Wydanie bieżące

1 listopada 21 (333) / 2017

Andrzej Ciszewski,

W TRZEWIACH TECHNOLOGICZNEGO MOLOCHA (BLAME! TOM 5)

A A A
Epicka, zapierająca dech w piersiach komiksowa odyseja powoli zmierza ku wielkiemu finałowi. Co wcale nie oznacza, że mnożące się wraz z każdym kolejnym woluminem pytania, spekulacje i przypuszczenia przynoszą w piątym tomie cyklu jednoznacznie brzmiące odpowiedzi.

Osobom niezaznajomionym z tematem służę zwięzłym résumé: proszę wyobrazić sobie świat, gdzie zagadkowa epidemia powoduje katastrofalną w skutkach mutację. Stałym elementem pejzażu przyszłości staje się wertykalna metropolia o tysiącach kondygnacji przedzielonych grubą warstwą megastruktury. Mnogość korytarzy, labiryntowych połączeń i skrajnie niebezpiecznych zakamarków to zasadniczy element aglomeracji, którą przemierza Killy – uzbrojony w emiter grawitonów protagonista poszukujący osób posiadających gen terminala sieciowego. Tylko takie jednostki mają bowiem dostęp do sieciosfery, a tym samym możliwość powstrzymania niekontrolowanego rozrostu miasta. Poziom trudności misji bohatera, wędrującego u boku Cibo (byłej szefowej działu badań Koncernu Biocyber), w znaczący sposób wzrasta za sprawą działalności Safeguardów, pojawiających się zawsze tam, gdzie ktoś nieuprawniony próbuje wkroczyć w rzeczywistość wirtualną.

Według znawców tematu uniwersum „BLAME!” – stworzone przez Tsutomu Niheia – wykazuje wiele cech wspólnych z budową oraz funkcjami komputera. Konstrukcje umieszczone w megastrukturze można zatem uznać za odpowiednik hardware’u, przedstawiciele Komitetu Zarządczego to ekwiwalent systemu operacyjnego, podczas gdy Safeguardzi działają niczym oprogramowanie antywirusowe. Zgodnie z ową symboliczną nomenklaturą opisywana przez mangakę rzeczywistość bazowa (w której funkcjonują protagoniści recenzowanego dzieła) jest realnym światem, sieciosfera zaś – internetem.

W czwartym tomie „BLAME!” poznaliśmy awaryjnych Safeguardów – mrukliwego Dhomochevsky’ego oraz Iko (aktualnie przypominającego unoszącą się w powietrzu holograficzną głowę) – którym w niniejszej odsłonie serii autor dał sporo pola do popisu, pokrótce przedstawiając także ich genezę. To właśnie ów nietuzinkowy duet ma za zadanie uniemożliwić Krzemowcom (dowodzonym przez Davinelu) przejęcie kontroli nad centrum składowania, a tym samym nawiązanie połączenia prowizorycznego, umożliwiającego dostęp do sieciosfery. Piąta odsłona bestsellerowego cyklu Tsutomu Niheia przynosi również kilka nowych informacji na temat budowy megastruktury oraz sugestii dotyczących tego, kim/czym jest Safeguard dziewiątego poziomu. Twórca „Abary” z powodzeniem aktywuje bohaterów drugiego planu – w tym epizodzie ukazując między innymi zaskakujące możliwości Pcell, Istoty Krzemowej obdarzonej (niemalże) ludzkim obliczem – jednocześnie wprowadzając na dramaturgiczną planszę nowego gracza.

Podobnie jak w poprzednich odcinkach, najnowsze przygody Killy’ego dostarczają ekstremalnych wrażeń: bezkompromisowe starcia (vide: przedstawiony na kilku stronach pojedynek protagonisty z Krzemowcem Schiffem) oraz budowlana destrukcja pełnią tu rolę widowiskowego motywu przewodniego. Sugestywny wygląd stechnicyzowanych postaci płynnie łączy się w „BLAME!” z zapadającą w pamięć opresyjną scenografią, pieczołowicie oddającą architektoniczne aspekty metropolii. Pełne rozmachu kompozycje przestrzenne, jak również zmyślne operowanie splash page’ami sprawiają, że lektura woluminu dostarcza estetycznej satysfakcji. Choć wiele kadrów opiera się wyłącznie na pozawerbalnych środkach artystycznej ekspresji, opowieść Tsutomu Niheia wciąga bez reszty, w równym stopniu budząc grozę, co urzekając godną pozazdroszczenia wyobraźnią. Konsekwentnie podtrzymywana już od pierwszego tomu aura niedopowiedzenia sprawia, że niektórzy czytelnicy kończący lekturę niniejszego albumu mogą mieć problem z powstrzymaniem cisnącego się na usta okrzyku: „Ale dokąd to wszystko zmierza?”. Fakt, „BLAME!” to chyba jedna z najbardziej enigmatycznych serii wydawanych na polskim rynku, choć właśnie w tej niejednoznaczności (poza wyżej wymienionymi atutami) upatruję jej największą wartość. Choć póki co nie sposób przewidzieć finału tej cyberpunkowej odysei, wierzę, że będzie on równie intrygujący jak dotychczasowe rozdziały opus magnum Tsutomu Niheia.
Tsutomu Nihei: „BLAME! Tom 5” („Shinsoban BLAME!”). Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała / Laboratorium Językowe KOTOKEN. Wydawnictwo J.P. Fantastica. Mierzyn 2017.