ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 listopada 21 (141) / 2009

Anna Wróblowska,

KRÓTKO...

A A A
Jak to łatwo powiedzieć

W odróżnieniu od Wernera Herzoga, Peter Handke potraktował historię Kaspara Hausera w sposób ahistoryczny, uwypuklając uniwersalne mechanizmy rządzące w każdym społeczeństwie, niezależnie od czasu i miejsca. Tym tropem poszła także Barbara Wysocka, która wyreżyserowała „Kaspara” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. Za Handkem Wysocka celnie pokazuje językowe podstawy funkcjonowania społeczeństw, zniewolenie przez język i mówienie. W dotkliwy sposób unaocznia nam, że to nie my mówimy, ale jesteśmy mówieni. Pokazuje, jak język jednocześnie tworzy i zniewala człowieka, nie pozostawia też złudzeń – z tej niewoli uciec nie można. Spektakl Wysockiej rozpoczyna się jeszcze przed zgaszeniem świateł. Widzom wchodzącym na widownię towarzyszy głos Marty Malikowskiej-Szymkiewicz, czytającej didaskalia Handkego, słowami opisujące spektakl zanim go obejrzymy. Po tym wstępie rozpoczyna się transowy niemal seans socjalizowania Kaspara. Ten seans nie byłby tak sugestywny, gdyby nie wspaniałe role wspomnianej Marty Malikowskiej-Szymkiewicz , Maćka Prusaka, Tomasza Cymermana i przede wszystkim Szymona Czackiego w roli głównej. Obraz Kaspara uporczywie piszącego własne imię na podłodze sceny i powtarzane wielokrotnie zdanie „Chcę stać się taki, jaki był kiedyś ktoś inny” utrzymują w widzu niepokój jeszcze na długo po spektaklu. Przedstawienie Wysockiej, atakujące widza słowem w najróżniejszych formach, sprawia, że brakuje słów, by go opisać. Bo jak tu się odezwać, skoro jest się sparaliżowanym strachem przed mówieniem.

Peter Handke „Kaspar”. Reżyseria, scenografia i opracowanie muzyczne: Barbara Wysocka. Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego. Premiera: 14.03.2009.



Uwierający kamyk
Teatr Rozrywki nie ma szczęścia do tekstów pisanych specjalnie dla tej sceny. W zeszłym sezonie zawiódł Ingmar Villqist, którego „Czarodziejka z Harlemu” rozczarowała nie tylko publiczność, a nowy sezon rozpoczyna kolejne niepowodzenie – „Kamyk w bucie” Igora Šebo. Po sukcesie „Pomalu, a jeszcze raz” wszyscy spodziewali się kolejnej komedii mocno zabarwionej czeskim humorem. Co prawda, przed premierą autor asekurował się mówiąc, że napisał tragikomedię, ale efekt końcowy zadziwił wszystkich. „Kamyk w bucie” jest jedynie zlepkiem stereotypów na temat relacji damsko-męskich. W dodatku zlepkiem niesłychanie męczącym w odbiorze. Obcowanie z tym spektaklem przypomina zmagania pana Cogito z ziarenkiem piasku, które przedostało się do jego buta – każda kolejna minuta spektaklu jest dla widza coraz większą męczarnią. Niestety, gołym okiem widać, że męczą się także aktorzy: Małgorzata Gadecka i Mirosław Książek. Tym razem Igor Šebo zawiódł nie tylko jako dramatopisarz, ale także jako reżyser. Nie zdołał wymyślić aktorom żadnych innych działań poza smętnym snuciem się od krzesła do stolika i z powrotem. Historia Emilii – aktorki na finiszu kariery, niespełnionej jako żona, matka i kobieta – przytłacza i dłuży się niemiłosiernie. Trudno orzec, co kogo bardziej uwiera: nieudane życie Emilię czy nieudany spektakl widzów. Pozostaje cieszyć się myślą, iż cierpienie uszlachetnia.

Igor Šebo „Kamyk w bucie”. Reżyseria: Igor Šebo. Scenografia: Michał Urban. Muzyka: Jiři Toufar. Teatr Rozrywki. Premiera: 9.10.2009.



Kobiety samotne
O „Kieszonkowy atlas kobiet” Sylwii Chutnik teatr upomniał się jeszcze zanim powieść otrzymała Paszport Polityki. Z pewnością jednak spektakl Teatru Powszechnego z Warszawy w reżyserii i adaptacji Waldemara Śmigasiewicza nie przysporzy młodej autorce fanów, którzy po jego obejrzeniu zajrzeliby do książki. Przedstawienie może rozczarować tych, którzy powieść Chutnik przeczytali i zniechęcić tych, którzy jeszcze po nią nie sięgnęli. Na poziomie tekstu kameralny spektakl rozpisany został na pięć postaci – mieszkańców warszawskiej kamienicy, zaś sama Warszawa stała się szóstym bohaterem opowieści. Opowieści niezwykle błyskotliwej, łączącej humor z doskonałym wyczuciem języka, użyciem tego języka w sposób równie kaleki, jak kalekie są postaci „Atlasu”. Opowieści przedstawiającej trzy typy kobiet i jednego mężczyznę, który czuje się kobietą. Bazarowa sprzedawczyni, łączniczka powstańcza, paniopan i jedenastoletnia dziewczynka są z pozoru postaciami skrajnie różnymi, które łączy tylko imię Maria (i Marian) oraz miejsce zamieszkania. Jednak tym, co tak naprawdę łączy postaci Chutnik jest dojmująca samotność i wygnanie poza margines społeczny. Takiej spójności zabrakło w inscenizacji Śmigasiewicza, który podzielił spektakl na cztery monologi, przeplatane obecnością Narratora (Adam Woronowicz). Pomiędzy świetne występy Pauliny Holtz w roli Bazarówy i Anny Moskal w roli Marysi, wplecione zostały nijakie w wyrazie opowieści łączniczki (Joanna Żółkowska) i rencisty Mariana (Kazimierz Kaczor). Siła początku i finału zniweczona została przez brak pomysłów reżysera na pozostałe epizody, rozgrywane w konwencji nudnych i statycznych zwierzeń ludzi dotkniętych przez los. Dwa środkowe monologi odebrały szansę na ujawnienie się w pełnej krasie talentów Sylwii Chutnik oraz Joanny Żółkowskiej i Kazimierza Kaczora.

Sylwia Chutnik „Kieszonkowy atlas kobiet”. Adaptacja, reżyseria i opracowanie muzyczne: Waldemar Śmigasiewicz. Scenografia: Maciej Preyer. Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera, Mała Scena. Premiera: 6.03.2009.