ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (538) / 2026

Magdalena Kempna-Pieniążek,

FAKE, FAKT I INNE (NIE)PRAWDO-PODOBNE SPRAWY (WERNER HERZOG: 'PRZYSZŁOŚĆ PRAWDY')

A A A
„To pytanie zajmowało mnie przez całe zawodowe życie. Czy istnieje coś takiego jak prawda w filmie? W poezji, sztuce, muzyce? Czy możemy wyjść z ciała, tak jak robili to mistycy późnego średniowiecza, aby doświadczyć iluminacji, ekstazy prawdy?” (s. 9) – pisze w swoim najnowszym zbiorze esejów Werner Herzog. W kinie niemieckiego reżysera granice między filmem fabularnym i dokumentalnym niejednokrotnie są świadomie zacierane, a autentycznie istniejące osoby na prośbę twórcy opowiadają zgoła nieautentyczne historie o swoich doświadczeniach – wszystko w imię docierania do istoty rzeczy. W trakcie sześciu dekad swojej kariery Herzog nieraz przekonywał nas, że fakt nie jest synonimem prawdy; w najlepszym razie jest to twór „prawdo-podobny”. W „Przyszłości prawdy” autor idzie o krok dalej i, przyglądając się zjawiskom takim jak fake newsy czy halucynacje sztucznej inteligencji, próbuje zgłębić istotę nie-prawdo-podobieństwa.

„Przyszłość prawdy” zasadniczo podlega tym samym zasadom konstrukcyjnym, na których opiera się wiele dokumentów reżysera (w ostatniej dekadzie m.in. „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci” [2016] czy „Scena myśli” [2022]). Oto wokół wybranej kategorii, mocą niestroniącego od subiektywnej perspektywy komentarza samego twórcy, zorganizowane zostają case studies – konkretne przykłady będące mnie lub bardziej ekscentrycznymi albo wręcz ekstremalnymi ilustracjami przewodniej idei dzieła. W najnowszej książce Herzoga studia przypadku rozciągają się szeroko – od powstania Rzymu po Mike’a Tysona, od oper Verdiego po świnię z Palermo – to nie one jednak stanowią o unikatowości publikacji, lecz właśnie prawda – kategoria będąca de facto sercem całej twórczości Herzoga; ta, o której już w pierwszym zdaniu pierwszego rozdziału autor pisze, że „nikt nie wie, czym jest” (s. 9), po czym na kolejnych ponad stu stronach zachęca do jej niestrudzonego poszukiwania.

Wbrew pierwszym skojarzeniom, „Przyszłość prawdy” nie nosi znamion artystycznego testamentu, wszak 84-letni twórca, którego najnowszy film, „Sny o słoniach” (2025), właśnie wchodzi ekrany, najwyraźniej ani myśli o przejściu na emeryturę. Na jego najnowszą książkę można jednak patrzeć jak na (spóźniony?) komentarz do „Deklaracji z Minnesoty” – krótkiego manifestu z 1999 roku, w którym Herzog w otwarty sposób zwerbalizował swoją ideę dokumentalizmu. W krytycznym eseju na temat „Przyszłości prawdy” Laurie Ruth Johnson – autorka znakomitej monografii o filmach reżysera (2016) – wprost pisze o praktykach autorecyklingu i zarówno wylicza obecne w tym zbiorze, od lat konsekwentnie powtarzane przez Herzoga tematy, jak i rozlicza twórcę z niekonsekwencji w zakresie oceny własnej postawy względem omawianych przez niego zjawisk. Czy sam autor nie wpada w pułapkę, w której jego zdaniem utknęła współczesna cywilizacja? Czy jego skłonność do narzucania krytykom własnej perspektywy nie prowadzi do problemu błędnego koła i tłumaczenia jego dzieł wyłącznie przez pryzmat jego własnych wypowiedzi? Herzogologia wciąż ma się świetnie – kolejne monografie i artykuły pojawiają się w tempie jeszcze większym niż to, w którym reżyser kręci kolejne filmy, ale Johnson pokazuje, z jak wielkim trudem ich autorom przychodzi uwalnianie się spod wpływu zasadniczych w tonie i szeroko dystrybuowanych autokomentarzy, za pomocą których reżyser utrzymuje stałą kontrolę nad interpretacją swoich dzieł (zob. Johnson 2025: 161-168).

