ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 marca 6 (414) / 2021

Kamila Czaja,

TAK BARDZO SIĘ STARAMY (MAŁGORZATA BORYCZKA: 'O PERSPEKTYWACH ROZWOJU MAŁYCH MIASTECZEK')

A A A
Znowu Nisza, znowu zwycięski debiut w ramach konkursu podyplomowej Szkoły Mistrzów UW (tak jak choćby intrygujące „Lekcje kwitnienia” Katarzyny Pochmary-Balcer z 2018 roku). I znowu bardzo udanie. Małgorzata Boryczka, jak sama wyjaśnia w wywiadach, pisała swoje opowiadania od lat, to nie był projekt zrobiony na szybko, a studia dały jej szansę uspójnienia, przemyślenia tomu – i wydania go. I widać, że to zbiór dopracowany, a na kolejną publikację autorki, podobno tym razem powieść, warto czekać.

Jak zaczerpnięty przekornie z wiersza Andrzeja Bursy tytuł „O perspektywach rozwoju małych miasteczek” wskazuje, będzie o małych miasteczkach. Chociaż ściśle mówiąc: będzie o ludziach i o tym, jak małomiasteczkowe mechanizmy na nich wpływają, jak skłaniają do pokory, do ulegania pewnej wspólnej narracji, do „utknięcia”. Najdobitniej widać to w boleśnie przekonującym w zakresie „logiki” tłumu opowiadaniu „Źródło”, z dosłownym polowaniu na czarownice. Jednak w karykaturalnej formie presję bycia jak wszyscy, „przycięcia” się do ogółu pokazuje też świetnie napisany, przywodzący na myśl Mrożka, „Karel Gott”. Pojawiają się również wątek lokalnego mitotwórstwa („Gigant”) czy celna diagnoza wierzeń powszechnych: „Dybuki, utopce, chmurniki – proszę bardzo, bardzo to wiarygodne. Płat czołowy i skroniowy – trochę naciągane” („Scheda”, s. 19).

Same mechanizmy nieraz jednak na różne sposoby opisywano, a o tym, że warto poświęcić uwagę właśnie wersji Boryczki, decyduje wykonanie. Zadziwiające, że tom jest spójny i nietrudno uwierzyć, że wyszedł spod jednego pióra, a równocześnie – tak zróżnicowany. Mamy tu realizm magiczny (choćby „Scheda”, w której imponuje wielkogabarytowy wariant „strzelby Czechowa”), mamy i realizm, który można by nazwać gryzącym (na przykład bardzo mocna „Krzyżówka”, którą obok „Karela Gotta” czytałam wcześniej w „Wizjach” – a teksty nie tracą nic w ponownej lekturze). Jest wspomniany mrożkowy klimat, jest niejednoznaczna historia o człowieku zawsze noszącym przy sobie siekierę („Siekiera”), ale są i liczne poruszające wiwisekcje życia rodzinnego.

Czasem to opowieści stylizowane na zasłyszane (jak „Źródło”), częściej na monologi wewnętrzne. Jest i urzędowa skarga z komentarzami rozpatrującej ją referentki – i to właśnie „Raport” wywołał moją największą wesołość w tym często niewesołym ciągu losów: „W dalszej części następuje także szereg inwektyw pod adresem bliżej nieokreślonych pracowników urzędu, jednakże autorka nikogo nie wymienia z nazwiska ani nawet nie podaje szczegółów umożliwiających identyfikację. Stosuje raczej formę zbiorową, pisząc m.in. »darmozjady i kolesie, biurwy wyfiokowane i wyglancowane buce«, co mogłoby odnosić się właściwie do każdego pracownika urzędu” (s. 85). Urozmaicenie formy i przeplatanie smutku z humorem, często czarnym, to duże zalety „O perspektywach rozwoju małych miasteczek”. A są i kolejne.

Wielość form idzie tu w parze z wielością głosów. Udają się opowieści „kobiece”, choćby „Surówka”: o dziewczynie, która ma problem, bo kochanek odszedł dla niej od żony, co każe bohaterce w krótkim czasie zweryfikować własne pragnienia i przeanalizować możliwości (między innymi w tak zgrabnym fragmencie wewnętrznego monologu: „Może jestem chociaż wyjątkowo płytka, może to jest coś, co mnie wyróżnia? Może zdołam z emocjonalno-intelektualnej płycizny uczynić atut, przekuć ją na coś użytecznego? Może zacznę pisać bloga?” [s. 59]), „Syrena”, „Krzyżówka”. Ale pewnie tym większe uznanie należy się Boryczce za to, że co najmniej równie dobrze (miejscami – lepiej) opowiada „męskie” historie. Męskie w takim sensie, że są o męskim wychowaniu do szorstkości oraz o spóźnionym uczeniu się komunikacji i emocji. Najmocniej widać to w „Zgubie”, ale poruszają też teksty o ojcach i synach („Kominek”, „Nurt”). Co nie znaczy, że ponure diagnozy nie dotyczą w tym tomie matek dzieci obojga płci: „matka zawsze miała tę matczyną umiejętność wynajdywania czegoś znikąd. Czasem były to spodnie i koszulki, czasem pretensje i żal” („Kominek”, s. 28), „Nigdy mi nie wybaczy, że tak mnie zawiodła” („Krzyżówka”, s. 111), „w dodatku na kocyku mojej mamy, która na koty ma alergię, podobnie jak na wszystko inne, co może być źródłem radości w życiu” („Zguba”, s. 126).

Boryczka potrafi w krótkiej formie zawrzeć kwintesencję biograficznych traum i dylematów swoich bohaterów. Nawet teksty, które są bardziej szkicem opowiadania czy zapisem sceny niż pełnokrwistą historią (według mnie to „Guz” i „Sklejka”), zostają w pamięci. Jedną z ważniejszych książek mojego dzieciństwa była „Najwyższa góra świata” – i czytając „O perspektywach rozwoju małych miasteczek”, miałam poczucie, że to taka wersja dla dorosłych tomu Anny Onichimowskiej. Równie przygnębiająca, co w jakiś zaskakujący sposób budująca. Bo mimo mało optymistycznych efektów i diagnoz społecznych do wielu postaci z tego tomu odnieść można słowa ojca z „Kominka”: „Starałem się” (s. 38). A to chyba już coś? Boryczka natomiast w swoim debiucie nie tylko się starała, ale na dodatek jej się udało.
Małgorzata Boryczka: „O perspektywach rozwoju małych miasteczek”. Nisza. Warszawa 2021.