ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (420) / 2021

Marek S. Bochniarz,

ANTY-PORTRETY (PICARD: 'FACELESS'. DOM BRETANII)

A A A
„Twarz tworzy naszą tożsamość. Zresztą mające nas zidentyfikować zdjęcia do dowodu zawsze pokazują właśnie twarz, a nie ręce czy ciało. Bo to na twarzy wypisana jest historia danej osoby, i to właśnie dzięki twarzy można ją rozpoznać. Pracując nad cyklem »Faceless«, robiąc stopniowo coraz więcej zdjęć, nasunęły mi się też inne pytania, związane głównie z tożsamością. Co stanowi o naszej tożsamości? Mam tu na myśli między innymi bliźnięta. Ja na przykład mam brata bliźniaka, a więc mam taką samą twarz jak on. Myślę jednak – a w każdym razie mam taką nadzieję – że mam inną od niego tożsamość” (Picard 2021).

„Your face is like a song

Your sweet eyes whisper

And I want to sing along

Your features are in tune

Let's sing together

And turn every month to June

Your face hums

Makes me a happy fella

No more singing a capella

No longer lonely

Lovin' you only

(…)”

Takimi słowami rozpoczyna się utwór skomponowany i wykonany przez Maureen McElheron do klasycznej i popularnej rysunkowej animacji Billa Plymptona „Twoja twarz” (1987). Na obrazie śledzimy fantastyczne i niemożliwe przekształcenia twarzy białego, (ewidentnie) heteroseksualnego mężczyzny w średnim wieku, o zaczerwienieniu sygnalizującym upojenie alkoholowe, wykonującego tytułową piosenkę. Po jego pociesznej fizys nagle zaczynają wędrować usta, potem w ruch zgodnie z kierunkiem zegara zostają wprawione oczy i nos… Następnie głowa naszego zacnego pana spiralnie się skręca, koziołkując schodzi z popiersia z boku, by „zlecieć się” z powrotem w całość z wielobarwnych drobinek materii. Zostaje także zassana do środka, pęcznieje do rozmiarów balonu, by z impetem pęknąć itd. Jeśli nieokiełznane prawami fizyki, kreatywne operacje wizualne inspirowane rzeczywistością są domeną animacji, to Plympton dość naturalnie uznał, iż warto ich dokonać na twarzy człowieka. Przecież twarz to jeden z podstawowych i stale obecnych obiektów zainteresowania artystów, począwszy od początku dziejów sztuki człowieka do chwili obecnej, prawda?

Cóż – współczesny artysta ma z tą twarzą jednak nowe, niegdyś zupełnie niewyobrażalne, problemy. Doświadczył tego przypadkiem fotografik Fabrice Picard, gdy w 2006 roku na zlecenie samorządu miejskiego wykonywał zdjęcia basenu miejskiego – a dokładniej mieszczącego się tam sprzętu. Kiedy pracował nad kadrami z wybranego przez siebie miejsca w czasie, na basenie kąpały się dzieci – i jedno z nich trafiło ostatecznie na obraz. Dwa lata później miasto wykorzystało fotografię Picarda, dokonując jednak zmiany kompozycji – wyedytowując samą twarz dziecka i umieszczając ją na plakacie. Gdy jego rodzice to zauważyli, zdecydowali się wkroczyć na drogę sądową ze względu na użycie wizerunku bez ich zgody.



Po zakończeniu postępowania polubownego ta nieprzyjemna sytuacja spowodowała, że z jednej strony Picard stał się bardziej ostrożny, a z drugiej zaczął zastanawiać się nad tym, w jaki sposób mógłby fotografować ludzi bez uwieczniania ich twarzy. Jak zrobić to w taki sposób, by mimo wszystko stworzyć, może i nietypowe, lecz… wciąż portrety? W latach 2009-2010 eksperymentował z różnymi rozwiązaniami. Próbował zakrywać twarze modeli welonem bądź umieszczać w ich miejscu lustro. Fotografował ludzi również od tyłu, lecz rezultaty tych wszystkich prób nie były dla niego satysfakcjonujące.

Patrząc przez zasłonę z włosów

W tym okresie Picard trafił w prasie na zdjęcie dwóch kobiet wraz z towarzyszącym im tekstem pisarza Jeana-Marie Gourio. Na fotografii „widać było dwie kobiety. Jedna z nich była muzułmanką i nosiła chustę, przez co nie było widać jej twarzy. Zawoalowanie twarzy było w tym przypadku dobrowolne. Z kolei druga kobieta, jej przyjaciółka, nie była zawoalowana. Czasopismo ze względu na ochronę jej tożsamości i na kwestie związane z wykorzystaniem wizerunku, zakryło jej oczy czarnym paskiem. Nie można było zatem rozpoznać żadnej z nich, bo nie było widać ich twarzy” (Picard 2021).