Strategia Herzoga jest tyleż prosta, co skuteczna. Ileż to filmów dokumentalnych oraz wypowiedzi Herzoga rozpoczynało się od cytowania „Fitzcarraldo” (1982)? „Przyszłość prawdy” nie jest tu wyjątkiem. Powtarzanie kluczowych kategorii (prawda ekstatyczna) i ilustrowanie ich tymi samymi przykładami (kompulsywne otwieranie i zamykanie drzwi przez bohatera filmu „Mały Dieter chciałby latać” [1997]; pseudocytat z Pascala w „Rekolekcjach na temat mroku” [1992]), co jakiś czas uzupełnianymi o nowe odwołania (tutaj na przykład o autoanalizę „Spółki rodzinnej” [2019]) to nic innego jak żłobienie trwałych śladów w skale zbiorowej świadomości widzów i widzek – zabiegi te służą utrwalaniu konkretnych znaczeń, odczytań oraz skojarzeń. Krytycy i badacze często sugerują, że Herzog ma wiele wspólnego z bohaterami, o których opowiada; że podobnie jak oni jest nie tylko „profesjonalnym marzycielem”, lecz także charyzmatycznym tyranem, obsesyjnie skoncentrowanym na swoim celu. Jeśli to prawda, to bez wątpienia jedną z jego obsesji okazuje się sprawowanie kontroli nad własną legendą biograficzną i nad ogólną krytyczną recepcją swoich dzieł. Inną natomiast – i tutaj byłabym skłonna wierzyć wszelkim jego zapewnieniom – jest poszukiwanie prawdy.

Inaczej niż Johnson, czytając „Przyszłość prawdy”, zastanawiałam się nie tyle nad miejscem i rolą tego tomu na polu herzogologii stosowanej (rzecz jasna: stosowanej także przez samego reżysera), lecz nad tym, dlaczego publikacja ta pojawiła się dopiero teraz. Herzog ma co prawda na swoim koncie kilka tekstów, które można uznać za manifesty czy metakomentarze, i jest autorem niezliczonych wypowiedzi publikowanych w wywiadach na cały świecie, na czele z wywiadem rzeką udzielonym Paulowi Croninowi (2002), do tej pory jednak nie dążył do usystematyzowania swojej koncepcji prawdy, zadowalając się raczej poetyką fragmentu, poetyckiego niedopowiedzenia czy aforyzmu. Jaka potrzeba stoi zatem za publikacją „Przyszłości prawdy”?

Odpowiedź, którą sugeruje sam Herzog (w istocie trudno jest uniknąć tłumaczenia jego dzieł za pomocą jego własnych wypowiedzi!), kieruje uwagę ku problemom epoki post-prawdy oraz jej coraz mocniejszego ugruntowania w technologiach takich jak SI. „Jak zachować orientację w dzisiejszych czasach, w dobie ogromnego rozprzestrzeniania się fake newsów, tworzenia skomplikowanych fałszerstw cyfrowych, propagandy politycznej pełnej kłamstw, w świecie, z którego, jak się wydaje, zniknęły wszelkie przejawy prawdy?” (s. 10) – pyta autor. Fake newsy w gruncie rzeczy nie są niczym nowym – tłumaczy, powołując się na przykłady ze starożytnej historii; teorie spiskowe były na porządku dziennym tak za czasów Nerona, jak i w epoce księżnej Diany, a ludzie zawsze mieli skłonność do samooszukiwania się, czego dowodzą zarówno systemy religijne mające chronić psychikę wyznawczyń i wyznawców przed grozą nieuchronnego kresu egzystencji, jak i opowieści o wiecznie żywym Elvisie i kontaktach z UFO.

