Film - recenzje

Katarzyna Waletko

TRZY KOBIETY JEDNO ŻYCIE



Anglia, rok 1941. Virginia Woolf pisze list pożegnalny do swojego męża, wkłada kamień do kieszeni płaszcza, wchodzi do rzeki. Ona sama umrze, ale jej powieść "Pani Dalloway" połączy w jeden strumień życia losy trzech kobiet: ja samą, gospodynię domową - Laurę Brown z Los Angeles lat 50 oraz żyjącą współcześnie redaktorkę wydawnictwa - Klarysę z Nowego Jorku. Śmiercią pisarki zaczyna się powieść Michaela Cunninghama pt.: "Godziny", podobnie dzieje się w filmie, zrealizowanym na jej podstawie.

"Pani Dalloway" stała się punktem odniesienia nie tylko dla bohaterek powieści, filmu, ale także dla trzech mężczyzn: najpierw dla autora pierwowzoru literackiego Michaela Cunninghama, a następnie dla scenarzysty Davida Hare i reżysera Stephena Daldry'ego. W filmie zagrały wybitne aktorki: Meryl Streep (Klarysa), Nicole Kidman(Virginia) i Julianne Moore (Laura). Powstało dzieło, które wydaje się być potwierdzeniem poglądu Virginii Woolf na temat umysłu twórczego. Według niej "współdziałają w nim pierwiastki męskie i żeńskie, a każdy wielki umysł jest androgyniczny - działają w nim dwie równe siły: rozum jako pierwiastek męski; imaginacja, intuicja jako pierwiastki żeńskie" (V. Woolf, Pani Dalloway, Warszawa 1961, s. 233).

W filmie Daldry'ego odnajdziemy perfekcyjny montaż, uważny widz wyśledzi elementy łączące ze sobą trzy różne czasoprzestrzenie (tapety, kwiaty..), analogie w zachowaniach (zdejmowanie butów, urządzanie przyjęcia...) i wypowiedziach postaci. Ukazana w nim historia składa się z trzech części, do opowiedzenia których użyto odmiennych filtrów, oświetlenia, dominanty kolorystycznej. Jest jednak także coś, co wymyka się rozumowemu wyliczeniu, spostrzeżeniu. To tajemnica, niedopowiedzenie, tak silnie obecne w imaginacyjnej literaturze Virginni Woolf, których film, głównie dzięki wyciszonej, pozostawiającej oddech grze aktorskiej Nicole Kidman, nie zagubił. To w dużej mierze dzięki niej obraz pisarki, jaki powstaje na ekranie jest tak złożony i wieloznaczny. Widz zapomina w trakcie seansu, że to Nicole Kidman odtwarzająca postać Wirginii - to nie jej sposób chodzenia, nie jej głos, nie jej twarz.