Widok takiego obrazu wywołał w nim sporą konsternację, bo „na twarzy wypisana jest historia danej osoby i to właśnie dzięki twarzy można ją rozpoznać” (Picard 2021). A fotografia powinna przecież być wspaniałym sposobem na ukazywanie tego wszystkiego, co nas otacza – przedstawiać rzeczywistość w całym bogactwie, oraz rzecz jasna pokazywać również ludzi. Wyobraził sobie wtedy osobliwy świat przyszłości, w którym ludzie nie mieli twarzy, przez co jej zakrywanie stałoby się powszechną normą. Fotograf pod wpływem tych refleksji i koncepcji uznał, że zacznie przykrywać twarze swoich modeli ich własnymi włosami – a efekty okazały się zaskakujące.

W poszukiwaniu modeli

Projekt Fabrice’a Picarda, z suchego opisu tekstowego pozbawionego obrazów, mógłby co prawda sprawiać wrażenie artystowskiej, ekscentrycznej zabawy. Specyficzne założenia fotografa i związane z „Faceless” refleksje natury prawnej czy tożsamościowej sprawiają, że jest to jedno z najbardziej intrygujących, współczesnych działań w polu fotografii dokumentalnej. Artysta zdecydował się na podważenie bardzo trywialnej i powszechnej konwencji, proponując nowy typ portretu, który nazwał anty-portretem.

Formalne założenia są przy tym dość kłopotliwe, czy może: zgoła niepraktyczne. Artysta powiedział mi w wywiadzie: – Włosy osób portretowanych w „Faceless” muszą wyglądać naturalnie – być dostatecznie długie i gęste, aby je można aranżować i swobodnie przykrywały twarze modeli. Unikam ludzi z grzywką, bo jej kształt zaburzyłby kompozycje fotografii. Jeśli więc głównym kryterium wyboru modeli są odpowiednie włosy, to jest to dosyć ograniczające kryterium, prawda? – tłumaczy. A jednak bez tych twardych kryteriów nie powstałyby obrazy o tak głębokiej i niespodziewanej poetyckości, pomieszanej w odbiorze z napięciem i drobnym niepokojem.

Zazwyczaj przyszłymi modelami stawały się osoby, które Picard spotykał przypadkowo na ulicy. Podchodził do nich wtedy i pytał, czy zechciałyby uczestniczyć w projekcie. – Pytałem jedynie, czy chcą zostać sfotografowane. Zdjęcia robiłem bezpośrednio w miejscu, w którym je spotykałem. Zrezygnowałem więc zupełnie z inscenizacji, czy takich kwestii, jak wcześniejszy dobór stroju – opowiada. W związku z tym, że bardzo wielu ludzi mu odmawiało – zwłaszcza zważywszy na to, że większość osób mających długie włosy to kobiety – fotograf uznał, że wyda kartkę z już zrealizowanymi zdjęciami z cyklu „Faceless” i będzie ją im pokazywać. Jego poruszające zdjęcia miały o wiele większą siłę przekonywania.



– Osoby przypadkowo spotkane na ulicy trzeba jednak umieć przekonywać i nie zawsze jest to łatwe. To bardzo delikatna sprawa, bo kobiety w takiej sytuacji mogą się poczuć ofiarami agresji. Są nieufne wobec nieznajomego mężczyzny, który chce je fotografować, bo nie wiedzą, co z tymi fotografiami potem zrobi. Od tych, które udało mi się ostatecznie przekonać do udziału w projekcie, nie zbierałem danych, bo mogłyby się także obawiać, czy tych informacji nie będę potem chciał w jakiś sposób wykorzystać. Zamiast tego zostawiałem więc swój kontakt i liczyłem na to, że się ze mną potem skontaktują. Z kolei mężczyzn jest o wiele łatwiej przekonać, bo oni traktują to bardziej jak zabawę. Podstawowa trudność polega z nimi jednak na tym, że znacznie mniej mężczyzn niż kobiet ma odpowiednio długie i gęste włosy, aby mogli stać się modelami w tym projekcie. Niemniej bardzo zależy mi na tym, aby zachować proporcjonalność – pokazać tyle samo mężczyzn, co kobiet. Poza tym, chciałbym zaprezentować w „Faceless” również przekrój wiekowy – portretując osoby od dzieciństwa aż po starość. W starszym wieku, gdy ludzie mają już siwe włosy, tym trudniej jest niestety o znalezienie kogoś, kto miałby dość długie – przyznaje.

