UCZĄC MYŚLENIA (JON FREDERICKSON: 'MYŚLENIE KLINICZNE W PSYCHOTERAPII. CZYM JEST, CZEMU SŁUŻY ORAZ DLACZEGO I JAK GO NAUCZAMY')
A
A
A
Elementem, gorących w ostatnim czasie, debat na temat regulacji zawodów psychologa i psychoterapeuty wymagającym szczególnej refleksji powinno się stawać kształcenie. Oparcie teorii terapii na dowodach to bowiem dopiero początek drogi, by u adeptów jakiejś modalności terapeutycznej lub użytkowników jakiejś interwencji pojawiała się praktyka oparta na dowodach. Stąd jednym z największych priorytetów praktycznego i korzystnego społecznie wdrożenia regulacji zawodów pomocowych jest dobra koncepcja ich nauczania. O co chodzi w kształceniu psychologa lub terapeuty? Czy chodzi o rozwój wiedzy, świadomości metodologicznej, zestawu technik? Jon Frederickson, psychoterapeuta znany głównie z intensywnej krótkoterminowej psychoterapii dynamicznej (ISTDP), proponuje, by za jedną z centralnych zdolności terapeutycznych uważać myślenie kliniczne. Poza propozycją jego definicji i znaczenia w swojej najnowszej książce, zatytułowanej „Myślenie kliniczne w psychoterapii”, podaje także szereg bardzo precyzyjnych propozycji, jak tego myślenia uczyć.
Z pozoru używanie myślenia klinicznego przez kształcących się lub wykształconych terapeutów lub psychologów może wydawać się oczywistością. Frederickson sprawnie jednak argumentuje, że takie wyobrażenie jest życzeniowe. Autor przez liczne przykłady uwrażliwia na to, jak często w myśleniu profesjonalistów ster trzymają ukryte teorie, własne wyobrażenia oraz kopiowane od innych (np. superwizorów) nawyki. Prostym przykładem takiego błędu jest traktowanie przez profesjonalistę własnego odczucia jako faktu o pacjencie. Odczucie w relacji z pacjentem może być podpowiedzią na temat procesu, który dzieje się w terapeucie, między terapeutą a pacjentem lub w pacjencie. Podpowiedzią, punktem wyjścia do stawiania hipotezy klinicznej, ale nie wiedzą (rozpoznanym faktem). Myślenie kliniczne pomaga, by takich błędów nie popełniać, bo precyzyjniej i mniej naiwnie ujmuje proces kontaktu z klientem. Ta precyzja i obiektywizacja (zamiast intuicyjności) wynika jednak z procesu nabywania i integrowania różnych rodzajów wiedzy.
Frederickson wskazuje tutaj cztery rodzaje wiedzy budującej myślenie kliniczne: wiedzę deklaratywną, proceduralną, kontekstualną oraz metawiedzę (wiedzę o swoich procesach myślenia). Głębokie rozumienie pacjenta wymaga dobrego zintegrowania wiedzy o teoriach psychologicznych (widza deklaratywna), umiejętności stosowania interwencji opartych na tych teoriach (wiedza proceduralna), w sposób dostosowany do konkretnego pacjenta i momentu kontaktu (wiedza kontekstualna) oraz w sposób refleksyjny, zdolny do oceny uwarunkowań własnych posunięć i ich uzasadnień (metawiedza). Choć mogłoby się wydawać, że Frederickson nie robi nic nowego, pokazuje bowiem znane ustalenia z zakresu psychologii uczenia się (zwłaszcza osób dorosłych), to potraktowanie tej pozycji jako treści wtórnej, nad którą można przejść do porządku dziennego byłoby jedną z form psychologicznych obron. Naiwnym wyobrażeniem okazuje się bowiem to, że w zautomatyzowanej wiedzy profesjonalisty te procesy są zintegrowane w sposób bezbłędny i nie wymagający korekt. Myślenie kliniczne to w pewnym sensie postawa zachowywania krytycyzmu względem swoich procesów poznawczych i decyzja o ich ciągłym reflektowaniu w celu doskonalenia i lepszego używania tego myślenia do osiągania celów terapeutycznych.