Pani Dalloway w powieści pisarki miała swoje osobowe dopełnienie, był nim Septimus Warren Smith, który popełnił samobójstwo na skutek tragicznych wojennych przeżyć. Choć nigdy się nie spotkali, to jednak Klarysa dowiedziawszy się o jego śmierci na przyjęciu u Lady Bradshaw, poczuła duchową więź z tym mężczyzną. W filmie drugą połówką Virginii jest żyjący w kilkadziesiąt lat po niej "poeta - wizjoner" Richard (Ed Harris). Oboje napisali powieść o pani Dalloway. Ona stworzyła tę postać, on utożsamił ja z osobą swojej przyjaciółki, z Klarysą, którą opisał w swej książce. Tym, co ich także łączy, to ich miłość do literatury, głosy, które słyszą wokół siebie, ciemność, w której jak sami mówią są pogrążeni. Oboje w pewnym momencie zwracają się do najbliższych sobie osób z tym samym zapewnieniem: "nie sądzę, żeby znalazło się dwoje ludzi, którzy byliby tak szczęśliwi jak my". Virginia pisze o tym w swoim liście do męża - Leonarda, Richard mówi te słowa Klarysie. Leonard i Klarysa są w obu związkach stroną zapewniającą opiekę, reprezentują racjonalistyczne podejście do życia. Virginia i Richard - intuicyjne, to oni wybierają śmierć, która w ich przekonaniu uwolni pozostających przy życiu od ciężaru opieki nad nimi. Śmierć staje się aktem odwagi i wyzwolenia. Filmowa Virginia w rozmowie z córką swojej siostry zwierza się, że chciała zabić bohaterkę swej powieści, ale właśnie się rozmyśliła, i że w takim razie w jej miejsce będzie musiał zginąć ktoś inny. Tym kimś ma być poeta. Przepowiada w ten sposób zarówno swoją śmierć, jak i Richarda, która będzie miała miejsce w kilkadziesiąt lat po jej samobójstwie. Strumień życia, który połączył ze sobą trzy bohaterki filmu, w przypadku jednej z nich - Virginii i w przypadku Richarda, przemienił się w strumień śmierci (pisarka popełnia samobójstwo wchodząc do rzeki). Oboje zrezygnowali z poranków, o których pisali w swych powieściach i choć kochali życie, co sami często powtarzali, odważyli się porzucić je na zawsze. Virginia i Richard to umysł twórczy rozpisany na dwie osoby: kobietę i mężczyznę.

Klarysa z powieści "Pani Dalloway" uważała, że "skoro nasza zewnętrzna powłoka, skoro widzialna część naszych istnień jest tak bardzo krótkotrwała w porównaniu z niewidzialną częścią naszych istnień, która wychodzi daleko poza siebie, ta niewidzialna część może ostać się śmierci, może się odnaleźć zespolona w jakiś sposób z tą czy inną osobą, może nawet przebywać, czy nawiedzać po śmierci takie czy inne miejsce" (Woolf, s. 180).



Owa niewidzialna część połączyła ze sobą trzy bohaterki filmu. Postać każdej z nich odsyła do powieściowej pani Dalloway. Virginia, bo odczuwa w podobny jak ona sposób to, co ją otacza, bo ma swoją "męską połówkę". Laura Brown, bo streszczając swej przyjaciółce Kitty (Toni Collette) powieść "Pani Dalloway", daje do zrozumienia, że to jest książka o niej, a więc o kobiecie mającej przygotować przyjęcie, o której wszyscy myślą, że jest szczęśliwa. Wreszcie, Klarysa, bo to do niej Richard zwraca cię nazwiskiem tytułowej bohaterki powieści. Ona także, podobnie jak jej poprzedniczki, urządza przyjęcie, które przygotowywane z myślą o uczczeniu sukcesu literackiego Richarda, zmieni swój charakter i stanie się ostatnim pożegnaniem z przyjacielem. W początkowych partiach filmu dzięki zabiegom montażowym widzimy jak bohaterki budzą się równocześnie, czeszą się, przeglądają w lustrach, choć przecież żyją w odległych od siebie czasach. Laurę ze snu wywołuje dźwięk budzika, Virginię odgłos bijącego zegara, Klarysę elektronicznego zegarka. Gdy w ujęciu widzimy Louisa, znajomego, Klarysy i Richarda, wychodzącego na ulicę, to w następującym po nim dostrzegamy Virginię wyglądającą przez okno. Każda z bohaterek ma w swoim mieszkaniu, pokoju lustro. Może być ono metaforą poszukiwania przez te trzy kobiety własnej tożsamości, odpowiedzi na podstawowe pytania. Takim poszukiwaniem jest także pocałunek, który każda z bohaterek wymienia z kobietą. Tym, co je łączy, w sensie materialnych rekwizytów, są także tapety, których wygląd w domach poszczególnych postaci jest podobny, obecność kwiatów i jajek. Jajko - symbol życia, co warto zauważyć, jest rozbijane zarówno w wątku Virgini, tu przez służącą, jak i Klarysy, tu przez nią samą przygotowująca ciasto. W każdym z nich jest pokazana czyjaś śmierć. Tylko w wątku Laury jej brakuje, choć jak się później okaże i ona kogoś straci.

