ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (417) / 2021

Samantha Kitsch,

WIERSZE

A A A
DZIESIĘĆ ZDAŃ

[autoremix]

*

wszedł na drabinę i zabłądził – krąży krąży po drabinie w kółko

*

z czarno-białej szachownicy zlewa się tęczująco tęczujący wodospad

*

wpadł do krateru na jednej wyspie a wydostał się z krateru na innej

*

plaża przewędrowała po dnie oceanu z kontynentu na kontynent

*

góra była odwieczną nieprzerwaną lawiną

*

aby powstał wodospad należy ustawić w rzece drabinę

*

szaro-szara szachownica ma w kieszeniach przepaście

*

na swojej drodze tornado napotkało tęczę – lej wessał ją i skręcił

i przez chwilę tęczująco tęczował

*

podczas skoku spadochroniarza przypadkowo uczepiony spadochronu pająk

rozsnuł pajęczynę

*

pająk wszedł na drabinę i zabłądził – krąży krąży po drabinie w kółko



dziewiąta dziesięć

trzecia pięć

balwierz za burtą



ósma sześć

deszcz żarzy się

jak grzmi! jak mży!

jak szumi w dżungli –

żali się pszczelarz

wkurza się burmistrz:

sztafaż! szantaż!

fałszerz zżyma się:

gwiżdżmy na areszt –

pieprzmy areszt!



siedem po czwartej

balwierz waży tarczę

szalbierz-szczęściarz

szalbierz sprząta spichlerz



balwiernia

spotkajmy się w balwierni

przeczekamy deszcz

kochani mży i mży

w dżdżu grudki gradu

kołtuny cyklony grzebienie

balwierz biega z brzytwą –

brewerie w balwierni

w kręgielni marazm



balwierz czyta brewiarz

egzorcysta odprawia egzorcyzm

popijam morelówkę w morelarni

bandurzysta czeka na mnie koło bindugi



gdy susza szosa sucha

jeżynowe jeżyny i żółcie żółknące na łące – pożółkłej

wszystko żółknie bo susza więc skąd w jeżynach tyle jeżynowego soku?

wysysają wilgoć z całego wąwozu – wiążą ją kolorem

malinowojeżynowym – śliwkowojeżynowym – jeżynowojagodowym



rano zaszczekał z głębi wąwozu kojot? niedźwiedź? – odszczeknąłem

podobnym szczeknięciem i nie odezwał się więcej – długo patrzyłem

w żółknące wierzbowate krzewy ciemnobłyszczące bluszcze

lato wspinało się po jasnej skale spadało wspinało się przełamywało



sączyło brzęczeniem os – wiewiórka głośno zaszeleściła z drzewa na drzewo

zagłuszyła huk rzeki z dna wąwozu tłumiony przez chaszcze

popołudnie już pożółkłe schło aż po zmierzch – po bzyczenie komarów –

jeżynowymi palcami wyciągałem ze skóry kolce – liżąc jeżynowe palce



biały o

kiedyś

wysoko

na przełęczy

sięgnął ręką

urwał

kawałek cumulusa

zmiął

schował

do kieszeni –



dziś

wyjmuje z kieszeni

co?



biały obsydian