ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 marca 6 (414) / 2021

Anita Jasińska,

UWIKŁANI W HISTORIĘ ANNA KUCHTA: 'WOBEC POSTPAMIĘCI. TOŻSAMOŚĆ DRUGIEGO POKOLENIA PO HOLOKAUŚCIE W ŚWIETLE ZJAWISKA POSTPAMIĘCI NA PODSTAWIE WYBRANYCH PRZYKŁADÓW WSPÓŁCZESNEJ POLSKIEJ LITERATURY WSPOMNIENIOWEJ')

A A A
Anna Kuchta w swojej najnowszej pracy o wyczerpującym tytule „Wobec postpamięci. Tożsamość drugiego pokolenia po Holokauście w świetle zjawiska postpamięci na podstawie wybranych przykładów współczesnej polskiej literatury wspomnieniowej” kieruje swoją uwagę w stronę „rodzin naznaczonych traumą” (s. 9) Holokaustu i precyzyjnie przygląda się strategiom tożsamościowym dzieci ocaleńców z Zagłady. Stawia szereg pytań o istotę narracji konstytuującej prawo do życia i własnej opowieści urodzonych po wojnie, którzy otrzymali w spadku bagaż transgeneracyjnej traumy. Pozbawieni doświadczenia wojennego antysemityzmu, ucieczek, gett, transportów i obozów są zmuszeni – najczęściej zupełnie nieświadomie – do niesienia ciężaru wspomnień rodzica-Żyda.

Praca została podzielona na cztery części. Trzy spośród nich, z silnie zarysowaną osią teoretyczną, przygotowują czytelnika do ostatniego, najważniejsze rozdziału – analizy wybranych przez autorkę tekstów. Będziemy towarzyszyć badaczce w szczegółowym opracowaniu twórczości Ewy Kuryluk („Goldi. Apoteoza zwierzaczkowatości” [2004] i „Frascati. Apoteoza topografii” [2009]), Bożeny Keff („Utwór o Matce i Ojczyźnie” [2008]), Magdaleny Tulli („Włoskie szpilki” [2011] i „Szum” [2014]) Agaty Tuszyńskiej („Rodzinna historia lęku” [2005]), Moniki Sznajderman („Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna” [2016]) oraz, jedynej pracy mężczyzny, Romana Grena („Wyznanie” [2012]). Kluczem do odczytania szeroko znanych przecież tekstów – szczególnie Tulli i Tuszyńskiej – okaże się postpamięć, a więc sposób tworzenia własnej narracji i strategia przetrwania w domu naznaczonym traumą nieprzepracowanej przeszłością. Korpus tekstów wybranych przez Kuchtę nie jest – co podkreśla autorka – próbą reprezentatywną dla pokolenia „po” (s. 12). Po pierwsze, utwory, choć znajdujące się we wspólnej przestrzeni tematycznej, nie układają się we wzory, schematy i kategorie. Badaczka nie miała ambicji, by zdekodować sposób pisania drugiego pokolenia, a chciała, jak deklaruje, jedynie przedstawić i opisać pojedyncze, prywatne mikrohistorie. Po drugie, co istotniejsze, całościowe badanie relacji drugiego pokolenia jest po prostu niemożliwe. Musiałoby zostać pozbawione tych wszystkich świadectw, które nie ujrzały światła dziennego. Pominięci zostaliby ci autorzy, którzy nie zdecydowali się na upublicznienie swoich świadectw, co zupełnie podważyłoby zasadność i prawdziwość wyników tak przeprowadzonych analiz.

Postpamięć – tytułowy termin opracowania – wprowadzony przez Marianne Hirsch i opisany jako „silna i szczególna forma pamięci” (s. 17) osób urodzonych po wojnie „w środowisku zdominowanym przez narracje wywodzące się sprzed ich narodzin” (s. 17) jest kluczem do odczytania zaproponowanych tekstów. Autorka przywołuje słowa włoskiego filozofa Giorgia Agambena, który w swojej kanonicznej już pracy „Co zostaje z Auschwitz. Archiwum i świadek (Homo sacer III)” (2008) wyjaśnia status świadectwa składanego w zastępstwie za tych, którzy mówić nie mogą – zmarłych (zob. s. 49).

Czy sytuacja – dość już trudna – nie komplikuje się jeszcze bardziej, gdy świadkowie żyją, ale nie potrafią mówić i zaświadczać, choć wiedzą – tak jak matka Kuryluk – lub jedynie tylko przeczuwają, że należy „oddać” światu historię? Przekazywanie prawdy o sobie, rodzinie i przeszłości rozgrywa się zatem niepostrzeżenie – w nakazie jedzenia, wymaganiu dobrych wyników w nauce, w zakazie przeżywania własnych emocji, w agresywnym milczeniu, w ciągłym przekazywaniu irracjonalnego lęku i strachu lub – tak jak w przypadku opowieści Keff – pod postacią Mausowskiego „krwawienia historią” i tworzenia niekończącej się opowieści, obsesyjnego powtarzania, kompulsywnego mówienia. „Jesteś powołana, by być świadkiem” (s. 145) – mówi matka, odbierając córce prawo do autonomii.