Po „spontanicznej sesji” średnio połowa osób się do niego później zwraca, aby zobaczyć, jak wypadły ich fotografie. Gdy Picard chce zrobić wystawę czy opublikować zdjęcia w jakikolwiek inny sposób, uprzedza je o swoich planach i pyta, czy zgadzają się na wykorzystanie wizerunku.

Rozproszone spojrzenie

Obserwując publiczność na prezentacjach „Faceless”, Fabrice Picard zauważył fascynujące zjawisko. Przy jednej z ekspozycji uznał, że wydrukuje zdjęcia, na których modele będą zaprezentowani w skali 1:1, aby widzowie mogli się z nimi skonfrontować. Ludzie odwiedzający wystawę nie byli jednak w stanie stanąć „oko w oko” ze skrywającymi twarze, długowłosymi postaciami, więc ich uwaga, którą początkowo kierowali na głowę, ulegała znacznemu rozproszeniu. Zaczynali więc błądzić wzrokiem po fotografiach i dostrzegali wtedy na nich drobne szczegóły, które w innym przypadku zapewne by przeoczyli.

Być może to jeden z ciekawszych „efektów ubocznych” tego projektu – odkrywanie przez publiczność tego, co stanowi o naszej tożsamości. Picard uzmysławia nam, że cech charakterystycznych powinniśmy szukać również poza twarzą – patrząc z uwagą na ubranie, artefakty (noszone rzeczy, ciągnięty po drodze rower), czy wreszcie otoczenie i spontaniczne gesty. To, czym się otaczamy i w jakich miejscach chcemy przebywać – może czasem mówić więcej (i znacznie szybciej), niż nasz wyraz twarzy. Prace, które Picardowi udało się już zrealizować w ramach stale rozwijającego się projektu „Faceless”, poruszają zarówno wyjątkową wrażliwością fotografa na świat, jak i zdolnością do przekazania tego specyficznego sposobu postrzegania rzeczywistości widzom. Mnie osobiście przywodzą te fotografie na myśl – nie tylko przez długie włosy, ale i towarzyszącą im pewną senną, melancholijną aurę – obrazy prerafaelitów.

A jednak, gdy opowiadałem znajomym o „Faceless” nie pokazując samych zdjęć, to każdy z nich natychmiast wspominał „przerażającą” Sadako z japońskiego horroru „Krąg”. Gdy zdarzyło się to po raz kolejny – przypomniałem sobie, iż w powieści Kojiego Suzukiego, która posłużyła za źródło fabularne dla tamtej produkcji, bohaterka była postacią niebinarną. Sadako skrywała swoją tożsamość, a z powieści dowiadujemy się, iż to, że jest męskim pseudohermafrodytą, odkrył lekarz Nagao. „Zewnętrznie osoba z tym zespołem jest kobietą. (…) Jednak w rzeczywistości osoba ta ma chromosomy XY – czyli jest mężczyzną. I nie wiadomo, dlaczego wszystkie osoby z tym zespołem są niezwykle piękne” (Suzuki 2004). Twórcy filmu zasłaniając bohaterce twarz w scenie, gdy widzimy ją wychodzącą z telewizora, być może w ten symboliczny sposób odnoszą się do jej niebinarności.

Przy okazji wspominania japońskiego horroru, z pewnym zdziwieniem uświadomiłem sobie, że niebinarność Sadako tak intrygująco i poniekąd trafnie komentuje specyfikę ukazywania ludzi w projekcie „Faceless”. Zasłonięcie twarzy przez włosy sprawia, że czasem nie możemy tak „łatwo” stwierdzić, który z modeli Fabrice’a Picarda jest mężczyzną, a który kobietą. To zawieszenie identyfikacji płciowej na rzecz przeniesienia uwagi na badanie osobowości portretowanych postaci wydaje mi się wyjątkowe w tym działaniu z perspektywy artystycznej, a przy tym również i bardzo wartościowe z punktu widzenia człowieczeństwa.

2 lipca w piątek o godz. 18 odbędzie się w Domu Bretanii spotkanie z Fabricem Picardem.

LITERATURA:

„Fabrice Picard – fotograf”. Film na stronie Domu Bretanii na Facebooku, 14.06.2021, https://fb.watch/68UIu8qOgp/.

Suzuki K.: „Ring”. Przeł. K. Jakubiak. Kraków 2004.
Fabrice Picard. „Faceless”. Dom Bretanii. Poznań 15.06-16.07.2021.