Chociaż zbiór esejów rozpoczyna się od rozdziału zatytułowanego „Czym jest prawda?”, w miarę lektury można odnieść wrażenie, że celem Herzoga jest mówienie nie o niej (w końcu „Nikt nie wie, czym jest prawda”, prawda?), lecz o… kłamstwie. Ściślej rzecz ujmując: jego celem jest wskazanie fundamentalnej różnicy między różnymi rodzajami fałszerstw a jego własną koncepcją prawdy ekstatycznej, która zakłada świadome posługiwanie się zmyśleniem i stylizacją. W czasach, w których tak wiele mówi się o deep fake’ach i „faktach alternatywnych”, a szaleństwo ogarniające rynki predykcyjne staje się realnym zagrożeniem dla politycznej (i każdej innej) przyszłości naszego świata, Herzogowi zależy na oddzieleniu grubą kreską własnych praktyk artystycznych (tudzież fikcji ekstatycznych) od AI-owych halucynacji i medialnych manipulacji. Aby dowieść, że sformułowanie „zmyślam, ale nie kłamię” bynajmniej nie jest paradoksem, autor (nie po raz pierwszy zresztą) odwołuje się do opery, dowodząc, że niewiarygodne libretta i ekstremalnie skondensowane emocje w żadnej mierze nie ujmują tej sztuce zdolności do sięgania najgłębszych pokładów prawdy o człowieku, życiu i śmierci.

„Przyszłość prawdy” jest więc w pewnym sensie książką zrodzoną z obawy przed wrzuceniem ekstatycznych fikcji do tego samego worka, w którym tkwią wszelkie emanacje ery post-prawdy. Ironicznym zrządzeniem losu, największym zagrożeniem dla herzogowskiej koncepcji prawdy ekstatycznej okazuje się dziś nieustanne kwestionowanie tego, z czym sam zażarcie walczył: faktów. Jego słynna kampania przeciwko „prawdzie księgowych” i „turystom, którzy robią zdjęcia pośród starożytnych ruin faktów”, a także jego gorące pragnienie, by stać się „grabarzem cinéma vérité” (Herzog 2010: 112-113), opierały się wszak na silnym przekonaniu, że coś takiego jak fakt naprawdę istnieje. W świecie, który z coraz większą gorliwością podaje w wątpliwość to przekonanie, prawda ekstatyczna może stracić swoją konceptualną wyrazistość, zgubić swój podstawowy punkt (negatywnego) odniesienia. Największą wartością i zarazem istotą „Przyszłości prawdy” okazuje się zatem podjęta w niej próba rekonfiguracji herzogowskiej teorii: ekstatyczna fikcja jest tu przeciwstawiana nie powierzchownej prawdzie, lecz… głębokiemu kłamstwu. Same fakty zaś zostają w bezprecedensowy (lecz nieprzesadny) sposób dowartościowane, co widać chociażby we fragmencie dotyczącym Holokaustu: „W tym przypadku udokumentowane fakty są tak liczne i oczywiste, że mogą uchodzić za przejaw prawdy, nawet jeśli fakty nie są najważniejsze. Jednak w nielicznych przypadkach przekraczają one granice znanego i wkraczają w nieznane, które określamy prawdą” (s. 109).