Przywoływane utwory mają, pomimo wielu różnic, podobny refren – autorki i autorzy pragną „samozdefiniowana i uwierzytelnienia” (s. 89) oraz odzyskania własnego głosu. Innymi słowy, wywalczenia możliwości stworzenia własnej narracji, bez nadbagażu przeżyć przodków. Zobligowani do dawania świadectwa nie potrafią poradzić sobie z fizycznym ciężarem obowiązku, który muszą dźwigać już od urodzenia. I choć prawda o żydowskich korzeniach jest skrupulatnie ukrywana, to dziwny rodzaj napięcia, groza tajemnicy i czający się w powojennych polsko-żydowskich domach strach nie pozwalają na niezauważenie rodzinnego tabu. Dzieci pokolenia „po” przeczuwają swoją obcość i inność. Widzą niedostateczne piękno bożonarodzeniowej choinki (Tuszyńska) i rozumieją istotę „dobrego wyglądu” (Gren, Tuszyńska). Komunistyczna Polska, wygrzebująca się spod gruzów wojennej pożogi, odbudowująca nowy Muranów bez Żydów i „przygotowująca” się do marca 1968 roku, nie pozwala na powrót do normalności. Żydzi, pomimo oficjalnej daty zakończenia wojny, wciąż nie mogą czuć się bezpiecznie. Doświadczenie polskie jest pod tym względem szczególne. Życie „na aryjskich papierach” nadal trwa.

Roman Gren wspomina o imperatywie ochrony matki już w dzieciństwie. Podczas gry w piłkę odkrywa kawałek macewy, którą chce szybko zakopać i ukryć. Wie bowiem, że „mama nie powinna tego oglądać, nie powinna kłaść dłoni na kamieniach, których nie chciała przyjąć ziemia, w ogóle nie powinna o nich wiedzieć” (s. 169). Parentyfikacja, czyli odwrócenie ról, w którym dziecko przejmuje nie swoją rolę i staje się opiekunem dorosłego rodzica, jest zatem znamienne. Przedstawiciele drugiego pokolenia są wychowywani do ochrony swoich rodziców. Młoda Kuryluk szybko uczy się o co wolno pytać, a o co – by dbać o komfort rodziców – nie. Niewinne pytanie o egzotyczny, kojarzący się z wypoczynkiem i dobrą zabawą Madagaskar budzi rodzinne demony. Dziecko, widząc postawę dorosłych, wycofuje się. Nakłada na siebie obowiązek milczenia, a przynajmniej – skrupulatnej cenzury. Zaakcentowana – na co zwraca uwagę Kuchta – sylaba „gas” jednoznacznie kieruje uwagę w stronę kulturowego imaginarium Zagłady. Niewinne pytania, spontaniczne rozmowy i swobodne dyskusje nie istnieją w domach naznaczonych Historią. Brak niewinności, w polskim systemie binarnym, to wina. Wina, a za nią i wstyd, które przejmuje powojenna generacja.

Kuchta ze szczególnym pietyzmem pochyla się nad procesem odkrywania tożsamości przez przedstawicieli drugiego pokolenia – odkrywania utrwalonego w przytaczanych tekstach. Tożsamość, jako przedmiot rozważań wielu dyscyplin, nie jest łatwym do określenia i zdefiniowana pojęciem. Łączy w sobie – jak wskazuje autorka – zagadnienia „socjologii, antropologii, psychologii, ale także przecież filozofii czy literaturoznawstwa”, przez co „odznacza się immamentną wieloznacznością” (s. 73). Wspomnienia immamentna wieloznaczność dotkliwie dotyczy także samego problemu badawczego, a więc – tożsamości żydowskiej. Bycie Żydem to przecież nie to samo co bycie Niemcem, Bułgarem, Kubańczykiem czy Chińczykiem (zob. s. 177) – będzie wspominał Gren w „Wyznaniu”. Żyd to – w powojennej antysemickiej Polsce – „parch”, ktoś obcy, niebezpieczny, inny. Ktoś, kto ma – tu znowu autor „Wyznania” – „rogi, kopyta, i świński ogonek”, a w rękach ściska „sakiewki z pieniędzmi zdobytymi na lichwie” (s. 173). Katka Reszke, badaczka żydowskiej kultury i tożsamości trzeciego pokolenia, nazywa drugą generacje „pokoleniem 68” lub „pokoleniem marca”. Wojna być może się skończyła, antysemityzm, nawet bez Żydów – nie. „Wielka nieobecność Żydów w powojennym krajobrazie etnicznym Polski” – jak wskazuje Feliks Tych – wpłynęła na rozwój niechęci do tej grupy społecznej. Brak kogoś, kto mógłby zaprzeczyć szerzącym się stereotypom, doprowadził do rozwoju i nasilenia uprzedzeń (s. 233).

