ISSN 2658-1086

1 sierpnia 15-16 (543-544) / 2026

Jakub Jakubik,

HAGIOGRAFIA ANTYCHRYSTA (QUINN SLOBODIAN, BEN TARNOFF: 'MUSKIZM. ŚWIAT WEDŁUG ELONA MUSKA')

A A A
Jak napisać książkę, która nie jest biografią, ale opowiada rzeczywiste losy ważnej postaci świata współczesnego? Recepta okazuje się dość prosta. Należy zsyntetyzować filozofię, którą człowiek ten kieruje się w swoim życiu pełnym sukcesów. Tak też założyli autorzy „Muskizmu”, a z równania wyszło im, że fundamentalny wpływ na obraz świata Elona Muska mają „Transformersy” i „Gwiezdne wojny”. Teza ryzykowna, ale przecież, w przypadku tego szaleńca wszystko jest możliwe. Prawda?

To nie jest biografia

Autorzy czerpią garściami z biografii „Elon Musk” napisanej przez Waltera Isaacsona. Dziury między cytowaniami z literatury na temat technologicznego wonderkida uzupełniają hagiograficznymi tezami osadzonymi w popkulturowej mieszance i kulcie American dream – po to, by na finiszu przedstawić scenariusze przyszłości z piekła rodem. Dlaczego? Gdy nie wiadomo, o co chodzi… Ale nie tak prędko! Z pewnością autorzy mają do powiedzenia coś sensownego. Zatem:

  1.  Elon Musk nie jest myślicielem systemowym ani kimś podległym pewnej ideologii, nie ma spójnego programu działa (zob. s. 14).

  2. Elon Musk jest symptomem pewnego zjawiska, a nie jego przyczyną.

  3. Tak jak fordyzm był systemem operacyjnym XX wieku, tak muskizm jest systemem operacyjnym XXI wieku (zob. s. 8).

  4. Muskizm obiecuje suwerenność dzięki technologii.


I w zasadzie tyle. Niektóre kwestie są dookreślane i omawiane bardziej szczegółowo, ale nie w sposób rewolucyjny. Powyższe tezy i stwierdzenia autorzy apriorycznie założyli we wstępie po to, by próbować uzasadnić ich sensowność na podstawie życiorysu Elona, jego działań przedsiębiorczych i politycznych – ale czynią to z marnym skutkiem. Sama idea muskizmu wydaje się niezwykle mętna i mimo bezpośrednich haseł, takich jak m.in. „forteczny futuryzm”, „nadzbiór”, „alchemia uwagi”, niewiele w tym przenikliwości.

Fakt – autorom udaje się względnie fortunnie zrelacjonować życie i działania Muska przy jednoczesnym sportretowaniu kontekstu społeczno-politycznego na podstawie imponującej bibliografii. Zaskakujące jednak jest, że tak obszerna kwerenda nie przerodziła się w sensowny esej ani nawet popnaukowy obraz świata. To zlepek tekstów powstałych wcześniej i tekstów dopisanych – zresztą często po prostu słabo. Trudno tu jednak określić, czy niezadowalający poziom wynika z niskiego poziomu oryginału, nieudanego tłumaczenia czy niekoniecznie najlepszej polskiej redakcji. Nie chcę wskazywać winnych, ale często zdarza się, że zdania wydają się „kwadratowe”, a proponowane idee – nieforemne. Czym bowiem jest „memiczna ekonomia kapitalizmu trolli” (s. 158)? Dociekliwy czytelnik wyobrazi sobie, w czym rzecz, ale z całą pewnością nie może liczyć na solidną podbudowę metodologiczną u autorów.

Co więcej, same rozdziały między sobą różnią się poziomem. Czy wynika to z podziału pracy między autorów? Czy może to kwestia różnic między tekstami napisanymi wcześniej i później? Trudno powiedzieć, ale z całą pewnością treści na przestrzeni tego samego rozdziału potrafią się powtórzyć kilkukrotnie, bynajmniej nie w sposób zaplanowany. Próżno szukać w tym retardacji budującej napięcie albo troski o czytelnika, który mógł zapomnieć o tym, co czytał trzy strony wcześniej. Co więcej, tak jak zdarzają się rozdziały ciekawe, uzupełnione o nieoczywiste informacje i kontekst polityczny Stanów Zjednoczonych, tak samo trafiają się rozdziały zupełnie trywialne, gdzie truizm goni truizm. Jest to więc książka bardzo nierówna.

