Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (300) / 2016

Michał Misztal,

KOMIKS NA CZASIE (AZYMUT. TOM 3. ANTROPOTAMY NIHILU)

A A A
„Antropotamy Nihilu” to trzeci tom bardzo dobrej, oryginalnej oraz przykuwającej uwagę serii. Poprzednie części „Azymutu” przypadły mi do gustu i właściwie jedynym moim zastrzeżeniem była majacząca na horyzoncie wątpliwość, czy to wszystko aby na pewno ma sens. Czy fabuła jest rzeczywiście przemyślana, czy może mamy do czynienia wyłącznie ze zbiorem dziwacznych pomysłów wrzuconych do jednego worka? Najnowszy epizod cyklu może i nie wyjaśnia tego do końca, jednak zdaje się sugerować odpowiedź no to pytanie.

Czytelnicy „Azymutu” powinni być już przyzwyczajeni, że komiks ten posiada wspaniałą szatę graficzną. Tak jest i tym razem: okładka od razu zachęca, aby zajrzeć do środka, gdzie ponownie znajdziemy plansze na najwyższym poziomie. „Antropotamy Nihilu” sprawiają, że znów wkraczamy do jedynego w swoim rodzaju, niesamowitego świata, zaludnianego przez fantastyczne istoty i cudaczne maszyny, przepięknie narysowane przez francuskiego artystę Jeana-Baptiste’a Andreae.

Scenariusz Wilfrida Lupano pcha opowieść we właściwym kierunku: mamy co prawda kilka nowych zagadek, ale na szczęście okazuje się, że wcześniejsze pomysły nie znalazły się w komiksie „ot, tak sobie” (a – przy całej sympatii dla tej serii – momentami można było odnieść takie wrażenie). Osobne wątki licznych bohaterów zaczynają się ze sobą splatać i wzajemnie na siebie wpływać. W końcu okazuje się, kim (być może) jest Mania Ganza, poznajemy króla Baamona i mamy okazję zobaczyć, jak wygląda pokonanie czasu i osiągnięcie nieśmiertelności – wszystko to w obliczu wojny wiszącej nad całymi królestwami. W czasie lektury czytelnik znów czuje się jak w czasach dzieciństwa, kiedy niemal każda poznawana fabuła była czymś całkowicie nowym.

Trzeci tom serii nie zaskakuje tylko pod jednym względem: autorzy znów stanęli na wysokości zadania, dokładnie tak, jak się spodziewałem. Nadal nie wiem, czy historia napisana przez urodzonego w Nantes scenarzystę zmierza do logicznego końca, choć wierzę, że tak będzie. Dlaczego? Bo to po prostu za dobry komiks, żeby coś miało się nie udać. Trzymam się tego stwierdzenia, wypatrując czwartej odsłony serii i szukając sposobu – podobnie do niektórych bohaterów „Azymutu” – na oszukanie czasu, bo chciałbym przeczytać ją jak najszybciej.
Wilfrid Lupano, Jean-Baptiste Andreae: „Azymut: Antropotamy Nihilu” („Azimut 3: Les anthropotames du Nihil”). Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2016.