Wszystkie trzy bohaterki w jakimś stopniu są uzależnione od mężczyzn, choć relacje z nimi w przypadku każdej z nich przebiegają inaczej. Wirginia, mimo, że jest osobą o silnej osobowości, indywidualności, to jednak, głównie z racji swej choroby psychicznej, wymaga stałej opieki swego męża, który w ten sposób funkcjonuje w jej życiu jak ojciec (warto pamiętać, że ojciec Virginii Woolf miał bardzo trudny, surowy charakter, nie okazywał uczuć swej córce, ich brak w pewnym stopniu zrekompensował jej Leonard). Laura to przykładna żona, spełniająca sumiennie swoje domowe obowiązki, raczej akceptująca niż kochająca męża, który stał się dla niej odpowiednikiem zniewolenia, duchowej śmierci. Laura w rozmowie z Klarysą, którą odwiedzi po śmierci Richarda powie: "To była śmierć, a ja wybrałam życie".

Jeszcze innym rodzajem relacji z mężczyzną, jest ta zaistniała między Klarysą a Richardem. W ich przypadku nastąpiło odwrócenie sytuacji Virginii i Leonarda. Tu to kobieta opiekuje się mężczyzną, to ona musi walczyć o podtrzymanie w nim woli życia. Klarysa zastępuje mu matkę, która w dzieciństwie go opuściła, staje się dla niego kimś najważniejszym, bo jak sam mówi "został przy życiu dla niej, dla pani Dalloway". Nazwał ją w ten sposób po raz pierwszy kilkanaście lat wcześniej, na ganku wiejskiego domu, gdy położył rękę na jej ramieniu. To był dzień ich miłosnego spełnienia. Wspomnienie tego poranka tego wydarzenia, pani Dalloway, było dla niego najważniejszą motywacją by żyć. W momencie, gdy uświadomił sobie, że to już nigdy nie wróci, że czeka go już tylko ból i cierpienie, także fizyczne, wybrał, podobnie jak Virginia, śmierć. Laura w książce Cunninghama o ostatecznym zakończeniu swojego życia mówi: "To byłoby łatwe, jak zameldowanie się w hotelu. Tak samo proste" (M. Cunningham, Godziny, Łódź 1998, s. 177). Życie przechodzące w śmierć, tak jak przyjęcie na cześć pisarza zmieniające się w stypę. Virginia Woolf charakteryzując swoją bohaterkę w "Pani Dalloway" tak o niej pisała: "więc żeby ja poznać (czy żeby w ogóle poznać kogokolwiek), trzeba odszukać tych ludzi, którzy ją uzupełniają; a nawet poznać miejsca, które ją uzupełniają. Dziwaczne więzy łączą ją z ludźmi, z którymi nigdy nie rozmawiała"( Woolf, s.179)..

Losy trzech bohaterek "Godzin" dopełniają się wzajemnie, odzwierciedlają możliwość powtarzalności pewnych sytuacji życiowych, a co za tym idzie odsłaniają tajemnicę owej "niewidzialnej części naszych istnień", która może być wspólna wielu ludziom. Poznać kogoś, według Virginii Woolf, to odnaleźć tą osobę w innym człowieku, w przedmiotach ją otaczających, mężczyznę w kobiecie, kobietę w mężczyźnie. "Godziny" Stephena Daldry'ego są pochwałą przeżycia chwili, "godziny w tym czy w tamtym miejscu, kiedy nasze życie na przekór wszelkim przeciwnościom i oczekiwaniom otwiera się nagle przed nami" (Cunningham, s. 259). To także film o istocie sztuki, która może dawać nadzieje, spełniać funkcję terapeutyczną i połączyć w jedno: rzeczywistość, film i literaturę.

"Godziny" (The Hours). Reż. Stephen Daldry, scenariusz: David Hare, zdjęcia: Seamus McGarvey. Występują: Nicole Kidman, Meryl Streep, Julianne Moore. Wielka Brytania/USA 2002.