ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (463) / 2023

Aleksandra Dębińska,

'UFAM WYŁĄCZNIE FABULE - FABULE OPOWIEŚCI, FABULE ŻYCIA' (JERZY FRANCZAK: 'OSIEM')

A A A
Pozwólcie, że do czegoś się przyznam. Otóż, „Osiem” Jerzego Franczaka to pierwsza powieść autora, z którą miałam do czynienia. Moja recenzja będzie zatem miała charakter nieco autonomiczny, gdyż póki co nie jestem w stanie objąć całokształtu twórczości pisarza. Może to i dobrze, ponieważ spojrzę na jego najnowszą książkę nie przez pryzmat porównań oraz szeregu odniesień.

Mówiąc wprost, do sięgnięcia po „Osiem” skłoniła mnie okładka. Przemówiła do mnie ze spokojem, budząc swoiste poczucie harmonii. Jednocześnie przekonała mnie do stwierdzenia, że kryje się za nią jakaś tajemnica, zagadka, którą jako czytelniczka muszę rozwikłać, by dotrzeć do sensów, które chowają się wśród zamkniętych pod nią stron. Co więcej, oprawa grała ze mną nie tylko poprzez zmysł wzroku, lecz również dotyku – chaotycznie rozmieszczone, połyskujące kropki mają inną fakturę, aniżeli wytłoczone linie, które je przecinają i ze sobą łączą. Okładkę aż chce się badać opuszkami palców – jak gdyby gest ten miał zbliżyć do wniknięcia w jej głębię.

Czy przyciągająca wzrok oprawa koresponduje z samą powieścią? Niewątpliwie. Stwierdzę nawet samochwalczo, że być może odkryłam klucz do jej odczytania, choć zapewne nie jedyny. W tym momencie porzucę jednak eksplikację owej kwestii (pozostańmy jeszcze trochę w sferze tajemnicy) na rzecz przybliżenia samej fabuły książki. „Osiem” to zbiór (tu nie będzie zaskoczenia) ośmiu opowiadań; każde z nich traktuje o losie innego bohatera. Każdemu bohaterowi towarzyszy odpowiednie tło, w którym ważne są nawet najdrobniejsze szczegóły. Franczak kreuje rozmaite postaci kobiet oraz mężczyzn i choć na początku wydawać się może, że nic ich z sobą nie łączy, szybko okazuje się, że jest to wrażenie złudne. Im dłużej pozostajemy w świecie wykreowanym przez pisarza, tym wyraźniej widzimy, że w pewnym momencie losy każdego z bohaterów muszą się połączyć lub też przeciąć.

Ktoś jest nauczycielem, ktoś w pocie czoła zajmuje się domem, a jeszcze ktoś inny jest pracownikiem antykwariatu... Wszyscy należą do tzw. klasy średniej, wszyscy wypełniają swoją rolę należycie oraz sumiennie. Być może nie brzmi to zbyt fascynująco, lecz na pewno na uwagę zasługuje fakt, iż Franczak, tocząc swą narrację, zmusza nas do stanięcia w nieco dokuczliwej i niekomfortowej pozycji obserwatora. Poszłabym nawet o krok dalej – stajemy się podglądaczami. Śledzimy, zaglądamy przez okna, podpatrujemy przez dziurkę od klucza. Wiemy o wszystkim, ponieważ podążamy za bohaterami krok w krok. Nie jest to zadanie łatwe i przyjemne, ponieważ to na nas z ogromną siłą spada bagaż emocjonalny poszczególnych bohaterów; to my musimy konfrontować się z ich lękami, zmartwieniami, to my musimy przyglądać się ich kłamstwom i wreszcie – to na nas spływają mroczne cienie ich życiowych porażek.

Nie ulega jednak wątpliwości – mocą tej powieści jest ukazanie kryzysowych momentów w sposób powściągliwy, wręcz eufemistyczny. Franczak nie kreśli losów bohaterów w sposób straumatyzowany. Zdaje się, że takowa narracja byłaby zupełnie niepotrzebna, ponieważ wszyscy doskonale znamy sytuacje, w których znajdują się bohaterowie książki. Być może sami zdradzamy, a może robi to nasz znajomy. Może ktoś z nas zmaga się z problemem alkoholowym, a może nadużywał ktoś z naszej rodziny. Wszyscy jesteśmy świadomi tego, że szara codzienność nie ogranicza się jedynie do zabiegu literackiego – jesteśmy z nią świetnie obeznani. Mimo tego dramatyczne sytuacje „wybrzmiewają” w naszym wnętrzu, a w zarysowanym, pozornie stabilnym świecie, budują nieustannie narastające napięcie.

