ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 marca 5 (413) / 2021

Przemysław Pieniążek,

WIELKA KSIĘGA DZIWÓW (EDWARD BROOKE-HITCHING: 'BIBLIOTEKA SZALEŃCA. NAJWIĘKSZE KURIOZA WYDAWNICZE')

A A A
Książki niewidzialne i te, których lektura dla nieuważnego czytelnika mogła się zakończyć śmiercią. Woluminy o gigantycznych gabarytach oraz pozycje, których nie sposób przeczytać gołym okiem. Publikacje, które można zjeść lub się w nie ubrać. Tomy wykonane ze skóry, kości, piór czy włosów. Księgi zaklęć, alchemiczne pergaminy, katalogi grzechów i teksty pozwalające na kontakt z aniołami bądź przyzywające demony. A to zaledwie skromny wyimek z długiej listy dzieł tworzących przepyszny zbiór najdziwniejszych książek i manuskryptów powstałych na przestrzeni stuleci.

„Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze” jest efektem trwających blisko dekadę poszukiwań (w tym wertowania katalogów bibliotecznych i odwiedzania domów aukcyjnych oraz antykwariatów) uskutecznianych przez Edwarda Brooke’a-Hitchinga. W rozdziale pierwszym („Książki, które nie są książkami”) Brytyjczyk zarówno omawia specyfikę sumeryjskich stożków fundacyjnych, tybetańskich młynków modlitewnych, tabliczek złorzeczących, inkaskiego pisma węzełkowego czy wolwelli (urządzeń przeliczających mających kształt obrotowych dysków zamocowanych na kartach książek), jak również prezentuje strzelające modlitewniki oraz osiemnastowieczne woluminy, które miały wbudowaną funkcję… przenośnej toalety.

Autor przedstawia także haftowany, płócienny żakiet Agnes Richter (uwieczniający przemyślenia krawcowej, która znaczną część życia spędziła w zakładzie psychiatrycznym), zapiski uczestnika wojny secesyjnej zdobiące wiekowe skrzypce oraz datowaną na rok 1968 książeczkę ze zbiorem haseł do skandowania oprawioną w metalową okładkę z piekielnie ostrym brzegiem (udowadniającą, że książka może być orężem nie tylko w intelektualnym starciu). Swoistym smakołykiem jest natomiast wydane przez nowojorską firmę Bena Denzera „20 Slices of American Cheese”, czyli kolekcja dwudziestu zafoliowanych plasterków sera zamkniętych w jasnożółtej, płóciennej oprawie.

Rozdział drugi („Książki z ciała i krwi”) zawiera zwięzłą, podpartą przykładami historię introligatorstwa antropodermicznego (mowa o tomach obleczonych w ludzką skórę należącą głównie do straconych zbrodniarzy) oraz bogaty wybór publikacji oprawionych w skóry najróżniejszych zwierząt. Brooke-Hitching przypomina także o utworach spisywanych ludzką krwią, do których można zaliczyć odręczną kopię tybetańskiej „Sutry Amitajusa” czy liczącą ponad sześćset stron wersję Koranu zapisaną juchą Saddama Husajna (iracki dyktator w ciągu dwóch lat przeznaczył na ten cel co najmniej dwadzieścia cztery litry swojego życiodajnego płynu).

Trzeci segment „Biblioteki szaleńca” – opatrzony tytułem „Książki szyfrowane” – przedstawia liczne pozycje zaliczane do piśmiennictwa kodowanego. Obok kaligramów (obrazkowych wierszy), szatańskich wersetów, rękopisu członków niemieckiego stowarzyszenia oftalmologów (opisującego tajny rytuał wyskubywania brwi), szyfrowanych pocztówek dla zakochanych oraz enigmatycznych arkuszy Thomasa J. Beale’a skrywających ponoć wskazówki co do dokładnej lokalizacji ogromnego skarbu zakopanego w hrabstwie Bedford (Wirginia) angielski badacz wspomina w tym miejscu o pewnym italskim, szesnastowiecznym uczonym, który wymyślił sposób przemycania wiadomości we wnętrzu jajek! Otóż Giambattista della Porta, aby uśpić czujność inkwizycji, wykorzystywał do pisania mieszankę atramentu, ałunu i octu, która przenikała przez pory skorupki jajka, a podczas gotowania ulegała reakcji chemicznej powodując, że po obraniu łupiny czytelnik odnajdywał tekst odciśnięty na ściętym białku.

