ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (537) / 2026

Mateusz Krupa,

TĘCZA PRZYSZŁOŚCI ('ARCO')

A A A
Na tegorocznych Oscarach europejską animację reprezentowały „Arco” oraz „Mała Amelia”. Po zeszłorocznym zwycięstwie łotewskiego „Flow” nikt raczej nie zakładał, że produkcje ze Starego Kontynentu będą miały szanse o coś powalczyć na tegorocznej gali. Europejskie dwuwymiarowe animacje często plasują się ligę wyżej niż ich trójwymiarowi konkurencji, a mimo to nie otrzymują należnej im uwagi. Prawdopodobnie ten stan nie ulegnie zmianie w najbliższych latach i moi faworyci – tak jak w przeszłości „Czerwony żółw”, „Przeżyć” czy „Zgubiłam swoje ciało” – wciąż będą przegrywać.

Tytułowy Arco pochodzi z odległej przyszłości, w której ludzie – chcąc dać odpocząć powierzchni Ziemi – przenieśli się do domostw ulokowanych w chmurach. Dzięki tęczowym kombinezonom przypominającym bardziej stroje cyrkowe niż futurystyczną technologię jego rodzice i siostra mogą latać oraz podróżować w czasie, pozyskując surowce i rośliny sprzed milionów lat. Chłopiec marzy o zobaczeniu dinozaurów, jednak nie ukończył jeszcze dwunastu lat, więc prawo oraz rodzice zabraniają mu korzystania z tej technologii. Zniecierpliwiony Arco pewnej nocy bierze sprawy w swoje ręce, zakrada się do sypialnej antygrawitacyjnej kapsuły siostry i kradnie jej kostium.

Nie trafia jednak do okresu jurajskiego, gdzie mógłby zobaczyć diplodoki, lecz do znacznie mniej ekscytujących lat 70. XXI wieku. Niedoświadczony Arco nie potrafi zapanować nad mocami kombinezonu i rozbija się w lesie. Z oddali dostrzega go wagarująca Iris, która – podążając pozostawianą przez niego tęczą – dociera do miejsca katastrofy. Tak rozpoczyna się ich przyjaźń oraz wspólna przygoda, w trakcie której będą musieli odzyskać kryształ zasilający wielobarwny wehikuł czasu.

O ile fragmenty z dalekiej przyszłości przedstawione są w tęczowych, utopijnych barwach, o tyle dalsza część opowieści, osadzona w bliższym nam świecie, stanowi interesujący przykład dystopii – sprawiającej wrażenie „solarpunk in progress”. Na ekranie widzimy piękne, małomiasteczkowe lub podmiejskie krajobrazy: zadbane domy, błękitne niebo i mnóstwo zieleni. Jednocześnie bohaterowie mówią o kryzysie klimatycznym i gromadzą zapasy na wypadek nadciągającej apokalipsy.

Katastrofa klimatyczna objawia się poprzez gwałtowne zmiany pogodowe – nagłe ulewy i pożary, przed którymi budynki ochraniają przejrzyste kopuły oddzielające je od reszty świata. Iris mieszka bez rodziców i wraz z robotem Mikkim (postacią znaną z wcześniejszego komiksu autorstwa reżysera – jak wiele francuskich animacji, także ta ma swoje korzenie w komiksie) opiekuje się młodszym bratem. Jej rodzice pracują w mieście, odwiedzając dom jedynie sporadycznie w weekendy, a swoją fizyczną obecność w życiu dzieci próbują zastąpić holografami.

Moje skojarzenia z solarpunkiem wynikają z tego, że zarówno dla tego nurtu fantastyki, jak i dla „Arco” jednym z podstawowych odniesień jest twórczość Studia Ghibli. Bienvenu garściami czerpie z dokonań „japońskiego Disneya”, a warstwę wizualną świetnie uzupełnia ścieżka dźwiękowa autorstwa Arnaud Toulon, która momentami brzmi, jakby została wycięta z filmu Hayao Miyazakiego. Jest to miejscami odtwórcze, ale działa bardzo dobrze – wywołuje poczucie powrotu do czegoś znajomego i oswojonego. Dzięki bogatym zielono-błękitnym tłom film osiąga spokojną, ciepłą atmosferę, przywołującą dzieciństwo oraz młodzieńcze poczucie ciekawości świata.

W tej opowieści brakuje zaognionego konfliktu, co przez niektórych może być odbierane jako rażąca narracyjna skaza, ja jednak odczytywałbym to raczej jako celowy zabieg związany ze specyficznym podejściem do filozofii opowiadania w ramach „słonecznego optymizmu” – stawianie na współpracę ponad rywalizację. Nawet potencjalne zagrożenie w postaci dwójki ekscentrycznych postaci, ubranych w kolorowe golfy i marynarki, poszukujących chłopca z przyszłości, szybko traci na znaczeniu, ponieważ ich intencje wynikają z chęci poznawania i odkrywania – a nie, jak mogłoby to wyglądać w innym filmie, z rządowych czy korporacyjnych, szemranych interesów.

Udostępniane w sieci solarpunkowe grafiki często romantyzują wiejską i podmiejską rozproszoną zabudowę, wpisaną w zieloną przestrzeń i pola uprawne – choć taka przestrzeń bywa w oczywisty sposób uzależniona od samochodów. „Arco” powiela tę wiarę w luźną, pozornie ekologiczną zabudowę, a dodatkowo demonizuje miasta jako przestrzeń nieprzyjazną dzieciom, „pożerającą” rodziców. Być może wymagam zbyt wiele od osiemdziesięciominutowej animacji dla dzieci – i to takiej, która ewidentnie powstawała z myślą o najmłodszych, a nie o „wszystkich” widzach, jak produkcje, z którymi rywalizowała podczas sezonu nagród. A jednak sposób, w jaki pozwala bohaterom mierzyć się z trudnymi emocjami, wydaje się wyjątkowo dojrzały. Chciałbym po prostu otrzymać od niej coś więcej. Wszechobecność robotów aż prosi się o to, by film zabrał głos w dyskusji o sztucznej inteligencji lub podjął próbę krytyki systemu prowadzącego do katastrofy klimatycznej. Tymczasem o mechanizmach rządzących tym światem dowiadujemy się zaskakująco niewiele. „Arco” mógłby być bardziej zdecydowany i podjąć konkretny temat – nad wieloma przelatuje, ale ogląda je z bezpiecznej odległości, żadnego nie potrafi rozwinąć.

Ostatecznie jednak to nieco ponad godzina spędzona w urokliwych przestrzeniach, no i wreszcie miłośnicy solarpunka będą mieli jakieś fragmenty wideo przedstawiające wyśniony przez nich świat, który nie pochodzi z reklamy jogurtu.
„Arco”. Reżyseria: Ugo Bienvenu. Scenariusz: Ugo Bienvenu i Félix de Givry. Obsada: Łucja Dobrogowska, Mikołaj Wachowski, Bartosz Martyna. Francja 2025, 89 min.