Wspominałam już, że duszna przestrzeń narracyjna książki posiada pewne tło, które nie tylko mówi nam wiele o polskich realiach – jest również szkieletem całej fabularnej budowli, panuje nad jej płynnością. Początkowo czytelnikowi/czytelniczce może się wydawać, że są to jedynie banalne historyjki o ludziach i ich zupełnie przeciętnej codzienności. To jednak pierwsze tło, skrywające pod sobą kolejne warstwy. Im bliżej końca książki, tym głębszą warstwę jesteśmy w stanie rozbić. Zaczynamy rozumieć, że początkowo nic nie znaczące wydarzenia (takie jak przypadkowe spotkanie, przeczytanie maila) działają w powieści na zasadzie efektu motyla. Niezauważalnie wprawiają machinę w ruch, a ta oddziałuje na innych ludzi w innych opowiadaniach. Chcąc uzyskać pełny obraz zależności przyczynowo-skutkowych, należałoby te historie czytać raz jeszcze, w prawidłowym układzie. Jerzy Franczak postanowił więc nieco pobawić się z czytelnikami – pozostawił nawet ukrytą wskazówkę, umożliwiającą zapanowanie nad porządkiem w powieściowym świecie. Podpowiem, że jest nią składający się z ośmiu cyfr numer telefonu, który bohater jednej z historii uznaje za niebezpieczny SPAM w skrzynce mailowej. Wiadomość zostaje przez niego zignorowana, więc najprawdopodobniej większość z nas również pominęłaby tę informację. Niemniej, to właśnie są owe „franczakowskie” chwyty – zdarzenia, które bagatelizujemy, zdarzenia, które są bez znaczenia…

Po bardzo ogólnym zarysowaniu fabuły książki, powrócę jeszcze na przysłowiowy moment do samej okładki (naprawdę jestem nią zachwycona!). Jej odczytanie wydaje się już nad wyraz oczywiste – kropki to bohaterowie, linie to ich losy, wszystkie elementy plączą się, łączą, ciągną niemalże w nieskończoność. Jednakże autor „Osiem” to literaturoznawca, przez co założyć mogę, że Pierre Bourdieu, francuski socjolog i antropolog, nie jest mu obcy. Nawet jeśli pisarz nie inspirował się tu teorią pól społecznych, skojarzenia nasuwają się same. W teorii Bourdieu przestrzeń społeczna składa się z odrębnych, względnie autonomicznych mikrokosmosów zwanych polami – każde z nich łączy się z określonym miejscem, środowiskiem, instytucją itd. Ludzi socjolog nazywa aktorami społecznymi – znajdują się oni na przecięciu owych pól. Ich życie czy też mówiąc słowami Bourdieu, ich „praktyka społeczna” rozmaicie się krystalizuje, nie jest czymś stałym. Wręcz przeciwnie – to coś dynamicznego, nieustannie podlegającego zmianom i modyfikacjom. Co więcej, każdy z mikrokosmosów posiada swoje reguły gry, które w nim obowiązują i kierują jego funkcjonowaniem. Między nimi także pozostają mniej lub też bardziej silne sieci powiązań (Bourdieu 2005: 280). To tyle – w bardzo uproszczonym skrócie, za co przepraszam i robię ukłon w stronę wszystkich socjologów. Zarówno oprawa „Osiem”, jak i to, co znajduje się pod nią, bez wątpienia z teorią Bourdieu korespondują. Określenie bohaterów książki mianem aktorów odkrywających pewne role społeczne jest jak najbardziej na miejscu – są oni partnerami, mężami, żonami, rodzicami, kochankami, pracownikami… I zdaje się, że wyśmienicie czują się w swoim theatrum mundi.

Nie ma co ukrywać, Jerzy Franczak stworzył dość finezyjny kawałek literatury, lecz mimo tego pozostawił mnie z lekkim niedosytem. Niestety nie umiem powiedzieć, czego zabrakło. Było… zwyczajnie? Przeczytałam, ale do Franczaka nie planuję wrócić, chyba że ktoś bardzo mnie przekona.

A może ów niedosyt jest efektem kolejnej zabawy autora?

LITERATURA:

Bourdieu P.: „Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia”. Przeł. P. Biłos. Warszawa 2005.
Jerzy Franczak: „Osiem”. Wrocław 2023.