Ten rodzaj rozdwojenia pomiędzy dwiema – zupełnie różnymi, by nie powiedzieć wykluczającymi się po wojnie – tożsamościami zapełnia karty tworzonych powieści. „Podwójne dziedzictwo” (s. 273) Sznajderman to, jak podsumowuje autorka monografii, balansowanie na granicy dwóch historii, dwóch światów, którym rządził przypadek: opowieść o przeszłości żydowskiej rodziny nie ma szansy na pokojowe, neutralne spotkanie z narracją polskiej. Sznajderman jest więc ogniwem łączącym przeciwległe krańce minionych losów. To zadanie niewdzięczne, bo niemożliwe do zrealizowania. Tuszyńska natomiast pisze o „schizofrenicznym rozdwojeniu”, które Kuchta za Krzysztofem Szwajcą interpretuje w ramach „typowej sytuacji ocalałych i ich bliskich” (s. 225). Dzieci wychowane w na pozór zupełnie polskiej rodzinie dowiadują się o żydowskim rodzicu – najczęściej matce lub, rzadziej, ojcu. Autorka przywołuje nowe zjawisko deasymilacji, które można zauważyć w latach dziewięćdziesiątych i upraszczając, scharakteryzować jako świadomą identyfikację żydowską (zob. s. 95-96).

Odkrywanie tajemnicy pochodzenia zawsze odbywa się za wcześnie. Mimo intuicji, poczucia obcości i nieprzystawalności do rówieśników ta informacja powoduje destabilizacje i potrzebę autoterapii. Choć, jak podkreśla Magdalena Tulli, jej wspomnienia nie są procesem wychodzenia z traumy, ponieważ, jak wspomina, „gdybym chciała się leczyć pisaniem, nie dałoby się tego czytać” (s. 220).

Drugie pokolenie, naznaczone traumą rodziców i doświadczone przez Historię przez wielkie „H”, do której – paradoksalnie – nie ma dostępu, staje się wyzwaniem i przyczynkiem do refleksji nad zasadnością własnej narracji. Próby rozliczania z niechcianym spadkiem spetryfikowane zostały w utworach Grena, Sznajderman, Tuszyńskiej, Tulli, Keff i Kuryluk.

Drobiazgowa praca badawcza Anny Kuchty pozwoliła na pogłębioną refleksję na temat konstruowania tożsamości polsko-żydowskiej drugiego pokolenia w powojennej Polsce w XX i XXI wieku. To – jak sygnalizowałam – doświadczenie odmienne od tego reprezentowanego przez osoby urodzone w innym miejscu. Specyficzna sytuacja w Polsce spowodowała dodatkowe problemy z określeniem własnej tożsamości i przepracowaniem traumy. Społeczeństwo nie chciało uznać historii, która nie mieściła się w głównym nurcie narracji o przeszłości kraju jednego powstania. To dlatego – konstatuje Kuchta – w procesie ujawniania prawdy Sznajderman zapowiada, że „nie będzie o prawdziwym oddaniu ojczyźnie, którego dowiedli moi polscy krewni, o ich wielkiej odwadze, zakrywającej czasem o brawurę. Bo o tym napisano już wiele i napisali o tym sami” (s. 275).

Opracowanie metodologiczne, pokaźne, wnikliwe i rzetelne, pozwala na uważną lekturę proponowanych tekstów. Część teoretyczna – zajmująca sporą część pracy – przygotowuje czytelnika do zręcznych i uczciwych interpretacji prozy. To głos ważny i, co zaznacza w zakończeniu autorka, wart dalszego naukowego namysłu. Postpamięć, termin – mogłoby się wydawać – wyeksploatowany, dzięki pracy Anny Kuchty zyskuje nowe perspektywy badawcze. A to – podkreślam z całą stanowczością – największy komplement dla naukowca/naukowczyni.
Anna Kuchta: „Wobec postpamięci. Tożsamość drugiego pokolenia po Holokauście w świetle zjawiska postpamięci na podstawie wybranych przykładów współczesnej polskiej literatury wspomnieniowej”. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2020 [seria: Bezkresy Kultury].