuk wyznacza oś zainteresowań skoncentrowanych wokół empatycznego odczuwania cierpienia innych gatunków, włączając w proces przetwarzania rzeczywistości literackiej kryterium genderowe. Świat agresywnej dominacji to świat od podstaw patriarchalny. Wartym odnotowania jest też wątek męskiej inicjacji (Siergiej Lebiediew) i homoerotyzmu (wspominany już Gombrowicz, Michał Witkowski).

I czwarty, uzupełniony o prozę Wiesława Myśliwskiego, która ujęta zostaje w ramy środowiskowych przemian lokalnych, a powieść „Kamień na kamieniu” zinterpretowana przy pomocy rozpoznań Parikki i jego struktur biomimetycznych.

***

Niezwykłe, świeże odczytania Ubertowskiej pokazują „kategorialny antropomorficzny błąd” (s. 115) interpretacji tekstów kultury. Przeźroczysta, niewidzialna, a przez to tak niebezpieczna i trudna do zdemaskowania przemoc antropocenu potrzebuje systemowej dekonstrukcji, tj. „odczarowania” ludzkiego kodu i złamania językowych przyzwyczajeń do pomijania, niezauważania lub deprecjonowania natury. Nieosłuchani z „głosami bytów organicznych i nieorganicznych” (s. 117) gremialnie uznaliśmy je za „nieme” (s. 117). Nasza niezdolność do rozumienia i kaleka percepcja stworzyła mit pozbawionej języka, uległej natury, do wykorzystywania której, niejako naturalnie, przysługuje nam prawo. To jednak – jak przekonuje badaczka – jedynie kojąca ułuda.

Natura, wedle badań Ubertowskiej, posiada wiele skomplikowanych znaczeń i odczytań. Jest więc obiektem pozornej „niewinności” (s. 79), podboju naukowego (s. 112), „maksymalistycznych oczekiwań i roszczeń” (s. 157), desensoryzacji (s. 159), upadku (s. 162) potencjalnej „suwerenności wobec ludzkiej ontologii” (s. 162), skolonizowanym tworem (s. 213), pochłaniającym, agresywnym, wrogim i niebezpiecznym bytem (213) lub sprawczym (s. 176) autonomicznym, odrębnym, posiadającym własny język i niezbywalną potrzebę komunikacji podmiotem (s. 217). To też znak czasu i nośnik pamięci (s. 203) lub harmonijna idylla, w której na zasadzie przeciwieństwa to co ludzkie, ujawnia się jako kolektor zagłady, destrukcji, rozkładu i zniszczenia (s. 178).

Celem książki jest pogłębiona analiza literaturoznawcza, koncentrująca uwagę na przestrzeni spotkań dwóch „połączonych ze sobą światów” – ludzkiej historii, historii człowieka, który chce panować nad ziemią i planetą, czyniąc ją sobie poddaną, oraz geostorii, tj. historii środowiskowej, włączającej w swoje ramy non-humans, którym przez wiele stuleci odmawiano prawa do sprawczości. To długa historia trwania „gatunków, roślin, czynników klimatycznych” (tekst na okładce). Szczególne miejsce w rozprawie badaczki uzyskują takie przestrzenie jak parki miejskie, pustynie, puszcze oraz plaże. Na mapie spotkań tego, co ludzkie i nie-ludzkie, pełnią wyjątkowa rolę, zyskując status miejsc liminalnych.

