ŚWIATY, KTÓRE... NIE ISTNIAŁY. ROZJAŚNIĆ MROKI DZIEJÓW (ANNA ZIELIŃSKA: 'HISTORYCZNE BZDURY O ŚREDNIOWIECZU. JAK NAPRAWDĘ ŻYŁO SIĘ W CZASACH DAM I RYCERZY?')
A
A
A
Popularność produkcji opartych na dziejach naszych przodków nie zawsze idzie w parze z wiernością wobec faktów historycznych; niektóre teorie jednak, bazujące na skojarzeniach, wydają się marketingowo niezwykle atrakcyjne. W dobie mody na „słowiańskość” pytania o to, dlaczego na języku polskim nie uczymy się o czasach przed chrztem, mają znakomity potencjał w kontekście instagramowych hooków. Jeżeli z kolei w centrum uwagi ktoś postawi czarownicę, to koniecznie zielarkę i najlepiej w towarzystwie historii średniowiecza.
W świetle tych, utrwalonych kulturowo, tendencji myślowych, rogi w hełmie wikinga są już najwyżej zabawnym reliktem; wadliwe fundamenty wiedzy na temat czasów zamierzchłych prowadzą jednak do dalszego rozpowszechniania nieprawdziwych teorii, które, w najlepszym wypadku, zostaną zapomniane, w najgorszym – odniosą spektakularne sukcesy medialne i zapiszą się złotymi zgłoskami w mediach społecznościowych, co skusi kolejne pokolenia. Wydaje się, że bluszczem mitów szczególnie obrosły właśnie wieki średnie. Na szczęście z odsieczą przybywa Anna Zielińska, autorka książki „Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?”, opublikowanej przez Wydawnictwo Sploty.
Premiera omawianej pozycji wydaje się naturalną formą kontynuowania misji Zielińskiej, którą można śledzić na facebookowym profilu „Historyczne bzdury”. Autorka w ramach swojej działalności rozprawia się z fałszywymi przekonaniami związanymi z epoką – w indywidualnym ironicznym stylu, który z powodzeniem można uznać za osobnego bohatera, odpowiedzialnego za intensywny rozwój strony.
„Historyczne bzdury o średniowieczu” to nie tylko historyczny przewodnik po dziejowych zakamarkach, ale również autorska gawęda; tych, których lekcje historii skutecznie zniechęciły do zgłębiania tajników średniowiecza, zachęcić może swoboda łączenia ciężaru wieków z współczesnym językiem. Książka, choć niewielka objętościowo, obfituje w ciekawostki, o których w szkole można zazwyczaj jedynie pomarzyć.
Czytelnicy i czytelniczki zostają zatem skonfrontowani m.in. z chirurgią średniowiecza, grunwaldzkim polem, specyfiką czasów „przed Mieszkiem”, ale i kwestiami dotyczącymi codziennego życia naszych przodków i przodkiń, takimi jak higiena. Zielińska ze znawstwem prowadzi ich przez… problemy stomatologiczne, zagadnienia dietetyczne czy tematykę kąpieli. Poza tym odbiorca i odbiorczyni ma okazję odwiedzić klasztor czy wziąć udział w dworskich tańcach. A dworska etykieta to tylko jedna strona medalu, bowiem Zielińska zaprasza czytelników i czytelniczki również na tzw. bal płonących.
Zdecydowaną zaletą książki jest odwaga autorki, która podejmuje także polemikę z uznanymi badaczami. Za jeden z największych atutów tej pozycji uważam świeżość spojrzenia, połączoną z wiedzą i poczuciem humoru. „Historyczne bzdury o średniowieczu” to książka, w której widać potencjał ku temu, by delektować się jej lekturą przy ognisku, w ramach festiwalu historycznego, pod niebem usłanym gwiazdami. Zielińska snuje wartką, soczystą, językowo pikantną opowieść, niedająca o sobie zapomnieć.
Szczególnie interesującą częścią książki jest rozdział „Niebyty”, w którym zostajemy skonfrontowani i skonfrontowane z postaciami-widmami, ale i elementami kultury wyssanymi z palca. Fanów i fanki słowiańszczyzny z pewnością szczególnie zainteresuje fragment poświęcony słowiańskim… runom. Co istotne, Zielińska poszczególne zjawiska często opisuje, odwołując się do dzieł kultury, które mogą uchodzić za opiniotwórcze.
„Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy” to książka, którą czyta się jednym tchem; po lekturze średniowiecze już nigdy nie będzie wyglądało tak samo. To typ lektury, której się potrzebuje, nawet jeżeli jeszcze się o tym nie wie.
W świetle tych, utrwalonych kulturowo, tendencji myślowych, rogi w hełmie wikinga są już najwyżej zabawnym reliktem; wadliwe fundamenty wiedzy na temat czasów zamierzchłych prowadzą jednak do dalszego rozpowszechniania nieprawdziwych teorii, które, w najlepszym wypadku, zostaną zapomniane, w najgorszym – odniosą spektakularne sukcesy medialne i zapiszą się złotymi zgłoskami w mediach społecznościowych, co skusi kolejne pokolenia. Wydaje się, że bluszczem mitów szczególnie obrosły właśnie wieki średnie. Na szczęście z odsieczą przybywa Anna Zielińska, autorka książki „Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?”, opublikowanej przez Wydawnictwo Sploty.
Premiera omawianej pozycji wydaje się naturalną formą kontynuowania misji Zielińskiej, którą można śledzić na facebookowym profilu „Historyczne bzdury”. Autorka w ramach swojej działalności rozprawia się z fałszywymi przekonaniami związanymi z epoką – w indywidualnym ironicznym stylu, który z powodzeniem można uznać za osobnego bohatera, odpowiedzialnego za intensywny rozwój strony.
„Historyczne bzdury o średniowieczu” to nie tylko historyczny przewodnik po dziejowych zakamarkach, ale również autorska gawęda; tych, których lekcje historii skutecznie zniechęciły do zgłębiania tajników średniowiecza, zachęcić może swoboda łączenia ciężaru wieków z współczesnym językiem. Książka, choć niewielka objętościowo, obfituje w ciekawostki, o których w szkole można zazwyczaj jedynie pomarzyć.
Czytelnicy i czytelniczki zostają zatem skonfrontowani m.in. z chirurgią średniowiecza, grunwaldzkim polem, specyfiką czasów „przed Mieszkiem”, ale i kwestiami dotyczącymi codziennego życia naszych przodków i przodkiń, takimi jak higiena. Zielińska ze znawstwem prowadzi ich przez… problemy stomatologiczne, zagadnienia dietetyczne czy tematykę kąpieli. Poza tym odbiorca i odbiorczyni ma okazję odwiedzić klasztor czy wziąć udział w dworskich tańcach. A dworska etykieta to tylko jedna strona medalu, bowiem Zielińska zaprasza czytelników i czytelniczki również na tzw. bal płonących.
Zdecydowaną zaletą książki jest odwaga autorki, która podejmuje także polemikę z uznanymi badaczami. Za jeden z największych atutów tej pozycji uważam świeżość spojrzenia, połączoną z wiedzą i poczuciem humoru. „Historyczne bzdury o średniowieczu” to książka, w której widać potencjał ku temu, by delektować się jej lekturą przy ognisku, w ramach festiwalu historycznego, pod niebem usłanym gwiazdami. Zielińska snuje wartką, soczystą, językowo pikantną opowieść, niedająca o sobie zapomnieć.
Szczególnie interesującą częścią książki jest rozdział „Niebyty”, w którym zostajemy skonfrontowani i skonfrontowane z postaciami-widmami, ale i elementami kultury wyssanymi z palca. Fanów i fanki słowiańszczyzny z pewnością szczególnie zainteresuje fragment poświęcony słowiańskim… runom. Co istotne, Zielińska poszczególne zjawiska często opisuje, odwołując się do dzieł kultury, które mogą uchodzić za opiniotwórcze.
„Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy” to książka, którą czyta się jednym tchem; po lekturze średniowiecze już nigdy nie będzie wyglądało tak samo. To typ lektury, której się potrzebuje, nawet jeżeli jeszcze się o tym nie wie.
Anna Zielińska: „Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?”. Wydawnictwo Sploty [imprint Grupy Helion]. Gliwice 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