Poza zachętą do przyjęcia takiej refleksyjnej postawy, książka Fredericksona to swoisty podręcznik dla osób kształcących. Pokazuje, jakie formy uczenia profesjonalistów są skuteczne. A jakie można za takie uznać? Zadawanie pytań losowym uczestnikom grupy szkolącej się, prośby o odpamiętywanie i definiowanie własnymi słowami, prośby o przeplatanie różnych koncepcji do rozumienia danego przypadku, scenki, modelowanie postawy współczucia… To brzmi wymagająco. I według Fredericksona właśnie należy myśleć o tym, że szkolenie do pracy terapeutycznej jest wymagające. To, może niepopularne, zaproszenie do ciągłego wychodzenia ze strefy komfortu okazuje się gwarantem realnego nabywania umiejętności. Adept psychologii lub psychoterapii w świetle tej koncepcji musi zatem mieć pewien poziom odwagi do mierzenia się z niewłaściwymi wzorcami myślenia i gotowość do ich korygowania. Frederickson na przykładzie licznych zapisów sesji superwizyjnych pokazuje, jak te korekty mogą wyglądać. Zarówno dodaje otuchy superwizantom, jak i podsuwa wskazówki superwizorom.
„Myślenie kliniczne w psychoterapii” to lektura specjalistyczna. Skorzystają na niej osoby szkolące się w zakresie zawodów pomocowych oraz prowadzące takie szkolenia. Na ogólnej koncepcji myślenia o uczeniu zyskają wszystkie osoby zaangażowane w procesy edukacyjne na różnych szczeblach. Ta książka nie tyle jest nieomylnym wykładem pokazującym dokładne odpowiedzi na pytania o sposób prowadzenia psychoterapii i pomocy psychologicznej. To raczej zapis metod myślenia, które mogą prowadzić do odpowiedzi coraz lepiej odwzorowujących świat pacjenta, który ten pacjent chce zmienić z powodu odczuwanego w nim cierpienia. To jedna z ważnych konkluzji tej pozycji. To pacjent (odbiorca interwencji) jest swego rodzaju superwizorem procesu; jego lub jej reakcje na posunięcia specjalisty to nieocenione informacje, które służą do weryfikowania hipotez na temat powodów trudności i sposobów ich minimalizowania. Odpowiedzi leżą zatem w relacji, ale by je wydobyć, potrzebne są narzędzia myślenia, które pozwoli nam zauważyć właściwe wskazówki, zinterpretować je według najlepszej wiedzy o procesach psychicznych i zaadresować przez efektywne interwencje.
Z pozoru używanie myślenia klinicznego przez kształcących się lub wykształconych terapeutów lub psychologów może wydawać się oczywistością. Frederickson sprawnie jednak argumentuje, że takie wyobrażenie jest życzeniowe. Autor przez liczne przykłady uwrażliwia na to, jak często w myśleniu profesjonalistów ster trzymają ukryte teorie, własne wyobrażenia oraz kopiowane od innych (np. superwizorów) nawyki. Prostym przykładem takiego błędu jest traktowanie przez profesjonalistę własnego odczucia jako faktu o pacjencie. Odczucie w relacji z pacjentem może być podpowiedzią na temat procesu, który dzieje się w terapeucie, między terapeutą a pacjentem lub w pacjencie. Podpowiedzią, punktem wyjścia do stawiania hipotezy klinicznej, ale nie wiedzą (rozpoznanym faktem). Myślenie kliniczne pomaga, by takich błędów nie popełniać, bo precyzyjniej i mniej naiwnie ujmuje proces kontaktu z klientem. Ta precyzja i obiektywizacja (zamiast intuicyjności) wynika jednak z procesu nabywania i integrowania różnych rodzajów wiedzy.