Herzog dobitnie sygnalizuje, że nadal wolałby konfrontować swoją koncepcję prawdy ekstatycznej z płytkim faktem niż z głębokim fake’iem. Taka postawa wydaje się nie tyle kwestią wieloletniego przyzwyczajenia, co przejawem niepokoju katastrofisty, który z pewnym zaskoczeniem odkrywa, że jego apokaliptyczne przewidywania mogły być niedoszacowane. Oglądając filmy Herzoga – w szczególności jego znakomite dokumenty – nie sposób przeoczyć płynącego z nich wniosku, że losy świata i ludzkości są z góry przesądzone. Jeśli nie zabiją nas kosmiczne kataklizmy („Ogniste kule. Goście z odległych światów” [2020]), ani wulkany, które już teraz gdzieś pod naszymi stopami szykują się do wybuchu („Inferno” [2016]), to nieustępliwy czas i tak zrobi swoje, a z nas zostaną zaledwie skamieliny, które być może kiedyś odkryją naukowcy z innych planet badający Ziemię („Spotkania na krańcach świata” [2007]). Międzygwiezdne podróże to wszak tylko mrzonka – być może nigdy nie będziemy w stanie opracować technologii, która pozwoli nam uciec z już umierającego świata. Część z tych wątków powraca w „Przyszłości prawdy”, równocześnie jednak pojawia się tu pewna nowość: zamiast sugerować, że pozostaje nam czekać na nieuchronną zagładę, autor oddaje nam do lektury rozdział o tytule „Co robić?”, w którym zachęca do czytania i podróżowania pieszo, a także apeluje o zachowanie ostrożności względem wszelkich przejawów cyfrowego świata oraz o dowartościowanie sektora edukacji i zawodu nauczyciela. W optyce Herzoga najwyraźniej gra nie toczy się o to, by uniknąć katastrofy (ta bowiem prędzej czy później nastąpi), lecz o to, aby doczekać jej, unikając losu opisywanej w drugim rozdziale świni z Palermo, zdegradowanej przez okoliczności swojego bytowania do najbardziej podstawowych funkcji fizjologicznych.

Sytuacja zaiste musi być straszna, skoro nawet zadeklarowany katastrofista chwyta się ostatniej deski nieuzasadnionego optymizmu i kończy swoją książkę stwierdzeniem: „Nie chcemy zrezygnować z jej [prawdy – MKP] poszukiwania, nie możemy tego zrobić, i nie zrobimy” (s. 117). A przecież Herzog nie boi się sztucznej inteligencji ani innych nowych technologii – brawurowo stwierdza, że Elon Musk obiecał zabrać go w podróż na Marsa, i skrupulatnie wykorzystuje do promowania własnej osoby wygenerowaną przez AI „nieskończoną rozmowę” między sobą a Slavojem Žižkiem (zob. https://www.infiniteconversation.com/). Najwyraźniej jednak przeraża go skala, na jaką w przestrzeń mediów cyfrowych oddelegowywane są kreatywne i poznawcze funkcje ludzkiego mózgu, w efekcie czego opisywany przez niego casus świni z Palermo może posłużyć jako metafora już nie tylko żałosnego losu astronautów zamkniętych w (na szczęście wciąż pozostających domeną SF) statkach generacyjnych, lecz także tych, którzy pozostaną na Ziemi.

Niestety szanse na to, by przekaz zawarty w „Przyszłości prawdy” dotarł do tych, którzy najbardziej go potrzebują, są niewielkie. Ci zaś, do których on dotrze, prawdopodobnie już teraz przejawiają (rzekomo coraz mniej modne) postulowane przez reżysera skłonności do krytycznego myślenia, czytania literatury i niespiesznego przemierzania świata. Dotrze też zapewne – a zapewne już dotarło – w procesie wciąż trwającego „trenowania” do licznych sztucznych inteligencji… Pozostaje jednak wątpliwość, czy na pewno będzie to najwłaściwsza przestrzeń do udzielenia odpowiedzi na chętnie powtarzane przez Herzoga pytanie: „Czy Internet o sobie śni?” (s. 115).

LITERATURA:

Cronin P.: „Herzog on Herzog”. London–New York 2002.

Herzog W.: „Deklaracja z Minnesoty. Prawda i fakt w kinie dokumentalny”. Przeł. Ł. Mojsak. W: „Herzog. Przewodnik Krytyki Politycznej”. Red. A. Wiśniewska, J. Kutyła. Warszawa 2010.

Johnson L.R.: „Forgotten Dreams. Revisiting Romanticism in the Cinema of Werner Herzog”. Rochester 2016.

Johnson L.R.: „Werner Herzog Remasters the Truth: Die Zukunft der Wahrheit and Recent Herzog Scholarship”. „German Studies Review” 2025, vol. 48, no. 1.
Werner Herzog: „Przyszłość prawdy”. Przeł. Ewa Mikulska-Frindo. Wydawnictwo Obroty [imprint Wydawnictwa ArtRage]. Warszawa 2026 [seria: Eseje].