Nietrudno zauważyć, że kluczem, który należy przyłożyć do próby odczytania monografii Ubertowskiej, jest zagadnienie bezbrzeżnej przemocy Człowieka. Człowieka-europejskiego kolonizatora, człowieka-badacza, człowieka-turysty, człowieka-pasożyta, „człowieka-baśniotwórcy” czy w końcu człowieka-mężczyzny, dokonującego tradycyjnego aktu inicjacji (s. 255). Wszystkie wymienione kategorie związane są z przejmowaniem, przywłaszczaniem, odkrywaniem i oswajaniem. Akt „odkrywania” i podbijania ziem oraz zabijanie lub „przejmowanie” ich rdzennych mieszkańców, ekspansja cywilizacyjna, wojny o zasoby naturalne, ludobójstwa, masowe „usprawiedliwione” napaści to przestrzeń, w której odnajdziemy kolonizatora. Z kolei prawo do zawłaszczania natury i środowiska przez badanie, mierzenie, opisywanie, sprawdzanie i liczenie, pozwalające ujarzmić niepokojącą „dzikość” i zatrzasnąć ją w dwuwymiarowym dobrze znanym wyższościowych dyskursie, możliwe jest dzięki „wyzwalającej” i „ocalającej” nauce człowieka-badacza.

Podróżnicze oswajanie nieznanego krajobrazu i „kolekcjonowanie widoku miast” (s. 251) także nosi znamiona podboju, choć na pozór wydaje się to raczej empatycznym działaniem, czułym zwrotem cnotliwego podróżnika ku nieznanemu Innemu. Z jeden strony ma wymiar czysto poznawczy, a z drugiej – zawłaszczający i zagarniający. Opisana w pracy Huculszyzna może służyć jako przykład. Rozwijanie transportu i otwarcie urokliwego dziewiczego terenu pozwoliło na silną ingerencję w ekosystem i jego degradację. Zasada naczyń połączonych zadziałała na tyle sprawnie, że jedna zmiana w skomplikowanym układzie zależnych od siebie czynników doprowadziła do zapaści i zagłady mikroświata terenu. Potomek tradycyjnej agrokultury, który porzucił swoje korzenie, zostaje uznany za pasożyta, który wyniósł ideały uprzemysłowienia ponad naturalny rytm ziemi, doprowadzając do powolnego umierania żywiciela. Baśniotwórca, któremu w swojej strategii działania chyba najbliżej do turysty, będzie podkreślał związki ludzkiego i nieludzkiego, przenosząc swą narracje do porządku symbolicznego (s. 256). Uwypuklenie znaczenia podmiotów środowiskowych prowadzi, co zaskakujące, do ich zamazania, zniknięcia z głównego planu opowieści.

To także praca o nadchodzącej i nieuniknionej katastrofie antropocenu i interwencyjnej roli natury. Czasy środowiskowej apokalipsy wytworzyły, by użyć często cytowanej przez autorkę formuły niemieckiego socjologa Ulricha Becka, „społeczeństwo światowego ryzyka” (s .7).

Lekturze towarzyszy niemijające intelektualne zachłyśnięcie odkrywczą treścią, wielością przykładów, mocnym osadzeniem w metodzie naukowej i wszechstronną perspektywą badawczą. Dużą zaletą jest dobór opracowywanych tekstów. Interesujące interpretacje dotyczą prawie wyłącznie polskich tekstów literackich, co pozwala na pogłębioną analizę „lokalnej” twórczości.

Najbardziej intrygujące jest jednak zakończenie. Pustka, o której w ramach podjętego tematu autorka wspomina, rozpracowując raz po raz sposób jej działania i funkcjonowania w zaproponowanych przykładach literackich, materializuje się w braku podsumowania. Tam, gdzie Ubertowska powinna postawić kropkę, decyduje się zawiesić głos i zaproponować dwukropek, otwierając pole do dalszych badań i dyskusji. Rolę nie-podsumowania przynoszą krótkie opisy prac uczestników zorganizowanego w 2018 roku Biennale Sztuki Współczesnej w Rydze Riboca I, które poszerzają horyzont poznawczy i proponują nowe przestrzenie myślenia o antropocenie i jego (nie)przyszłości.
Aleksandra Ubertowska: „Historie biotyczne. Pomiędzy estetyką a geotraumą”. Instytut Badań Literackich PAN. Warszawa 2020.