Retoryka kanibalistyczna – o micie, tezie i braku puenty

W tym wszystkim autorzy sami sobie zaprzeczają. Piszą o muskizmie po to, by nie pisać o Musku, ale, nie ukrywajmy, to jemu jest ta książka poświęcona. To on zostaje pokazany jako koło zamachowe niemalże wszystkich opisywanych wydarzeń. Niewątpliwie – człowiek z wielką wolą mocy. Twierdzenie, że muskizm to system operacyjny wieku XXI, wydaje się zupełnie bezsensowne, bo według autorów, to w zasadzie Musk jest jedyną osobą, która go realizuje. Wszystko autorzy próbują ująć w spójny program. Jedyne, co pozostaje tezą możliwą do utrzymania, to stwierdzenie, że muskizm obiecuje suwerenność dzięki technologii. Ale czy to szczególnie wizjonerskie? Nie – i w tym pojawia się przestrzeń na budowanie mitu Muska jako konstruktu złożonego z popkulturowych opowieści sci-fi, mesjasza technologicznych bogów uwikłanego w memologiczne struktury poznawcze (autorzy byliby dumni z tego pojęciowego potworka). Proszę spojrzeć, w jaki sposób Slobodian i Tranoff konstruują quasi-metaforyczny obraz Elona: „Programista [Musk – J.J.] stapiał swój umysł z komputerem. Osiągał rodzaj cyborgicznej świadomości, zatracając się w cyfrowym flow tak głębokim, że przestawał odczuwać upływ czasu, a nawet obecność własnego ciała” (s. 31). To kilka linijek dalej pozwoli autorom na podparcie tezy o fascynacji cyborgizacją Muska, podczas gdy młody zdolny Elon zwyczajnie poświęcał kolejne dni na naukę programowania na komputerze Commodore 64. Programista stopiony umysłem z maszyną czy po prostu zdolny nastolatek zarywający nockę? Decyzja narracyjna należała do autorów. Zdecydowali się na hagiografię.

Ktoś mógłby zatem zapytać – jakie przesłanie niesie ze sobą maszynowy apostoł? Ano, żadne. Wszystkie te „świetne pomysły” podlane sosem modernistycznego kultu geniusza składają się na wyobrażony przez autorów dystopijny świat, w którym firma-kraj Muska ostatecznie sankcjonuje dominację białych mężczyzn. Jeżeli potraktować wcześniejsze zabiegi mitotwórcze poważnie, mamy do czynienia z prawdziwym technologicznym antychrystem. Daleko idące wnioski jak na bardzo bogatego pięćdziesięciolatka uzależnionego od internetu.

Co to znaczy w Polsce?

Decyzja o wydaniu książki w Polsce musiała zapaść pod wpływem obiecującej recepcji za granicą albo zwyczajnie chęci przybliżenia rodzimemu czytelnikowi tej, bądź co bądź, niezwykłej postaci zza oceanu. Próżno szukać w tej publikacji innej szansy. Nie mamy w Polsce odpowiedników, którzy próbowaliby działań na skalę Muska. Bo czy InPost kiedykolwiek dorównywał rozmachem działaniom SpaceX albo czy Rafał Brzoska kiedykolwiek miał taki wpływ polityczny w Polsce jak Musk w USA? Oczywiście, że nie – i, szczerze powiedziawszy, napawa mnie to optymizmem. Prócz archetypu przedsiębiorcy zbudowanego na obrazie Muska do Polski, póki co, nie przywędruje nic więcej, bo krajobraz społeczno-polityczny na to nie pozwala.

Świat według Elona Muska

W tym wszystkim trzeba przyznać, że wiele intuicji podsuwanych w książce nosi znamiona prawdziwych i adekwatnych. Jednakże sensacyjność narracji i niefortunna struktura argumentacyjna obdzierają publikację z największej wartości, czyniąc ją popowym przeglądem idei i pomysłów, które stały (lub mogły stać) za działaniami Elona Muska w trakcie jego kariery. Przeglądem podlanym dobrym researchem, ale w tym wszystkim mdłym, pozbawionym przyprawy krytycznej analizy, poprawnej argumentacji i solidnego wnioskowania. Jednocześnie zastanawiam się też, do kogo jest ta praca skierowana. Wiele wątków nie zostaje tu wytłumaczonych na tyle dobrze, by ktoś, kto nie śledzi działań Muska i komentarzy na ten temat, wiedział, o co chodzi. Co najwyżej może się po lekturze przestraszyć. Z kolei ktoś, kto jest na bieżąco, odnajdzie w tej książce garść dodatkowych informacji ukrytych w potoku niepotrzebnych słów. To mógłby być godzinny odcinek podcastu, a nie trzystustronicowy wywód w formie książki.

Na okładce możemy dostrzec dumny napis „Świat według Elona Muska” – i być może, to najbardziej akuratne odzwierciedlenie tego, co można znaleźć w środku. Tyle że, przeciwnie do intuicji autorów, z przytoczonych argumentów nie wynika, że w tym szaleństwie jest metoda. Tak jak „Świat według Kiepskich” obnażył absurd polskiej codzienności, tak świat według Elona Muska obnaża granice amerykańskich hagiografii i mitotwórstwa.
Quinn Slobodian, Ben Tarnoff: „Muskizm. Świat według Elona Muska. Przeł. Dawid Krawczyk. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2026 [seria: Impact].