W rozdziale czwartym („Literackie mistyfikacje”) Brooke-Hitching przedstawia przykłady pisarstwa blagierskiego służącego celom satyrycznym, autopromocyjnym oraz… zemście. Badacz rzuca nieco więcej światła na „Predictions of Isaac Bickerstaff”: serię pamfletów Jonathana Swifta, za pomocą których udało mu się wmówić Londyńczykom, że znienawidzony przez autora „Podróży Guliwera” pewien samozwańczy prorok-szarlatan już dawno rozstał się z życiem. Z kolei George Shepard Chappell postanowił zakpić z literackiej tradycji dzienników z egzotycznych podróży, publikując w 1921 roku „The Cruise of the Kawa”, w której z najdrobniejszymi szczegółami opisał swoją epicką morską wyprawę – rzecz jasna, w stu procentach fikcyjną, choć udokumentowaną sensacyjnym materiałem fotograficznym skrzętnie cytowanym przez mass media. Natomiast niejaki Clifford Irving swego czasu przekonał wydawnictwo McGraw-Hill, iż posiada zgodę Howarda Hughesa (słynnego miliardera wiodącego życie skrajnego odludka) na napisanie za niego autobiografii, będącej de facto malowniczą konfabulacją.

Miłośnicy średniowiecznych manuskryptów o fantastycznych potworach z radością zapoznają się z treścią rozdziału piątego („Dziwne kolekcje”), w którym autor wyciągnął na światło dzienne także takie wydawnicze perełki jak „The Myth of Britannica” (zjadliwa krytyka błędów zawartych w brytyjskiej encyklopedii), „Shadows From the Walls of Death” (zbiór tapet o dużej zawartości arszeniku) czy „Harris’s List of Covent-Garden Ladies”: wydawany w latach 1757-1795 kieszonkowy katalog oferujący szczegółowe informacje o prostytutkach pracujących (nie tylko) w tytułowym rejonie.

Amatorzy czarnoksięskich grymuarów docenią rozdział szósty („Dzieła sił nadprzyrodzonych”), w którym Brytyjczyk zawarł również sporą listę pism automatycznych wykonanych rękoma mediów spirytystycznych, dzięki którym zmarli autorzy (pokroju Williama Szekspira, Charlesa Dickensa, Roberta Browninga i Marka Twaina) mogli zaprezentować światu swoje – w pełnym tego słowa znaczeniu – pośmiertne utwory. W „Osobliwościach religijnych”, czyli siódmym rozdziale omawianego tomu, znajdziemy wspomnienie siedemnastowiecznego rabina sefardyjskiego Szabetaja Cewiego (który onegdaj wstąpił w sakramentalny związek małżeński z… egzemplarzem Tory) oraz poznamy okoliczności, w jakich przed wiekami narodził się pewien nowy trend kolekcjonerski, jakim było zbieranie Biblii z błędami drukarskimi.

Rozdział ósmy („Kurioza naukowe”) przypomina o mało chlubnych koncepcjach medycznych, podczas gdy kolejny segment recenzowanego woluminu („Książki niezwykłych rozmiarów”) poświęcony został wydawniczym miniaturom oraz gigantom. Przykładem pierwszej tendencji jest dwunastostronicowy wierszyk „Old King Cole”, czyli książeczka o powierzchni jednego milimetra kwadratowego, którą można przeglądać wyłącznie za pomocą igły. Godnym reprezentantem drugiej kategorii jest natomiast dzieło życia brazylijskiego prawnika Viniciusa Leoncia, autora księgi zbierającej wszystkie przepisy podatkowe tego kraju. Dla porządku dodam, że „Pátria amada” („Ukochana ojczyzna”) waży siedem i pół tony oraz liczy czterdzieści jeden tysięcy stron, co oznacza, że grubość tomu wynosi dwa metry dziesięć centymetrów.

Zwieńczeniem „Biblioteki szaleńca” jest indeks dzieł o dziwnych tytułach, w gronie których znajdziemy takie cudeńka jak „Przygody irlandzkiego fartucha, przetykane cudacznymi anegdotami nankinowych bryczesów”, „Z ogórków da się wyekstrahować promienie słoneczne, ale proces jest żmudny”, „Wakacje z hobgoblinami”, „Zaoczne leczenie chorób ze szczególnym uwzględnieniem telepatii”, „Kapusta a przestępczość”, „Żydowsko-japońska książka kucharsko-erotyczna oraz jak hodować wilki”, „Ten niesamowity składnik, majonez!” czy „Biblijne remedium na zespół jelita drażliwego”.

To wszystko sprawia, że świetnie napisany, ozdobiony rewelacyjnym materiałem ilustracyjnym i elegancko wydany album (poręczny format, dobry papier, twarda oprawa) będzie prawdziwą ozdobą domowych zbiorów – niekoniecznie aż tak szalonych.
Edward Brooke-Hitching: „Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze”. Przeł. Janusz Szczepański. Dom Wydawniczy REBIS. Poznań 2020.