Frederickson wskazuje tutaj cztery rodzaje wiedzy budującej myślenie kliniczne: wiedzę deklaratywną, proceduralną, kontekstualną oraz metawiedzę (wiedzę o swoich procesach myślenia). Głębokie rozumienie pacjenta wymaga dobrego zintegrowania wiedzy o teoriach psychologicznych (widza deklaratywna), umiejętności stosowania interwencji opartych na tych teoriach (wiedza proceduralna), w sposób dostosowany do konkretnego pacjenta i momentu kontaktu (wiedza kontekstualna) oraz w sposób refleksyjny, zdolny do oceny uwarunkowań własnych posunięć i ich uzasadnień (metawiedza). Choć mogłoby się wydawać, że Frederickson nie robi nic nowego, pokazuje bowiem znane ustalenia z zakresu psychologii uczenia się (zwłaszcza osób dorosłych), to potraktowanie tej pozycji jako treści wtórnej, nad którą można przejść do porządku dziennego byłoby jedną z form psychologicznych obron. Naiwnym wyobrażeniem okazuje się bowiem to, że w zautomatyzowanej wiedzy profesjonalisty te procesy są zintegrowane w sposób bezbłędny i nie wymagający korekt. Myślenie kliniczne to w pewnym sensie postawa zachowywania krytycyzmu względem swoich procesów poznawczych i decyzja o ich ciągłym reflektowaniu w celu doskonalenia i lepszego używania tego myślenia do osiągania celów terapeutycznych.
Poza zachętą do przyjęcia takiej refleksyjnej postawy, książka Fredericksona to swoisty podręcznik dla osób kształcących. Pokazuje, jakie formy uczenia profesjonalistów są skuteczne. A jakie można za takie uznać? Zadawanie pytań losowym uczestnikom grupy szkolącej się, prośby o odpamiętywanie i definiowanie własnymi słowami, prośby o przeplatanie różnych koncepcji do rozumienia danego przypadku, scenki, modelowanie postawy współczucia… To brzmi wymagająco. I według Fredericksona właśnie należy myśleć o tym, że szkolenie do pracy terapeutycznej jest wymagające. To, może niepopularne, zaproszenie do ciągłego wychodzenia ze strefy komfortu okazuje się gwarantem realnego nabywania umiejętności. Adept psychologii lub psychoterapii w świetle tej koncepcji musi zatem mieć pewien poziom odwagi do mierzenia się z niewłaściwymi wzorcami myślenia i gotowość do ich korygowania. Frederickson na przykładzie licznych zapisów sesji superwizyjnych pokazuje, jak te korekty mogą wyglądać. Zarówno dodaje otuchy superwizantom, jak i podsuwa wskazówki superwizorom.
„Myślenie kliniczne w psychoterapii” to lektura specjalistyczna. Skorzystają na niej osoby szkolące się w zakresie zawodów pomocowych oraz prowadzące takie szkolenia. Na ogólnej koncepcji myślenia o uczeniu zyskają wszystkie osoby zaangażowane w procesy edukacyjne na różnych szczeblach. Ta książka nie tyle jest nieomylnym wykładem pokazującym dokładne odpowiedzi na pytania o sposób prowadzenia psychoterapii i pomocy psychologicznej. To raczej zapis metod myślenia, które mogą prowadzić do odpowiedzi coraz lepiej odwzorowujących świat pacjenta, który ten pacjent chce zmienić z powodu odczuwanego w nim cierpienia. To jedna z ważnych konkluzji tej pozycji. To pacjent (odbiorca interwencji) jest swego rodzaju superwizorem procesu; jego lub jej reakcje na posunięcia specjalisty to nieocenione informacje, które służą do weryfikowania hipotez na temat powodów trudności i sposobów ich minimalizowania. Odpowiedzi leżą zatem w relacji, ale by je wydobyć, potrzebne są narzędzia myślenia, które pozwoli nam zauważyć właściwe wskazówki, zinterpretować je według najlepszej wiedzy o procesach psychicznych i zaadresować przez efektywne interwencje.
Jon Frederickson: „Myślenie kliniczne w psychoterapii. Czym jest, czemu służy oraz dlaczego i jak go nauczamy”. Red. Lidia Cierpiałkowska. Przeł. Joanna Stryjczyk. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

