ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (446) / 2022

Kamila Czaja,

BEAGLE W WYDANIU DLA KONESERÓW (FISTASZKI ZEBRANE 1950-2000)

A A A
Kto uzbierał całą serię dwudziestu pięciu tomów pasków z przygodami Charliego Browna i spółki, ten właśnie doczekał się ukoronowania kolekcji. Kto się zagapił i musi z nadzieją czekać na wznowienia starszych części (poza niedawno opublikowaną po raz drugi najstarszą odsłoną cyklu), ten również nie powinien przegapić historyjek obrazkowych z lat 1950-2000. Choćby po to, żeby i w tym wypadku nie ocknąć się dopiero, kiedy tom zniknie z półek i osiągnie antykwariatowe czy aukcyjne ceny przekraczające determinację nawet oddanych fanów Charlesa M. Schulza. Równocześnie jednak warto mieć świadomość, że to przede wszystkim pozycja idealna dla największych wielbicieli, pięknie wydane uzupełnienie trzonu, jaki stanowią komiksowe paski. W tomie dwudziestym szóstym zebrano bowiem różnorodne odsłony twórczości Schulza, które zachwycą zachwyconych i wtajemniczonych, ale mogą miejscami okazać się niezbyt porywające dla początkujących „fistaszkologów”.

Do książki, którą można by nazwać suplementem, wybrano „pozapaskowe”, wyłącznie własnoręcznie rysowane przez Schulza i tylko fistaszkowe rysunki i historyjki, przy czym we wstępie zaznaczono, że nie uwzględniono tych często wznawianych, co polskiemu czytelnikowi boleśnie przypomina, że to kryteria odpowiednie dla wydania oryginalnego (jako przykład zbioru pominiętego ze względu na wysoką dostępność wskazano „Szczęście to ciepły szczeniak” – a po polsku tak zatytułowanej publikacji nie mamy). Ale nie narzekajmy, bo to, że poza wcześniejszymi kilkoma mniejszymi tomikami Nasza Księgarnia podarowała nam monumentalny dwudziestosześciotomowy projekt wydawniczy, trzeba uznać za wielką sprawę.

Książkę otwierają żarty z „The Saturday Evening Post”, które można potraktować jako prototypy Peanuts. Część z nich jest urocza, ale niekoniecznie zapadająca głęboko w pamięć, pojawiają się jednak także świetne przykłady czarnego humoru, zapowiadające najlepsze późniejsze dokonania Schulza: „W nocy sypiam dość dobrze… To życie za dnia przychodzi mi z trudem” (s. 5) czy, celne aż nadmiernie – choć przyznaję, że może być to kwestia indywidualnych doświadczeń – wyjaśnienie: „Zbieramy pieniądze na jedną z dziewczyn z biura. Co prawda nie zamierza wyjść za mąż ani odejść, ale ma poczucie, że utknęła tu do końca życia” (s. 10). Później dostajemy siedem historyjek z lat 1957 i 1959, co do których udało się ustalić autorstwo samego Schulza, a potem następuje „blok reklamowy” – zestaw kampanii, w których Fistaszki brały udział. Przeglądanie tych często raczej efemerycznych projektów podsuwa czasem pytanie o granicę między komiksową sztuką a czystą „użytkową” komercją (czy reklama auta albo chleba automatycznie zasługuje na nobilitację, zachowanie dla potomnych, bo to Schulz?), ale można tu dostrzec i antyreklamową ironię, choćby w pytaniu: „Jaki pożytek z pieniędzy bez poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego?” (s. 42), i niestety wciąż aktualne oburzenie, czemu z góry się zakłada, że dokonania przypisać należy mężczyźnie (zob. s. 47).

Przewrotna jest też pointa opowieści bożonarodzeniowej o Snoopym („Muszę być ostrożny… Cała ta teologia może mi popsuć święta” [s. 89]). Następnie mamy cztery opowieści oparte na paskach, ale z nową szatą graficzną. Nie należę do fanek wojennych przejść słynnego beagle’a, więc „Snoopy i Czerwony Baron” oraz „Snoopy i jego wierny myśliwiec” pozostawiły mnie obojętną na swoje lotnicze uroki, za to kolejne dwie historie, dotyczące pisarskich „dokonań” Snoopy’ego („Była ciemna, burzliwa noc” oraz „Dzieła zebrane”) uważam za najmocniejsze punkty całego tomu. Kpina z rynku, z grafomanii, dobra parodia literacka, a wszystko w urozmaiconej formie graficznej. Nieco mniejsze wrażenie robią dwa poradniki zbierające „Rzeczy, których się nauczyłem”, ale i tu znaleźć można bardzo mocne frazy – od myśli brzmiącej jak żywcem wzięta ze Stanisława Jerzego Leca: „W równowagę w przyrodzie wierzą zazwyczaj ci, których nikt nie jada” (s. 206) przez coraz niezbędniejsze, bo i coraz bardziej zatarte rozróżnienie: „Jest różnica między filozofią a naklejką na zderzaku samochodu!” (s. 224) po poradę zasługującą na wypisanie nad łóżkiem lub na łazienkowym lustrze: „Życie jest łatwiejsze, kiedy lękasz się tylko jednego dnia naraz” (s. 225).

Kolejne części przypadną do gustu albo najgorliwszym wyznawcom Schulza, albo fanatykom golfa i tenisa, którym poświęcono te dwa bloki historyjek. Zostały one bowiem mocno zanurzone w znajomości zasad gry, rangi i realiów turniejów. Z kolei „Rysunki rozproszone”, których wybór podyktowany był chęcią skupienia się na sposobie portretowania Snoopy’ego, to przyjemny dodatek, ale też do docenienia raczej przez znawców. Tom zamyka posłowie wdowy po artyście, „Sparky w oczach Jean Schulz”, w którym głębokie uwagi i tajniki warsztatu Schulza przeplatają się ze wspomnieniami i anegdotami jakoś wzbogacającymi obraz rysownika o prywatny rys, ale mającymi bardzo różną wagę w czytelniczym odbiorze. Niektóre, w zamierzeniu ciepłe i urocze, spisane w tej formie wypadają raczej jak historie istotne wyłącznie dla tych, którzy brali w nich udział.

Komuś, kto docenia klimat, humor i bohaterów Fistaszków, ale nie jest ekspertem w stopniu umożliwiającym docenienie każdego dodatku czy rysunkowego niuansu, przy lekturze tomu numer 26 może towarzyszyć takie właśnie poczucie: że perełki przeplatają się z doraźnymi, niekoniecznie kluczowymi elementami. Ale dla tych perełek warto. Natomiast koneser(k)om książka zapewne przyniesie ogrom bezwarunkowej satysfakcji.
Charles M. Schulz: „Fistaszki zebrane 1950-2000” („The Complete Peanuts 1950 to 2000”). Tłumaczenie: Michał Rusinek. Nasza Księgarnia. Warszawa 2022.